Konieczność i wolność

Pomieszanie pojęć, Rudolf Steiner, Berlin,  25.01.1916 r.  GA 166 w. 1, Konieczność i wolność w wydarzeniach światowych i w działaniu człowieka. Intermediarius: B.S.

Teraz, kiedy znów możemy być razem, moim zadaniem będzie w najbliższych dniach mówić o ważnych, ale raczej trudnych aspektach ludzkiej i światowej egzystencji, a w tym wykładzie z pewnością nie będziemy mogli dojść do żadnych wniosków; możemy jedynie zrobić początek. W miarę postępowania zobaczymy, jak ogromnie ważne są te właśnie pytania, jeśli mamy się wewnętrznie połączyć z poruszającymi duszę wydarzeniami naszych czasów. Gdybym miał w kilku słowach streścić to, o czym będę mówił, powiedziałbym: „konieczność w wydarzeniach światowych i w ludzkich działaniach” oraz „ludzka wolność w tych dwóch dziedzinach”.

            Nie ma prawie nikogo, kto by nie był mniej lub bardziej intensywnie zainteresowany tymi problemami, i być może nie ma prawie żadnych wydarzeń na planie fizycznym, które tak mocno przynaglają nas do zajęcia się tymi kwestiami, jak te, które obecnie rzucają cień na narody Europy i rozbrzmiewają w ich duszach. Jeśli spojrzymy na wydarzenia na świecie i nasze własne działania, czując, chcąc i myśląc w ramach tych wydarzeń, rozważając je na razie w połączeniu z tym, co nazywamy boskim kosmicznym przewodnictwem, kosmicznym przewodnictwem pełnym mądrości, widzimy, że to boskie przewodnictwo działa wszędzie. A jeśli spojrzymy na coś, co się wydarzyło i w co być może sami byliśmy zaangażowani, możemy zapytać potem: „Czy przyczyna tego wydarzenia, w które byliśmy zaangażowani, była tak bardzo częścią mądrego kosmicznego prowadzenia, że możemy powiedzieć, że było nieuniknione, aby wydarzyło się tak, jak się wydarzyło, a my sami nie mogliśmy postąpić inaczej?”. Albo, patrząc bardziej w przyszłość, moglibyśmy również powiedzieć: „W pewnym momencie w przyszłości wydarzy się taka czy inna rzecz, w której, jak sądzimy, możemy odegrać jakąś rolę. Czy nie powinniśmy założyć mądrego prowadzenia świata, że to, co wydarzy się w przyszłości, również nastąpi nieuchronnie lub, jak często mówimy, jest z góry ustalone?”. Czy nasza wolność może istnieć w takich warunkach? Czy możemy postanowić, że użyjemy idei i umiejętności, które zdobyliśmy, aby w jakiś sposób interweniować? Czy możemy zrobić cokolwiek, aby zmienić rzeczy poprzez sposób, w jaki interweniujemy, jeśli nie chcemy, aby wydarzyły się w sposób, w jaki musiałyby się wydarzyć bez naszej interwencji?

            Jeśli patrzymy w przeszłość, mamy tendencję do odnoszenia wrażenia, że wszystko było nieuniknione i nie mogło się zdarzyć inaczej. Jeśli patrzymy bardziej w przyszłość, mamy wrażenie, że musimy mieć możliwość ingerowania w bieg wydarzeń własną wolą na tyle, na ile potrafimy. Krótko mówiąc, zawsze będziemy w konflikcie między założeniem absolutnej i wszechogarniającej konieczności z jednej strony, a założeniem, że jesteśmy wolni z drugiej. Bez tego ostatniego założenia nie możemy bowiem utrzymać naszego światopoglądu i musielibyśmy zaakceptować fakt, że jesteśmy jak trybiki w ogromnej maszynie istnienia, rządzone przez siły rządzące maszyną do tego stopnia, że nawet obowiązki trybików są z góry określone.

            Jak wiecie, konflikt między wyborem jednej rzeczy a drugiej przewija się w pewnym stopniu przez wszystkie nasze intelektualne przedsięwzięcia. Zawsze istnieli filozofowie zwani deterministami, którzy uważali, że wszystkie wydarzenia, w których bierzemy udział poprzez nasze działania i naszą wolę są ściśle zdeterminowane, i zawsze istnieli również indeterminiści, którzy uważali, że przeciwnie, istoty ludzkie mogą interweniować w przebieg ewolucji poprzez swoją wolę i swoje pomysły. Wiecie też, że najbardziej skrajną formą determinizmu jest fatalizm, który tak mocno trzyma się przekonania, że świat jest przeniknięty duchową koniecznością, że zakłada, iż ani jedna rzecz nie mogłaby się wydarzyć inaczej, niż została z góry przewidziana, że istoty ludzkie nie mogą zrobić nic innego, jak tylko biernie poddać się losowi, który wypełnia cały świat tylko dlatego, że wszystko jest z góry ustalone.

            Być może niektórzy z was wiedzą, że Kant założył antynomiczną tabelę (antynomia – logiczna sprzeczność, paradoks), na której po jednej stronie zapisywał dane stwierdzenie, a po drugiej stronie zawsze umieszczał jego przeciwieństwo. Immanuel Kant, 1724-1804, niemiecki filozof Oświecenia. Jego antynomiczną tabelę można znaleźć w książce Krytyka czystego rozumu wydanej w 1781 r.] Na przykład po jednej stronie stało twierdzenie „W kategoriach przestrzeni świat jest nieskończony”, a po drugiej „W kategoriach przestrzeni świat jest skończony”. Następnie wykazał, że przy pomocy dostępnych nam pojęć możemy udowodnić jedno z tych twierdzeń tak samo dobrze, jak drugie. Możemy udowodnić z taką samą logiczną dokładnością, że „świat jest nieskończony zarówno w odniesieniu do przestrzeni, jak i czasu” lub że „świat jest skończony, zabity deskami, w odniesieniu do przestrzeni i że miał początek w czasie”.

            Pytania, które przedstawiliśmy, należą również do tych, które Kant umieścił na swojej antynomicznej karcie. Zwrócił on uwagę ludzi na fakt, że równie dobrze można dowieść pozytywnie, w sposób jak najbardziej poprawny i logiczny, że wszystko, co dzieje się w świecie, w tym ludzkie działanie, podlega sztywnej konieczności, jak i dowieść, że człowiek jest wolny i wpływa w taki czy inny sposób na bieg wydarzeń, gdy oddziałuje na nie swoją wolą. Kant uważał te pytania za znajdujące się poza sferą ludzkiej wiedzy, za pytania, które leżą poza granicami ludzkiego poznania, ponieważ jedno możemy udowodnić równie łatwo i niezbicie jak drugie.

            Nasze badania z ostatnich kilku lat dały wam mniej więcej podstawy do tego, by dotrzeć do sedna tej dziwnej tajemnicy. Jest to bowiem z pewnością tajemnicze pytanie, czy istoty ludzkie są związane koniecznością, czy też są wolne. Jest to zagadkowa sprawa. Jednak jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że obie te alternatywy mogą być niezbicie udowodnione. Nie znajdziecie żadnej podstawy do przezwyciężenia wątpliwości w tej dziedzinie, jeśli będziecie szukać poza tym, co nazywamy nauką duchową. Jedynie tło, jakie może dać nauka duchowa, pozwoli wam odkryć coś na temat tego, co leży u podstaw tego tajemniczego pytania.

            Tym razem zajmiemy się naszym tematem w bardzo powolnych etapach. Chciałbym tylko zapytać w oczekiwaniu: „Jak to jest możliwe, że istoty ludzkie mogą coś udowodnić i jednocześnie udowodnić jego przeciwieństwo?”. Kiedy zbliżamy się do tego rodzaju sprawy, z pewnością uświadamiamy sobie pewne ograniczenia w normalnym ludzkim pojmowaniu, w zwykłej ludzkiej logice. Z tym ograniczeniem ludzkiej logiki spotykamy się także w odniesieniu do innych spraw. Pojawia się ono zawsze wtedy, gdy człowiek chce swoimi pojęciami zbliżyć się do nieskończoności.

Mogę wam to pokazać na bardzo prostym przykładzie. Gdy tylko człowiek chce zbliżyć się swoim intelektem do nieskończoności, pojawia się coś, co można nazwać zamętem w jego pojęciach. Zademonstruję to w bardzo prosty sposób. Musisz być tylko trochę cierpliwy i podążać za tokiem myślenia, do którego prawdopodobnie nie jesteś przyzwyczajony. Przypuśćmy, że napiszę na tablicy kolejno liczby: 1, 2, 3, 4, 5 itd. Mógłbym ich napisać nieskończenie wiele: 1, 2, 3, 4, 5, 6, itd. czyż nie mógłbym? Mogę też napisać drugą kolumnę liczb; na prawo od każdej liczby mogę umieścić podwojoną liczbę, tak jak w tym przypadku:

1 – 2

2 – 4

3 – 6

4 – 8

5 – 10

6 – 12

i tak dalej.

I znów mogę ich napisać nieskończoną ilość. Teraz zgodzisz się ze mną, że każda liczba w prawej kolumnie jest również w lewej kolumnie. Mogę podkreślić 2, 4, 6, 8 i tak dalej. Spójrz na lewą kolumnę przez chwilę; możliwy jest nieskończony szereg liczb. Ten nieskończony szereg zawiera wszystkie liczby zawarte w prawej kolumnie. 2, 4, 6, i tak dalej są tam wszystkie. Mogę je dalej podkreślać. Jeśli spojrzeć na liczby, które są podkreślone, widać, że są one dokładnie połowa wszystkich liczb razem, ponieważ każdy inny jest podkreślony. Ale kiedy napiszę je po prawej stronie, mogę napisać 2, 4, 6, 8, i tak dalej w nieskończoność. Mam nieskończoną liczbę zarówno po lewej, jak i po prawej stronie, i nie można powiedzieć, że po prawej stronie jest ich mniej niż po lewej. Nie ma wątpliwości, że jestem zobowiązany do posiadania tak samo dużo liczb po prawej stronie, jak po lewej. A jednak, ponieważ każda inna liczba musiałaby być przekreślona po lewej stronie, aby lewa kolumna była taka sama jak prawa, nieskończona liczba po lewej stronie jest tylko połową nieskończonej liczby po prawej stronie. Oczywiście mam tyle samo liczb po prawej stronie, co po lewej, czyli nieskończoną liczbę, bo każdej liczbie po prawej stronie odpowiada jedna po lewej – a jednak liczba liczb po prawej stronie nie może być inna niż połowa liczb po lewej stronie.

            Nie ulega wątpliwości, że gdy tylko mamy do czynienia z nieskończonością, nasze myślenie staje się niejasne. Problem pojawiający się tutaj również nie może być rozwiązany, ponieważ jest tak samo prawdą, że po prawej stronie jest o połowę mniej liczb niż po lewej, jak i prawdą jest, że jest dokładnie tyle samo liczb po prawej stronie co po lewej. Tutaj masz problem w jego najprostszej formie.

            To prowadzi nas do uświadomienia sobie, że nasze pojęcia nie mogą być użyte tam, gdzie chodzi o nieskończoność, gdzie wykraczamy poza świat zmysłów – a nieskończoność wykracza poza świat zmysłów. I nie wyobrażaj sobie, że dotyczy to tylko nieograniczonej nieskończoności, ponieważ nie możesz użyć swoich pojęć również tam, gdzie chodzi o ograniczoną nieskończoność, ponieważ tam powstaje to samo zamieszanie. Załóżmy, że rysujesz trójkąt, kwadrat, pięciokąt, sześciokąt i tak dalej. Kiedy dojdziesz do konstrukcji o stu bokach, zbliżysz się do koła. Nie będziesz już w stanie odróżnić małych linii bardzo wyraźnie, zwłaszcza jeśli patrzysz na nie z daleka. Dlatego można powiedzieć, że okrąg jest wielokątem o nieskończonej liczbie boków. Jeśli mamy małe koło, to ma ono nieskończoną liczbę boków; jeśli mamy koło dwa razy większe, to nadal mamy nieskończoną liczbę boków – i to dokładnie dwa razy więcej!

            Nie musisz więc sięgać aż do nieograniczonej nieskończoności, bo jeśli weźmiesz małe kółko o nieskończonej liczbie boków i kółko dwa razy większe o nieskończonej liczbie boków, to nawet w sferze widzialnej, ograniczonej nieskończoności możesz napotkać coś, co wprawi twoje pojęcia w całkowite zakłopotanie. To, co właśnie powiedziałem, jest niezwykle ważne. Ludzie bowiem zupełnie nie zauważają, że istnieje tylko pewna dziedzina, w której nasze pojęcia mają zastosowanie, a mianowicie dziedzina planu fizycznego, i że istnieje szczególny powód, dlaczego tak musi być.

            Wiecie, w miejscu, gdzie ludzie atakują nas dość ostro – co obecnie ma miejsce w wielu miejscach ze strony bardzo wielu ludzi – pewien pastor wygłosił mowę przeciwstawiającą się naszej duchowej nauce i myśląc, że może to być szczególnie skuteczne, zakończył ją cytatem z Matthiasa Claudiusa. Cytat ten mówi z grubsza, że ludzie są naprawdę biednymi grzesznikami, którzy nie mogą wiele wiedzieć i powinni być zadowoleni z tego, co wiedzą, a nie uganiać się za tym, czego nie mogą wiedzieć. Pastor wybrał ten wers z wiersza Matthiasa Claudiusa, ponieważ myślał, że może nas oskarżyć o chęć przekroczenia świata zmysłów – w końcu, czyż Matthias Claudius nie powiedział już, że ludzie są niczym innym jak grzesznikami, którzy nie są w stanie wyjść poza ten świat zmysłów?

            „Przypadkiem”, jak to się mówi, nasz przyjaciel zajrzał do tego wiersza Matthiasa Claudiusa i przeczytał także poprzedzający go wers. Ten poprzedzający wers mówi, że człowiek może wyjść na zewnątrz i chociaż księżyc jest zawsze okrągłą kulą, to jeśli nie ma pełni, widzi tylko część księżyca, chociaż druga część jest tam obecna. W ten sam sposób jest wiele rzeczy na świecie, które ludzie mogliby sobie uświadomić, gdyby tylko spojrzeli na nie w odpowiednim momencie. W ten sposób Matthias Claudius chciał zwrócić uwagę na fakt, że ludzie nie powinni ograniczać się do natychmiastowego postrzegania zmysłowego i że każdy, kto pozwala się temu zwieść, jest biednym grzesznikiem. W rzeczywistości to, co dobry proboszcz zacytował z Matthias Claudius, odbija się na nim samym.

            Świat zmysłów – jeśli przypadkiem nie jesteśmy tacy jak ów pastor – uświadamia nam niekiedy, że gdziekolwiek spojrzymy, powinniśmy również spojrzeć w przeciwnym kierunku i odpowiednio dostosować nasze pierwsze spojrzenie. Jednak świat zmysłów nie może dostarczyć tej natychmiastowej korekty w odniesieniu do tego, co wykracza poza świat zmysłów. Nie możemy po prostu zacytować drugiego wersetu. Dlatego istoty ludzkie filozofują i, oczywiście, są przekonane o prawdziwości swoich spekulacji, ponieważ mogą one być logicznie udowodnione. Ale ich przeciwieństwo może być również logicznie udowodnione. Zajmijmy się więc dzisiaj pytaniem: „Dlaczego jest tak, że kiedy przekraczamy świat zmysłów, nasze myślenie staje się tak zagmatwane?”. I spojrzymy teraz na to pytanie w sposób, który przybliży nas do odpowiedzi. Jak to się dzieje, że dwa sprzeczne stwierdzenia mogą być uznane za słuszne? Przekonamy się, że ma to związek z faktem, że życie ludzkie znajduje się w swego rodzaju centralnej pozycji, w punkcie równowagi między dwiema biegunowo przeciwnymi siłami, arymaniczną i lucyferyczną.

            Możesz oczywiście zastanawiać się nad wolnością i koniecznością i wyobrazić sobie, że masz przekonujące dowody na to, że świat zawiera tylko konieczność. Ale przekonująca siła tego argumentu pochodzi od Arymana. Kiedy udowadniamy rzeczy w jednym kierunku, to Aryman prowadzi nas na manowce, a jeśli udowadniamy ich przeciwieństwo, to jesteśmy zwodzeni przez Lucyfera. Zawsze bowiem jesteśmy wystawieni na działanie tych dwóch mocy i jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że znajdujemy się pomiędzy nimi, to nigdy nie dojdziemy do sedna konfliktów w ludzkiej naturze, takich jak ten, który rozważaliśmy.

            Właściwie to w ciągu XIX wieku ludzie stracili poczucie, że w porządku świata, oprócz stanu równowagi, istnieją wahania wahadła w prawo i w lewo, wahania w kierunku Arymana i wahania w kierunku Lucyfera. To poczucie zostało całkowicie zatracone. W końcu, jeżeli w dzisiejszych czasach mówi się o Arymanie i Lucyferze, to uważa się, że nie jest się całkiem zdrowym, nieprawdaż? Do połowy XIX wieku nie było tak źle, ponieważ bardzo mądry filozof, Thrandorff, napisał tutaj w Berlinie w połowie XIX wieku bardzo ładny artykuł, próbując obalić argument pewnego duchownego. Duchowny ten dał do zrozumienia – i powinno być w porządku mówić o tym w naszych kręgach – że nie ma żadnego diabła i że mówienie o nim jest naprawdę strasznym przesądem. Mówimy raczej o Arymanie niż o diable. Filozof Thrandorff wypowiedział się przeciwko duchownemu w bardzo interesującym artykule „Diabeł: Nie ma dogmatycznego Boga. Jeszcze w połowie lat pięćdziesiątych XIX wieku próbował on niejako udowodnić istnienie Arymana na gruncie ściśle filozoficznym.

            Mam nadzieję, że w trakcie publicznych wykładów, które mam tu wygłosić w najbliższej przyszłości, będę mógł mówić o tej wymarłej części ludzkiego życia duchowego, o aspekcie teozofii, który całkowicie zaniknął w połowie XIX wieku. Aż do tego czasu ludzie wciąż mówili o tych rzeczach, nawet jeśli nazywali je innymi nazwami. Odczucie tych rzeczy zostało teraz utracone, ale zasadniczo istniało ono w delikatnej formie w XIV i XV wieku, aż musiało na jakiś czas zejść na dalszy plan w naturalnym biegu rzeczy. Wiemy oczywiście, jak to już często podkreślałem, że nauka duchowa w najmniejszym stopniu nie zaprzecza wielkiej wartości i znaczeniu postępu w naukach przyrodniczych. Postęp w nauce nie byłby możliwy, gdyby nie zatracono poczucia tej opozycji między Arymanem i Lucyferem, którą można odkryć tylko na poziomie duchowym. Musi się ono teraz ponownie wyłonić ponad próg ludzkiej świadomości. Chciałbym dać wam przykład, jak wyglądała sytuacja z Arymanem i Lucyferem w czasach, gdy ludzie mieli tylko przeczucie, że działają dwie różne siły. Oto przykład, który to zobrazuje. W starym ratuszu w Pradze znajduje się niezwykły zegar, który został wykonany w XV wieku. Zegar ten jest naprawdę cudowny. Na pierwszy rzut oka wygląda jak rodzaj zegara słonecznego, ale jest tak misternie skonstruowany, że pokazuje bieg godzin w dwojaki sposób: staroczeski i nowoczesny. W dawnym czeskim sposobie godziny biegły od 1, a raczej od 0 do 24, a w drugim tylko do 12. O zachodzie słońca wskazówka lub gnomon – a był tam cień – zawsze wskazywała 1. Zegar był tak ustawiony, że wskazówka dosłownie zawsze wskazywała 1 o zachodzie słońca. To znaczy, że pomimo różnych czasów zachodu słońca wskazówka zawsze pokazywała 1. Oprócz tego zegar pokazywał również, kiedy następowały zaćmienia słońca lub księżyca. Pokazywał również przebieg poszczególnych planet przez gwiazdozbiory, podając orbity planet. Była to naprawdę wspaniała konstrukcja i pokazywała nawet ruchome święta, to znaczy wskazywała, w jakim dniu w danym roku przypada Wielkanoc. Był to również kalendarz, podający przebieg roku od stycznia do grudnia, z uwzględnieniem faktu, że Wielkanoc jest ruchoma. Specjalna wskazówka pokazywała, w którym dniu wypada Wielkanoc, mimo że jest ruchoma, a także wskazywała Zielone Świątki. Zegar ten został więc skonstruowany w XV wieku w sposób niezwykle efektowny. I historia tego, jak został zbudowany, została zbadana. Ale oprócz tej historii – a dokumenty są dostępne do przeczytania, z wieloma opisami – istnieje legenda, która również ma na celu opisanie cudownej jakości tego zegara: po pierwsze w odniesieniu do jego wspaniałej konstrukcji, a następnie w odniesieniu do faktu, że człowiek, który był wystarczająco utalentowany, aby zrobić taki zegar, zawsze nakręcał go, dopóki żył. Po jego śmierci nikt nie mógł go nakręcić i wszędzie szukano ludzi, którzy mogliby go naprawić i uruchomić. Z reguły znajdowano tylko ludzi, którzy go psuli. Potem znajdowano kogoś, kto mówił, że potrafi go naprawić i robił to, a mimo to zegar ciągle się psuł. Z tych faktów zrodziła się swego rodzaju ludowa opowieść, która brzmi następująco: Pewnego razu, dzięki specjalnemu darowi z nieba, pewien prosty człowiek nabył umiejętność zrobienia tego zegara. Tylko on wiedział, jak się nim opiekować. Legenda przywiązuje wielką wagę do faktu, że był to tylko prosty człowiek, który nabył tę umiejętność dzięki szczególnej łasce, to znaczy, że został natchniony przez świat duchowy. Doszło jednak do tego, że gubernator chciał zatrzymać ten zegar specjalnie dla Pragi i nie dopuścić, aby inne miasto miało taki sam. Kazał więc oślepić natchnionego zegarmistrza, wyłupując mu oczy. W ten sposób człowiek ten wycofał się z życia. Ale tuż przed śmiercią poprosił jeszcze raz o chwilę na ponowne ustawienie zegara, i zgodnie z legendą wykorzystał ten moment na szybką manipulację i wprowadził taki zamęt w zegarze, że nikt już nigdy nie mógł go naprawić.

            Na pierwszy rzut oka wydaje się to bardzo bezpretensjonalną opowieścią. W sposobie skonstruowania tej historii jest pewne poczucie istnienia Arymana i Lucyfera oraz równowagi między nimi. Pomyślcie, jak wrażliwie ta historia została skonstruowana. Taką samą wrażliwą konstrukcję można znaleźć w niezliczonych opowieściach ludowych; wyrasta ona z tego samego pewnego uczucia do Lucyfera i Arymana. Opowieść zaczyna się w pozycji równowagi, czyż nie? Dzięki aktowi łaski ze świata duchowego człowiek zyskuje zdolność skonstruowania niezwykłego zegara. Nie ma w tym śladu egoizmu, choć każdy może ulec egoizmowi. To był dar łaski i on naprawdę nie zbudował tego zegara z egoizmu. Nie było w tym również żadnej intelektualności, gdyż jest wyraźnie powiedziane, że był on prostym człowiekiem. Cały ten opis, że umiejętność ta była aktem łaski bez śladu egotyzmu, i że był on prostym człowiekiem wolnym od intelektualizmu, był w rzeczywistości podany po to, aby wskazać, że w duszy tego człowieka nie było śladu Arymana i Lucyfera, ale że znajdował się on całkowicie pod wpływem boskich mocy, które były dobre i postępowe.

            Lucyfer mieszkał w gubernatorze. Z egoizmu chciał on zatrzymać zegar wyłącznie dla swojego miasta i dlatego oślepił zegarmistrza. Lucyfer jest umieszczony po jednej stronie. Jak tylko Lucyfer się tam znajdzie, zawsze sprzymierza się ze swoim bratem Arymanem. A ponieważ człowiek został oślepiony, ta inna siła zyskuje zdolność atakowania z zewnątrz poprzez zręczną manipulację. To jest właśnie dzieło Arymana. W ten sposób siła dobra umieszczona jest między Lucyferem a Arymanem. Taką wrażliwą konstrukcję można znaleźć w wielu, nawet najprostszych, opowieściach ludowych. To odczucie interwencji Arymana i Lucyfera w życie mogło się zatracić w czasie, kiedy musiało się ugruntować poczucie, że dodatnia i ujemna elektryczność, dodatni i ujemny magnetyzm itd. są podstawowymi siłami świata materialnego. To poczucie duchowego postrzegania świata musiało się wycofać, aby mogły się rozwijać badania naukowe.

Przyjrzymy się teraz, jak Aryman i Lucyfer ingerują w to, co ludzie nazywają wiedzą, w to, co ludzie nazywają swoim stosunkiem do świata w ogóle, w sposób, który prowadzi do tego właśnie zamieszania, o którym mówiliśmy. To zamieszanie jest szczególnie widoczne w pytaniach, które przedstawiliśmy. Weźmy prosty, hipotetyczny przykład. Równie dobrze mógłbym go zaczerpnąć z wielkich wydarzeń światowych, jak i z codziennych zdarzeń. Załóżmy, że trzy lub cztery osoby przygotowują się do wyjazdu na przejażdżkę. Planują przejechać, powiedzmy, przez przełęcz górską. Na przełęczy tej znajdują się przewieszone skały. Ludzie są gotowi do jazdy i zamierzają wyruszyć o umówionej godzinie. Ale szofer właśnie zamówił kolejny kufel piwa, które podano mu trochę za późno. Opóźnia więc wyjazd o pięć minut. Potem wyrusza z grupą. Jadą przez wąwóz. Gdy podjeżdżają pod wystającą skałę, ta odrywa się, spada na pojazd i przygniata całą grupę. Wszyscy giną, a może to tylko pasażerowie zostali zabici, a szofer został oszczędzony. Mamy taki przypadek. Można by zapytać, czy była to wina szofera, czy też całą sprawą rządziła absolutna konieczność. Czy to było absolutnie nieuniknione, że tych ludzi spotkała ta katastrofa w tym właśnie momencie? I czy spóźnienie szofera było tylko częścią tej konieczności? A może moglibyśmy sobie wyobrazić, że gdyby szofer był punktualny, przeprowadziłby ich przez przełęcz na długo przed upadkiem skały, a oni nigdy nie zostaliby przez nią uderzeni?

            Tutaj, w samym środku codziennego życia, mamy to pytanie o wolność i konieczność, które jest ściśle związane z „winnym” lub „niewinnym”. Oczywiście, jeśli wszystko podlega absolutnej konieczności, nie możemy powiedzieć, że szofer był w ogóle winny z wyższego punktu widzenia, ponieważ było całkowicie nieuniknione, że tych ludzi spotkała śmierć.

            Z tym problemem spotykamy się w życiu cały czas. Jest to, jak już powiedzieliśmy, jedno z najtrudniejszych pytań, rodzaj pytania, w którym Aryman i Lucyfer najłatwiej przeszkadzają, gdy próbujemy znaleźć rozwiązanie. Aryman jest tym, który pojawia się jako pierwszy, kiedy to pytanie jest rozwiązywane, jak zobaczymy.

            Będziemy musieli podejść do tego pytania pod innym kątem, jeśli chcemy uzyskać odpowiedź. Widzicie, jeśli zaczniemy rozwiązywać takie pytanie od myśli: „Mogę łatwo podążać za biegiem wydarzeń: głaz spadł – to się stało”, a następnie zapytamy: „Czy to rzeczywiście wynika z konieczności czy z wolności? Czy mogło się stać inaczej?” Patrzymy tylko na zewnętrzne wydarzenia. Przyglądamy się wydarzeniom, które mają miejsce na planie fizycznym. Teraz ludzie podążają za tym podejściem z tego samego impulsu, który prowadzi ich, jeśli mają materialistyczne spojrzenie, do zatrzymania się na ciele fizycznym podczas kontemplacji istoty ludzkiej. Każdy, kto nie wie nic o duchowej nauce, zatrzyma się teraz na ciele fizycznym, nieprawdaż? Powie: „Istota ludzka, którą widzisz i czujesz, jest tym, co istnieje”. Nie wykracza poza ciało fizyczne do ciała eterycznego. A jeśli jest na wskroś świńsko-głowym materialistą, będzie szydził i drwił, gdy usłyszy ludzi mówiących, że pod gęstym ciałem fizycznym znajduje się subtelniejsze ciało eteryczne. A przecież wiecie, jak dobrze uzasadniony jest pogląd, że wśród członków istoty ludzkiej ciało eteryczne jest najbardziej związane z ciałem fizycznym, i z biegiem czasu przyzwyczailiśmy się wiedzieć, że nie należy mówić tylko o ludzkim ciele fizycznym, ale także o ludzkim ciele eterycznym i tak dalej.

            Niektórzy z was jednak być może nie zadali sobie jeszcze pytania „Jakim światem jest ten inny świat poza człowiekiem, świat, w którym zachodzą zwykłe wydarzenia światowe?”. W związku z tym mówiliśmy oczywiście o wielu rzeczach. Powiedzieliśmy, że na początku, gdy postrzegamy naszymi zmysłami zewnętrzne wydarzenia planu fizycznego, nie mamy pojęcia, że gdziekolwiek spojrzymy, tam są istoty elementarne; dokładnie tak samo jest, gdy po raz pierwszy spojrzymy na istotę ludzką.

            Istnieją ludzie, którzy mają pewną świadomość takich rzeczy. Ta świadomość może przyjść do nich na dwa różne sposoby. Być może zauważyłeś u siebie lub u innych ludzi coś takiego jak poniżej. Dana osoba miała jakieś doświadczenie, przychodzi do ciebie i mówi – lub może to być coś, czego ty doświadczyłeś i możesz powiedzieć: „Właściwie to miałem uczucie, że podczas gdy to doświadczenie miało miejsce na zewnątrz, coś zupełnie innego działo się również ze mną, w wyższej części mojej istoty.” To znaczy, głębsze natury mogą czuć, że wydarzenia nie mające w ogóle miejsca na planie fizycznym, mogą jednak mieć ważny wpływ na przebieg ich życia. Po pierwsze, tacy ludzie wiedzą, że coś się z nimi stało. Inni idą jeszcze dalej i widzą tego rodzaju rzeczy symbolicznie w snach. Ktoś śni, że przeżywa to czy tamto. Śni mu się na przykład, że zostaje zabity przez głaz. Budzi się i jest w stanie powiedzieć: „To był symboliczny sen; coś się wydarzyło w moim życiu duszy.” Często w życiu można udowodnić, że w duszy miało miejsce coś, co miało o wiele większe znaczenie niż to, co przydarzyło się danej osobie na planie fizycznym. Być może, że człowiek przeszedł o jeden stopień wyżej w wiedzy, oczyścił część swojej natury woli lub uczynił swoje uczucia bardziej wrażliwymi, lub coś w tym rodzaju.

            W wykładach, które niedawno tutaj wygłaszałem, zwracałem uwagę na to, że to, co człowiek wie poprzez swoje „ja”, jest właściwie tylko częścią tego, co się z nim dzieje, i że ciało astralne wie o wiele więcej, choć nieświadomie. Pamiętasz, jak o tym mówiłem. Ciało astralne z pewnością wie o bardzo wielu rzeczach, które dzieją się z nami w sferze nadzmysłowej, a nie w sferze zmysłów. Teraz z innego kierunku doszliśmy do tego, że coś nieustannie dzieje się z nami w sferze ponadzmysłowej. Tak jak w przypadku poruszania przeze mnie ręką, ruch fizyczny jest tylko częścią całego procesu, a za nim kryje się proces eteryczny, proces mojego ciała eterycznego, tak każdy proces fizyczny poza mną jest przeniknięty przez subtelny elementarny proces, który przebiega równolegle do niego i odbywa się w sferze nadzmysłowej. Nie tylko istoty są przeniknięte elementem nadzmysłowym, ale i całe istnienie.

            Przypomnij sobie coś, o czym wielokrotnie wspominałem, a co nawet wydaje się nieco paradoksalne. Zwracałem uwagę na to, że w sferze duchowej często mamy przeciwieństwo tego, co istnieje na planie fizycznym, nie zawsze, ale często. Dlatego jeśli coś jest prawdą tutaj na planie fizycznym, to prawda w odniesieniu do aspektu duchowego może wyglądać zupełnie inaczej. Nie zawsze, jak mówię. Ale w ciągu lat naliczyłem wiele przypadków, gdzie trzeba powiedzieć, że na poziomie duchowym jest dokładnie odwrotny wynik od tego, czego można by się spodziewać na planie fizycznym.

            Jeśli chodzi o zjawiska nadzmysłowe, które przebiegają równolegle do zjawisk świata zmysłowego, to czasami, a właściwie bardzo często, tak właśnie jest. Zbadajmy to więc. Jeśli widzimy, że grupa ludzi wyrusza autokarem i jedzie na przejażdżkę, a kawałek skały spada i przygniata ich, to jest to zdarzenie fizyczne. Równolegle z tym fizycznym wydarzeniem, to znaczy w jego obrębie, w taki sam sposób, w jaki nasze ciało eteryczne jest w nas, zachodzi zdarzenie duchowe. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że może to być dokładne przeciwieństwo tego, co dzieje się tutaj na planie fizycznym. W rzeczywistości bardzo często jest to dokładne przeciwieństwo. Może to również spowodować duże zamieszanie, jeśli nie będziemy uważać. Na przykład, może się zdarzyć następująca sytuacja. Jeśli ktoś nabył atawistyczne jasnowidzenie i posiada rodzaj drugiego widzenia, może mieć następujące doświadczenie: Przypuśćmy, że grupa ludzi wyrusza w podróż, ale w ostatniej chwili jeden z nich postanawia zostać z tyłu, osoba, która ma, powiedzmy, drugi wzrok. Zamiast iść z innymi, ta osoba zostaje z tyłu i po pewnym czasie ma wizję. W tej wizji może jej się ukazać dowolne zdarzenie. Może ona oczywiście równie dobrze zobaczyć, jak na grupę spadają głazy, jak i zobaczyć, na przykład – i to może być kwestia usposobienia – że przytrafiło się jej jakieś szczególne szczęście. Mógłby on bardzo dobrze widzieć, że grupa przeżywa bardzo radosne doświadczenie, a następnie usłyszeć, że zginęła w opisany przeze mnie sposób. Mogłoby się to zdarzyć, gdyby jasnowidz nie widział tego, co się dzieje na planie fizycznym – co mógłby widzieć – lecz widział to, co się dzieje jako równoległe wydarzenie na planie astralnym: ponieważ w momencie, kiedy ci ludzie opuszczali plan fizyczny, mogli zostać wezwani do czegoś szczególnego w świecie duchowym, czegoś, co napełniło ich obfitością nowego życia w świecie duchowym. Krótko mówiąc, osoba jasnowidząca mogła widzieć wydarzenie ze światów duchowych, które toczyło się w dokładnie przeciwnym kierunku, i to absolutnie sprzeczne wydarzenie mogło być prawdziwe. Naprawdę może być tak, że tu na planie fizycznym istnieje nieszczęście, które w świecie duchowym odpowiada wielkiemu szczęściu dla tych samych dusz.

            Teraz ktoś, kto myśli, że jest mądrzejszy od mądrego przewodnictwa świata (a są tacy ludzie), mógłby powiedzieć: „Gdybym ja rządził światem, nie robiłbym tego w taki sposób, że wzywam dusze do szczęścia w świecie duchowym, a jednocześnie obsypuję je nieszczęściem tu, na planie fizycznym. Zrobiłbym to lepiej niż to!”. Cóż, wszystko co można powiedzieć takim ludziom to: „Z pewnością można zrozumieć, że tutaj na planie fizycznym ludzie mogą łatwo zostać wprowadzeni w błąd przez Arymana. Ale kosmiczna mądrość zawsze wie lepiej”. Może to być kwestia następująca: Zadanie, które czeka dusze w świecie duchowym, wymaga, żeby miały one to doświadczenie tutaj na planie fizycznym, żeby mogły spojrzeć wstecz, że tak powiem, na to fizyczne wydarzenie swojego ziemskiego życia i nabrać pewnej potrzebnej im siły. To znaczy, że dla dusz, które ich doświadczają, te dwa zdarzenia, fizyczne i duchowe, mogą koniecznie być razem.

            Moglibyśmy przytaczać wszelkiego rodzaju hipotetyczne przykłady, pokazujące, że kiedy coś ma miejsce tutaj, na planie fizycznym, istnieje niejako eteryczne ciało tego wydarzenia, elementarne, nadzmysłowe wydarzenie, które do niego należy. Nie wolno nam jedynie generalizować, jak to czynią panteiści, i poprzestać na ogólnym stwierdzeniu, że u podstaw tego, co fizyczne, leży świat duchowy, lecz musimy podać konkretne przykłady. Musimy być świadomi, że za każdym zdarzeniem fizycznym kryje się zdarzenie duchowe, prawdziwe zdarzenie duchowe, a oba razem tworzą całość.

            Jeżeli śledzimy przebieg wydarzeń na planie fizycznym, to możemy powiedzieć, że dochodzimy do punktu, w którym łączymy wydarzenia na planie fizycznym za pomocą myśli. I kiedy obserwujemy, co się dzieje na planie fizycznym, dochodzimy do punktu, w którym znajdujemy „przyczynę” dla każdego „skutku”. Tak właśnie jest. Ludzie wszędzie szukają przyczyny dla każdego skutku. Ilekroć coś się wydarzyło, ludzie zawsze muszą znaleźć tego przyczynę. Ale to oznacza znalezienie nieuchronności. Jeśli spojrzysz z wystarczającą pedanterią na prosty przykład, który wybrałem, możesz powiedzieć: „Cóż, ta grupa zebrała się i ustaliła swój wyjazd na określony czas. Ale jeśli sprawdzę, dlaczego szofer był spóźniony, pójdę w kilku kierunkach. Po pierwsze, mogę przyjrzeć się samemu szoferowi i zastanowić się, jak został wychowany i jak się spóźnił. Następnie przyjrzę się różnym okolicznościom, które doprowadziły do tego, że otrzymał kufel piwa zbyt późno. Wszystko, co w ten sposób znajdę, to jedynie łańcuch przyczyn. Będę mógł pokazać, jak jedno wydarzenie pasuje do innych w taki sposób, że sprawa nie mogłaby się potoczyć inaczej. Stopniowo dojdę do punktu, w którym całkowicie wyeliminuję wolną wolę szofera, bo jeśli mamy przyczynę dla każdego skutku, to obejmuje to również wszystko, co szofer robi.” Szofer chciał tylko jeszcze jednego kufla piwa, nieprawdaż, ponieważ prawdopodobnie nie został wystarczająco zbesztany za młodu. Gdyby był częściej bity – a to nie jego wina, że nie był – sprawy nie potoczyłyby się tak, jak się potoczyły. Patrząc na to w ten sposób, możemy oprzeć całą sprawę na łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Ma to związek z tym, że tylko na płaszczyźnie fizycznej możemy posługiwać się pojęciami. Bo zastanów się: jeżeli chcesz coś zrozumieć, to jedna myśl musi wynikać z drugiej, to znaczy, że jesteś uzależniony od tego, czy potrafisz rozwinąć jedną myśl z drugiej. W naturze pojęć leży to, że jedno wynika z drugiego. Tak musi być. Jednak to, co na planie fizycznym można jasno i koniecznie powiązać ze sobą za pomocą pojęć, natychmiast się zmienia, gdy tylko wkraczamy do sąsiedniego świata duchowego. Tam mamy do czynienia nie z przyczyną i skutkiem, lecz z istotami. To tam istoty są aktywne. W każdej chwili jedna lub druga istota pracuje nad jakimś zadaniem lub wycofuje się z niego. Tam w ogóle nie chodzi o to, co można uchwycić za pomocą pojęć w zwykłym sensie.

            Gdybyście próbowali używać pojęć do tego, co dzieje się w świecie duchowym, mogłoby się zdarzyć, co następuje. Mógłbyś pomyśleć: „Cóż, oto jestem. Z pewnością jestem wystarczająco zaawansowany, aby dostrzec, że dzieje się coś duchowego. W jednej chwili zbliża się skrzat, potem sylf, a wkrótce potem inna istota. Teraz wszystkie te istoty są razem. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby zrozumieć, jakie będą tego skutki”. Na planie fizycznym jest to czasami łatwe do zrobienia, oczywiście. Jeżeli uderzymy kulę bilardową w określonym kierunku, to wiemy, w którą stronę poleci druga kula, ponieważ możemy to obliczyć. Jednak na planie duchowym może się zdarzyć, że gdy widzieliście jakąś istotę i teraz wiecie: „Ach, to jest skrzat, on wyrusza, żeby coś zrobić i zrobi to i to, łączy siły z inną istotą, a więc na pewno stanie się to, co się stanie”, to myślicie, że wszystko zrozumieliście. Ale w następnej chwili pojawia się inna istota i zmienia wszystko, albo istota, na którą liczyłeś, odpada, znika i nie bierze już udziału. Tam wszystko opiera się na istotach. Nie możecie połączyć wszystkiego swoimi pojęciami w taki sam sposób jak na planie fizycznym. Jest to całkiem niemożliwe. Tam na podstawie pojęć nie można wyjaśnić, że jedna rzecz wynika z drugiej. W świecie duchowym rzeczy działają razem w zupełnie inny sposób, w serii lub strumieniu zdarzeń duchowych, które przebiegają równolegle do zdarzeń fizycznych.

            Musimy oswoić się z faktem, że pod naszym światem istnieje świat, o którym nie tylko musimy zakładać, że jest duchowy w porównaniu z naszym, ale musimy również zakładać, że jego wydarzenia są ze sobą powiązane w zupełnie inny sposób niż wydarzenia w naszym świecie. W świecie duchowym, w prawdziwej rzeczywistości tego świata duchowego, nie możemy bowiem w ogóle nic zrobić ze sposobem, w jaki przywykliśmy wyjaśniać rzeczy w świecie naszych pojęć.

            Widzimy więc, że przenikają się dwa światy; jeden z nich można uchwycić za pomocą pojęć, a drugi nie, lecz można go tylko postrzegać. Wskazuję na coś, co sięga bardzo głęboko, ale ludzie nie są świadomi, jak głęboko sięga. Zastanówmy się przez chwilę, że jeśli ktoś uwierzyłby, że może udowodnić wszystko i że tylko to, co zostało udowodnione, jest prawdą, to mogłoby się zdarzyć, co następuje. Ta osoba mogłaby powiedzieć: „W gruncie rzeczy wszystko musi być udowodnione, a to, co nie zostało udowodnione, jest nie do przyjęcia. Dlatego wszystko co dzieje się w historii świata musi być możliwe do udowodnienia. Wystarczy więc, że się mocno zastanowię, a na pewno będę w stanie udowodnić, na przykład, czy Tajemnica Golgoty miała miejsce, czy nie.” Rzeczywiście, ludzie są dziś tak bardzo skłonni do stwierdzenia, że jeśli Tajemnica Golgoty nie może być udowodniona, to cała sprawa jest nonsensem i nigdy nie było takiego wydarzenia.

            A co ludzie myślą o dowodach? Myślą, że zaczyna się od jednej określonej koncepcji i od niej przechodzi się do następnej, a jeśli można to zrobić do końca, to sprawa jest udowodniona. Ale żaden inny świat poza fizycznym nie funkcjonuje według tego rodzaju dowodu. To rozumowanie nie ma zastosowania do żadnego innego świata. Gdybyśmy bowiem potrafili udowodnić, że Tajemnica Golgoty musiała się dokonać z konieczności, i można by to wywnioskować z naszych pojęć, nie byłby to wcale wolny czyn! Chrystus byłby wtedy zmuszony zejść na ziemię z kosmosu tylko dlatego, że ludzkie pojęcia to udowadniają i dlatego to nakazują. Tymczasem Tajemnica Golgoty musi być czynem wolnym, to znaczy takim, którego nie da się udowodnić. Ważne jest, aby ludzie to sobie uświadomili.

            To samo przecież dzieje się, gdy ludzie chcą udowodnić, że Bóg stworzył świat, albo że tego nie zrobił. Tam również przechodzą od jednej myśli do drugiej. Ale „stworzenie świata”, w każdym razie będzie wolnym czynem boskiej istoty! Z tego wynika, że nie możemy udowodnić Stworzenia jako następującego z konieczności z naszej serii pojęć; raczej musimy je dostrzec, aby do niego dojść. Mówimy więc coś o ogromnym znaczeniu, gdy stwierdzamy, że świat najbliższy naszemu – który, jako świat duchowy, przenika nasz – nie jest zorganizowany w sposób, który możemy przeniknąć za pomocą naszych pojęć i ich ostateczności, lecz że dochodzi tam do głosu pewien rodzaj wizji, w której wydarzenia układają się w zupełnie inny sposób.

            Dzisiaj chciałbym tylko dodać kilka słów na temat następujący. Kiedy byłem tutaj w czasie Świąt Bożego Narodzenia, zwróciłem waszą uwagę na to, że szczególnie w naszych czasach pojawiają się tak sprzeczne rzeczy, że są one dość mylące dla ludzkiego myślenia. Wyobraźcie sobie, że właśnie ukazała się książka wielkiego uczonego Ernsta Haeckela, Myśli o wieczności, wspominałem już o tym wcześniej. Te Myśli o Wieczności zawierają dokładnie przeciwieństwo tego, do czego wielu innych ludzi doszło w wyniku przeżywania ostatnich wydarzeń na świecie. Pomyślcie tylko, jest dziś wielu ludzi (przyjdzie nam mówić o tym fakcie w jego szczególnym związku z naszymi obecnymi studiami, ale dziś chciałem tylko dać wprowadzenie), którzy doświadczyli pogłębienia swoich uczuć religijnych tylko dlatego, że wydarzenia światowe mają tak strasznie przytłaczający wpływ na ich dusze; mówią oni bowiem: „Jeśli nie istnieje świat nadzmysłowy leżący u podstaw naszego świata fizycznego, jak możemy wyjaśnić to, co dzieje się w naszych czasach?” Wielu ludzi odkryło na nowo swoje uczucie do religii. Nie muszę opisywać ich toku myślenia; jest on oczywisty i można go dostrzec u tak wielu ludzi. Haeckel dochodzi do innego toku myślenia. W swojej niedawno wydanej książce wyjaśnia, że ludzie wierzą w nieśmiertelność duszy. Jednak, jak mówi, obecne wydarzenia dowodzą wystarczająco wyraźnie, że taka wiara jest niedorzeczna, ponieważ jesteśmy świadkami tysięcy ludzi ginących każdego dnia bez żadnego powodu. Biorąc pod uwagę te wydarzenia, jak jakikolwiek rozsądny człowiek może sobie wyobrazić, że można mówić o nieśmiertelności duszy? Jak to możliwe, by za tego rodzaju rzeczami stał wyższy porządek świata?

            Te wstrząsające wydarzenia wydają się Haeckelowi dowodzić jego dogmatu, że nie można mówić o nieśmiertelności duszy. Znów mamy tu antynomię: Duża część ludzkości przeżywa pogłębienie uczuć religijnych, podczas gdy te same wydarzenia czynią Haeckela ogromnie powierzchownym, jeśli chodzi o religię. Wszystko to wiąże się z faktem, że w dzisiejszych czasach ludzie nie są w stanie zrozumieć związku między światem dostępnym zmysłom i związanemu z mózgiem intelektowi a leżącym u jego podstaw światem duchowym. Gdy tylko zbliżają się do tych spraw, ich myślenie się gmatwa. Jednak mimo wszystkich rozczarowań, jakie przynosi, nasz czas z pewnością w jakiś sposób przyniesie także pogłębienie duszy człowieka, odwrócenie się od materializmu. Konieczne będzie, aby wiedza o tym, w jaki sposób zdarzenia duchowe dopełniają się w świecie zmysłów, wynikała z czystej działalności duszy oddającej się bezstronnemu badaniu świata. Konieczne jest, żeby istniała przynajmniej niewielka liczba ludzi, którzy są w stanie uświadomić sobie, że cały ból i cierpienie, których doświadczamy obecnie na planie fizycznym, są z punktu widzenia całej ewolucji ludzkości tylko jedną stroną i że istnieje również druga strona, strona duchowa.

            Zwróciliśmy waszą uwagę na ten aspekt nadzmysłowy z różnych punktów widzenia i będziemy mówić o jeszcze innych. Kiedy jednak pokój powróci na splamioną krwią ziemię Europy, będziemy ciągle na nowo odczuwać potrzebę istnienia grupy ludzi zdolnych do duchowego słyszenia i odczuwania tego, co światy duchowe będą wtedy mówić do ludzkości w czasach pokoju. I nie wolno nam nigdy zmęczyć się wbijaniem w nasze serca i dusze poniższych słów, ponieważ wciąż na nowo będzie udowadniane, jak głęboko są one prawdziwe:

Z odwagi walczących,

Z krwi bitew,

Z żalu pogrążonych w żałobie,

Z czynów ofiarnych narodów

powstaną owoce ducha

Jeśli tylko dusze, w duchowej świadomości,

Sięgną do królestwa duchów.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x