Beethoven

Autor: Dr Eugen Kolisko

Jakie są najbardziej uderzające cechy biografii Beethovena? Są dwie – jedna, że był największym z kompozytorów, ale głuchym. A druga to rozbieżność między wzniosłością jego twórczości muzycznej a nędzą jego życia osobistego. Jego temperament był, jak wszyscy wiedzą, choleryczny. I był jednym z najbardziej rewolucyjnych duchów, jakie kiedykolwiek istniały. Nie potrafił grać roli synestety wobec książąt, którzy mu patronowali. Pewnego razu, gdy książę Lichnowski zaprosił francuskiego generała i innych francuskich oficerów na przyjęcie muzyczne, jeden z oficerów zapytał Beethovena, czy „rozumie też skrzypce”. Beethoven nie raczył nawet odpowiedzieć. A kiedy książę zaprosił go do gry, rozegrała się straszna scena. Beethoven natychmiast opuścił dom pieszo, mimo ulewnego deszczu, i napisał do Lichnowskiego list następującej treści: „Książę! Czym jesteś, jesteś przez przypadek i urodzenie. Ja jestem tym, czym jestem, dzięki własnym wysiłkom. Są książęta i będzie ich jeszcze tysiące, ale Beethoven jest tylko jeden”. I znów, gdy Napoleon wygrał bitwę pod Jeną w 1806 r., Beethoven powiedział: „Wielka szkoda, że nie rozumiem sztuki wojennej tak dobrze jak sztuki muzycznej – pokonałbym go”. Innym ważnym wydarzeniem jest spotkanie z członkami rodziny cesarskiej podczas spaceru z Goethem. W liście do Bettiny von Arnim, Beethoven opisuje to zdarzenie: „Kiedy dwóch takich jak ja i Goethe spotyka się razem, ci wielcy panowie zmuszeni są zauważyć, co znaczy wielkość u takich jak my. Wczoraj, w drodze do domu, spotkaliśmy całą rodzinę cesarską. Widzieliśmy z daleka, że się zbliżają, a Goethe wymknął się ode mnie i stanął po jednej stronie. Mówiłem, co chciałem, nie mogłem go nakłonić, by postąpił jeszcze krok naprzód, więc wcisnąłem kapelusz na głowę, zapiąłem palto i z założonymi rękami wszedłem w najgęstszy tłum – książęta i pochlebcy ustawili się w szeregu. Książę Rudolf zdjął mój kapelusz po tym, jak cesarzowa powitała mnie po raz pierwszy…”

Beethoven był z pewnością wielkim indywidualistą. I on też zindywidualizował muzykę. Porównajcie Bacha, Haydna czy Mozarta z Beethovenem, a poczujecie się tak, jakby cała ich muzyka stała się przez Beethovena prawdziwym posiadaniem ludzkiej duszy – muzyka Beethovena jest adresowana wprost do pierwiastka zindywidualizowanej woli. Rodzina przyniosła mu same nieszczęścia. Biografowie zgodnie twierdzą, że jego ojciec Johann był „człowiekiem rozwiązłym, przystojnym i do niczego”, który tylko dzięki wpływom ojca zachował stanowisko nadwornego muzykanta elektora Kolonii. Również dziadek Beethovena był nadwornym muzykiem. „niski, muskularny, o niezwykle żywych oczach”. Jego żona była podobno uzależniona od alkoholu, a po śmierci jej syna Johanna, ojca Beethovena, sam elektor napisał w liście do swego marszałka nadwornego:„Dochody z akcyzy alkoholowej poniosły stratę z powodu śmierci Beethovena i Eichoffa”. Również inni członkowie rodziny mieli tę skłonność. A siostrzeńców i braci Beethovena spotykały same nieszczęścia. To oni uprzykrzyli mu całe życie w Wiedniu. Niewiele więc odziedziczył poza ciężarami. Beethoven zmarł na chorobę wątroby, na którą bardzo cierpiał przez całe życie, choć sam wcale nie był pijakiem. Badanie pośmiertne wykazało marskość wątroby i wynikającą z niej puchlinę. Jest to rzeczywiście choroba, która wynika z pijaństwa. Jego własna matka, która była delikatna i wytworna, była przez niego bardzo kochana; ale zmarła, gdy miał siedemnaście lat. Po ojcu odziedziczył cechy fizyczne: po matce odziedziczył łagodną naturę, która, tak sprzecznie, żyła w nim obok upartej energii innych jego przodków. Jego geniusz nie może być przypisany jego rodzinie, lecz tylko nieszczęsnym sprzecznościom w jego fizycznej naturze. Ojciec starał się zrobić z niego „cudowne dziecko”, a w rzeczywistości był on od najmłodszych lat pianistą. Los zetknął go z Mozartem, tuż przed końcem życia tego ostatniego: „Miej na niego oko” – pisał Mozart – „pewnego dnia sprawi, że świat będzie o nim mówił.” Wkrótce potem Mozart zmarł; a kiedy Beethoven, mając 21 lat, wyjechał na stałe do Wiednia, jego przyjaciel hrabia Waldstein napisał do niego słynny list, który wydaje się być objawieniem duchowej ciągłości nowoczesnego geniuszu muzycznego: „Drogi Beethovenie. Jedziesz do Wiednia, aby spełnić swoje od dawna pragnienia. Geniusz Mozarta opłakuje i płacze nad śmiercią swego ucznia. Znalazł schronienie, ale nie zajęcie, u niewyczerpanego Haydna! Przez niego pragnie stworzyć związek z innym. Z pomocą sumiennej pracy otrzymasz ducha Mozarta z rąk Haydna”.  Przeznaczenie prowadzi go wprost do miejsca jego wielkich osiągnięć dokładnie we właściwym czasie – w chwili, gdy ujawnia się jego własna indywidualność: jak to się dzieje zawsze po ukończeniu 21 lat. Jest to niezwykła „konstelacja”: Beethoven, którego zadaniem jest zindywidualizowanie muzyki, spotyka się, gdy rodzi się jego własne ego, z manierami Mozarta. A wszystko to dzieje się w czasach Rewolucji Francuskiej, którą można uznać za kryzys indywidualizmu.

Fakt głuchoty Beethovena jest zjawiskiem niezwykłym. Pierwsze jej oznaki pojawiły się, gdy miał trzydzieści lat, i stopniowo narastały. Już w 1801 roku list pokazuje, jak rozpaczliwie się z tym czuje… „Niebo wie, co się ze mną stanie! Nieraz przeklinałem swoje istnienie. Plutarch nauczył mnie rezygnacji”. Głuchoty, początkowo przerywanej, nie dało się wyleczyć, choć konsultował się z niezliczonymi lekarzami. Sam Beethoven już w 1815 roku zdradził angielskiemu przyjacielowi Charlesowi Neate’owi, jak po raz pierwszy ją zauważył. Podczas pisania opery (nie „Fidelia”, jak mówił) przeszkadzał mu w pracy „tenor; i podskoczywszy z wściekłości rzuciłem się na podłogę, jak to czynią aktorzy… a kiedy się podniosłem, odkryłem, że ogłuchłem i od tamtej pory tak jest”. Choć może nie jest to bezpośrednia przyczyna, niezwykle interesujące jest dostrzeżenie związku jego cholerycznego temperamentu z głuchotą. Jest faktem fizjologicznym, że człowiek w gwałtownym gniewie jest głuchy – nic nie „słyszy”. Z drugiej strony wątroba ma do czynienia z produkcją żółci, a w cholerycznym temperamencie wątroba jest stale dotknięta. Duchowa fizjologia człowieka zdaje sobie sprawę z tego, że poszczególne siły ludzkiego ego działają w całym organizmie. W wątrobie, cukier jest przechowywany, a następnie uwolniony do przepływu do mięśni, gdzie jest źródłem działania mięśni. Uderzające jest to, że Beethoven, który w swojej muzyce wykazuje tak silną indywidualną energię, w swoim zwykłym życiu był fenomenalnie niezdecydowany, nawet w najdrobniejszych sprawach. Jego biograf, W.J. Turner, z którego biografii Beethovena zaczerpnęłam większość moich cytatów, mówi: „Ledwie znalazł się w posiadaniu jednej kwatery, już coś mu się nie podobało i męczył się w poszukiwaniu innej. Często zdarzało się, że zajmował kilka kwater jednocześnie; był to drugi Herkules niezdecydowania. Nigdy nie mógł się zdecydować, której dać pierwszeństwo.” W liście do jednego z jego przyjaciół czytamy: „Beethoven był zawsze uważany wśród artystów za najwyższy przykład siły charakteru i heroicznej woli, ale jest wiele dowodów na to, że w sprawach praktycznych i w codziennym postępowaniu był niemal męczennikiem niezdecydowania”. Ten brak zdecydowania w życiu codziennym przeniósł na muzykę. Fakt, że był tak niezdecydowany we wszystkich zwykłych sprawach, świadczy o tym, że strumień sił, który powinien prowadzić do zdecydowanego działania, który naprawdę zaczyna się od wątroby i prowadzi energię do kończyn, był hamowany przez jej działanie. Ucho, wątroba i kończyny współpracują ze sobą; tworzą one jeden organiczny system, poprzez który wyraża się wola człowieka. Wyjaśnia to również głęboki związek, jaki istnieje między muzyką a wolą. Beethoven musiał się zmagać z absolutnym brakiem tego całego kompleksu. Jego choleryczny temperament czynił to jeszcze trudniejszym. Spróbujmy to wyjaśnić. Kiedy poruszamy mięśniami, drgają one; lekarz, słuchając skurczu mięśnia za pomocą stetoskopu, słyszy ten dźwięk. My sami go nie słyszymy, ale to właśnie z tą energią „dźwięku” poruszamy mięśniem. To jest nasza wola. Z drugiej strony, w uchu jest odwrotnie. Dźwięk staje się odczuwalny dla naszego wewnętrznego uznania. Ucho zatrzymuje ruch, czyli wibrację powietrza, i rodzi się dźwięk. Nasza wola jest głęboko dotknięta przez muzykę, którą słyszymy. Ale jak wygląda człowiek, kiedy słucha? – pozostaje nieruchomy. A wszystkie ruchy, które mógłby wprowadzić do swoich kończyn, kieruje do ucha. Nawet usta – które są zamknięte przez skurcz mięśni – otwierają się. Podczas słuchania strumień ruchów jest skierowany do wewnątrz. Pośrednikiem w tej biegunowości jest wątroba. U osoby muzykalnej i cholerycznej wszystko to działa ze zdwojoną siłą. Teraz niezwykłe jest to, że cała prawdziwa muzyka „Beethovena” zaczyna się dopiero w momencie, gdy zaczyna się jego głuchota. Rok 1800 jest progiem zarówno dla nowej muzyki, jak i dla głuchoty. Był to trzydziesty rok życia Beethovena. Zdolności muzyczne nie są bynajmniej czymś niezwiązanym z ciałem. Raczej budują one ciało, jak to właśnie zostało wskazane. To, co u zwykłego człowieka jest normalnym procesem, w organizmie Beethovena było straszliwą walką.  Nigdy nie mógłby stworzyć takiej muzyki, gdyby był zdrowy. Pokonał chorobę, zmieniając kierunek jej sił. Podniósł je do rangi heroicznej. Ale jego ciało musiało zostać porzucone. Jego fizyczne uszy zostały ogłuszone, a wątroba skurczona. Tak – choroba u geniusza jest czymś zupełnie innym niż choroba u zwykłych śmiertelników. Wiadomo, że „perły są chorobą”. Muzyka Beethovena jest całkowicie nierozerwalnie związana z jego głuchotą. Ale tu wkraczamy w sferę przeznaczenia. Jeśli to wszystko naprawdę wywiera głębokie wrażenie, to ma się wrażenie, że nic podobnego nie można znaleźć w zwykłym świecie historii – jest to w jakiś sposób mitologiczne. Mity greckie zdają się oferować nam podobne obrazy. Wydaje się, że działa tu tytaniczna siła. W mitologii greckiej jest jedna postać, szczególnie w opowieści o wielkich walkach Tytanów z Bogami, którą studium Beethovena przywołuje przed nasze oczy; jest to Prometeusz. Prometeusz był jednym z Tytanów. Mit mówi, że pomógł Zeusowi pokonać Kronosa i innych olbrzymów. Ale był przyjacielem człowieka. Przyniósł ludzkości wszystkie sztuki i nauki. Ukradł Zeusowi niebiański Ogień i dał go ludzkości. Jest więc inicjatorem wszelkiej zindywidualizowanej kultury ludzkiej. Ale Zeus w swoim gniewie, chcąc go ukarać, przykuł go do skały w górach Kaukazu; i wysłał orła, by pożerał jego wątrobę, która co noc odrastała na nowo. Musiał cierpieć przez trzydzieści lat, aż uwolnił go Herakles. Wszechmocny Zeus, władca kosmicznej mądrości, jest w opozycji do zbuntowanego mistrza śmiertelnej wiedzy i ludzkiej niezależności. Ale ten, kto ściąga niebiańską siłę, staje się bardziej przywiązany do swojej ziemskiej egzystencji – jest „przykuty do skały”. Ale kosmiczna mądrość nie może przynieść ludzkiej wolności: ta może powstać tylko na ziemi. Ajschylos w swojej trylogii: „Prometeusz niosący ogień”, „Prometeusz w okowach” i „Prometeusz uwolniony”, wprowadził ten mit, który stanowił część nauki misteriów, do sztuki dramatycznej.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mefiu
Mefiu
6 miesięcy temu

więcej o bethowenie bym prosił ^_^

1
0
Would love your thoughts, please comment.x