Wpływy Lucyfera i Arymana. Odpowiedzialnosć człowieka za Ziemię

Wpływy Lucyfera i Arymana. Odpowiedzialność człowieka za Ziemię, Rudolf Steiner (GA 191 i 193) – listopad 1919 r. Intermediarius: B.S.

Żyjemy w krytycznych, apokaliptycznych czasach. W tych wykładach, wygłoszonych tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej i w samym środku próby wpłynięcia na życie społeczno-polityczne swoich czasów poprzez ruch na rzecz potrójnego porządku społecznego, Rudolf Steiner koncentruje się na istotnym zadaniu rozwijania właściwej orientacji na ducha: wolnego życia duchowego. Z wielkim współczuciem i zrozumieniem pokazuje na wymownych przykładach, jak ludzkość musi kroczyć świadomie środkową drogą pomiędzy dwoma „kuszącymi” mocami Lucyfera i Arymana. Opowiada o wcieleniu Lucyfera w trzecim tysiącleciu przed naszą erą, z którego wypłynęła nie tylko mądrość pogaństwa, ale także świadomość intelektualna, którą cieszymy się dzisiaj. Aryman zbliża się do ludzkości poprzez takie zjawiska jak materializm, nacjonalizm i kłamstwo, przygotowując się do swojego wcielenia w rozpoczynającym się właśnie tysiącleciu. Nie należy jednak sądzić, że te dwie moce działają oddzielnie: wręcz przeciwnie, coraz bardziej współpracują ze sobą. Naszym zadaniem jest utrzymywać je w równowadze, nieustannie przenikając jedną z nich drugą. Wymaga to nowej formy świadomej duchowości.

Pięć wykładów wygłoszonych przez Rudolfa Steinera w listopadzie 1919 r. Autoryzowany przekład ze skróconych sprawozdań, nie poprawiony przez wykładowcę. Wykłady I, II, IV i V są tłumaczeniami wykładów 11 – 1 listopada 1919, 12 – 2 listopada 1919, 15 – 15 listopada 1919 i 13 – 9 listopada 1919 z książki Soziales Verständnis aus geisteswissenschaftlicher Erkenntnis. Die geistigen Hintergründe der sozialen Frage, Ga191

Wykład III jest tłumaczeniem wykładu 10  – 4 listopada 1919 Der innere Aspekt des sozialen Rätsels. Luziferische Vergangenheit und Arymanische Zukunft, Ga193

Dodatkowo wykład : Wcielenie Lucyfera i Arymana z 14 listopada 1919 Dornach Ga 191

tłumaczenie ma charakter roboczy

WPROWADZENIE

LUDZIE są mieszkańcami dwóch światów. Nasza wyjątkowość wśród stworzeń ziemi polega na tym, że jesteśmy w połowie zwierzęciem, a w połowie aniołem. Istnieje dynamiczne napięcie wynikające z przeciwstawnych wymagań, jakie stawia przed nami życie w każdej z tych sfer. Doświadczamy tego na co dzień, wewnętrznego przeciągania liny, ciągnięcia najpierw w jednym kierunku, a potem w kierunku przeciwnego bieguna. Kiedykolwiek jesteśmy wezwani do dokonania wyboru, podjęcia decyzji, ziemskie i niebiańskie przyciągają nas w jedną lub drugą stronę, a często w obie naraz! Przez długi czas panował pogląd, że oczywiście zawsze należy ustąpić miejsca temu, co niebiańskie lub duchowe; alternatywą jest poddanie się temu, co ziemskie, co upadło, co jest złe. Walka była przedstawiana jako białe kontra czarne, jako dobro kontra zło. Trwałym dziedzictwem tej postawy było uznanie ziemskiej, cielesnej natury człowieka za brudną, nieczystą, zepsutą, haniebną. Z takim poglądem duchowy aspirant z przeszłości nie miał innego wyboru, jak tylko odrzucić ciało, ziemię. W Indiach wcielenie się w ciało fizyczne od dawna uważane było za przekleństwo, za wejście w „zasłonę łez”, która stanowi życie. Ciało fizyczne było szczególnie karane, miało być głodzone i torturowane, oczyszczane i biczowane. Święty Franciszek drwił ze swojego ciała jako „osła”, ale niechętnie przyznawał, że musi się nim opiekować, jeśli ma go dalej nosić. Średniowieczni katarzy widzieli w ludzkim ciele jamę, do której diabeł zwabił dusze osłabionych aniołów. Na prokreację patrzono więc z przerażeniem jako na akt mimowolnego okrucieństwa – każde nowe narodziny wciągały niebiańską duszę do upadłego świata materii, sprowadzając do ciała kolejnego diabolicznie zepsutego anioła. Nawet zbyt dokładne badanie ciała fizycznego było podejrzane, stąd konieczność zachowania przez Leonarda tajemnicy przy sekcji zwłok. Gromadzenie nadmiernej ilości sfery materialnej w postaci bogactwa również było raczej podejrzane. Takie poglądy przetrwały na różnych poziomach do czasów współczesnych i to nie tylko wśród purytańskich czy późnych czasów wiktoriańskich. Zygmunt Freud miał trudności, jako naukowiec, z uznaniem anielskiej strony u swoich pacjentów. Przekształcił konflikt w ten, który dotyczy ludzkiej natury cielesnej i przesądnych przekonań religijnych i moralnych. Późniejsi psychologowie nadal używali tej ramy dwóch przeciwstawnych sił moderowanych przez centralną siłę ego (choć wszyscy oni interpretują ego nieco inaczej). Psychologowie Gestalt bardzo pragmatycznie skupiają się na tym, jak jednostka zostaje uwięziona w tej walce między dwoma biegunami, nie martwiąc się o względne zalety każdego z nich – ważne jest, aby uzyskać jednostkę „unstuck”, aby wzmocnić centralne ego, aby ponownie być w stanie wybrać, działać bardziej zdecydowanie poprzez uświadomienie sobie dylematu. Włoski psychiatra, Robert Assagioli, pisał o pociągnięciu pomiędzy niższą i wyższą nieświadomością, ponownie uznając dychotomię ziemia/niebo. Opracował on terapię, która poszukiwała „psychosyntezy” tych dwóch przeciwstawnych sił, torując drogę do odkrycia jednoczącego centrum. Podobnie Carl Jung opisał małżeństwo Erosa i Logosu w duszy, z czasami alchemicznym udziałem Ja. Niektórzy z tych bardziej duchowo nastawionych psychologów dzielą z Rudolfem Steinerem uznanie, że to synteza tych dwóch biegunów, a nie wybór jednego nad drugim, uwalnia nas do samorozwoju. Ludzkość ma zarówno ziemską, jak i niebiańską misję, zadania w świecie zewnętrznym i wewnętrznym, wymagające akceptacji, przyjęcia obu naszych natur. Badając ten problem życia w dwóch światach, Rudolf Steiner, dzięki swojej zdolności do badań duchowych, poszedł o wiele dalej niż poprzedni badacze. Steiner był w stanie nie tylko mówić o przeciwstawnych siłach psychologicznych, ale odnieść je konkretnie do wpływu potężnych istot duchowych, Lucyfera i Arymana. Wpływ tych istot nie powinien być postrzegany jako ograniczony do sfery duszy, ale raczej w najszerszym kontekście, jako obejmujący ewolucję człowieka, historię i prawie każdy aspekt naszej egzystencji.

Imię Lucyfer pochodzi z łaciny i oznacza „nosiciela światła”. Trudno pogodzić wyobrażenie z dzieciństwa o Lucyferze jako o wijącej się manifestacji zła z pięknem tego imienia. Lucyfer reprezentuje jednak siłę, która paradoksalnie może łączyć w sobie piękno i, jak kto woli, urodę posuniętą za daleko, aż do skrajności dekadencji, a więc do zła. W greckiej legendzie Ikar i jego ojciec Dedal uciekają z wieży swojego więzienia na wyspie dzięki skrzydłom wykonanym z wosku. Pomimo ostrzeżeń ojca, Ikar ulega zachwytowi nad swoją nowo odkrytą mocą i pięknem słońca; leci w stronę światła (i ciepła), jego skrzydła topią się, a on sam spada na ziemię. Mądrzejszy i bardziej powściągliwy Dedal utrzymuje swój lot w równowadze między niebem a ziemią, dzięki czemu udaje mu się uciec z niewoli. Grecy doskonale zdawali sobie sprawę z pokusy Lucyfera – w większości ich tragedii „pycha”, czyli nadmierna duma, była źródłem upadku bohatera. W rzeźbie Rudolfa Steinera, Przedstawiciel Ludzkości, Lucyfer przedstawiony jest jako niezwykle urodziwa i potężna skrzydlata postać. Mimo że spadł z nieba, był jednak aniołem, przywódcą aniołów. Jako niosący światło posiada szczególne dary dla ludzkości, zwłaszcza mądrość, którą po raz pierwszy ofiarował Adamowi i Ewie. Po zjedzeniu przez nich owocu z drzewa poznania dobra i zła Lucyfer obiecał im, że „będą jak bogowie”. Podobnie jak Ikar, nie byli oni jeszcze przygotowani na taki dar i ignorując ostrzeżenia, że jest inaczej, przyjęli go i spadli z raju. W tym przykładzie należy zauważyć, że dar sam w sobie nie jest zły. Podobnie jak w naszych wcześniejszych przykładach psychologicznych, ani to, co niebiańskie, ani to, co ziemskie, nie jest samo w sobie postrzegane jako absolutnie pożądane lub absolutnie zakazane. Istoty z biegunów mają w rzeczywistości coś wartościowego do zaoferowania ludzkości. To bardzo różni się od tradycyjnego poglądu na oferty diabła! Jednakże jednostka musi być wewnętrznie przygotowana na przyjęcie tych darów, jeśli mają one mieć jakąkolwiek wartość. Osoba zażywająca halucynogenne narkotyki jest otwarta na otrzymywanie lucyferycznego światła i często czuje się całkiem mądra, kiedy jest w środku narkotycznego doświadczenia. Jednak bez medytacyjnej dyscypliny poważnego ucznia ducha, kontakt z tymi sferami rzadko przynosi korzyści, a w rzeczywistości często jest wręcz szkodliwy.

W tym stuleciu społeczeństwo szczególnie zainteresowało się tym, co materialne. Częściowo w odpowiedzi na nadmierne odrzucenie ziemi i ciała, a także autorytaryzmu, który utrzymywał to stanowisko, wkroczyliśmy teraz w pełni w sferę materii, z głową, sercem i duszą. Podczas gdy w dawnych czasach ludzkość była bardziej marzycielska w swojej świadomości i przez to bardziej skłonna do lucyferycznego królestwa fantazji, iluzji i zabobonnego myślenia, nowoczesna świadomość skłania się ku konkretowi, ku materializmowi. Wiara tylko w to, co można stwierdzić za pomocą zmysłów fizycznych (i instrumentów, które te zmysły rozszerzają), wiąże nas z ziemią i wpływem istoty o imieniu Aryman. Aingra Mainu, czyli Aryman, po raz pierwszy został opisany w zoroastryzmie starożytnej Persji. Był on złym bogiem, władcą kłamstwa, który kusił mężczyzn i kobiety, aby wierzyli, że są wyłącznie istotami ziemskimi. W czasach, gdy powszechne kiedyś jasnowidzenie stawało się rzadkością, etyczne nauki Zaratustry starały się przypomnieć ludziom o ich boskim pochodzeniu i nauczać poprzez objawienie, które otrzymał od Pana Słońca, Ahura Mazdy. Wpływ Arymana wzrastał przez wieki, po cichu zyskując szacunek w epoce renesansu i rozkwitając w naszym wieku jako dominujący światopogląd. Dopiero w ostatnich latach zaczęto poważnie kwestionować przekonanie, że jedyną rzeczywistością jest rzeczywistość fizyczna. W większości przypadków odrzucono sferę duszy i ducha. W nauce dominuje pogląd, że tylko to, co można zważyć, zmierzyć lub określić ilościowo, zasługuje na poważną uwagę. Aryman powitał statystykę jako swoją służebnicę. Na początku wieku rosyjski filozof, Władimir Sołowiew, ostrzegał przed tym niebezpieczeństwem w swoim „Krótkim opowiadaniu o antychryście”. W tym fikcyjnym eseju Sołowiew opisał pojawienie się wielkiej jednostki, która nauczała światowego pokoju i stała się najpierw Światowym Przywódcą, a później zjednoczycielem religii świata. Jest on wegetarianinem i antywiwisekcjonistą i przynosi wielki dobrobyt materialny i komfort fizyczny wszystkim, którzy uznają jego autorytet, a wszystko to bez wysiłku ze strony ludzi. Świat staje się spokojny, a nawet potulny, za niewielką ofiarę indywidualności i wolności. Wpływ Arymana jest widoczny w hojnych darach, którymi obdarzył ludzkość w minionych wiekach i za które musimy czuć się bardzo wdzięczni. Wszystkie cuda techniki, które umożliwiła nauka, dały wielu z nas względną wolność od wszelkiego rodzaju znoju przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego standardu życia, uwolniły nas od innych zainteresowań, dały nam więcej czasu… a może jednak mamy więcej czasu? Wielką trudnością w naszej akceptacji hojności Arymana była nasza względna ślepota i brak dalekowzroczności, gdy zatraciliśmy się w jej korzystaniu. Narodziny ruchu ekologicznego i dyskusja na temat redukcjonistycznej natury nauki obudziły w niektórych świadomość niebezpieczeństwa, w które zabrnęliśmy. Pojawiła się świadomość tego, co poświęcamy w faustowskim targu, który zawarło społeczeństwo, a ofiara ta dotyczy naszego człowieczeństwa. Dzięki teorii ewolucji Darwina, jak również dzięki Freudowi, który uznał seksualność za główny motyw ludzkości, przyjęło się przekonanie, że nie jesteśmy niczym więcej niż „nagimi małpami”. Do tego instynktownego czy animalistycznego obrazu człowieka nauka dodała model człowieka jako maszyny, z mózgiem jako komputerem. Czy można się dziwić, że przy tak ograniczonej definicji człowieczeństwa coraz częściej zaczynamy działać i postrzegać siebie jako maszyny lub zwierzęta? Wyzwaniem dla jednostki często nie jest to, jak stawić czoła Arymanowi czy Lucyferowi, ale jak nie dać się rozerwać w spotkaniu z obiema siłami. W sztuce T.S. Eliota „Morderstwo w katedrze” arcybiskup Canterbury, Tomasz Becket, jest prowadzony do zbadania siebie i swojej przeszłości przez kolejnych czterech kusicieli. Pierwsi trzej próbują go zdobyć za pomocą arymanicznych kuszeń przyjemnościami zmysłów, dobrym towarzystwem i doczesną władzą dla siebie i dla swojego Kościoła. Becket odwraca się od tych trzech tylko po to, by zbliżył się do niego czwarty kusiciel, ubrany jak on sam w szaty kapłańskie i tonsurę. Lucyferyczna pokusa, którą teraz oferuje, jest dla Becketa najniebezpieczniejsza i najtrudniejsza, to podszept duchowej pychy – umrzeć, aby osiągnąć nieśmiertelność na ziemi, wyobrazić sobie grób świętego odwiedzany przez pielgrzymów przez wieki, stanąć wysoko w szeregach w niebie. Tylko z trudem Becket odwraca się od tych „wyższych wad”. W rzeźbie Rudolfa Steinera silna postać stoi z jedną zaciśniętą dłonią wzniesioną ku pięknemu Lucyferowi, drugą wyciągniętą w dół ku poskręcanemu i sklerotycznemu Arymanowi. Przedstawiciel ludzkości stoi bohatersko, trzymając w szachu i w równowadze te dwie przeciwstawne siły, skupione w „trzeciej sile”, tej sile, którą rozpoznajemy w sobie w słowie JA. W tej serii wykładów Rudolf Steiner stara się pogłębić nasze zrozumienie tych dwóch przeciwstawnych sił, aby ostrzec nas szczególnie przed niebezpieczeństwem ze strony Arymana, którego podstępy wprowadziły nas w stan uśpienia. Intencją nie jest jednak doprowadzenie nas do obsesji na punkcie lucyferycznych lub arymanicznych  demonów, ale raczej przypomnienie nam, ponowne przebudzenie nas do naszego prawdziwego centrum. Mówiąc słowami Henry’ego Davida Thoreau: „Musimy nauczyć się budzić i czuwać nie mechanicznymi środkami, ale nieskończonym oczekiwaniem na świt, który nie opuszcza nas nawet w najgłębszym śnie”. Rozpoznajemy ten świt w postaci zmartwychwstałego Chrystusa, który staje dla nas wszystkich jako „przedstawiciel ludzkości” we współczesnej walce o jądro naszej istoty. Tomasz Popławski

Wykład I – 1 listopada 1919

Kiedy kwestie społeczne są dyskutowane z duchowego, naukowego punktu widzenia, nie dzieje się to z żadnego subiektywnego motywu czy impulsu. Wszystko opiera się na obserwacji ewolucji ludzkości i na tym, czego siły leżące u podstaw tej ewolucji wymagają od nas teraz i w najbliższej przyszłości.

            Ujawnianie głębszych impulsów działających w obecnym czasie nie jest zadaniem łatwym, ponieważ nie ma zbytniej skłonności do wnikania w te sprawy z prawdziwą powagą. Ale nasz wiek domaga się tej gorliwości wszędzie tam, gdzie chodzi o sprawy ludzkości, a przede wszystkim odrzucenia uprzedzeń. Dlatego dziś przedstawię wam pewne głębsze aspekty spraw, do których często się odnosiliśmy.

            Po raz kolejny należy dokonać przeglądu dość długiego okresu w życiu ludzkości. Jak wiecie, odróżniamy obecną epokę od innych epok, uważając, że rozpoczęła się ona w połowie XV wieku naszej ery. Mówimy o niej jako o piątej epoce poatlantyckiej, odróżniając ją od poprzedniej epoki, która rozpoczęła się w VIII wieku przed naszą erą i nazywana jest epoką grecko-łacińską od ludów odpowiedzialnych za jej kulturę. Poprzedzała ją epoka cywilizacji egipsko-chaldejskiej.

            Kiedy dochodzimy do rozważań nad epoką egipsko-chaldejską, okazuje się, że zapisy zwykłej historii załamują się. Nawet z pomocą dostępnej egipskiej i chaldejskiej wiedzy, zewnętrzne dowody nie przenoszą nas zbyt daleko wstecz w historii ludzkości.

            Nie jest jednak możliwe uchwycenie tego, co jest ważne dla obecnego czasu, jeśli nie zrozumiemy wewnętrznych cech tej trzeciej poatlantyckiej epoki kultury.

            Z pewnością wiecie, że w zwykłej historii tego starożytnego czasu, cała cywilizacja, cała kultura w ówczesnym znanym świecie, nosi nazwę pogaństwa. Jak oaza, pośród niej wyłania się kultura hebrajska, jako przygotowanie do chrześcijaństwa. Ale pomijając na razie tę kulturę żydowską, która tak zasadniczo różniła się od innych form przedchrześcijańskiego życia cywilizowanego, zwróćmy uwagę na pogaństwo. Jego szczególną cechą jest mądrość, głęboki wgląd w rzeczy i procesy zachodzące w świecie. Wiedza zawarta w pogaństwie miała swoje źródło w starożytnych misteriach i chociaż według współczesnej nauki ma ona charakter mityczny, obrazowy, to jednak trzeba podkreślić, że wszystkie wyobrażenia, wszystkie obrazy, które z tego starożytnego pogaństwa dotarły do potomności, są owocem głębokiego wglądu.

            Przypominając sobie liczne skarby tej nadzmysłowej wiedzy, które staraliśmy się wydobyć na światło dzienne, będzie oczywiste, że mamy tu do czynienia z pierwotną mądrością, mądrością leżącą u podstaw całego myślenia, wszystkich spostrzeżeń i uczuć tych starożytnych ludów. Pewnego rodzaju echo tej pierwotnej mądrości, tradycja, w której była ona zapisana, przetrwała tu i ówdzie w tajnych stowarzyszeniach, właściwie w zdrowej formie, aż do końca XVIII wieku i na początku XIX. W XIX wieku źródło to wyschło, a ślady, które pozostały, przeszły w ręce odosobnionych grup należących do pewnych narodowości. A to, co dziś znajduje się w posiadaniu zwykłych tajnych stowarzyszeń, nie może już być uważane za zdrowe ani za prawdziwą tradycję starej pogańskiej mądrości.

            Ta starożytna mądrość ma jedną szczególną cechę, której nigdy nie wolno stracić z oczu. Ma ona jedną cechę, z powodu której judaizm, ten mniejszy strumień przygotowujący się wówczas do chrześcijaństwa, musiał być wprowadzony jako swego rodzaju oaza.

            Jeśli to starożytne pogaństwo zostanie właściwie zrozumiane, okaże się, że zawierało ono wzniosłą, głęboko przenikającą mądrość, ale nie zawierało żadnych moralnych impulsów do ludzkiego działania. Te impulsy nie były tak naprawdę niezbędne dla ludzkości, ponieważ w przeciwieństwie do tego, co obecnie uchodzi za ludzką wiedzę, ludzki wgląd, ta stara pogańska mądrość dawała poczucie bycia włączonym w cały kosmos. Ludzie poruszający się po ziemi nie tylko czuli się złożeni z substancji i sił obecnych wokół nich w życiu ziemskim, w królestwach minerałów, roślin i zwierząt, ale czuli, że siły działające na przykład w ruchach gwiazd i słońca wcielały się w nich. To poczucie bycia członkiem całego kosmosu nie było zwykłą abstrakcją, ponieważ z Misteriów otrzymywali oni dyrektywy oparte na prawach gwiazd, dotyczące ich działań i całego prowadzenia życia. Ta starożytna gwiezdna mądrość nie była w żaden sposób podobna do arytmetycznej astrologii, którą dziś uważa się za wartościową, ale była to mądrość wyrażana przez wtajemniczonych w taki sposób, że z misteriów wypływały impulsy do indywidualnego działania i postępowania. Istoty ludzkie nie tylko czuły się bezpiecznie i pewnie w obrębie wszechwładnej mądrości kosmosu, ale ci, których uznawały za wtajemniczonych w misteriach, przekazywali im tę mądrość w postaci dyrektyw dla ich działań od rana do wieczora w danych dniach roku. Jednak ani mądrość chaldejska, ani egipska nie zawierała ani jednego impulsu moralnego z tego, co zostało przekazane przez wtajemniczonych w ten sposób. Impuls moralny w swoim prawdziwym znaczeniu został przygotowany przez judaizm, a następnie rozwinięty w chrześcijaństwie.

            Nieuchronnie nasuwa się pytanie: dlaczego ta wzniosła mądrość pogańska, chociaż nie zawierała w sobie żadnego impulsu moralnego, potrafiła, na przykład w starożytnej Grecji, rozkwitnąć w takim pięknie sztuki i wielkości filozofii?

            Gdybyśmy się cofnęli znacznie dalej, do czasów sprzed ponad trzech tysięcy lat, do epoki chrześcijańskiej, to okazałoby się, że wraz z podszeptami mądrości pojawił się impuls moralny, że zasady moralne, etyka potrzebna dawnym ludziom była zawarta w tej mądrości. Ale specyficzny etos, specyficzny impuls moralny, taki jaki przyszedł z chrześcijaństwem, nie był integralną częścią pogaństwa. Dlaczego tak było? Dlatego, że przez tysiąclecia bezpośrednio poprzedzające chrześcijaństwo, ta pogańska mądrość była inspirowana z miejsca odległego w Azji, inspirowana przez niezwykłą istotę, która wcieliła się na dalekim Wschodzie w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem – mianowicie Lucyfera.

            Do wielu rzeczy, których dowiedzieliśmy się o ewolucji ludzkości, należy dodać również i tę wiedzę: że tak jak miało miejsce wcielenie, którego punktem kulminacyjnym była Golgota, wcielenie Chrystusa w człowieka Jezusa z Nazaretu, tak samo miało miejsce rzeczywiste wcielenie Lucyfera w dalekiej Azji, w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem, a źródłem inspiracji dla wielu starożytnych kultur było to, co można określić jedynie jako ziemskie wcielenie Lucyfera w człowieka z krwi i kości. Nawet chrześcijaństwo, nawet Tajemnica Golgoty, która dokonała się wśród ludzi, była początkowo rozumiana za pomocą jedynego dostępnego wówczas środka, a mianowicie starej lucyferycznej mądrości. Jednostronność gnozy, przy całej jej zdumiewającej głębi, wynika z wpływu, jaki wcielenie Lucyfera wywarło na cały starożytny świat. Znaczenie Tajemnicy Golgoty nie może być w pełni zrozumiane bez wiedzy, że mniej niż trzy tysiące lat wcześniej miało miejsce wcielenie Lucyfera.

            Aby lucyferyczne natchnienie mogło zostać wyrwane ze swej jednostronności, przyszło wcielenie Chrystusa, a wraz z nim impuls do edukacji i rozwoju cywilizacji europejskiej i jej amerykańskiego odłamu. Lecz od połowy piętnastego wieku, odkąd działa impuls do rozwoju indywidualności, ta faza ewolucji zawiera w sobie również pewne siły, dzięki którym dokonuje się przygotowanie do wcielenia innej istoty ponadzmysłowej. Tak jak było wcielenie Lucyfera w ciele i wcielenie Chrystusa w ciele, tak też, zanim upłynie zaledwie część trzeciego tysiąclecia ery pochrześcijańskiej, nastąpi na Zachodzie rzeczywiste wcielenie Arymana: Aryman w ciele. Ludzkość na ziemi nie może uniknąć tego wcielenia Arymana. Przyjdzie ono nieuchronnie. Ważne jest jednak to, aby ludzie znaleźli właściwy punkt widzenia, z którego będą mogli stawić mu czoła.

            Zawsze, gdy przygotowujemy się do wcielenia tej postaci, musimy być czujni na pewne orientacyjne tendencje w ewolucji. Istota taka jak Aryman, która w przyszłości wcieli się na Zachodzie, przygotowuje się do tego wcielenia z wyprzedzeniem. Mając na uwadze swoje wcielenie na ziemi, Aryman kieruje pewnymi siłami ewolucji w taki sposób, aby przyniosły mu one jak największą korzyść. Złem byłoby, gdyby ludzie żyli dalej w stanie uśpionej nieświadomości, nie mogąc rozpoznać pewnych zjawisk w życiu jako przygotowania do wcielenia się Arymana w ciało. Właściwe stanowisko można zająć tylko wtedy, gdy w takim czy innym ciągu wydarzeń rozpozna się przygotowanie Arymana do jego ziemskiego istnienia. Nadszedł czas, aby poszczególne istoty ludzkie wiedziały, jakie tendencje i wydarzenia wokół nich są machinacjami Arymana, które pomagają mu przygotować się do zbliżającego się wcielenia.

            Niewątpliwie byłoby największą korzyścią dla Arymana, gdyby udało mu się zapobiec temu, żeby ogromna większość ludzi nie dostrzegała tego, co przyczyni się do ich prawdziwego dobrobytu, gdyby ogromna większość ludzi uważała te przygotowania do wcielenia Arymana za postępowe i dobre dla ewolucji. Gdyby Aryman mógł wślizgnąć się do nieświadomej swego nadejścia ludzkości, to by go to najbardziej ucieszyło. Z tego powodu należy ujawnić wydarzenia i tendencje, w których Aryman pracuje nad swoim przyszłym wcieleniem.

            Jednym z kierunków rozwoju, w którym wyraźnie widoczny jest impuls Arymana, jest rozpowszechnienie się przekonania, że mechaniczne, matematyczne koncepcje, zapoczątkowane przez Galileusza, Kopernika i innych, wyjaśniają to, co dzieje się w kosmosie. Dlatego antropozoficzna nauka duchowa kładzie taki nacisk na to, że w kosmosie należy rozpoznać ducha i duszę, a nie tylko matematyczne, mechaniczne prawa wysunięte przez Galileusza i Kopernika, jak gdyby kosmos był jakąś wielką maszyną. Sukcesem dla zakusów Arymana byłoby, gdyby ludzie upierali się jedynie w obliczaniu obrotów ciał niebieskich, w studiowaniu astrofizyki tylko po to, by ustalić skład materialny planet – z czego współczesny świat jest tak dumny. Biada jednak, jeśli ten kopernikanizm nie zostanie skonfrontowany z wiedzą, że kosmos jest przeniknięty duszą i duchem. Tę właśnie wiedzę Aryman, przygotowując swoje ziemskie wcielenie, chce powstrzymać. Chciałby, aby ludzie byli tak otępiali, aby mogli pojąć tylko matematyczny aspekt astronomii. Dlatego kusi wielu ludzi, aby wprowadzili w życie swój wstręt do wiedzy na temat duszy i ducha w kosmosie. To tylko jedna z sił zepsucia wlewanych przez Arymana w ludzkie dusze. Innym środkiem kuszenia związanym z jego wcieleniem – on również współpracuje z siłami lucyferycznymi – innym jego zabiegiem jest utrwalenie rozpowszechnionej już postawy, że dla dobra publicznego wystarczy, jeśli zostaną zaspokojone ekonomiczne i materialne potrzeby ludzkości. Tutaj dochodzimy do punktu, z którym niechętnie mierzy się współczesne życie. Oficjalna nauka nie wnosi dziś nic do prawdziwej wiedzy o duszy i duchu, ponieważ metody przyjęte w naukach ortodoksyjnych mają wartość jedynie dla poznania zewnętrznej natury, w tym zewnętrznej konstytucji człowieka. Pomyślcie tylko, z jaką pogardą przeciętni obywatele traktują dziś wszystko, co wydaje się idealistyczne, wszystko, co wydaje się być drogą prowadzącą w jakikolwiek sposób do tego, co duchowe. W głębi serca zawsze pytają: co z tego jest dobrego? W jaki sposób pomoże mi to w zdobyciu dóbr tego świata? Wysyłają swoich synów do prywatnej szkoły, być może sami do niej uczęszczali; wysyłają ich na uniwersytet lub do instytutu zaawansowanych studiów. Ale to wszystko jest czynione tylko po to, aby zapewnić podstawy do kariery, innymi słowy, aby zapewnić materialne środki do życia.

            A teraz pomyślcie o konsekwencjach tego. Jak wielu jest dziś ludzi, którzy nie cenią już ducha dla ducha, ani duszy dla duszy! Są oni nastawieni na wchłanianie z życia kulturalnego tylko tego, co jest uważane za „użyteczne”. Jest to istotny i tajemniczy czynnik w życiu współczesnej ludzkości, który musi być podniesiony do pełnego światła świadomości. Przeciętni obywatele, którzy od rana do wieczora pilnie pracują w swoich biurach, a potem przechodzą przez zwyczajową wieczorną rutynę, nie pozwolą sobie na to, aby zmieszać się z tym, co nazywają „bzdurami”, które można znaleźć w antropozofii. Wydaje im się to zupełnie zbędne, bo myślą: tego się nie da jeść! W końcu dochodzi do tego – choć ludzie nie chcą tego przyznać – że w zwykłym życiu nic, co dotyczy wiedzy, nie jest uważane za naprawdę użyteczne, jeśli nie pomaga w podawaniu jedzenia do ust!

            W związku z tym ludzie ulegli dziś dziwnemu błędowi. Nie wierzą, że duch może być jedzony, a jednak ci, którzy tak mówią, jedzą ducha! Chociaż nie chcą przyjąć niczego duchowego, to jednak z każdym kęsem, który przechodzi przez usta do żołądka, pożerają to, co duchowe, ale wysyłają to inną drogą niż ta, która prowadzi do prawdziwego dobra ludzkości.

            Wierzę, że wielu Europejczyków uważa, że zasługą ich cywilizacji jest możliwość powiedzenia: nie jesteśmy kanibalami! Ale ci Europejczycy i ich amerykańscy pobratymcy są, mimo wszystko, pożeraczami duszy i ducha! Bezduszne pożeranie pokarmu materialnego prowadzi do zepchnięcia na boczny tor ducha. Trudno jest mówić o tym dzisiaj, ponieważ w świetle takiej wiedzy, pomyślcie tylko, co trzeba by powiedzieć o dużej części współczesnej kultury! Utrzymywanie ludzi w stanie bycia pożeraczami duszy i ducha jest jednym z impulsów Arymana, który przygotowuje się do swojego wcielenia. Na ile uda się pobudzić ludzi do prowadzenia swych spraw nie tylko dla celów materialnych i do traktowania wolnego i niezależnego życia duchowego, na równi z życiem gospodarczym, jako integralnej części organizmu społecznego – na tyle wcielenie Arymana będzie oczekiwane z postawą godną ludzkości.

            Inną tendencją współczesnego życia, korzystną dla Arymana w przygotowaniu jego wcielenia, jest wszystko to, co tak wyraźnie przejawia się w nacjonalizmie. Wszystko, co może podzielić ludzi na grupy, co może ich odsunąć od wzajemnego zrozumienia na całym świecie i wbić między nich kliny, wzmacnia impuls Arymana. W rzeczywistości powinniśmy rozpoznać głos Arymana w tym, co obecnie tak często jest głoszone jako nowy ideał: „Wolność narodów, nawet najmniejszych” itd. Ale pokrewieństwo krwi przestało być decydującym czynnikiem i jeśli to przestarzałe pojęcie będzie się utrzymywać, to będziemy grać prosto w ręce Arymana. Jego interesom sprzyja również fakt, że ludzie są zajęci najbardziej rozbieżnymi odcieniami opinii partyjnych, z których jedne można uzasadnić równie łatwo jak drugie. Program partii socjalistycznej i program antysocjalistyczny mogą być poparte argumentami o takiej samej ważności. I jeśli ludzie nie zdają sobie sprawy, że ten rodzaj „dowodu” leży tak zupełnie na powierzchni, że zarówno „nie”, jak i „tak” można uzasadnić za pomocą naszej współczesnej inteligencji – użytecznej dla nauk przyrodniczych, ale nie dla innego rodzaju wiedzy – jeśli ludzie nie zdają sobie sprawy, że ta inteligencja leży całkowicie na powierzchni, mimo że tak skutecznie służy życiu gospodarczemu, będą nadal stosować ją w życiu społecznym i duchowym bez względu na wszystko. Jedna grupa będzie udowadniać jedną rzecz, inna jej przeciwieństwo, a ponieważ oba dowody mogą być równie logiczne, nienawiść i rozgoryczenie – których jest aż nadto na świecie – będą się nasilać. Również te tendencje są wykorzystywane przez Arymana w przygotowaniu do jego ziemskiego wcielenia.

            I znowu, to, co będzie dla niego szczególnie korzystne, to krótkowzroczne, wąskie pojęcie Ewangelii, które jest dziś tak powszechne. Wiecie, jak konieczne stało się w naszych czasach pogłębianie zrozumienia Ewangelii poprzez naukę duchową. Ale wiecie też, jak bardzo rozpowszechniony jest ruch, że to nie przystoi, że naganne jest wnoszenie do Ewangelii jakiejkolwiek prawdziwej wiedzy o duchu czy o kosmosie; mówi się, że Ewangelie muszą być przyjmowane „w całej ich prostocie”, tak jak są. Nie mam zamiaru podnosić kwestii, że nie posiadamy już prawdziwych Ewangelii. Tłumaczenia nie są wiernymi reprodukcjami autentycznych Ewangelii, ale nie zamierzam teraz zagłębiać się w tę kwestię. Przedstawię wam jedynie głębszy fakt, a mianowicie, że żadne prawdziwe zrozumienie Chrystusa nie może być osiągnięte przez proste, łatwe przeglądanie Ewangelii umiłowanych przez większość dzisiejszych wyznań religijnych i sekt. W czasach Tajemnicy Golgoty i przez kilka następnych wieków, pojęcie prawdziwego Chrystusa było jeszcze możliwe, ponieważ relacje przekazywane przez tradycję mogły być rozumiane z pomocą pogańskiej, lucyferycznej mądrości. Obecnie ta mądrość zanikła, a to, co sekty i wyznania znajdują w Ewangeliach, nie prowadzi ludzi do prawdziwego Chrystusa, którego szukamy poprzez naukę duchową, lecz do iluzorycznego obrazu, co najwyżej do wysublimowanej halucynacji Chrystusa.

            Ewangelie nie mogą prowadzić do prawdziwego Chrystusa, jeśli nie zostaną oświecone przez naukę duchową. W przypadku braku tego oświetlenia, Ewangelie w swej obecnej postaci dają początek temu, co jest niczym więcej jak tylko halucynacją pojawienia się Chrystusa w historii świata. Staje się to bardzo widoczne w teologii naszych czasów. Dlaczego współczesna teologia tak bardzo lubi mówić o „prostym człowieku z Nazaretu” i utożsamiać Chrystusa z Jezusem z Nazaretu – którego uważa za człowieka tylko trochę bardziej wywyższonego niż inne wielkie postacie historii? Dzieje się tak dlatego, że utracono możliwość odnalezienia prawdziwego Chrystusa, a to, co ludzie czerpią z Ewangelii, prowadzi do halucynacji, do pewnego rodzaju iluzji. W dzisiejszym sposobie odczytywania Ewangelii można jedynie odnaleźć iluzoryczną koncepcję Chrystusa, a nie rzeczywistość Chrystusa. W pewnym sensie to właśnie dotarło do teologów i wielu z nich opisuje teraz doświadczenie Pawła w drodze do Damaszku jako „wizję”. Zdali sobie sprawę, że ich sposób studiowania Ewangelii może prowadzić jedynie do wizji, do halucynacji. Nie mówię, że ta wizja jest fałszywa czy nieprawdziwa, ale że jest to jedynie wewnętrzne doświadczenie, niezwiązane z rzeczywistością istoty Chrystusa. Nie używam słowa „iluzja” z ubocznym implikowaniem fałszywości, lecz pragnę jedynie podkreślić, że Istota Chrystusa jest tutaj subiektywnym, wewnętrznym doświadczeniem, o takim samym charakterze jak halucynacja. Gdyby w tym punkcie udało się zatrzymać ludzi, którzy nie dążą do prawdziwego Chrystusa, lecz zadowalają się jego halucynacją, cele Arymana zostałyby niezmiernie poszerzone.

            Wpływ Ewangelii prowadzi również do halucynacji, gdy za podstawę wiary przyjmuje się tylko jedną Ewangelię. Prawdę powiedziawszy, zasada ta została powstrzymana przez fakt, że otrzymaliśmy cztery Ewangelie, reprezentujące cztery różne aspekty, i nie należy przyjmować każdej pojedynczej Ewangelii słowo w słowo, gdy na zewnątrz istnieją oczywiste sprzeczności. Przyjmowanie jednej Ewangelii słowo w słowo i lekceważenie pozostałych trzech jest wręcz niebezpieczne. To, co można znaleźć w sektach, których wyznawcy przysięgają na dosłowną treść samej Ewangelii św. Łukasza lub samego św. Jana, jest iluzoryczną koncepcją wynikającą z pewnego przyciemnienia świadomości.  Przy takim przyćmieniu świadomości, które nieuchronnie występuje, gdy nie ujawnia się głębszej treści Ewangelii, ludzie całkowicie oddawaliby się na służbę Arymanowi, pomagając w najbardziej skuteczny sposób przygotować się do jego wcielenia i przyjmując wobec niego taką postawę, jakiej on pragnie.

            A teraz kolejna niewygodna prawda dla dzisiejszej ludzkości! Żyjąc w ramionach swoich wyznań, ludzie mówią: „Nie potrzebujemy antropozofii ani niczego w tym rodzaju; zadowalamy się Ewangeliami w całej ich prostocie”. Upierają się, że mówią to z „pokory”. W rzeczywistości jednak jest to największa arogancja! Oznacza to bowiem, że takie osoby, posługując się ideami, które zostały im przedstawione przez ich narodziny i wyrosły z ich krwi, godzą się wykluczyć głębsze skarby mądrości, które można odkryć w Ewangeliach. Ci „najpokorniejsi” z istot ludzkich są zazwyczaj najbardziej aroganccy ze wszystkich, szczególnie w sektach i wyznaniach. Należy jednak pamiętać, że ludzie, którzy czynią najwięcej, aby przygotować się na wcielenie Arymana, to ci, którzy nieustannie głoszą. „Wszystko, co jest wymagane, to czytanie Ewangelii słowo w słowo – nic więcej!”.

            Dziwnym trafem, mimo radykalnych różnic, obie strony grają sobie nawzajem na rękę: ci, których nazwałem „pożeraczami duszy i ducha” i ci, którzy domagają się dosłownego czytania Ewangelii słowo w słowo. Każda ze stron gra na korzyść drugiej, przygotowując w ten sposób wcielenie Arymana. Gdyby bowiem zwyciężyła perspektywa „pożeraczy dusz i duchów” z jednej strony i wyznawców chrześcijaństwa, którzy nie chcą wnikać w głębsze prawdy Ewangelii z drugiej, to Aryman mógłby uczynić wszystkich ludzi na ziemi swoimi. Wiele z tego, co dziś szerzy się w zewnętrznym chrześcijaństwie, jest przygotowaniem do wcielenia Arymana. I w wielu rzeczach, które arogancko twierdzą, że reprezentują prawdziwą wiarę, powinniśmy rozpoznać przygotowanie do pracy Arymana.

            Słowa w dzisiejszych czasach nie oddają tak naprawdę wewnętrznej rzeczywistości rzeczy. Jak już często wam mówiłem, zbyt wiele uwagi przywiązuje się do słów, ponieważ słowa niekoniecznie prowadzą do rzeczywistości, a w dzisiejszych czasach słowa raczej oddzielają ludzi od prawdziwej natury rzeczy w świecie. A czynią to przede wszystkim wtedy, gdy ludzie przyjmują starożytne zapisy, takie jak Ewangelie, z „prostym zrozumieniem” – jak mówi powiedzenie. Ale jest o wiele prawdziwsza prostota w próbie przeniknięcia do zamieszkującego ducha rzeczy i zrozumienia Ewangelii z punktu widzenia ducha.

            Jak już mówiłem, Aryman i Lucyfer zawsze będą pracować ręka w rękę. Chodzi tylko o to, który z nich przeważa w ludzkiej świadomości w danej epoce czasu. Do czasów po Tajemnicy Golgoty utrzymywała się kultura wyraźnie lucyferyczna – kultura zainspirowana wcieleniem Lucyfera w Chinach w trzecim tysiącleciu przed naszą erą. Wiele wpływów tego wcielenia nadal promieniowało i było potężnych we wczesnych wiekach chrześcijańskich; w istocie działają one do dziś.

            Ale teraz, gdy stoimy w obliczu wcielenia Arymana w trzecim tysiącleciu po Chrystusie, ślady Lucyfera stają się mniej widoczne, a działalność Arymana w takich nurtach, jakie wskazałem, wysuwa się na pierwszy plan. Aryman zawarł z Lucyferem swoisty pakt, którego znaczenie można wyrazić w następujący sposób. Aryman, zwracając się do Lucyfera, mówi: „Ja, Aryman, uważam, że korzystne jest używanie 'słojów konserwujących’. Tobie pozostawię żołądki ludzi, jeśli ty pozostawisz mi ich uśpienie – to znaczy uśpienie ich świadomości, jeśli chodzi o ich żołądki.”

            Musicie zrozumieć, co mam przez to na myśli. Świadomość tych istot ludzkich, których nazwałem pożeraczami duszy i ducha, jest w stanie przyćmienia, jeśli chodzi o ich żołądki; ponieważ nie przyjmując duchowości do swojej ludzkiej natury, kierują oni prosto do strumienia lucyferycznego wszystko, co wprowadzają do swoich żołądków. To, co ludzie jedzą i piją bez duchowości, idzie prosto do Lucyfera!

            A co mam na myśli mówiąc o „słojach konserwujących”? Mam na myśli biblioteki i instytucje podobnego rodzaju, gdzie przechowywane są różne nauki, którymi zajmowały się istoty ludzkie, nie wzbudzając tak naprawdę ich zainteresowania; nauki te nie są w nich tak naprawdę żywe, ale są po prostu zachowane w książkach na półkach bibliotek. Cała ta wiedza została oddzielona od człowieka. Wszędzie są książki, książki, książki! Sami studenci, kiedy robią doktorat, muszą napisać uczoną pracę, która następnie jest umieszczana w jak największej liczbie bibliotek. Kiedy studenci chcą objąć jakieś konkretne stanowisko, znowu muszą napisać pracę! Poza tym ludzie ciągle piszą, choć tylko niewielka część tego, co piszą, jest kiedykolwiek czytana. Tylko wtedy, gdy trzeba coś specjalnie przygotować, ludzie sięgają do tego, co zalega w bibliotekach. Te „konserwujące słoje” mądrości są szczególnie korzystnym środkiem do realizacji celów Arymana.

            Takie rzeczy dzieją się wszędzie. Mogłoby to mieć jakiś cel, gdyby ludzie naprawdę żywo się tym interesowali, ale tego nie robią, jego istnienie jest całkowicie odrębne i niezależne. Pomyślcie tylko – gdyby ktoś był tak usposobiony, mógłby rozpaczać – pomyślcie na przykład o procesie sądowym, w którym trzeba zaangażować prawnika, aby przedstawił sprawę. Nadchodzi czas, kiedy trzeba przedyskutować sprawę. Dokumenty się piętrzą! Prawnik ma je wszystkie w teczce, ale kiedy zaczyna mówić, nie ma pojęcia o okolicznościach. Dokumenty są w kółko przewracane bez skutku; prawnik nie ma z nimi żadnego związku. Tu jest jedna teczka pełna dokumentów, tam druga. Liczba dokumentów rośnie i rośnie, ale zainteresowanie nimi – po prostu nie istnieje! Ci profesjonalni ludzie doprowadzają do rozpaczy, kiedy ma się z nimi do czynienia; oni naprawdę nic nie wiedzą o sprawie, nie mają z nią żadnego związku, bo wszystko pozostaje w dokumentach. To są małe słoiki, a biblioteki są wielkimi słoikami duszy i ducha. Wszystko jest w nich zachowane, ale człowiek nie chce się z tym połączyć, przeniknąć swoim zainteresowaniem. I wreszcie pojawia się nastrój, który nie chce, aby głowa odgrywała jakąkolwiek rolę w wyznawanym światopoglądzie. Ale przecież głowa, lub jakiś jej element, jest niezbędny dla każdego zrozumienia! To, co ludzie lubią, to opierać swoją wiarę religijną, swój światopogląd wyłącznie na sercu. Serce musi oczywiście odgrywać pewną rolę, ale sposób, w jaki ludzie dzisiaj często mówią o swojej religii, przypomina mi pewne powiedzenie, które było często cytowane w dzielnicy, w której spędziłem młodość. Brzmiało ono następująco: „jest coś szczególnego w miłości. Jeśli się ją kupuje, kupuje się tylko serce, a głowę dorzuca się gratis”. To jest mniej więcej postawa, jaką ludzie dzisiaj chcą przyjąć w swoim spojrzeniu na życie; chcieliby przyjmować wszystko przez serce, jak to się mówi, bez żadnego wysiłku głowy. Serce nie może bić bez głowy, ale serce jest w stanie wszystko przyjąć, jeśli przez „serce” rozumie się tutaj żołądek! A to, co powinno być osiągnięte przez głowę, powinno być wrzucone za darmo, zwłaszcza gdy chodzi o najważniejsze rzeczy w życiu. Jest rzeczą bardzo ważną, aby zwracać uwagę na te sprawy, ponieważ obserwując je, staje się widocznym, z jaką gorliwością należy podchodzić do życia w tym momencie, jak konieczne jest uczenie się od złudzeń, do których nawet Ewangelie mogą doprowadzić, i jak drogo ludzkość dzisiaj kocha te złudzenia.

            Prawda jest poza zasięgiem tego rodzaju wiedzy, do której ludzie dzisiaj dążą. Czują się oni na bezpiecznym gruncie, gdy mogą liczyć za pomocą liczb, gdy mogą udowadniać rzeczy za pomocą statystyk. Ze statystyką i liczbami Aryman ma łatwą grę; bardzo mu odpowiada, gdy jakiś uczony erudyta wskazuje na przykład, że warunki na Bałkanach wynikają z tego, że ludność Macedonii składa się z tylu Greków, tylu Serbów, tylu Bułgarów. Nic nie jest w stanie przeciwstawić się liczbom z powodu wiary, jaką się w nie wierzy, a Aryman jest gotów wykorzystać je do swoich celów. Aryman chętnie wykorzystuje je do swoich celów. Ale później okazuje się, jak bardzo „wiarygodne” są te liczby! Wprawdzie liczby są czasem środkiem dowodowym, ale jeśli wyjdzie się poza nie i zbada dokładniej, to często zauważa się takie rzeczy, jak np. W statystykach Macedonii, na przykład, ojciec może być określony jako Grek, syn jako Serb, a drugi syn jako Bułgar; tak więc ojciec jest zaliczany do Greków, jeden syn do Serbów, a drugi do Bułgarów. Jednak to, co naprawdę pomogłoby nam dotrzeć do prawdy, to odkrycie, jak to się stało, że w tej samej rodzinie mówi się, że jeden jest Grekiem, jeden Serbem, a jeden Bułgarem, i jak to wpływa na liczby – zamiast po prostu akceptować liczby, które ludzie uważają dziś za tak zadowalające. Jeśli ojciec jest Grekiem, to oczywiście synowie też są Grekami. Liczby są środkiem, dzięki któremu ludzie są sprowadzani na manowce w kierunku korzystnym dla Arymana, który wcieli się w trzecim tysiącleciu naszej ery.

O tych sprawach będziemy jeszcze mówić w jutrzejszym wykładzie.

Wykład II – 2 listopad 1919

Wczorajszy wykład pokazał wam, że jeśli mamy uzyskać wgląd w naturę i ewolucję ludzkości, musimy stale pamiętać o mocy i wpływie Lucyfera, Chrystusa i Arymana.

            Wpływy te oczywiście działały już na wcześniejszych etapach ewolucji kosmicznej, ale w sferach, w których nie było konieczne, aby ludzie mieli jasną świadomość ich skutków. Z drugiej strony, celem naszej piątej poatlantydzkiej epoki jest to, aby istoty ludzkie stawały się coraz bardziej świadome tego, co przez nie działa w ziemskiej egzystencji. Odsłonięcie o wiele większej ilości tajemnic ludzkiego życia byłoby pożądane w obecnym czasie, gdyby tylko istniała większa gotowość do szczerego i obiektywnego spojrzenia na rzeczy. Bez znajomości bowiem pewnych faktów tego rodzaju, o jakich wczoraj była mowa, nie będzie możliwy postęp ludzkości ani w życiu wewnętrznym, ani w sferze życia społecznego. Pomyślmy tylko o tym, co wiąże się z problemami społecznymi, które ostatnio badaliśmy. Naszym celem było wykazanie konieczności oddzielenia życia duchowego, a także życia politycznego czy życia praw, od życia gospodarczego. Naszą największą troską jest stworzenie na całym świecie warunków, a przynajmniej – bo więcej obecnie zrobić nie możemy – przekonanie ludzi o konieczności stworzenia takich warunków, które dadzą podstawę wolnemu życiu duchowemu, nie zależnemu już od innych sfer życia społecznego ani nie uwikłanemu tak głęboko, jak to się dzieje obecnie, w życie gospodarcze z jednej strony i w życie polityczne państwa z drugiej. Cywilizowana ludzkość musi albo ustanowić niezależność życia duchowego, albo stanąć w obliczu upadku – z nieuniknionym skutkiem w postaci azjatyckich wpływów w przyszłości.

            Ci, którzy jeszcze nie dostrzegają powagi obecnej sytuacji na świecie, w pewnym sensie pomagają również w przygotowaniu wcielenia Arymana. Świadczy o tym wiele rzeczy w dzisiejszym życiu zewnętrznym. Wcielenie Arymana będzie się bardzo pogłębiać, jeśli ludzie nie będą potrafili stworzyć wolnego i niezależnego życia duchowego i pozwolą, aby zostało ono uwikłane w życie gospodarcze lub polityczne. Arymaniczna siła ma bowiem wszystko do zyskania, jeśli życie duchowe zostanie jeszcze bardziej wplecione w te inne sfery. Wolne życie duchowe oznaczałoby dla arymanicznej władzy ciemność, a zainteresowanie nim ludzi – płonący, szalejący ogień. Ustanowienie tego wolnego życia duchowego jest konieczne, aby w przyszłości można było przyjąć właściwą postawę, właściwy stosunek do wcielenia Arymana.

            Jednak jeszcze dziś istnieje silna tendencja do ukrywania faktów, o których mówiliśmy wczoraj. Ogromna większość ludzi spuszcza na te rzeczy zasłonę, nie chce widzieć ich takimi, jakimi są naprawdę i daje się zwieść słowom, które nie mają żadnego związku z rzeczywistością. I bardzo często starania, aby uchylać się od rzeczywistości, są określane jako „uczciwe” i „mające dobre intencje”.

            Weźmy na przykład niedawno opublikowany list Romaina Rollanda, w którym mówi on, że ludzie nie powinni dać się zwieść dawnym deklaracjom zwycięskich mocarstw na temat sprawiedliwości i przestrzegania praw politycznych. Traktowanie, jakie Rosja otrzymuje od Ententy, skłoniło go do wypowiedzenia tych słów. Mówi on: Nieważne, czy to ze strony monarchii, czy republik – to, co mówi się o prawach i sprawiedliwości, to tylko czcze gadanie; w gruncie rzeczy chodzi o władzę i tylko o władzę.

Teraz nawet to pozorne podejście do rzeczywistości zdradza gotowość do ulegania złudzeniom, ponieważ Romain Rolland jest tak samo złudny jak zawsze; złudzenie nie jest ani trochę mniejsze. Mogłoby tak być tylko wtedy, gdyby tacy ludzie odrzucili frazesy i uznali, że wszystkie te rzeczy, do których dążą, są bez znaczenia, dopóki nie zrozumieją, że jeśli stare zjednoczone państwo jako takie – czy to demokracja, republika, czy monarchia – nie stanie się potrójne, to jest to po prostu sposób, aby pomóc wcieleniu Arymana. Dlatego wszystko to, łącznie z niedawnym listem Romaina Rollanda do świata, jest niczym więcej jak tylko retorycznymi przemówieniami. Ludzie nie pojmują rzeczywistości, ponieważ rzeczywistość może być pojmowana tylko wtedy, gdy konieczność duchowej wiedzy i głębokiego wniknięcia w naturę rzeczy jest dokładnie zrozumiana.

            Wszyscy znacie ten często cytowany werset: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Słowo było Bogiem”. Czy ludzie naprawdę biorą te wersety na serio? Wypowiadają je, ale tak często jako zwykłe frazesy! Nie kładzie się szczególnego nacisku na czas: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. „Słowo” musi tu oczywiście mieć znaczenie, jakie nosiło w starożytnej Grecji. Nie jest to „słowo” w dzisiejszym rozumieniu – słowo jako zwykły dźwięk – ale jest to wewnętrzna, duchowa rzeczywistość. W każdym z tych przypadków, jednakże, jest to czas niedokonany, który jest zastosowany. Implikacją jest zatem: „Na początku było Słowo; lecz już go nie ma”. W przeciwnym razie zdanie brzmiałoby: „Teraz jest Słowo; a Słowo nie jest z Bogiem; było z Bogiem, a Bogiem było Słowo, ale już nim nie jest”. Tak zresztą stoi w Ewangelii św. Jana; w przeciwnym razie jakie byłoby znaczenie słów bezpośrednio następujących: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Wskazuje to na dalszą ewolucję Słowa. „Słowo” oznacza również wszystko, co istoty ludzkie mogą nabyć na drodze mądrości intelektualnej przez swoje wysiłki i przez swoją inteligencję. Ale musi być dla nas zupełnie jasne, że to, co „słowo” oznacza tutaj, nie jest w rzeczywistości celem, do którego ludzkość musi dążyć w obecnym czasie lub w najbliższej przyszłości. Aby wyrazić to, co jest obecnie celem, należałoby powiedzieć: „Niech ludzkość szuka Ducha, który objawia się w Słowie; Duch bowiem jest u Boga, a Duch jest Bogiem”. Ludzkość musi przejść od słowa do ducha, do postrzegania i poznania ducha.

            Kiedy przypomnę wam te pierwsze wersety Ewangelii św. Jana, uświadomicie sobie, jak mało jest dziś skłonności do poważnego traktowania tych spraw i do przezwyciężenia arbitralnych interpretacji, tak często przyjmowanych w sprawach najwyższej wagi. Sama ludzka inteligencja musi być ożywiona i oświecona tym, co objawia się w widzeniu duchowym – nie żeby rzeczywiste widzenie było konieczne; ważne jest, aby owoce duchowego widzenia zostały zrozumiane. Wielokrotnie podkreślałem, że dzisiaj nie tylko jasnowidz może pojąć prawdę doświadczenia jasnowidzenia; to zrozumienie jest w mocy każdego w obecnym czasie, ponieważ duchowe zdolności istot ludzkich są wystarczająco dojrzałe, jeśli tylko zdecydują się je wykorzystać i nie są zbyt leniwi, aby to zrobić. Jeśli jednak ma być osiągnięty poziom odpowiedni dla ludzkości, to takie rzeczy, o których była mowa we wczorajszym wykładzie, muszą być podjęte z głębokim zaangażowaniem! Użyłem trywialnego przykładu, aby pokazać wam, jak łatwo jest dać się zwieść liczbom i cyfrom. Czyż nie ma zbyt wielu przesądów, gdy chodzi o liczby? To, co można w jakiś sposób policzyć, jest akceptowane w nauce. Nauki przyrodnicze uwielbiają ważyć, obliczać, a nauki społeczne uwielbiają statystyki – znowu sprawa obliczeń i liczenia. Ludziom trudno będzie przyznać, że cała wiedza o świecie zewnętrznym zdobyta za pomocą miary i liczby jest tak wielkim złudzeniem.

            Mierzyć – co to w rzeczywistości znaczy? To znaczy porównywać coś z danymObrazek wymiarem, czy to długością, czy objętością. Mogę zmierzyć linię, jeśli porównam ją z linią dwa razy, trzy razy, cztery razy, itd. mniejszą:

W takich pomiarach, nieważne czy długości, czy powierzchni, czy wagi, całkowicie brakuje elementu jakościowego. Liczba trzy zawsze pozostaje taka sama, niezależnie od tego, czy ktoś liczy owce, ludzi czy polityków.

            Nie jest to kwestia jakościowa, lecz jedynie ilościowa, ilościowa. Zasadnicza zasada objętości i liczby polega na tym, że to, co jakościowe, nie jest brane pod uwagę. Ale właśnie z tego powodu wszelka wiedza pochodząca z zasad objętości i miary jest iluzją; a faktem, który należy potraktować z całą powagą, jest to, że w chwili, gdy wkraczamy w świat, który można zważyć i zmierzyć, w świat przestrzeni i czasu, wkraczamy w świat iluzji, świat, który jest niczym innym jak fatamorgana, dopóki bierzemy go za rzeczywistość. Ideałem dzisiejszego myślenia jest doświadczanie w powiązaniu ze wszystkimi rzeczami zewnętrznego świata przestrzeni i czasu, ich przestrzennego i czasowego znaczenia; podczas gdy tak naprawdę to, co rzeczy oznaczają w przestrzeni i czasie, jest tylko ich zewnętrznym aspektem i musimy przekroczyć przestrzeń i czas, wnikając na znacznie głębsze poziomy, jeśli chcemy dotrzeć do najgłębszej prawdy, do najgłębszej istoty rzeczy. I tak musi nadejść przyszłość, kiedy ludzie będą mogli powiedzieć: „tak, za pomocą mojej inteligencji mogę pojmować świat zewnętrzny w sposób, który jest ideałem przyrodoznawstwa. Ale przedstawiony mi w ten sposób widok jest całkowicie arymaniczny”. Nie oznacza to, że nauki przyrodnicze mają być ignorowane czy odkładane na bok; chodzi o uświadomienie sobie, że ta nauka przyrodnicza prowadzi jedynie do arymanicznej iluzji. Dlaczego więc ludzie muszą posiadać nauki przyrodnicze, pomimo faktu, że prowadzą one jedynie do iluzji? Dlatego, że już w ziemskiej egzystencji znajdują się oni na krzywej zstępującej ewolucji. O czwartej epoce poatlantyckiej, epoce grecko-łacińskiej, można powiedzieć, że pod względem wiedzy ludzkość była, relatywnie rzecz biorąc, u zenitu. Ale teraz, w piątej epoce poatlantyckiej, człowiek jest na ścieżce upadku, jest istotą coraz słabszą fizycznie, a postrzeganie świata w sposób, w jaki postrzegali go Grecy, byłoby zbyt dużym obciążeniem dla jego sił.

            Tego nam w historii nie powiedziano! Proszę sobie wyobrazić, co mieliby na ten temat do powiedzenia współcześni historycy – ci zacni historycy, którzy opisują Grecję tak, jakby opisywali jakiś region swoich czasów, bo nie wiedzą, że Grecy patrzyli na przyrodę innymi oczami, słuchali innymi uszami niż współcześni ludzie. Historycy ci nie mówią nam, że współcześni ludzie cierpieliby na ciągły ból głowy lub migrenę, gdyby mieli widzieć i słyszeć w świecie zewnętrznym to wszystko, co widzieli i słyszeli Grecy. Grecy żyli z nieskończenie większą intensywnością w świecie zmysłów. Nasze własne pojmowanie tego świata już osłabło. Abyśmy mogli go znieść, musi być i jest nam przedstawiana fatamorgana. I nie tylko to, co postrzegamy zmysłami, ale dzięki naszym naukowym koncepcjom „śnimy” o świecie zewnętrznym – to jest, najdobitniej mówiąc, fatamorgana. Największymi marzycielami, jeśli chodzi o świat zewnętrzny, są właśnie ci, którzy szczycą się realistycznym myśleniem. Darwin i John Stuart Mill są z gruntu marzycielami. Marzycielami są ci sami ludzie, którzy twierdzą, że są dogłębnymi realistami.

            Nie wolno nam też całkowicie poddać się naszemu wewnętrznemu życiu i impulsom. Ze sposobu, w jaki rozwijały się sprawy w ruchu reprezentowanym przez Towarzystwo Teozoficzne, wielu z was zrozumiało, że kultywowanie tylko życia wewnętrznego, jak próbuje tego wielu ludzi dzisiaj, nie prowadzi do celu, jaki przystoi ludzkości w obecnym wieku. Zbyt powszechną tendencją jest brak wolnych postanowień do przekroczenia zwykłego życia i osiągnięcia wyższej wizji, a raczej wysuwanie na pierwszy plan tego, co w nas nie jest wolne. Wchodzą w grę wszelkiego rodzaju tendencje halucynacyjne, wszelkiego rodzaju zdolności obarczone iluzją.

            Należy zdać sobie sprawę z tego, że tak jak nauka zewnętrzna staje się arymaniczna, tak wyższy rozwój naszej wewnętrznej natury staje się lucyferyczny, jeśli poddajemy się doświadczeniom mistycznym. Tendencja lucyferyczna budzi się i staje się szczególnie silna u każdego, kto bez samokształcenia opisanego w książce Jak osiągnąć poznanie wyższych światów Ga 10, zabiera się za jakiekolwiek mistyczne pogłębianie impulsów, które już są wpisane w jego naturę. Tendencja lucyferyczna ujawnia się u każdego, kto zaczyna rozmyślać nad doświadczeniami życia wewnętrznego, i jest ona niezwykle silna w dzisiejszej ludzkości. Urzeczywistnia się ona w egoizmie, z którego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy. Dziś spotyka się wielu takich, którzy są całkiem zadowoleni, gdy mogą powiedzieć o czymś, co zrobili, że nie mają powodów do wyrzutów sumienia, że zrobili to zgodnie z najlepszą wiedzą i sumieniem. Jest to postawa całkowicie lucyferyczna. W tym, co robimy w życiu, nie chodzi bowiem o to, czy mamy powód do wyrzutów, czy też nie; ważne jest, abyśmy podchodzili do rzeczy obiektywnie, z całkowitym dystansem i zgodnie z biegiem obiektywnych faktów. A większość ludzi dzisiaj nie czyni żadnych wysiłków, aby osiągnąć to obiektywne zrozumienie lub zdobyć wiedzę o tym, co jest konieczne dla ewolucji świata.

            Dlatego nauka duchowa musi podkreślać, co następuje: że Aryman rzeczywiście przygotowuje się do swojego wcielenia; gdzie możemy rozpoznać, w jaki sposób on się do tego przygotowuje; i z jaką postawą należy się temu przeciwstawić. W takich pytaniach nie chodzi o to, aby powiedzieć: robimy to czy tamto, abyśmy nie mieli powodów do wyrzutów sumienia – lecz o to, abyśmy nauczyli się rozpoznawać obiektywne fakty. Musimy poznać, co działa w świecie, i odpowiednio do tego działać – dla dobra świata.

            Wszystko sprowadza się do tego, że ludzie współcześni mówią o sobie prawdę, gdy twierdzą, że znajdują się nieustannie między dwiema skrajnościami: z jednej strony między arymanizmem, który przedstawia im zewnętrzne złudzenie, fatamorgane, a z drugiej strony między pierwiastkiem lucyferycznym, który wywołuje w nich skłonność do złudzeń, halucynacji itp. Arymaniczne tendencje w dzisiejszych ludziach ujawniają się w nauce, lucyferyczne w religii, podczas gdy w sztuce wahają się one pomiędzy jedną a drugą skrajnością. W ostatnich czasach tendencje niektórych artystów były bardziej lucyferyczne – to ekspresjoniści; tendencje innych były bardziej arymaniczne – to impresjoniści. A pomiędzy tym wszystkim wahają się ludzie, którzy nie chcą być ani jednymi, ani drugimi, którzy nie oceniają słusznie ani lucyferycznych, ani arymanicznych  tendencji, ale chcą uniknąć jednych i drugich. „Aryman – nie!” – tego nie wolno mi, nie zrobię, bo to by mnie przeniosło w sferę arymaniczną; tego nie wolno mi, nie zrobię, bo to by mnie przeniosło w sferę lucyferyczną!” Chcą być cnotliwi, unikając zarówno tego, co arymaniczne, jak i tego, co lucyferyczne.

            Prawda jest jednak taka, że Lucyfer i Aryman muszą być postrzegani jako dwie skale równowagi i to my musimy utrzymać belkę w równowadze.

            Jak możemy się do tego przyzwyczaić? Poprzez przenikanie tego, co przybiera w nas arymaniczną ową formę, silnie lucyferycznym pierwiastkiem. Co takiego powstaje u współczesnego człowieka w formie arymanicznej? Jest to jego wiedza o świecie zewnętrznym. Nie ma nic bardziej arymanicznego niż ta wiedza o świecie materialnym, ponieważ jest to czysta iluzja. Jeśli jednak fatamorgana, która wyłania się z chemii, fizyki, astronomii i tym podobnych dziedzin, może nas napełnić płomiennym entuzjazmem i zainteresowaniem, to dzięki naszemu zainteresowaniu – które samo w sobie jest lucyferyczne – możemy odebrać Arymanowi to, co do niego należy.

            To jednak jest właśnie to, czego istoty ludzkie nie chcą robić, jest to dla nich uciążliwe. A wielu ludzi, którzy uciekają od zewnętrznej, materialistycznej wiedzy, źle pojmuje swoje zadanie i przygotowują najlepsze możliwe wcielenie dla Arymana w ziemskiej egzystencji. I znowu to, co dzisiaj wzbiera w naszym wnętrzu, jest bardzo silnie lucyferyczne. Jak możemy się w tym kierunku właściwie kształcić? Poprzez zanurzenie się w nim z naszą arymaniczną naturą, to znaczy poprzez unikanie wszelkich złudzeń co do naszego wewnętrznego życia i impulsów oraz obserwowanie siebie tak, jak obserwujemy świat zewnętrzny. Współcześni ludzie muszą zdać sobie sprawę z tego, jak pilne jest wykształcenie się w tym kierunku. Każdy, kto ma uważne oko w tych sprawach, często spotyka się z okolicznościami, których przykładem jest poniższa sytuacja.

            Człowiek mówi komuś, jak bardzo jest oburzony na niezliczone istoty ludzkie. Opisuje dokładnie, jak to czy tamto w a, w b, w c, i tak dalej, go złości. Nie ma pojęcia, że mówi po prostu o swoich własnych cechach. Ta osobliwość istot ludzkich nigdy nie była tak rozpowszechniona jak dzisiaj. A ci, którzy uważają, że są od niej wolni, są największymi winowajcami. Istotne jest to, żeby ludzie podchodzili do swojej wewnętrznej natury z arymanicznym chłodem i beznamiętnością. Ich wewnętrzna natura nawet po takim ochłodzeniu jest jeszcze wystarczająco ognista! Nie ma potrzeby obawiać się, że zostanie ona nadmiernie schłodzona.

            Jeśli ma być zajęte właściwe stanowisko wobec przyszłego wcielenia Arymana, ludzie muszą stać się bardziej obiektywni, jeśli chodzi o ich własne impulsy, i o wiele, wiele bardziej subiektywni, jeśli chodzi o świat zewnętrzny – nie przez wprowadzanie obrazów fantazji, ale przez zainteresowanie, czujną uwagę i oddanie sprawom bezpośredniego życia.

            Gdy ludzie uważają, że taka czy inna rzecz w życiu zewnętrznym jest nudna, być może z powodu otrzymanego wykształcenia lub z powodu innych okoliczności, droga, którą Aryman chce podążać dla dobra swego wcielenia, jest znacznie ułatwiona. Nuda jest dziś tak rozpowszechniona! Znam wielu ludzi, którym sprawia przykrość zapoznawanie się np. z procedurami bankowymi, giełdą papierów wartościowych, księgowością. Ale to nigdy nie jest właściwa postawa. Oznacza to po prostu, że nie został odkryty punkt, w którym dana rzecz płonie z zainteresowania. Gdy ten punkt zostanie osiągnięty, nawet sucha księga kasowa może stać się równie interesująca jak „Pokojówka Orleańska” Schillera, czy „Hamlet” Szekspira, czy cokolwiek innego – nawet „Madonna Sykstyńska” Rafaela. Jest to tylko kwestia znalezienia punktu, w którym każda rzecz w życiu staje się interesująca.

            To, co właśnie powiedziałem, może sprawić, że pomyślicie, iż wszystkie te sprawy są bardzo paradoksalne. Ale w rzeczywistości tak nie jest. To my sami jesteśmy paradoksalni w naszym stosunku do prawdy. To, co musimy sobie uświadomić – i jest to dzisiaj pilnie potrzebne – to fakt, że to my, a nie świat, jesteśmy winni. Nic tak nie przygotowuje drogi dla wcielenia się Arymana, jak uważanie tego czy tamtego za nudne, uważanie siebie za lepszego od tej czy innej rzeczy i odmawianie wejścia w nią. I znowu jest to ta sama kwestia znalezienia punktu, w którym wszystko jest interesujące. Nie chodzi tu nigdy o subiektywne odrzucenie lub zaakceptowanie rzeczy, lecz o obiektywne rozpoznanie, w jakim stopniu są one lucyferyczne lub arymaniczne, z takim skutkiem, że szala przechyla się na jedną lub drugą stronę.

            Interesować się czymś nie oznacza, że uważa się to za słuszne. Oznacza to po prostu, że człowiek rozwija w sobie wewnętrzną energię, żeby się z tym zmierzyć i skierować to we właściwy kanał.

            Jak może niektórzy z Was wiedzą – dawno temu – kilku przyjaciół kupiło sobie książki o matematyce. Wkradł się w nich swego rodzaju „duch sportu”! Kupili dzieła Lubsena [Heinrich Borchert Lubsen (1801-64)], ale niedługo potem większość tomów trafiła na półki biblioteczne, a wiedza matematyczna nie była zbyt widoczna! To oczywiście nie jest wskazówka, by zająć się tą sprawą ponownie – nie sugeruję tego. Ale uporanie się z czymś, co na początku w ogóle nas nie interesuje, po to, aby .powstało nowe zrozumienie istnienia świata – to ma niewyobrażalne znaczenie. Ponieważ takie rzeczy, które chcę wam przedstawić w tych wykładach – jak Lucyfer i Aryman interweniują w ewolucji ludzkości obok impulsu Chrystusowego – muszą być przyjęte z całą powagą, a ich konsekwencje słusznie ocenione.

            Gdyby nie było mądrości lucyferycznej, to w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie byłoby możliwe zrozumienie Tajemnicy Golgoty poprzez gnozę. Zrozumienie Tajemnicy Golgoty malało wraz z zanikaniem mądrości lucyferycznej. A gdzież są dzisiaj jakiekolwiek dowody takiego zrozumienia? To, że zrozumienia nie można znaleźć poprzez zewnętrzną, arymaniczną naukę, dostrzegają ci, którzy do pewnego stopnia rozpoznają jej cechy. Weźmy na przykład takiego człowieka jak kardynał Newman – bardzo znaczącą postać w sferze religii w drugiej połowie XIX wieku. Podczas swojej nominacji na kardynała w Rzymie oświadczył, że nie widzi innego ratunku dla religijnego rozwoju ludzkości, jak tylko nowe objawienie! [Zobacz jego przemówienie w Rzymie, 12 maja 1879 r., kiedy został podniesiony do rangi kardynała. „(…) Dotychczas władza cywilna była chrześcijańska. Nawet w krajach oddzielonych od Kościoła, jak w moim własnym, kiedy byłem młody, obowiązywało dictum, że 'chrześcijaństwo jest prawem ziemi’. Teraz wszędzie te wspaniałe ramy społeczne, które są tworem chrześcijaństwa, odrzucają chrześcijaństwo. Dyktando, do którego się odniosłem, wraz z setką innych, które po nim nastąpiły, przeminęło lub przemija wszędzie; i do końca wieku, o ile Wszechmogący nie zainterweniuje, zostanie zapomniane.” (The Life of John Henry Newman, autorstwa Wilfrida Warda, t. 2, s. 460.)] Ale tam to pozostało. On sam nie wykazywał specjalnej skłonności do przyjmowania czegokolwiek z nowego duchowego życia, które może teraz spływać na ludzkość z duchowych światów. To, co mówił, pozostawało w sferze abstrakcji.

            Prawdę mówiąc, ludzkość potrzebuje nowego objawienia. Dowody na to są ze wszystkich stron. Ostatnio toczyły się dyskusje na temat pogorszenia się moralności i ogólnego nastawienia do moralności w ciągu ostatnich czterech lub pięciu lat. Wyciągnięto wniosek, że wyznaniowe nauczanie religii musi być intensywniej wprowadzane do szkół. Nie można jednak wystarczająco często podkreślać, że takie nauczanie było już prowadzone, a czasy powinny być pod jego wpływem. Jeżeli stare, wyznaniowe nauczanie ma być ponownie wprowadzone, to po prostu zaczynamy cały proces od nowa. W krótkim czasie znajdziemy się z powrotem tam, gdzie byliśmy w 1914 roku. Jest to w najwyższym stopniu ważne, aby zdać sobie sprawę, że w podświadomości istot ludzkich istnieją tęsknoty całkiem inny charakter od tego, co przychodzi do wyrażenia na powierzchni.

            Kiedy na początku tego roku założyliśmy Szkołę Waldorfską w Stuttgarcie, byliśmy zmuszeni do zorganizowania lekcji religii, która miała być podzielona pomiędzy różnych duchownych. Konkretna godzina jest przeznaczona na lekcje religii, które dla dzieci katolickich prowadzi ksiądz katolicki, a dla ewangelickich pastor ewangelicki. Nie będę mówił o trudnościach, jakie pojawiły się ze strony księży – to jest rozdział sam w sobie. Chcę jednak powiedzieć, że natychmiast wyrażono pragnienie nauczania religii poza jakimkolwiek wyznaniem. Początkowo sądziłem, że frekwencja będzie nieznaczna w porównaniu z liczbą osób uczęszczających na nauczanie wyznaniowe. Jednak pomimo faktu, że wkrótce w Stuttgarcie nie będzie ani jednej ambony, z której nie padałyby inwektywy pod adresem antropozofii, duża liczba dzieci – pięć razy więcej niż się spodziewaliśmy – poprosiła o rodzaj antropozoficznego nauczania religii i zajęcia musiały zostać podzielone na dwie części. Subiektywnie może to nie być całkowicie mile widziane, ponieważ może to okazać się kijem na nasze własne plecy. Ale o tym nie chcę mówić. Chcę tylko pokazać, że w ludziach istnieje tęsknota za postępem, ale że są oni uśpieni i nie dostrzegają, że siły utrzymują te tęsknoty w poddaństwie. Co więcej, bardzo brakuje odwagi, aby wydobyć te tęsknoty na powierzchnię.

            Pomyślcie tylko, jakie skutki może przynieść wiedza taka, jak ta o przyszłym wcieleniu Arymana, który przygotowuje się do tego za pomocą środków, które opisywałem wczoraj i dziś. Abyśmy mogli zająć właściwe stanowisko wobec tego, co dzieje się wokół nas w ramach przygotowań do wcielenia Arymana, konieczne jest, abyśmy obiektywnie dowiedzieli się o tych rzeczach. Tylko wtedy, gdy głęboko i dojrzale zastanowicie się nad tym, co zostało powiedziane w tych wykładach o prądach arymanicznych, będziecie mogli pojąć powagę obecnej sytuacji.

GA 193 w. III – Lucyfer i Aryman

Berno, 4 listopada 1919 r.

Faza ewolucji rozpoczynająca się w naszych czasach ma bardzo szczególny charakter. To samo można oczywiście powiedzieć o każdej epoce, ale w każdym przypadku jest to kwestia określenia szczególnych cech. Obecną fazę ewolucji można scharakteryzować w sposób ogólny, mówiąc, że wszystkie doświadczenia, jakie staną przed ludzkością w świecie fizycznym podczas dalszej egzystencji Ziemi, będą stanowiły schyłek, regres. Czas, w którym postęp ludzkości był możliwy dzięki ciągłemu doskonaleniu sił fizycznych, już się skończył. Również w przyszłości ludzkość będzie się rozwijać, lecz tylko poprzez rozwój duchowy, poprzez rozwój na wyższym poziomie, niż procesy na planie fizycznym. Ludzie, którzy całkowicie polegają na procesach planu fizycznego, nie znajdą w nich żadnego źródła zadowolenia. Wskazówka podana w nauce duchowej dawno temu, w Kursie Wykładów o Apokalipsie [12 wykładów wygłoszonych w Norymberdze w czerwcu 1908 Apokalipsy św. Jana GA 104], mianowicie, że zmierzamy do „Wojny wszystkich przeciwko wszystkim”, powinna być odtąd pojmowana w całym swoim znaczeniu i wadze; jej implikacje nie mogą pozostać w sferze teorii, lecz muszą znaleźć swój wyraz w czynach, w całym zachowaniu ludzi.

            Fakt, że – używając kolokwializmu – ludzie w przyszłości nie będą mieli wiele radości z rozwoju na planie fizycznym, uświadomi im, że dalsza ewolucja musi przebiegać z sił duchowych.

            Można to zrozumieć tylko poprzez obserwację długiego okresu ewolucji i zastosowanie tego, co zostało odkryte do doświadczeń, które w przyszłości będą coraz bardziej powszechne. Tendencja sił, która przejawi się w niemal rytmicznym pojawianiu się wojen i zniszczeń – procesów, których obecna katastrofa jest tylko początkiem – stanie się aż nazbyt oczywista. Dziecinne jest wierzyć, że cokolwiek związanego z tą wojną może przynieść trwałą erę pokoju dla ludzkości na planie fizycznym. Tak się nie stanie. To, co musi nastąpić na ziemi, to rozwój duchowy. Jego kierunek i cel będą dla nas jasne, jeśli po zbadaniu stosunkowo długiej epoki poprzedzającej Tajemnicę Golgoty, będziemy pamiętać o znaczeniu Tajemnicy Golgoty, a następnie spróbujemy wyobrazić sobie impuls tego Wydarzenia działający w przyszłej ewolucji ludzkości.

            Badaliśmy już Tajemnicę Golgoty z wielu różnych punktów widzenia i dziś uczynimy to ponownie, charakteryzując bardzo krótko cywilizację, która ją poprzedzała – powiedzmy, że już w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem – i która trwała przez pewien czas jako kultura pogańska w okresie rozwoju chrześcijaństwa.

            W ramach tej kultury pogańskiej zakorzeniła się zupełnie inna kultura hebrajsko-żydowska, której potomkiem jest chrześcijaństwo.

            Charakter kultury pogańskiej można najlepiej zrozumieć, jeśli uświadomimy sobie, że była ona wynikiem wiedzy, wizji i działania zrodzonych z sił o wiele szerszych w zasięgu niż te, które należą do obecnej ziemskiej egzystencji. To właśnie przez kulturę hebrajską pierwiastek moralny został po raz pierwszy zaszczepiony ludzkości. W pogaństwie pierwiastek moralny nie zajmował miejsca oddzielnego i osobnego; ta kultura pogańska była taka, że człowiek czuł się członkiem całego kosmosu.

            Jest to coś, o czym musimy szczególnie pamiętać. – Człowiek żyjący na ziemi w dawnym świecie pogańskim czuł się członkiem całego kosmosu. Czuł, jak siły działające w ruchach gwiazd rozciągają się na jego własne działania, lub lepiej powiedzieć, na siły działające w jego działaniach. To, co później stało się astrologią, i nadal nią jest, jest tylko odbiciem – i to bardzo mylnym – starożytnej mądrości zaczerpniętej z kontemplacji gwiazd w ich ruchu, a następnie wykorzystanej jako podstawa dla nakazów rządzących ludzkim działaniem.

Te starożytne cywilizacje mogą być zrozumiane tylko wtedy, gdy nauka duchowa rzuci światło na ewolucję człowieka w jej zewnętrznym aspekcie na około cztery lub pięć tysięcy lat przed Chrystusem.

            Jesteśmy skłonni mówić w sposób raczej rzeczowy o drugiej lub pierwszej epoce poatlantyckiej, ale mylimy się, jeśli wyobrażamy sobie egzystencję człowieka na ziemi w piątym, szóstym lub siódmym tysiącleciu przed Chrystusem jako podobną do naszej obecnej egzystencji. Jest całkiem słuszne, że ludzie żyjący na ziemi w tych starożytnych czasach mieli rodzaj instynktownego życia duszy, pod pewnym względem bardziej podobnego do życia duszy zwierząt niż do życia duszy dzisiejszego człowieka. Jest to jednak bardzo jednostronna koncepcja ludzkiego życia, gdy mówimy, że w tamtych czasach ludzie byli bardziej podobni do zwierząt. Pod względem duszy człowiek poruszający się wtedy po ziemi był, to prawda, bardziej podobny do zwierzęcia, ale te ludzko-zwierzęce ciała były używane przez istoty o duszy i duchu, które czuły się członkami światów nadzmysłowych, a przede wszystkim światów kosmicznych. I jeśli cofniemy się dostatecznie daleko, powiedzmy do piątego przedchrześcijańskiego tysiąclecia, można powiedzieć, że ludzie używali ciał zwierzęcych jako instrumentów, a nie czuli się w tych ciałach. Aby dokładnie scharakteryzować tych ludzi, należałoby powiedzieć, że kiedy byli przebudzeni, poruszali się instynktownym życiem duszy, takim jak u zwierząt, ale w to instynktowne życie duszy wkradało się coś w rodzaju snów ze stanu snu, snów na jawie. I w tych snach na jawie dostrzegali, jak zniżyli się do tego, by używać ciał zwierzęcych jedynie jako instrumentów. Ten wewnętrzny, zasadniczy głos duszy ludzkiej znalazł następnie wyraz w obrzędzie religijnym, w kulcie Mitry z jego głównym symbolem boga Mitry jadącego na byku, nad nim gwiaździste niebo, do którego on należy, a pod nim ziemia, do której należy byk. Ten symbol nie był, ściśle mówiąc, symbolem dla tych dawnych ludzi; była to wizja rzeczywistości. Cały głos duszy człowieka kazał mu powiedzieć do siebie: Kiedy w nocy przebywam poza ciałem, należę do sił kosmosu, gwiaździstych niebios; kiedy budzę się rano, korzystam ze zwierzęcych instynktów w zwierzęcym ciele.

            Potem ewolucja człowieka przeszła, mówiąc obrazowo, w okres zmierzchu. Pewna ciemność, pewien letarg ogarnął życie ludzkości; marzenia kosmiczne ustąpiły, a instynkt zdobył przewagę.

            Postawa duszy, która wcześniej dominowała u ludzi, została zachowana dzięki misteriom, głównie misteriom azjatyckim. Jednak w czwartym tysiącleciu przed naszą erą i aż do początku trzeciego, ludzkość w ogóle – gdy nie podlegała wpływom mądrości Tajemnic – żyła egzystencją przenikniętą mniej lub bardziej przyćmioną, zmierzchową świadomością. W Azji i na całym znanym wówczas świecie można powiedzieć, że w czwartym i na początku trzeciego tysiąclecia przed Tajemnicą Golgoty, życie duszy człowieka było niewyraźne i instynktowne. Istniały jednak Tajemnice, do których, poprzez potężne obrzędy i ceremonie, mogły przenikać światy duchowe. I to właśnie z tych ośrodków ludzie otrzymywali oświecenie.

            Na początku trzeciego tysiąclecia miało miejsce doniosłe wydarzenie. Przyczynę tego niewyraźnego, bardziej instynktownego życia można scharakteryzować w ten sposób, że człowiek, jako istota duchowo-duszna, nie był jeszcze wtedy w stanie posługiwać się ludzkimi organami intelektu. Organy te były już w nim, ukształtowały się w jego fizycznej konstytucji, ale istota ducha i duszy nie mogła z nich korzystać. Tak więc ludzie nie mogli zdobywać wiedzy przez własne myślenie, przez własne siły intelektualnego rozeznania. Byli zależni od tego, co zostało im przekazane z Tajemnic. I wtedy, mniej więcej na początku trzeciego tysiąclecia, na wschodzie Azji miało miejsce doniosłe wydarzenie.                          

            Dziecku wybitnej azjatyckiej rodziny w tamtych czasach pozwolono dorastać w otoczeniu ceremonii misteriów. Okoliczności sprawiły, że dziecko to zostało dopuszczone do udziału w ceremoniach, niewątpliwie dlatego, że kapłani prowadzący obrzędy w misteriach odczuli jako inspirację że takie dziecko musi być dopuszczone do udziału w nich. I kiedy istota wcielona w to dziecko osiągnęła wiek około 40 lat – mniej więcej w tym wieku – ujawniło się coś bardzo niezwykłego. Stało się oczywiste – i nie ma żadnych wątpliwości, że kapłani misteriów przewidzieli to wydarzenie proroczo – stało się oczywiste, że ten człowiek, któremu pozwolono dorastać w objęciach jednego z ośrodków misteriów w Azji Wschodniej, zaczął nagle, w wieku około czterdziestu lat, pojmować poprzez intelekt ludzki to, co wcześniej przychodziło do misteriów poprzez objawienie i tylko poprzez objawienie. Był on niejako pierwszym, który użył organów ludzkiego intelektu, ale nadal w powiązaniu z misteriami.                   

            Przekładając na nasz dzisiejszy język to, jak kapłani misteriów mówili o tej sprawie, musimy powiedzieć: w tym człowieku wcielił się sam Lucyfer – ni mniej, ni więcej! – Znaczącym i doniosłym faktem jest to, że w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem na wschodzie Azji rzeczywiście miało miejsce wcielenie Lucyfera w ciele. I z tego wcielenia Lucyfera w ciele – ponieważ ta istota stała się nauczycielem- wyszło to, co określa się jako przedchrześcijańską, pogańską kulturę, która przetrwała jeszcze w gnozie pierwszych wieków chrześcijaństwa.                 

            Byłoby błędem wydawać uwłaczający osąd na tę kulturę Lucyfera. Dla całego piękna greckiej cywilizacji, nawet wgląd, który jest wciąż żywy w starożytnej filozofii greckiej i w tragediach Ajschylosa, byłby niemożliwy bez tego wcielenia Lucyfera.

            Wpływ wcielenia Lucyfera był jeszcze potężny na południu Europy, na północy Afryki i w Azji Mniejszej w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. I kiedy Tajemnica Golgoty dokonała się na ziemi, to właśnie dzięki mądrości Lucyfera mogła być zrozumiana. Gnoza, która podjęła się zadania uchwycenia znaczenia Tajemnicy Golgoty, była na wskroś przesiąknięta mądrością lucyferyczną. Należy zatem podkreślić, po pierwsze, że na początku trzeciego tysiąclecia przed naszą erą miało miejsce chińskie wcielenie Lucyfera, a na początku naszej ery wcielenie Chrystusa. I po pierwsze, znaczenie wcielenia Chrystusa zostało uchwycone, ponieważ moc starego wcielenia Lucyfera wciąż jeszcze istniała. Moc ta właściwie nie zniknęła z ludzkiego umysłu aż do IV wieku naszej ery, a nawet wtedy miała swoje następstwa, swoje konsekwencje.

            Do tych dwóch wcieleń, wcielenia Lucyfera w czasach starożytnych i wcielenia Chrystusa, które nadaje ziemi jej znaczenie, zostanie dodane trzecie wcielenie w przyszłości, która nie będzie już tak odległa. A wydarzenia teraźniejszości już toczą się w taki sposób, by się do tego przygotować.

            O wcieleniu Lucyfera na początku trzeciego tysiąclecia p.n.e. musimy powiedzieć: poprzez Lucyfera człowiek nabył umiejętność posługiwania się organami swego intelektu, władzę intelektualnego rozeznania. To sam Lucyfer, w ludzkim ciele, jako pierwszy pojął mocą intelektu to, co dawniej mogło być przekazane człowiekowi jedynie przez objawienie, a mianowicie treść Misteriów.

            To, co jest obecnie przygotowywane i co z całą pewnością nastąpi na ziemi w niezbyt odległej przyszłości, to rzeczywiste wcielenie Arymana.

            Jak wiecie, od połowy XV wieku żyjemy w epoce, w której ludzkość powinna coraz bardziej posiąść pełną moc świadomości. Bardzo ważne jest, aby ludzie podchodzili do nadchodzącego wcielenia Arymana z pełną świadomością tego wydarzenia. Wcielenie Lucyfera można było rozpoznać tylko dzięki proroczej przenikliwości kapłanów misteriów. Ludzie byli również bardzo nieświadomi tego, co naprawdę oznaczało wcielenie Chrystusa i wydarzenie na Golgocie. Muszą oni jednak z pełną świadomością podążać w kierunku wcielenia Arymana wśród wstrząsających wydarzeń, które będą miały miejsce na planie fizycznym. Wśród ciągłych napięć wojennych i innych utrapień najbliższej przyszłości, umysł ludzki stanie się bardzo pomysłowy w dziedzinie życia fizycznego. I właśnie przez ten wzrost wynalazczości w życiu fizycznym, któremu nie da się zapobiec w żaden sposób, cielesne istnienie ludzkiej jednostki, w którą może wcielić się Aryman, stanie się możliwe i nieuniknione.

            Ze świata duchowego ta arymaniczna siła przygotowuje się do wcielenia się na ziemi, stara się na wszelkie możliwe sposoby tak przygotować, aby wcielenie się Arymana w ludzkiej postaci mogło maksymalnie zwodzić i deprawować ludzkość na ziemi. Zadaniem ludzkości w następnej fazie cywilizacji będzie żyć wobec wcielenia Arymana z taką czujną świadomością, że to wcielenie może rzeczywiście służyć wyższemu, duchowemu rozwojowi, ponieważ przez samego Arymana człowiek uświadomi sobie, co może, lub powiedzmy, nie może być osiągnięte przez samo życie fizyczne. Człowiek musi jednak z pełną świadomością iść naprzód w kierunku tego wcielenia Arymana i stawać się coraz bardziej czujny w każdej dziedzinie, aby coraz wyraźniej rozpoznawać te tendencje w życiu, które prowadzą do tego wcielenia Arymana. Ludzie muszą nauczyć się z nauk duchowych znajdować klucz do życia i w ten sposób być w stanie rozpoznać i nauczyć się kontrolować prądy prowadzące do wcielenia Arymana. Trzeba sobie uświadomić, że Aryman będzie żył wśród ludzi na ziemi, ale w konfrontacji z nim ludzie sami określą, czego mogą się od niego nauczyć, co mogą od niego otrzymać. Nie będą jednak w stanie tego uczynić, jeśli odtąd nie przejmą kontroli nad pewnymi duchowymi i nieduchowymi prądami, które w przeciwnym razie są wykorzystywane przez Arymana do tego, aby pozostawić ludzkość w jak najgłębszej nieświadomości jego nadejścia; wtedy pewnego dnia będzie on mógł pojawić się na ziemi i obezwładnić ludzi, kusząc i zwabiając ich do odrzucenia ziemskiej ewolucji, uniemożliwiając jej tym samym osiągnięcie celu. Aby zrozumieć cały ten proces, o którym mówiłem, konieczne jest rozpoznanie charakteru pewnych prądów i wpływów – duchowych lub odwrotnych.

            Czy nie widzicie, że w obecnym czasie stale rośnie liczba ludzi, którzy nie chcą żadnej nauki o duchu, żadnej wiedzy o duchu? Czy nie widzicie, jak liczni są ludzie, którym stare siły religijne nie dają już żadnego wewnętrznego bodźca? To, czy chodzą do kościoła, czy nie, jest dziś dla wielu ludzi sprawą zupełnie obojętną. Dawne impulsy religijne nic dla nich nie znaczą. Ale nie są też w stanie zastanowić się nad tym, co może napłynąć do naszej cywilizacji jako nowe życie duchowe. Opierają się temu, odrzucają, uważają to za głupstwo, za coś niewygodnego, nie pozwalają sobie mieć z tym nic wspólnego. Ale, widzicie, człowiek żyjący na ziemi jest rzeczywiście jednością. Jego duchowa natura nie może być oddzielona od fizycznej, obie pracują razem jako jedność pomiędzy narodzinami i śmiercią. I nawet jeśli człowiek nie odbiera tego, co duchowe, poprzez swoje władze duszy, to jednak to, co duchowe, działa. Od ostatniej jednej trzeciej dziewiętnastego wieku duchowy strumień przepływa wokół nas, wkracza w ziemską ewolucję. Duch jest tam w samej prawdzie, tylko ludzie nie chcą go przyjąć.

            Lecz nawet jeśli oni nie przyjmują duchowości, ona tam jest! I co się z tym dzieje? Paradoksalne, jakkolwiek może się to wydawać – bo wiele z tego, co jest prawdziwe, wydaje się paradoksalne dla współczesnego umysłu – u tych ludzi, którzy odrzucają to, co duchowe, a najbardziej ze wszystkich rzeczy w życiu lubią jeść i pić, to duchowe płynie, nieświadomie dla nich, do procesów jedzenia i trawienia. To jest tajemnica tego marszu w materializm, który rozpoczął się około roku 1840, a raczej był wtedy w aktywnym przygotowaniu. Ci, którzy nie otrzymują tego, co duchowe przez duszę, otrzymują to na dzień dzisiejszy nie mniej: jedząc i pijąc, jedzą i piją ducha. Są oni „zjadaczami” duszy i ducha. I w ten sposób duch, który wkracza w ewolucję ziemską, przechodzi do elementu lucyferycznego, jest przekazywany Lucyferowi.

            W ten sposób stale wzmacnia się siła lucyferyczna, która może być pomocna dla siły Arymanicznej w jej późniejszym wcieleniu. Muszą o tym wiedzieć ci, którzy przyznają, że w przyszłości ludzie albo będą przyjmować wiedzę duchową świadomie, albo będą konsumować ducha nieświadomie, oddając go w ten sposób w ręce sił lucyferycznych.

            Ten strumień konsumpcji ducha i duszy jest szczególnie popierany przez Arymana, ponieważ w ten sposób może on wprowadzić ludzkość w coraz większą senność, tak że potem, poprzez swoje wcielenie, będzie mógł przyjść do ludzi i dopaść ich bezwiednie, ponieważ nie stawią mu czoła świadomie.

            Ale Aryman może również bezpośrednio przygotować się do swojego wcielenia, i to robi. Oczywiście, ludzie naszych czasów mają również życie duchowe, ale jest ono czysto intelektualne, nie związane ze światem duchowym. To czysto intelektualne życie staje się coraz bardziej rozpowszechnione; na początku działało głównie w naukach ścisłych, ale teraz prowadzi do wszelkiego rodzaju zgorszeń również w życiu społecznym. Jaki jest zasadniczy charakter tego życia intelektualnego?

            To życie intelektualne ma bardzo mało wspólnego z prawdziwymi interesami ludzi! Pytam was: ilu nauczycieli nie widzicie dzisiaj, którzy przechodzą do i z wyższych i niższych instytucji edukacyjnych, nie wnosząc do swojej nauki żadnego wewnętrznego entuzjazmu, ale realizując ją jedynie jako środek utrzymania – w takich przypadkach interes duszy nie jest bezpośrednio związany z rzeczywistym dążeniem. To samo dzieje się nawet w szkole. Pomyśl, jak wiele uczy się na różnych etapach życia bez prawdziwego entuzjazmu i zainteresowania, jak zewnętrzne staje się życie intelektualne dla wielu ludzi, którzy się mu poświęcają! I jak wielu jest dzisiaj takich, którzy zmuszeni są do produkowania masy materiałów intelektualnych, które następnie przechowywane są w bibliotekach i jako życie duchowe nie są prawdziwie żywe!

            Wszystko, co rozwija się jako życie intelektualne, a nie jest przepojone ciepłem duszy, nie jest rozbudzone entuzjazmem, sprzyja bezpośrednio wcieleniu Arymana w sposób, który jest zgodny z jego sercem. W opisany przeze mnie sposób usypia on ludzi, tak że jego rezultaty są korzystne dla Arymana.

            Istnieje wiele innych prądów w życiu duchowym i nieduchowym, które Aryman może obrócić na swoją korzyść. Ostatnio słyszeliście – i ciągle słyszycie – że należy zakładać państwa narodowe, imperia narodowe. Dużo mówi się o „wolności poszczególnych narodów”. Ale czas na zakładanie imperiów opartych na związkach krwi i rasy już minął i skończył się w ewolucji ludzkości. Jeśli dziś odwołuje się do związków narodowych, rasowych i podobnych, do związków wynikających z intelektu, a nie z ducha, to dysharmonia wśród ludzkości będzie się wzmagać. I właśnie tę dysharmonię wśród ludzkości moc Arymaniczna może wykorzystać w szczególny sposób. Szowinizm, wypaczony patriotyzm w każdej postaci – to jest materiał, z którego Aryman zbuduje to, co jest mu potrzebne.

            Ale są też inne rzeczy. Obecnie wszędzie widzimy, że dla takich czy innych celów tworzone są partie. W dzisiejszych czasach ludzie nie mają rozeznania, ani nie chcą go mieć, gdy chodzi o opinie i programy partyjne. Dzięki intelektualnej pomysłowości można przedstawić dowód na poparcie najbardziej radykalnie przeciwstawnych teorii. Bardzo sprytne argumenty mogą być użyte do udowodnienia słuszności leninizmu – ale to samo dotyczy zasad bezpośrednio przeciwnych, a także tego, co znajduje się pomiędzy dwoma skrajnościami. Za każdym programem partii można przedstawić znakomite argumenty: ale ten, kto potwierdza słuszność przeciwnego programu, ma taką samą rację. Intelektualizm panujący obecnie wśród ludzi nie jest w stanie wykazać wewnętrznych możliwości i wartości czegokolwiek. Może on dostarczyć dowodów, ale to, co jest intelektualnie udowodnione, nie powinno być uważane za posiadające rzeczywistą wartość lub skuteczność w życiu. Ludzie przeciwstawiają się sobie nawzajem w partiach, ponieważ słuszność każdej opinii partyjnej – w każdym razie głównych opinii partyjnych – może być udowodniona z równym uzasadnieniem. Nasz intelekt pozostaje na powierzchniowej warstwie zrozumienia i nie przenika do głębszej warstwy, gdzie rzeczywiście leży prawda. To także musi być fundamentalnie i dogłębnie zrozumiane.

            Dzisiejsi ludzie wolą pozwolić swemu intelektowi pozostać na powierzchni i nie wnikać głębszymi siłami do tych poziomów, gdzie ujawnia się istotna natura rzeczy. Trzeba się tylko trochę rozejrzeć, bo nawet tam, gdzie życie przybiera najbardziej zewnętrzną formę, często ujawnia pułapki aktualnych upodobań. Ludzie kochają liczby i cyfry w nauce, ale kochają je również w sferze społecznej. Nauki społeczne składają się prawie w całości ze statystyki. A ze statystyki, to znaczy z liczb, wyciąga się najcięższe wnioski. Cóż, również za pomocą liczb można udowodnić wszystko i we wszystko uwierzyć; ponieważ liczby nie są środkiem, dzięki któremu można udowodnić istotną rzeczywistość rzeczy – są one po prostu środkiem oszustwa! Gdy nie spojrzymy poza liczby na to, co jakościowe, mogą one być całkowicie zwodnicze.

            Następujący przykład jest oczywisty. Istnieje, a przynajmniej istniało kiedyś, wiele sporów o narodowość Macedończyków. W życiu politycznym półwyspu bałkańskiego wiele zależało od statystyk tam sporządzanych. Liczby te mają taką samą wartość jak te zawarte w innych statystykach. Niezależnie od tego, czy statystyki dotyczą produkcji pszenicy i żyta, czy też liczby Greków, Serbów lub Bułgarów w Macedonii – w odniesieniu do tego, co można udowodnić za ich pomocą, wszystko jest takie samo. Z danych liczbowych dotyczących Greków, Bułgarów, Serbów można wyciągnąć bardzo wiarygodne wnioski. Ale można też mieć oko na element jakościowy, a wtedy często znajdujemy zapisy, że ojciec był Grekiem, jeden syn Bułgarem, drugi Serbem. A co jest z tyłu, to już sami możecie sobie dopowiedzieć! Te statystyki są traktowane jako miarodajne, podczas gdy w tym przypadku zostały one sporządzone wyłącznie dla celów partyjnych. Rozumuje się, że jeśli ojciec jest naprawdę Grekiem, to dwaj synowie też są Grekami. Ale zastosowany tu zabieg jest tylko przykładem wielu innych rzeczy, które robi się z liczbami. Aryman może osiągnąć bardzo wiele dzięki liczbom i cyfrom używanym w ten sposób jako dowód.

            Innym środkiem, z którego może skorzystać Aryman, jest znowu środek, który wyda się paradoksalny. Jak wiecie, w naszym ruchu zajmowaliśmy się badaniem Ewangelii w świetle duchowej nauki. Ale te głębsze interpretacje Ewangelii, które stają się coraz bardziej potrzebne w naszych czasach, są odrzucane ze wszystkich stron, tak jak odrzucana jest nauka duchowa jako całość.

            Ludzie, którzy często wyznają pokorę w tych sprawach – i bardzo się o nią upominają – są w rzeczywistości najbardziej aroganccy ze wszystkich. Coraz powszechniej mówi się, że ludzie powinni zanurzyć się w samej prostocie Ewangelii i nie próbować zrozumieć Tajemnicy Golgoty poprzez zagłębianie się w zawiłości nauk duchowych. Ci, którzy udają bezpretensjonalność w studiowaniu Ewangelii, są najbardziej aroganccy ze wszystkich, ponieważ gardzą uczciwym poszukiwaniem wiedzy wymaganym w duchowej nauce. Są oni tak aroganccy, że wierzą, iż najwyższe objawienia świata duchowego można zdobyć bez wysiłku, po prostu przeglądając prostotę Ewangelii. To, co dziś uchodzi za „skromne” lub „proste”, jest często najwyższą arogancją. W sektach, w wyznaniach religijnych – to właśnie tam można znaleźć najbardziej aroganckich ludzi.

            Należy pamiętać, że Ewangelie powstały w czasie, gdy mądrość lucyferyczna jeszcze przetrwała. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zrozumienie Ewangelii przez ludzi było zupełnie inne od tego, jakie było w późniejszych czasach. Dziś ludzie, którzy nie potrafią pogłębić swych umysłów przez duchową naukę, jedynie udają, że rozumieją Ewangelie. W rzeczywistości nie mają oni nawet pojęcia o pierwotnym znaczeniu tych słów; ponieważ tłumaczenia, które zostały dokonane na różne języki nie są wiernymi odtworzeniami Ewangelii; często nawet w niewielkim stopniu przypominają one pierwotne znaczenie słów, w których Ewangelie zostały skomponowane.

            Prawdziwe zrozumienie interwencji Istoty Chrystusowej w ziemską ewolucję jest dziś możliwe tylko poprzez naukę duchową. Ci, którzy chcą studiować, a właściwie studiują Ewangelie „bez pretensji” – jak mówi powiedzenie – nie mogą dojść do żadnego wewnętrznego urzeczywistnienia Istoty Chrystusowej takiej, jaką Ona naprawdę jest, lecz jedynie do iluzorycznego obrazu lub, co najwyżej, wizji lub halucynacji Istoty Chrystusowej. Nie można dziś osiągnąć prawdziwej łączności z Chrystusowym impulsem jedynie poprzez czytanie Ewangelii – a jedynie poprzez halucynacyjny obraz Chrystusa. Stąd powszechność teologicznego poglądu, że Chrystus nie był obecny w człowieku Jezusie z Nazaretu, który był po prostu postacią historyczną, jak Sokrates, Platon czy inni, choć może bardziej wywyższeni. Ten „prosty człowiek z Nazaretu” jest ideałem nawet dla teologów. I niewielu z nich może cokolwiek zrobić z takiego wydarzenia jak wizja Pawła pod bramą Damaszku, ponieważ bez pogłębionej wiedzy, jaką daje nauka duchowa, Ewangelie mogą dać początek jedynie halucynacji Chrystusa, a nie wizji prawdziwego Chrystusa. I dlatego wizja Pawła pod Damaszkiem jest również uważana za halucynację.

            Głębsze zrozumienie Ewangelii w świetle nauk duchowych jest dziś niezbędne, ponieważ apatia, która ogarnia ludzi, którzy zadowalają się życiem jedynie w ramach wyznań, zostanie wykorzystana do maksimum przez Arymana, aby osiągnąć jego cel, którym jest to, aby jego wcielenie zaskoczyło ludzi. A ci, którzy uważają, że są najbardziej prawdziwie chrześcijańscy, odrzucając jakikolwiek rozwój koncepcji Tajemnicy Chrystusa, w swej arogancji najbardziej przyczyniają się do realizacji celów Arymana. Wyznania i sekty są sferami zachęty, pożywką dla Arymana. Daremne jest roztaczanie iluzji nad tymi sprawami. Tak jak postawa materialistyczna, odrzucająca to, co duchowe, i twierdząca, że człowiek jest produktem tego, co je i pije, sprzyja celom Arymana, tak samo cele te są wspierane przez uparte odrzucanie wszystkiego, co duchowe i trzymanie się dosłownej, „prostej” koncepcji Ewangelii.

            Widzisz, bariera, która nie pozwala pojedynczym Ewangeliom na zbytnie zawężenie ludzkiego umysłu, została wzniesiona przez fakt, że Wydarzenie Golgoty jest opisane w Ewangeliach z czterech – pozornie sprzecznych – stron. Wystarczy odrobina refleksji, aby przekonać się, że jest to ochrona przed zbyt dosłownym pojmowaniem. Jednak w sektach, w których za podstawę nauczania przyjmuje się tylko jedną Ewangelię – a takich sekt jest sporo – powstają pułapki, ogłupienie i halucynacje. W swoim czasie Ewangelie były podawane jako konieczna przeciwwaga dla gnozy Lucyfera, ale jeśli nie podejmie się próby rozwinięcia zrozumienia ich treści, to cele Arymana są dalej realizowane, a nie postęp ludzkości. W sensie absolutnym nic nie jest dobre samo w sobie, ale zawsze jest dobre lub złe w zależności od tego, jak jest wykorzystywane. To, co najlepsze, może być najgorsze, jeśli zostanie źle wykorzystane. Ewangelie, choć wzniosłe, mogą mieć również odwrotny skutek, jeśli ludzie są zbyt leniwi, by szukać głębszego zrozumienia opartego na nauce duchowej.

            Dlatego w duchowych i nieduchowych prądach obecnego czasu jest bardzo wiele rzeczy, których ludzie powinni być świadomi i odpowiednio do tego określić swoją postawę duszy. Od zdolności i chęci przeniknięcia do korzeni tych spraw zależy, jaki wpływ na człowieka może mieć wcielenie Arymana, czy to wcielenie doprowadzi go do tego, że ziemia nie osiągnie swojego celu, czy też uświadomi mu bardzo ograniczone znaczenie intelektualnego, nieduchowego życia. Jeśli człowiek słusznie weźmie do ręki prądy prowadzące do Arymana, to po prostu poprzez jego wcielenie w ziemskim życiu rozpozna z jednej strony wpływ Arymana, a z drugiej jego biegunowe przeciwieństwo – wpływ Lucyfera. I wtedy właśnie kontrast między Arymanicznym i lucyferycznym umożliwi im dostrzeżenie trzeciej rzeczywistości. Ludzie muszą świadomie przedzierać się do zrozumienia tej trójcy chrześcijańskiego impulsu, Arymanicznych i lucyferycznych wpływów, ponieważ bez tej świadomości nie będą w stanie iść naprzód w przyszłość z perspektywą osiągnięcia celu ziemskiej egzystencji.

            Nauka duchowa musi być przyjęta z głęboką powagą, bo tylko tak może być właściwie zrozumiana. Nie jest ona wynikiem jakiejś sekciarskiej zachcianki, ale czymś, co wypływa z fundamentalnych potrzeb ludzkiej ewolucji. Ci, którzy uznają te potrzeby, nie mogą wybierać pomiędzy tym, czy będą, czy też nie będą starać się rozwijać nauki duchowe. Wręcz przeciwnie, powiedzą sobie: Całe fizyczne i duchowe życie człowieka musi być oświetlone i przeniknięte koncepcjami nauki duchowej!

Tak jak kiedyś na Wschodzie miało miejsce wcielenie Lucyfera, a następnie, niejako w połowie ewolucji świata, wcielenie Chrystusa, tak na Zachodzie będzie miało miejsce wcielenie Arymana.

            Tego wcielenia Arymana nie da się odwrócić, jest ono nieuniknione, ponieważ ludzie muszą stanąć z Arymanem twarzą w twarz. On będzie tym indywiduum, dzięki któremu ludzie dowiedzą się, jaką nieopisaną bystrość można rozwinąć, jeśli wezmą na pomoc wszystko to, co ziemskie siły mogą uczynić dla wzmocnienia bystrości i pomysłowości. W katastrofach, które dotkną ludzkość w niedalekiej przyszłości, ludzie staną się niezwykle pomysłowi; wiele rzeczy odkrytych w siłach i substancjach wszechświata zostanie wykorzystanych do zapewnienia pożywienia człowiekowi. Ale te właśnie odkrycia ujawnią jednocześnie, że materia jest związana z organami intelektu, nie z organami ducha, lecz intelektu. Ludzie będą się uczyć, co jeść i pić, aby stać się naprawdę mądrymi. Jedzenie i picie nie może uczynić ich duchowymi, ale mądrymi i bystrymi, tak. Ludzie nie mają jeszcze wiedzy o tych rzeczach, ale nie tylko będą do nich dążyć, ale będą one nieuniknionym wynikiem katastrof, które nadejdą w niedalekiej przyszłości. Pewne tajne stowarzyszenia, w których przygotowania już trwają, zastosują te rzeczy w taki sposób, że zostaną stworzone niezbędne warunki do rzeczywistego wcielenia się Arymana na ziemi. Tego wcielenia nie da się uniknąć, ponieważ człowiek musi w czasie istnienia ziemi zdać sobie sprawę z tego, jak wiele może wyniknąć z czysto materialnych procesów! Musi on nauczyć się panować nad tymi duchowymi lub nieduchowymi prądami, które prowadzą do Arymana.

            Gdy zrozumiemy, że sprzeczne programy partyjne można udowodnić jako równie słuszne, nasze nastawienie duszy będzie polegało na tym, że nie będziemy udowadniać, lecz raczej doświadczać. Doświadczanie czegoś jest bowiem czymś zupełnie innym niż intelektualne udowadnianie.

            Tak samo będziemy przekonani, że coraz głębsze wnikanie w Ewangelie jest konieczne poprzez naukę duchową. Dosłowne, dosłowne przyjmowanie Ewangelii, które jest jeszcze dziś tak powszechne, sprzyja kulturze arymanicznej. Już na podstawie zewnętrznych przesłanek widać, że ściśle literalne przyjmowanie Ewangelii jest nieuzasadnione. Jak wiadomo, to, co jest dobre i słuszne w jednym czasie, nie jest słuszne w każdym innym czasie. To, co jest właściwe dla jednej epoki, staje się lucyferyczne lub arymaniczne, gdy jest praktykowane w epoce późniejszej. Zwykłe czytanie tekstów ewangelicznych ma już swoje lata. Obecnie najważniejsze jest duchowe zrozumienie Tajemnicy Golgoty w świetle prawd zawartych w Ewangelii. Wielu ludzi, oczywiście, uważa te rzeczy za niepokojące; ale ci, których interesuje Antropozofia, muszą nauczyć się zdawać sobie sprawę, że poziomy kultury, stopniowo piętrzące się jeden nad drugim, stworzyły chaos, i że światło musi ponownie przeniknąć do tego chaosu.

            W dzisiejszych czasach interesujące jest słuchanie kogoś, kogo poglądy stały się bardzo skrajne, lub czytanie o jakiejś palącej kwestii dnia, a następnie słuchanie kazań na ten sam temat wygłaszanych przez księdza jakiegoś wyznania, który nadal jest przesiąknięty formą myślenia aktualną w minionych czasach. Stawiasz czoła dwóm światom, których nie możesz pomylić, chyba że unikniesz wszelkich prób dotarcia do źródła tych rzeczy. Posłuchajcie nowoczesnego socjalisty, który mówi o kwestiach społecznych, a zaraz potem katolickiego kaznodziei, który mówi o tych samych kwestiach. Bardzo interesujące jest to, że istnieją obok siebie dwa poziomy kultury, które jednak używają słów w zupełnie innym znaczeniu. To samo słowo w każdym przypadku ma zupełnie inne znaczenie.

            Te rzeczy powinny być widziane w świetle, które zaświeci, jeśli zostaną przyjęte w poważnym duchu, który staraliśmy się przekazać. Ludzie należący do określonych religii również w końcu przychodzą na swój własny sposób tęsknić za duchowym pogłębieniem. Nie bez znaczenia jest fakt, że człowiek tak wybitnie uduchowiony jak kardynał Newman, choć był gorliwym katolikiem, powiedział podczas swojej nominacji na kardynała w Rzymie, że nie widzi dla chrześcijaństwa innego zbawienia niż nowe objawienie.       W rzeczywistości kardynał Newman powiedział, że nie widzi dla chrześcijaństwa innego zbawienia niż nowe objawienie! Nie miał jednak odwagi, by poważnie potraktować nowe duchowe objawienie. I tak jest z wieloma innymi. Można dziś przeczytać niezliczone traktaty o tym, co jest potrzebne w życiu społecznym. – Niedawno ukazała się kolejna książka: Socjalizm, autorstwa Roberta Wilbrandta, syna poety. W niej kwestia społeczna jest omawiana na fundamencie dokładnej i szczegółowej wiedzy. I wreszcie stwierdza się, że bez ducha nic się nie osiągnie? Że sam bieg wydarzeń pokazuje, że duch jest niezbędny. Tak, ale co taki człowiek naprawdę osiąga? Dochodzi on do tego, że wypowiada słowo „duch”, wymawia abstrakcyjne słowo „duch”; ale odmawia przyjęcia, wręcz odrzuca wszystko, co stara się, aby duch rzeczywiście zaczął działać.

            W tym celu należy przede wszystkim uświadomić sobie, że pogrążanie się w abstrakcjach, niezależnie od tego, jak głośno woła się o ducha, nie jest jeszcze duchowe, nie jest jeszcze duchem! Mętne, abstrakcyjne gadanie o duchu nie może być nigdy mylone z aktywnym poszukiwaniem treści świata duchowego, jakie prowadzi nauka antropozoficzna.

            W dzisiejszych czasach wiele mówi się o duchu. Ale wy, którzy przyjmujecie nauki duchowe, nie powinniście dać się zwieść temu gadulstwu; powinniście dostrzec różnicę między nim a opisami świata duchowego, które próbuje się przedstawić w Antropozofii, gdzie świat duchowy jest opisany tak samo obiektywnie jak świat fizyczny. Powinniście zgłębiać te różnice, przypominając sobie wielokrotnie, że abstrakcyjne mówienie o duchu jest odchyleniem od szczerego dążenia do ducha i że poprzez samo mówienie ludzie w rzeczywistości oddalają się od ducha. Czysto intelektualna aluzja do ducha prowadzi donikąd. Czym zatem jest „inteligencja”? Jaka jest treść naszej ludzkiej inteligencji? Mogę to najlepiej wyjaśnić w następujący sposób. Wyobraźcie państwo sobie – i będzie to lepiej zrozumiane przez wiele obecnych tu pań! – wyobraźcie sobie, że stoisz przed lustrem i patrzysz w nie. Obraz, który pokazuje ci lustro, to ty, ale nie ma on żadnej rzeczywistości. Jest niczym innym jak tylko odbiciem. Cała inteligencja w twojej duszy, cała zawartość intelektualna, jest tylko lustrzanym odbiciem, nie ma żadnej rzeczywistości. I tak jak twój odbity obraz jest powoływany do istnienia przez lustro, tak to, co odzwierciedla się jako inteligencja, jest powoływane do istnienia przez fizyczny aparat twojego ciała, przez mózg. Człowiek jest inteligentny tylko dlatego, że istnieje jego ciało. I tak jak mało możesz dotknąć siebie, wyciągając rękę w kierunku swojego odbitego obrazu, tak mało możesz uchwycić ducha, jeśli zwracasz się tylko do intelektu – bo ducha tam nie ma! To, co jest uchwycone przez intelekt, jakkolwiek genialne, nigdy nie zawiera samego ducha, lecz tylko jego obraz. Nie można prawdziwie doświadczyć ducha, jeśli nie sięgnie się dalej niż do zwykłej inteligencji. Powodem, dla którego inteligencja jest tak uwodzicielska, jest to, że daje ona obraz, odbity obraz ducha – ale nie samego ducha. Wydaje się, że nie trzeba zadawać sobie trudu, aby dotrzeć do ducha, ponieważ on tam jest – a przynajmniej tak się nam wydaje. W rzeczywistości jest to tylko odbity obraz – ale mimo to nie jest trudno mówić o duchu.

            Odróżnić zwykły obraz od rzeczywistości – oto zadanie tenora duszy, który nie tylko teoretyzuje na temat nauk duchowych, ale ma rzeczywiste postrzeganie ducha.

            To jest to, co chciałem wam dzisiaj powiedzieć, aby wzmocnić żarliwość, która powinna przenikać całe nasze podejście do życia duchowego w rozumieniu Antropozofii. Ewolucja ludzkości w przyszłości będzie zależała od tego, jak prawdziwie ta postawa zostanie przyjęta przez ludzi obecnych czasów. Jeśli to, co scharakteryzowałem w tym wykładzie, będzie nadal przyjmowane w taki sposób, w jaki przyjmuje to dziś ogromna większość ludzi na ziemi, to Aryman będzie złym gościem, kiedy przyjdzie. Jeśli jednak ludzie będą w stanie zmobilizować się do przyjęcia do swojej świadomości tego, o czym mówiliśmy, jeśli będą w stanie tak to poprowadzić, aby ludzkość mogła swobodnie stawić czoła wpływowi Arymana, to kiedy pojawi się Aryman, ludzie właśnie dzięki niemu nabiorą mocy, aby uświadomić sobie, że chociaż ziemia musi nieuchronnie wejść w swój schyłek, to jednak ludzkość właśnie przez ten fakt jest wyniesiona ponad ziemską egzystencję. Kiedy człowiek osiągnie pewien wiek w życiu fizycznym, jego ciało zaczyna się kurczyć, ale jeśli jest rozsądny, nie skarży się, wiedząc, że wraz z duszą zbliża się do życia, które nie przebiega równolegle z tym fizycznym upadkiem. W ludzkości żyje coś, co nie jest związane z panującym już upadkiem ziemi fizycznej, ale staje się coraz bardziej duchowe właśnie z powodu tego fizycznego upadku.

            Nauczmy się mówić szczerze: tak, ziemia chyli się ku upadkowi, życie ludzkie również, jeśli chodzi o jego fizyczną manifestację; ale właśnie dlatego, że tak jest, zbierzmy w sobie siłę, aby wciągnąć do naszej cywilizacji ten element, który, wywodząc się z samej ludzkości, będzie żył dalej, podczas gdy ziemia będzie się chylić ku upadkowi, jako nieśmiertelny owoc ziemskiej ewolucji.

Wykład IV – 15 listopad 1919

Słyszeliśmy, że dusza ludzka była kiedyś obdarzona pewną pierwotną mądrością, która stopniowo zanikła i nie jest już dostępna. W związku z tym, jeśli chodzi o wiedzę, ludzie czują się coraz bardziej zdani na to, co przedstawia im fizyczna egzystencja. Przez „wiedzę” nie rozumiem tylko nauki w przyjętym znaczeniu, ale wiedzę, którą dusza świadomie stosuje w zwykłych sprawach życia.

            Naturalnie nasuwa się pytanie: jak właściwie powstała ta starożytna mądrość? W tym miejscu muszę poruszyć nowy aspekt spraw, które często rozpatrywaliśmy z innych punktów widzenia.

            Spójrzmy wstecz do czasu, kiedy istoty ludzkie zaczęły w prawdziwym sensie być obywatelami ziemi, kiedy jako istoty duszy i ducha zeszły na ziemię, otoczyły się jej siłami i stały się istotami ziemskimi. Gdyby istoty ludzkie po prostu zstąpiły na ziemię z właściwościami tkwiącymi w ich własnej naturze, ewolucja przebiegałaby zupełnie inaczej przez różne epoki kultury. Ale zstąpiwszy na ziemię, istoty ludzkie byłyby zmuszone do nawiązania relacji z otaczającym je światem, do zdobycia ziemskiej wiedzy – nie powiem, że przez jasnowidzenie we właściwym sensie, ale przez instynkty przepojone pewną dozą jasnowidzenia. Zdobywanie tej ziemskiej wiedzy byłoby bardzo powolnym i stopniowym procesem i przez długie wieki ludzie pozostawaliby nieudolnymi, dziecinnymi istotami. Do naszych czasów, co prawda, udałoby im się rozwinąć konstytucję duszy i ciała zgodną z człowieczeństwem, ale nigdy nie osiągnęliby duchowych wyżyn, które w rzeczywistości osiągnęli. To, że byli w stanie osiągnąć tę ewolucję w inny sposób niż przez przejście przez wszystkie stadia dzieciństwa, zawdzięczają interwencji w ziemską ewolucję istot lucyferycznych. Wiemy z ostatnich wykładów, że indywidualność Lucyfera sama wcieliła się w Azji w pewnej epoce czasów przedchrześcijańskich i że pierwotna mądrość pogańska, o której świadczą liczne dane historyczne, pochodziła od tej istoty. Jednak istoty lucyferyczne od samego początku były w jakiś sposób związane z ewolucją ludzkości.

            Błagam Was gorąco – choć wiem, że takie prośby są mało skuteczne – abyście nie przyjmowali postawy filisterskiej, kiedy wspomina się o istotach lucyferycznych. Nawet wśród antropozofów istnieje jeszcze tendencja do mówienia: „to z pewnością jest lucyferyczne. Za wszelką cenę unikajmy tego, odrzućmy to!”. Ale te rzeczy muszą być rozpatrywane w wielu różnych aspektach i zawsze należy pamiętać, że cała stara pogańska mądrość emanowała z lucyferycznego źródła. Temat ten wymaga głębokich i poważnych studiów.

            Im dalej cofamy się w ewolucji ludzkości, tym więcej znajdujemy pewnych jednostek, które poprzez cechy osiągnięte we wcześniejszych wcieleniach były wystarczająco dojrzałe, aby pojąć skarby mądrości posiadane przez lucyferyczne istoty. Pomyślmy, na przykład, o siedmiu świętych riszich starożytnych Indii. Kiedy Hindusi interpretowali mądrość Świętych Ryszi, wiedzieli, jeśli byli wtajemniczeni w te rzeczy, że nauczycielami Ryszi były istoty lucyferyczne. Bowiem to, co lucyferyczne istoty wniosły ze sobą do ziemskiej ewolucji, to przede wszystkim świat myśli, intelektualistycznej myśli przenikającej kulturę, świat rozumu w najwyższym znaczeniu tego słowa – świat mądrości. A sięgając do prapoczątków ludzkiej egzystencji, odkrywamy, że źródła pogańskiej mądrości zawsze tkwią w istotach lucyferycznych.

            Można zapytać: Jak to jest możliwe? Musimy zdać sobie sprawę z tego, że istoty ludzkie pozostałyby dziećmi, gdyby nie otrzymywały z Tajemnic nieustannych instrukcji, które emanowały od istot lucyferycznych. Ci, którzy posiadali wiedzę i odziedziczoną pierwotną mądrość, dzięki której mogli wspierać postęp i edukację ludzkości, nie bali się – jak współczesny filister – otrzymać tej mądrości z lucyferycznych źródeł. Wzięli na siebie obowiązek, jaki spoczywa na każdym, komu istoty lucyferyczne przekazują wiedzę ze sfer duchowych. Obowiązek – bo tak to można nazwać, choć takie słowa nie zawsze oddają dokładnie sens – polegał na tym, żeby tę lucyferyczną, kosmiczną mądrość wykorzystać właściwie, dla dobra ziemskiej ewolucji. Różnica między „dobrą” mądrością a czysto lucyferyczną mądrością – która pod względem treści jest dokładnie taka sama – polega na tym, że „dobra” mądrość znajduje się w innych rękach niż te, w których znajdują się istoty lucyferyczne. To jest zasadniczy punkt. Nie chodzi o to, że istnieje jedna mądrość, którą można schować w jakiejś komnacie duszy i uczynić człowieka cnotliwym! Mądrość światów jest jednolita, jedyna różnica polega na tym, czy znajduje się ona w rękach mądrych ludzi, którzy używają jej dla dobra, czy jest w rękach Aniołów lub Archaniołów, czy też w rękach Lucyfera i jego zastępów. W dawnych czasach mądrość potrzebna do postępu ludzkości mogła być otrzymana tylko z lucyferycznego źródła, dlatego wtajemniczeni byli zobowiązani do otrzymania jej z tego źródła i jednocześnie do wzięcia na siebie obowiązku nie poddawania się dążeniom istot lucyferycznych.

            Zamiarem Lucyfera było przekazanie ludzkości mądrości w taki sposób, aby skłoniła ona ludzi do porzucenia drogi ziemskiej ewolucji i obrania drogi prowadzącej do sfery ponadziemskiej, sfery oddalonej od ziemi. Lucyferyczne istoty zaszczepiły swoją mądrość w ludziach, lecz ich pragnieniem było, aby skłoniła ich ona do odwrócenia się od ziemi, bez przechodzenia przez ziemską ewolucję. Lucyfer chce porzucić ziemię dla jej losu, aby pozyskać ludzkość dla królestwa obcego królestwu Chrystusa.

            Mędrcy dawnych czasów, którzy otrzymali pierwotną mądrość z rąk Lucyfera, musieli, jak już powiedziałem, zobowiązać się, że nie poddadzą się jego życzeniom, lecz wykorzystają tę mądrość dla dobra ziemskiej ewolucji. I to, w istocie, zostało osiągnięte poprzez przedchrześcijańskie Misteria. Jeśli zapytamy, co ludzkość otrzymała poprzez te Misteria, poprzez wpływ istot lucyferycznych, które w czasach post-atlantyckich nadal inspirowały pewne osobowości, takie jak Ryszi z Indii, i wysyłały swoich posłańców na ziemię, odpowiedź brzmi: istoty ludzkie otrzymały podstawy tego, co rozwinęło się w toku ewolucji w zdolności mowy i myślenia. Mowa i myślenie są w swoim pochodzeniu lucyferyczne, lecz zostały wyciągnięte z uścisku Lucyfera przez dawnych mędrców. Jeśli naprawdę chcecie uciec od Lucyfera, to musicie wymyślić sobie, że w przyszłości będziecie niemi i nie będziecie myśleć!

            Te rzeczy są częścią nauki wtajemniczenia, która musi stopniowo docierać do ludzkości, chociaż z powodu rodzaju edukacji, która jest obecna od wieków w cywilizowanym świecie, ludzie wzbraniają się przed takimi prawdami. Karykaturalna postać Lucyfera i Arymana- średniowiecznego diabła – jest stale obecna w ich umysłach i pozwolono im wzrastać w tej filisterskiej atmosferze tak długo, że nawet dzisiaj wzdragają się na myśl o zbliżaniu się do skarbów mądrości, które są ściśle i głęboko związane z ewolucją. O wiele przyjemniej jest powiedzieć: „jeśli będę się chronił przed diabłem, jeśli oddam się Chrystusowi z prostotą dziecka, będę błogosławiony, a dusza moja znajdzie zbawienie”. Ale w swych głębokich podstawach życie ludzkie nie jest bynajmniej taką prostą sprawą. Dla przyszłości ludzkiej ewolucji jest bardzo ważne, aby te rzeczy, o których teraz mówimy, nie były wstrzymywane. Należy wiedzieć, że sztuka mówienia i sztuka myślenia stały się częścią ewolucji tylko dlatego, że zostały otrzymane za pośrednictwem Lucyfera. Element lucyferyczny można jeszcze zaobserwować w myśleniu. Mowa, która przez długie wieki była zróżnicowana i dostosowana do ziemskich potrzeb, została już zaatakowana przez Arymana. To on spowodował, że na ziemi pojawiły się różne języki. Podczas gdy lucyferyczna tendencja zmierza zawsze do zjednoczenia, to podstawową tendencją arymanicznej zasady jest zróżnicowanie. Czym byłoby myślenie, gdyby nie było lucyferyczne?

            Gdyby myślenie nie było lucyferyczne, ludzie na ziemi byliby jak ten, którego myśl była całkowicie nielucyferyczna, a mianowicie Goethe. Goethe był jednym z tych, którzy w pewnym sensie świadomie postanowili zmierzyć się z mocami lucyferycznymi i przeciwstawić się im. To jednak sprawia, że konieczne jest stałe trzymanie się konkretnej, indywidualnej rzeczywistości. W momencie, kiedy uogólniasz lub ujednolicasz – w tym momencie zbliżasz się do myślenia lucyferycznego. Gdybyście kontemplowali każdą ludzką jednostkę, każdą roślinę, każde zwierzę, każdy kamień sam w sobie, mając na myśli tylko ten jeden, pojedynczy obiekt, nie dzieląc się na rodzaje i gatunki, nie uogólniając w myślach – wtedy bylibyście mało podatni na myślenie lucyferyczne. Ale każdy, kto próbowałby czegoś takiego, nawet jako dziecko, nigdy nie wyszedłby poza najniższą klasę w jakiejkolwiek nowoczesnej szkole.

            Faktem jest, że uniwersalne myślenie zawarte w pogańskiej mądrości stopniowo się wyczerpało. Ludzka konstytucja jest taka, że ta lucyferyczna zasada zjednoczenia nie może już dłużej służyć ludziom na ziemi. Przeciwdziałał temu fakt, że stworzona przez Boga natura człowieka podążała za ewolucją ziemi, stała się związana, sprzymierzona z ziemią. A ponieważ tak jest, to przez ich własną wrodzoną naturę, ludzie są mniej sprzymierzeni z lucyferycznym elementem, który zawsze ma tendencję do odciągania ich od ziemi.

            Ale biada, gdyby ludzkość po prostu oddaliła się od elementu lucyferycznego, nie wprowadzając na jego miejsce czegoś innego. To nie przyniosłoby nic innego, jak tylko zło. Wtedy bowiem istoty ludzkie zrosłyby się z ziemią, to znaczy z tym konkretnym terytorium na ziemi, na którym się urodziły, a życie kulturalne stałoby się całkowicie wyspecjalizowane, całkowicie zróżnicowane. Widzimy już, jak ta tendencja się rozwija. Najwyraźniej zakorzeniła się ona od początku XIX wieku, ale tendencja do dzielenia się na mniejsze grupy stała się aż nazbyt widoczna w wyniku katastrofalnej wojny światowej. Szowinizm coraz bardziej zdobywa przewagę, aż w końcu doprowadzi ludzi do takiego rozłamu, że w końcu grupa obejmie tylko jednego człowieka! Może dojść do tego, że poszczególne istoty ludzkie znów podzielą się na prawicę i lewicę i będą toczyć wojny wewnątrz siebie; lewica będzie się kłócić z prawicą. Takie tendencje są nawet teraz widoczne w ewolucji ludzkości. Aby temu przeciwdziałać, musi być stworzona przeciwwaga; a ta przeciwwaga może być stworzona tylko wtedy, gdy tak jak stara mądrość właściwa pogaństwu, nowa mądrość, nabyta przez wolną decyzję i wolę istot ludzkich, zostanie wpojona do ziemskiej kultury. Ta nowa mądrość musi być ponownie mądrością inicjacyjną.                                         

            I tu dochodzimy do rozdziału, którego nie wolno ukrywać przed współczesną wiedzą. Jeśli w przyszłości ludzie sami nie zrobią nic w kierunku zdobycia nowej mądrości, to bez ich świadomości cała kultura stanie się Arymaniczna i łatwo będzie wpływy z wcielenia Arymana przeniknąć do całej cywilizacji na ziemi. Dlatego należy zachować środki ostrożności w odniesieniu do strumieni, którymi Arymaniczna forma kultury jest dalej rozwijana. Jaki byłby rezultat, gdyby ludzie podążali za silną skłonnością, którą mają obecnie, aby pozwolić rzeczom dryfować dalej tak jak są, bez zrozumienia i skierowania we właściwe kanały tych strumieni, które prowadzą do Arymanicznej kultury? Gdy tylko Aryman inkarnuje się w przewidzianym czasie na Zachodzie, cała kultura zostanie przesiąknięta jego siłami. Co jeszcze przyjdzie wraz z jego narodzinami? Za pomocą wielkich czynów przyniesie on ludzkości całą wiedzę jasnowidzenia, którą do tej pory można zdobyć tylko dzięki ciężkiej pracy i wysiłkowi. Ludzie mogliby żyć dalej jako materialiści, mogliby jeść i pić – tyle, ile zostanie po wojnie! – i nie trzeba będzie podejmować żadnych duchowych wysiłków. Strumienie arymaniczne płynęłyby dalej swoim niezakłóconym nurtem. Gdy Aryman wcieli się w wyznaczonym czasie na Zachodzie, założy wielką szkołę okultystyczną, w której będą uprawiane sztuki magiczne najwyższej klasy, a to, co w przeciwnym razie można zdobyć tylko ciężkim wysiłkiem, zostanie przelane na ludzkość.

            Nigdy nie należy sobie wyobrażać, że Aryman pojawi się jako oszust i będzie płatał ludziom złośliwe figle. Nie, w rzeczy samej! Miłośnicy „świętego spokoju”, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z naukami duchowymi, padną ofiarą jego magii, ponieważ za pomocą tych niesamowitych sztuk magicznych będzie on w stanie uczynić z wielkiej liczby ludzi jasnowidzów – ale w taki sposób, że jasnowidzenie każdego człowieka będzie ściśle zróżnicowane. To, co widziałby jeden człowiek, drugi i trzeci nie widzieliby. Panuje zamęt, a ludzie, mimo że są otwarci na mądrość jasnowidzów, nieuchronnie popadają w konflikt z powodu różnorodności swoich wizji. W końcu jednak wszyscy będą zadowoleni ze swoich wizji, ponieważ każdy z nich będzie w stanie widzieć świat duchowy. W ten sposób wszystkie kultury na ziemi padłyby ofiarą Arymana. Ludzie ulegliby Arymanowi po prostu dlatego, że nie zdobyliby własnymi siłami tego, co Aryman jest gotowy i zdolny im dać. Nie można by udzielić bardziej szatańskiej rady niż ta, która mówi: „pozostańcie takimi, jakimi jesteście! Aryman uczyni was wszystkich jasnowidzami, jeśli tylko tego zapragniecie. A będziecie tego pragnęli, ponieważ moc Arymana będzie bardzo wielka.” Ale skutkiem tego byłoby ustanowienie królestwa Arymana na ziemi i obalenie wszystkiego, co dotychczas osiągnęła ludzka kultura; wszystkie zgubne tendencje nieświadomie pielęgnowane dziś przez ludzkość zaczęłyby działać.

            Naszą troską jest, aby mądrość przyszłości – mądrość jasnowidząca – została uratowana ze szponów Arymana. Powtórzmy raz jeszcze, że istnieje tylko jedna księga mądrości, a nie dwa rodzaje mądrości. Chodzi o to, czy ta mądrość jest w rękach Arymana, czy Chrystusa. Nie może ona dostać się w ręce Chrystusa, jeśli ludzie nie będą o nią walczyć. A walczyć o nią mogą tylko wmawiając sobie, że muszą własnymi siłami przyswoić sobie treść duchowej nauki, zanim Aryman pojawi się na ziemi.         

            To, widzicie, jest kosmiczne zadanie duchowej nauki. Polega ono na tym, aby wiedza nie stała się – lub nie pozostała arymaniczna. Dobrym sposobem, aby oddać się w ręce Arymana, jest wykluczenie wszystkiego, co ma charakter wiedzy, z religii wyznaniowej i naleganie, aby wystarczyła zwykła wiara. Jeśli ludzie trzymają się tej prostej wiary, to skazują swoją duszę na stagnację, a wtedy mądrość, którą trzeba ratować przed Arymanem, nie może się tam dostać. Nie chodzi o to, czy ludzie po prostu otrzymują mądrość przyszłości, czy też nie, ale czy pracują nad nią; a ci, którzy to robią, muszą wziąć na siebie uroczysty obowiązek ocalenia ziemskiej kultury dla Chrystusa, tak jak starożytni riszi i wtajemniczeni zobowiązali się, że nie poddadzą się warunkowi Lucyfera, aby ludzkość została zwabiona z ziemi.

            Sednem sprawy jest to, że dla mądrości przyszłości również potrzebna jest walka, walka podobna do tej, jaką prowadzili przeciwko Lucyferowi starożytni wtajemniczeni, przez których pośrednictwo zostały przekazane ludzkości zdolności mowy i myślenia. Tak jak na wtajemniczonych w pierwotne mądrości spoczywał obowiązek wyrwania Lucyferowi tego, co stało się ludzkim rozumem, ludzkim intelektem, tak wgląd, który ma się rozwinąć w przyszłości we wewnętrzne rzeczywistości rzeczy, musi być wyrwany arymanicznym  mocom. Takie są zagadnienia – i te zagadnienia odgrywają silną rolę w samym życiu.

            Niedawno przeczytałem kilka notatek napisanych na krótko przed śmiercią przez jednego z przyjaciół ruchu antropozoficznego. Został on ranny na wojnie i przez długi czas leżał w szpitalu, gdzie w trakcie przeprowadzanych na nim operacji miał wiele przebłysków świata duchowego. W ostatnich wierszach, które napisał, znajduje się niezwykły fragment opisujący wizję, która przyszła do niego niedługo przed śmiercią. W tym ostatnim doświadczeniu atmosfera wokół niego stała się, jak to wyraził, jak gęsty granit, obciążający jego duszę. Takie wrażenie może być zrozumiane w świetle wiedzy, że musimy walczyć o mądrość przyszłości, ponieważ Arymaniczne moce nie pozwalają, aby ta mądrość została im odebrana bez walki. Niech się nie wydaje, że mądrość można osiągnąć poprzez błogie wizje. Prawdziwa mądrość musi być zdobyta „w trudzie i cierpieniu”. To, co właśnie opowiedziałem wam o umierającym człowieku, jest bardzo dobrym obrazem takiego cierpienia, ponieważ w tej walce o mądrość przyszłości, jednym z najczęstszych doświadczeń jest to, że świat wciska się w nas, jakby powietrze nagle zastygło w granit. Można wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Musimy tylko pamiętać, że arymaniczne moce starają się doprowadzić ziemię do stanu całkowitego usztywnienia. Ich zwycięstwo byłoby odniesione, gdyby udało im się doprowadzić ziemię, wodę i powietrze do tego stałego stanu. Gdyby tak się stało, ziemia nie mogłaby ponownie nabrać ciepła Saturna, z którego powstała i które musi być odzyskane w epoce Wulkana; a zapobieżenie temu jest celem arymanicznych mocy. Ważną tendencją, która ma na to wpływ, jest brak entuzjazmu w duszach ludzkich w obecnym czasie dla treści nauk duchowych. Gdyby ten brak entuzjazmu utrzymał się, pierwszy impuls do usztywnienia ziemi wyszedłby od samych dusz ludzkich, od ich apatii, ich lenistwa i zamiłowania do łatwizny. Jeśli zastanowicie się nad tym, że to usztywnienie jest celem mocy Arymanicznych, nie zdziwicie się, że ucisk, uczucie, że życie staje się granitowe, jest jednym z doświadczeń, które trzeba przejść w walce o mądrość przyszłości.

            Pamiętaj jednak, że ludzie mogą dziś przygotować się do wglądu w świat duchowy, pojmując zdrowym ludzkim rozumem to, co nauka duchowa ma do zaoferowania. Wysiłek włożony w naukę, która pozwala się prowadzić zdrowemu ludzkiemu rozumowi, może być częścią walki, która ostatecznie prowadzi do wizji świata duchowego. Wiele tendencji będzie musiało zostać przezwyciężonych, ale dla dzisiejszych ludzi podstawową trudnością jest to, że kiedy chcą zrozumieć duchową naukę, muszą walczyć z własnymi granitowymi czaszkami. Gdyby ludzka czaszka była mniej twarda, mniej podobna do granitu, nauka duchowa byłaby obecnie znacznie szerzej akceptowana. Nieskończenie bardziej skuteczna niż filisterskie unikanie Arymanicznych mocy byłaby walka z Arymanem poprzez szczere, prawdziwe studiowanie treści duchowej nauki. Wtedy bowiem istoty ludzkie stopniowo zaczęłyby duchowo dostrzegać niebezpieczeństwo, które w przeciwnym razie musiałoby dotknąć ziemię w sensie fizycznym, polegające na jej usztywnieniu do gęstości przypominającej granit.

            I tak należy podkreślić, że mądrość przyszłości może być osiągnięta tylko przez niedostatek, trud i ból; musi być osiągnięta przez znoszenie towarzyszących cierpień ciała i duszy dla dobra zbawienia ludzkiej ewolucji. Dlatego niezachwianą zasadą powinno być, aby nigdy nie dać się odwieść cierpieniem od dążenia do tej mądrości. Co się tyczy zewnętrznego życia ludzkości, to potrzebne jest, aby w przyszłości niebezpieczeństwo zastygłego usztywnienia – które na początek objawiłoby się w sferze moralnej – zostało usunięte z ziemi. Ale to może się stać tylko wtedy, gdy ludzie będą wyobrażać sobie duchowo, odczuwać wewnętrznie i przeciwdziałać swoją wolą temu, co w przeciwnym razie stałoby się rzeczywistością fizyczną.

            W gruncie rzeczy, to po prostu z powodu słabości serca, ludzie niechętnie podchodzą dziś do duchowej nauki. Nie są tego świadomi, ale mimo wszystko tak jest; boją się trudności, które trzeba będzie napotkać z każdej strony. Kiedy ludzie przychodzą do duchowej nauki, tak często mówią o potrzebie „podniesienia się”. Rozumieją przez to zazwyczaj poczucie komfortu i wewnętrznego dobrobytu. Ale to nie może być zaoferowane, ponieważ to po prostu wprowadziłoby ich w stan otępienia i odciągnęło od światła, którego potrzebują. Istotne jest to, że odtąd wiedza o siłach napędowych ewolucji nie może być wstrzymywana przed ludzkością. Trzeba sobie uświadomić, że tak naprawdę człowiek jest w równowadze między siłami Lucyfera i Arymana, i że Chrystus stał się towarzyszem człowieka, prowadząc go najpierw od walki z Lucyferem, a do walki z Arymanem.

            Ewolucja ludzkości musi być rozumiana w świetle tych faktów. Ten, kto przedstawia tajemnice kosmicznego istnienia w taki sposób, w jaki powinno się to robić w nauce duchowej, często jest wyśmiewany, na przykład na temat wykorzystania zasady liczby siedem – jak to znajdziecie w mojej książce „Teozofia GA 9. Ale zauważycie, że ludzie nie śmieją się, gdy tęcza jest opisana jako siedmiokrotna, albo skala – tonika, sekunda, tercja i tak dalej, aż do oktawy, która jest powtórzeniem toniki. W świecie fizycznym takie rzeczy są akceptowane, ale nie w świecie duchowym. To, co musi być tu odzyskane, to coś, co było zawarte w starej pogańskiej mądrości. Ostatni przebłysk tej pogańskiej mądrości w odniesieniu do sprawy takiej jak zasada liczby siedem można znaleźć w szkole pitagorejskiej – która była właściwie szkołą misteryjną. Możesz dziś przeczytać o Pitagorasie w każdym podręczniku, ale nigdy nie znajdziesz zrozumienia powodu, dla którego oparł on porządek świata na liczbie. Powód był taki, że w starożytnej mądrości wszystko opierało się na liczbie. I ostatni promyk wglądu w mądrość zawartą w liczbach przetrwał jeszcze, gdy Pitagoras założył swoją szkołę. Inne gałęzie starożytnej mądrości przetrwały znacznie dłużej, niektóre nawet do szóstego i siódmego wieku ery chrześcijańskiej. Do tego czasu wiele prawdziwych rzeczy o wyższych światach zostało powiedzianych w sferze tego, co nazywa się filozofią naturalną. A potem, stopniowo, ta pierwotna inteligencja w ludzkości wyschła – jeśli mogę użyć tego wyrażenia.

            Wyobraźmy sobie jakiegoś ortodoksyjnego przedstawiciela współczesnej nauki, który siedzi w kącie i mówi: „co za bzdury wygadują ci antropozofowie! Co oni mają na myśli twierdząc, że pierwotna mądrość wyschła? Wspaniałe, epokowe rezultaty zostały osiągnięte, przede wszystkim w ciągu ostatnich kilku stuleci, i nadal są osiągane. Być może nastąpiło chwilowe zahamowanie w 1914 roku, ale w każdym razie do tego czasu dokonywano cudów!” Jeśli jednak spojrzymy szczerze i bez uprzedzeń na to, co zostało osiągnięte ostatnio, dojdziemy do następującego wniosku. Wprawdzie zebrano masę notatek – masę danych naukowych i historycznych. Takie zbieranie stało się modne. Przeprowadzono i opisano niezliczoną ilość eksperymentów. Ale teraz zadajcie sobie pytanie: Czy są jakieś zasadniczo nowe idee w tym wszystkim, co wytworzyła ta nowoczesna epoka? Nowe idee, nowe koncepcje zostały przekazane przez indywidualne duchy, takie jak Goethe, ale Goethe nie został zrozumiany. Jeśli przestudiujecie ostatnie odkrycia nauk przyrodniczych lub badań historycznych, stanie się dla was jasne, że w odniesieniu do idei nie ma nic nowego. Z pewnością Darwin odbył podróże, opisał wiele rzeczy, które widział podczas tych podróży i zebrał to wszystko w ideę. Ale jeśli uchwycisz ideę ewolucji w jej szczegółach, jako ideę, znajdziesz ją u greckiego filozofa Anaksagorasa. Tak samo znajdziesz podstawowe zasady nowoczesnego przyrodoznawstwa u Arystotelesa – to znaczy w epoce przedchrześcijańskiej. Idee te są skarbami pierwotnej mądrości, wywodzącej się z lucyferycznego źródła. Ale pierwotna mądrość wyschła i coś nowego w postaci wglądu w świat duchowy musi zostać osiągnięte. Konieczna jest pewna gotowość ze strony ludzkości do podjęcia pracy związanej z naprawdę nowymi ideami. A ludzkość dzisiaj bardzo potrzebuje nowych idei, zwłaszcza dotyczących sfery i życia duszy. W gruncie rzeczy wszystko, co nauka mówi nam o duszy, nie jest niczym więcej niż zbiorem słów. To, czego naucza się w salach wykładowych o myśleniu, uczuciach i woli, jest jedynie spazmatycznie rzucanymi słowami. Niewiele więcej niż dźwięki słów. Nie ma prawie żadnego początku próby poważnego potraktowania czegokolwiek, co jest naprawdę nowe.

            W związku z tym można mieć ciekawe doświadczenia! Jakiś czas temu zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia do „Towarzystwa Schopenhauerowskiego” w Dreźnie. Pomyślałem sobie: Tak – towarzystwo Schopenhauera – to musi być z pewnością coś niezwykłego! Próbowałem więc pokazać, jak kontrast między snem a jawą, między jawą a snem należy rozumieć w sensie psychologicznym, jak zaangażowana jest w to dusza. Mówiłem o czymś, o czym niedawno wam wspominałem, a mianowicie, że w momentach zasypiania i budzenia się istnieje punkt zerowy, że sen nie jest tylko ustaniem stanu czuwania, lecz że ma taki sam stosunek do stanu czuwania, jak długi do majątku.

            Gdybyś przeszukał współczesną psychologię, nie znalazłbyś najmniejszego śladu jakiejkolwiek próby dotarcia do źródła tych dalekosiężnych spraw. Po wykładzie, w „dyskusji”, jak ją nazywano, niektórzy uczeni członkowie publiczności zabrali głos. Jeden z tych filozofów wygłosił naprawdę znakomite oświadczenie, o następującej treści. Powiedział on: „to, co usłyszeliśmy, nie może być przedmiotem poważnej nauki. Poważna nauka ma inne, bardzo różne sprawy, którymi powinna się zajmować. Nie możemy wiedzieć nic z tego, co właśnie zostało nam tak wiarygodnie przedstawione; nic z tego nie jest przedmiotem ludzkiego poznania. Co więcej, wiemy to wszystko od dawna”. Innymi słowy zatem: to, czego nie możemy poznać, to coś, co jest nam znane od dawna!

            Teraz sprzeczności istnieją, ale tego rodzaju sprzeczności istnieją tylko w głowach współczesnych uczonych! Jeśli ktoś mówi, że pewnych rzeczy nie da się poznać, że nie są one przedmiotem ludzkiego poznania – to dobrze, to jego zdanie. Ale jeśli jednocześnie mówi, że wie o nich wszystko od dawna, to mamy do czynienia z oczywistą sprzecznością. Dzisiejsi uczeni-eksperci mają często zwyczaj stawiania obok siebie w ten sposób dwóch diametralnie przeciwstawnych opinii.

            Taki sposób myślenia ma wiele wspólnego z obecną sytuacją. Człowiek – dzięki Boskim mocom, a także, o czym należy pamiętać, dzięki Lucyferowi i Arymanowi – często jest w stanie wyrobić sobie dość zdrowy osąd tych rzeczy, lecz gdy przychodzi do przedstawienia ich światu, to już zupełnie inna sprawa. Wielu ludzi jest skłonnych do podjęcia studiów nad naukami duchowymi, pod warunkiem, że znajdą towarzystwo o raczej sekciarskich tendencjach, w którym mogą się schronić. Ale kiedy muszą stanąć przed światem i przedstawić coś, na co świat sam posiada dowody, wszystko może pójść z dymem, a oni stają się prawdziwymi filistrami. A wtedy postęp Arymana znacznie się zwiększa.

Wykład V  – 9 listopad 1919

Chciałbym mówić dziś o tym, co pomoże zrozumieć prawdy, które muszą być dane ludzkości przez antropozofię. Często mówiliśmy o dwóch biegunach sił istoty ludzkiej: biegunie woli i biegunie inteligencji. Aby zrozumieć naturę istoty ludzkiej, musimy stale mieć na uwadze te dwa bieguny.

            Człowiek jest istotą woli i istotą inteligencji. Pomiędzy nimi – w każdym razie od narodzin aż do śmierci – znajduje się element uczucia, stanowiący pomost pomiędzy inteligencją a wolą. Wiecie, że siły te oddzielają się od siebie w pewnym sensie, kiedy człowiek osiąga to, co nazywa się progiem świata duchowego.

            Nasze dzisiejsze studium będzie dotyczyło w szczególności relacji, w jakiej ludzkość znajduje się w stosunku do otaczającego świata, z jednej strony jako istota inteligencji, a z drugiej jako istota woli. Najpierw zajmiemy się tą drugą kwestią.

            W życiu między narodzinami a śmiercią istoty ludzkie rozwijają siłę woli, która jest impulsem ich działań i aktywności. Siła woli, która wyraża się w organizmie ludzkim, jest sprawą bardzo zawiłą i skomplikowaną. Niemniej jednak pod jednym względem wszystko, co dotyczy natury ludzkiej woli, wykazuje wielkie podobieństwo, niemal identyczność, z pewnymi siłami natury. Jest więc całkiem słuszne mówić o wewnętrznej relacji między siłami woli w człowieku a siłami natury.

            Wiecie z wcześniejszych badań, że nawet gdy ludzie są przebudzeni, znajdują się w stanie przypominającym sen, gdziekolwiek ich wola jest zaangażowana. Prawda, że mamy w naszej świadomości idee leżące u podstaw tego, co chcemy, ale jak dana idea urzeczywistnia się w formie woli – o tym nie wiemy nic. Nie wiemy, jak idea: „poruszam ramieniem” jest związana z procesem prowadzącym do rzeczywistego ruchu ramienia. Proces ten leży całkowicie w podświadomości i można rzeczywiście powiedzieć, że ludzie nie są bardziej świadomi rzeczywistego procesu woli niż tego, co dzieje się podczas snu. Gdy jednak pojawia się pytanie o związek ludzkiej woli z otaczającym światem, dochodzimy do czegoś, co dla świadomości, która rozwinęła się w ciągu ostatnich trzech do pięciu stuleci, będzie bardzo paradoksalne. Powszechnie uważa się, że ewolucja ziemi byłaby taka sama, nawet gdyby istoty ludzkie nie miały w niej żadnego udziału. Typowy przyrodnik opisuje ewolucję Ziemi jako serię, powiedzmy, geologicznych, czysto fizycznych procesów. I nawet jeśli naukowcy nie mówią tego wprost, to mają na uwadze, że od początku Ziemi aż do jej hipotetycznego końca wszystko toczyłoby się tak samo, nawet gdyby nie była ona zamieszkana przez ludzi. Dlaczego ten pogląd jest dziś podtrzymywany przez nauki przyrodnicze? Dlatego, że kiedy coś się dzieje, na przykład w królestwie minerałów lub w królestwie roślin, powiedzmy 9 listopada 1919 roku, ludzie wierzą, że przyczyna leży w tym, co wydarzyło się w królestwie minerałów przed tym szczególnym momentem czasu. Ludzie myślą: królestwo mineralne toczy się swoim torem i to, co dzieje się w każdym punkcie jest skutkiem tego, co było przedtem; efekt mineralny jest spowodowany przyczyną mineralną.

            Taki jest sposób myślenia ludzi i znajdziesz tego dowody w każdym podręczniku geologii. Mówi się, że warunki panujące obecnie są skutkami epoki lodowcowej lub jakiejś poprzedniej epoki, ale przyczyny przypisuje się wyłącznie temu, co kiedyś miało miejsce w królestwie minerałów jako takim; fakt, że ludzkość zamieszkuje ziemię, jest ignorowany. Panuje przekonanie, że nawet gdyby nie było ludzi, wszystko potoczyłoby się podobnie, że zewnętrzna rzeczywistość byłaby taka sama – choć w rzeczywistości ludzkość zawsze była częścią tej zewnętrznej rzeczywistości. Prawda jest taka, że Ziemia jest jedną całością, a sama ludzkość jest jednym z aktywnych czynników w ewolucji Ziemi. Podam wam przykład.

            Wiecie, że nasza obecna epoka – myśląc o niej na razie w szerszym sensie, jako o okresie od wielkiej katastrofy atlantydzkiej – była poprzedzona samą epoką atlantydzką, kiedy nie istniały kontynenty Europy, Afryki i Ameryki w ich obecnej formie. W tym czasie istniał na ziemi jeden główny kontynent – Atlantyda, jak się go nazywa – rozciągający się na obszarze, który obecnie jest Oceanem Atlantyckim. Wiecie też, że w pewnym okresie tej atlantydzkiej ewolucji, w całym ówczesnym cywilizowanym świecie szalała szczególnego rodzaju niemoralność. Istoty ludzkie miały o wiele większą władzę nad siłami natury, niż posiadały później i wykorzystywały te siły do złych celów. W ten sposób możemy spojrzeć wstecz na wiek powszechnej niemoralności. A potem nastąpiła wielka katastrofa atlantydzka. Ortodoksyjny geolog naturalnie wywodzi tę katastrofę z procesów zachodzących w królestwie minerałów; rzeczywiście faktem jest, że jedna część ziemi osunęła się, a inna powstała. Lecz tym, którzy opierają swoje myślenie na zasadach nowoczesnej nauki naturalnej, nie przyjdzie do głowy, aby powiedzieć sobie, że czyny i działalność istot ludzkich były jedną z przyczyn, które się do tego przyczyniły. A jednak tak jest. W istocie rzeczy katastrofa atlantydzka była wynikiem czynów ludzi na ziemi.

            Zewnętrzne, mineralne przyczyny nie są same w sobie odpowiedzialne za te wielkie katastrofy, które wdzierają się w ziemską egzystencję. Musimy szukać przyczyn w sferze ludzkich działań i impulsów: ludzkość sama należy do łańcucha sił sprawczych w ziemskim istnieniu. Nie odnosi się to również tylko do wydarzeń o takiej skali, ale do tego,Obrazek co dzieje się stale. Tylko związek między tym, co dzieje się w człowieku, a kosmicznymi wydarzeniami, które urzeczywistniają się w wydarzeniach tellurycznych, pozostaje na początku ukryty. Pod tym względem całe nasze przyrodoznawstwo sprowadza się do wielkiej, wszechogarniającej iluzji. Jeśli bowiem chcesz dotrzeć do prawdziwych przyczyn, nie odkryjesz ich, badając jedynie królestwa minerałów, roślin i zwierząt.

            Pozwólcie, że przedstawię wam następującą ilustrację tego, co jest tu brane pod uwagę. Podejdziemy do tego, że tak powiem, z przeciwnej strony. Tutaj (X) jest centrum ziemi. Kiedy coś ma miejsce w królestwie minerałów, roślin lub zwierząt, to jest to kwestia poszukiwania przyczyn. Przyczyny leżą w pewnych punktach, które można znaleźć wszędzie. Możesz sobie wyobrazić, co mam na myśli, myśląc o następującej sytuacji. W okolicach Neapolu we Włoszech zauważycie, że ziemia na dużym obszarze wydziela opary, jeśli weźmiecie kawałek papieru i podpalicie go. Z ziemi pod tobą zaczynają wydobywać się opary. Powiecie: siła, która napędza opary, leży w procesie fizycznym wywołanym zapaleniem papieru. W tym przypadku proces fizyczny polega na tym, że zapalając papier, podnosisz ciśnienie powietrza i z powodu podniesienia ciśnienia powietrza pary znajdujące się w ziemi podnoszą się do góry. Są one utrzymywane w dół przez normalne ciśnienie powietrza, które jest zmniejszane przez naświetlenie papieru. Gdybym chciał podać przykład efektów o charakterze czysto mineralnym – takich jak te opary powstające w ziemi – mógłbym powiedzieć dla ilustracji, że tu i tu (punkty na rysunku), kartka papieru jest podpalona. To pokazuje, że przyczyny powstawania oparów nie leżą pod ziemią, ale nad nią. Teraz te punkty na diagramie a, b, c, d, e, f nie reprezentują podpalonych kartek papieru; w tym przypadku reprezentują one coś innego. Wyobraź sobie na początek, że każdy punkt sam w sobie nie ma żadnego znaczenia, ale że znaczenie leży w systemie punktów jako całości. Nie myśl teraz o kawałkach zapalonego papieru, lecz o czymś innym, czego w tej chwili nie będę określał. Coś innego jest tam, jako czynna przyczyna, ponad powierzchnią ziemi; a te różne przyczyny nie działają pojedynczo, lecz razem. A teraz wyobraźmy sobie, że jest tam nie tylko sześć punktów, ale, powiedzmy, 1 500 milionów punktów [reprezentujących, w przybliżeniu, całkowitą populację Ziemi], wszystkie pracujące razem, dając połączony efekt. Te 1,500 milionów punktów rzeczywiście istnieje. Każdy z was ma w sobie coś, co można nazwać środkiem ciężkości waszej własnej struktury fizycznej. Kiedy ludzie są obudzeni, ten środek ciężkości leży tuż poniżej przepony; kiedy śpią, leży nieco niżej. Istnieje zatem około 1.500 milionów takich środków ciężkości rozmieszczonych na Ziemi, dających połączony efekt. A to, co wynika z tego połączonego efektu, jest rzeczywistą przyczyną wielu rzeczy, które mają miejsce w królestwach minerałów, roślin i zwierząt na ziemi. Naukowym błędem jest przypisywanie przyczyn mineralnych siłom manifestującym się w powietrzu, wodzie i w sferze mineralnej; w rzeczywistości przyczyny te znajdują się w ludziach.

            Jest to prawda, o której dziś mało kto wie. Bardzo, bardzo niewielu wie, że przyczyny procesów aktywnych w królestwach minerałów, roślin i zwierząt leżą w ludzkim organizmie. (Nie dotyczy to wszystkich sił działających w tych królestwach natury, ale znacznej ich części). W człowieku leżą przyczyny tego, co dzieje się na ziemi. Dlatego mineralogia, botanika, zoologia nie mogą być uprawiane naprawdę bez antropologii – bez badania człowieka. Nauka mówi nam o siłach fizycznych, chemicznych i mechanicznych. Te siły są ściśle związane z ludzką wolą, z siłą ludzkiej woli, która jest skoncentrowana w naszym środku ciężkości. Jeżeli mówimy o ziemi, mając na uwadze prawdę o tych sprawach, to nie możemy naśladować geologa w mówieniu o ziemi w abstrakcji, ale ludzkość musi być uważana za integralną część ziemi. Są to prawdy, które ujawniają się po drugiej stronie progu. Wszystko, co może być poznane po tej stronie progu, należy do sfery złudzeń wiedzy, a nie do sfery prawdy.

            W tym momencie pojawia się pytanie: jaki związek istnieje pomiędzy siłami woli, które są skoncentrowane w naszym środku ciężkości, a siłami zewnętrznymi, fizycznymi i chemicznymi? Mówimy tu, pamiętajmy, o dzisiejszej ludzkości. W normalnym życiu związek ten zachodzi w procesach metabolicznych. Kiedy ludzie przyjmują do siebie substancje ze świata zewnętrznego, to ich wola w rzeczywistości trawi te substancje i pracuje nad nimi. I gdyby nie działało nic innego, to to, co jest przyjmowane do organizmu z zewnątrz, zostałoby po prostu zniszczone. Ludzka wola ma moc rozpuszczania i niszczenia wszystkich obcych substancji i sił; a związek pomiędzy człowiekiem a mineralnymi, roślinnymi i zwierzęcymi królestwami natury jest taki, że nasza wola jest połączona z siłami rozpuszczania i niszczenia, które są nieodłączne od naszej planety.

            Nie moglibyśmy żyć, gdyby to niszczenie nie miało miejsca – ale mimo wszystko jest to niszczenie. Nie wolno o tym nigdy zapomnieć. A to, co często określa się jako bezprawne praktyki magiczne, opiera się zasadniczo na tym, że pewne istoty ludzkie uczą się używać swojej woli w sposób niewłaściwy, w taki sposób, że nie ograniczają sił destrukcyjnych do ich normalnego działania w organizmie, ale rozszerzają je na inne istoty ludzkie, celowo i świadomie stosując siły destrukcji, które są zakotwiczone w ich woli. Jest to oczywiście praktyka, która nigdy, pod żadnym pozorem, nie jest dopuszczalna.

            Poprzez naszą wolę jesteśmy połączeni z ziemskimi siłami upadku. I gdybyśmy jako ludzie mieli tylko nasze siły woli, ziemia byłaby skazana przez nas, przez ludzkość, na czyste zniszczenie. Perspektywa przyszłości byłaby wtedy daleka od inspirującej; byłaby to wizja stopniowego rozpadu ziemi i jej ostatecznego rozproszenia w przestrzeni kosmicznej. Tyle o jednym biegunie w ludzkiej konstytucji.

            Ale człowiek jest istotą dwojakiego rodzaju. Jeden biegun jest, jak widzieliśmy, związany z niszczycielskimi siłami naszej planety; drugi biegun – inteligencja – jest połączony z wolą mostem uczuć. Jednak w życiu na jawie ludzka inteligencja ma niewielkie znaczenie, jeśli chodzi o planetę Ziemię. Podczas życia na jawie nie możemy ustanowić prawdziwego związku z ziemskim istnieniem poprzez naszą inteligencję. To, co powiedziałem wam w odniesieniu do woli, dzieje się podczas czuwania, chociaż nie jesteśmy tego świadomi. Jeśli widzisz rozpadającą się skałę i pytasz, gdzie leżą rzeczywiste przyczyny tego rozpadu, to musisz zajrzeć do wewnętrznej, organicznej natury człowieka. Dla współczesnego umysłu może się to wydawać dziwne, ale tak właśnie jest. Ale jak już powiedziałem, ziemię czekałaby smutna przyszłość, gdyby zabrakło drugiego bieguna ludzkiej natury – bieguna sił budujących. Tak jak przyczyny wszelkiego zniszczenia leżą w woli, która jest skoncentrowana w naszym środku ciężkości, tak siły budujące leżą w sferze, do której przechodzimy podczas snu. Od chwili zaśnięcia do chwili przebudzenia znajdujemy się w stanie, który obrazowo można opisać mówiąc, że z naszym „ja” i ciałem astralnym znajdujemy się poza ciałem fizycznym. Ale wtedy jesteśmy całkowicie istotami duszy i ducha, rozwijającymi siły, które działają pomiędzy zasypianiem a przebudzeniem. W tym czasie jesteśmy połączeni poprzez te siły ze wszystkim, co buduje planetę Ziemię, ze wszystkim, co dodaje do sił zniszczenia siły konstruktywne, budujące. Gdybyście nie chodzili po ziemi, niszczycielskie siły, faktycznie pochodzące z waszej woli, nie działałyby w królestwach minerałów, roślin i zwierząt. Gdybyście nigdy nie zasypiali, siły, dzięki którym ziemia jest nieustannie budowana, nie wypływałyby z waszej inteligencji. Konstruktywne, budujące siły planety Ziemi leżą również w samej ludzkości. Nie mówię: w pojedynczym człowieku, ponieważ wyraźnie powiedziałem, że wszystkie te pojedyncze przyczyny tworzą zbiorową całość. Siły budujące leżą w ludzkości jako całości, a właściwie w biegunie inteligencji w naszej istocie, ale nie w naszej inteligencji na jawie. Budząca się inteligencja jest tak naprawdę jak pozbawiona życia istota, która rzuca się w ziemską ewolucję. Inteligencja, która pracuje, nieświadomie, podczas naszego snu – to jest to, co buduje ziemską planetę. W ten sposób staram się tylko wyjaśnić, że błędem jest szukanie poza człowiekiem niszczących i budujących sił naszej ziemi; musicie szukać ich wewnątrz człowieka. Gdy to zrozumiecie, to, co teraz powiem, nie będzie niezrozumiałe.

            Patrzycie w gwiazdy, mówiąc, że z nich płynie coś, co może być postrzegane przez ludzkie organy zmysłów tu na ziemi. Ale to, co widzicie, gdy patrzycie w gwiazdy, nie jest tej samej natury, co to, co postrzegacie na ziemi w królestwie minerałów, roślin i zwierząt. W rzeczywistości pochodzi to od istot obdarzonych inteligencją i wolą, których życie jest związane z tymi gwiazdami. Efekty wydają się być fizyczne, ponieważ gwiazdy znajdują się w pewnej odległości. W rzeczywistości nie są one w ogóle fizyczne. To co widzicie w rzeczywistości to wewnętrzne działania istot woli i inteligencji w gwiazdach. Mówiłem wam już o genialnym opisie słońca, jaki podają astrofizycy. Gdyby jednak można było odbyć podróż do Słońca jakimś środkiem transportu wynalezionym przez Juliusza Verne’a, ze zdumieniem odkryto by, że nie istnieje nic z tego, czego można by się spodziewać po tych fizycznych opisach. Opisy te są jedynie złożonym obrazem zjawisk słonecznych. To, co widzimy, jest w rzeczywistości działaniem woli i inteligencji, które na odległość jawi się jako światło. Gdyby mieszkańcy Księżyca – zakładając, że w tym sensie istnieją takie istoty – patrzyli na Ziemię, to nie wykryliby jej trawiastych lub mineralnych powierzchni, ale – również postrzegając to jako efekt świetlny lub coś podobnego – wykryliby to, co dzieje się wokół środków ciężkości ludzkich ciał, a także skutki warunków, w jakich żyją ludzie między snem a jawą. To jest to, co faktycznie byłoby widoczne we wszechświecie. Nawet najdoskonalszy instrument nie umożliwiłby zobaczenia na przykład krzeseł, na których teraz siedzicie; to, co byłoby widoczne, to wszystko, co dzieje się w rejonie waszych środków ciężkości i co by się stało, gdybyście nagle zasnęli – należy mieć nadzieję, że nie w każdym przypadku! Ale gdziekolwiek by się to nie wydarzyło, byłoby to postrzegane we wszechświecie.

            Tak więc dla zewnętrznego wszechświata postrzegalną rzeczywistością jest to, co dzieje się za pośrednictwem człowieka, a nie to, co nas otacza w ziemskiej egzystencji. Bardzo powszechnym powiedzeniem jest to, że wszystko postrzegane zmysłami jest mają – wielką iluzją – nie rzeczywistością, lecz po prostu wyglądem. Taka abstrakcja jest mało istotna. Ma znaczenie tylko wtedy, gdy wejdzie się w konkret, tak jak to teraz robiliśmy. To, co ma wartość, to uświadomienie sobie, że to, co postrzegacie na zewnątrz, zależy zasadniczo od was samych i że – oczywiście nie w każdym momencie, ale w trakcie ewolucji ludzkości – stajecie się integralną częścią łańcucha przyczyn i skutków.

            Nawet gdy taka wstrząsająca prawda zostaje wypowiedziana – a myślę, że może ona być wstrząsająca – nie zawsze jest ona postrzegana w aspekcie, w którym staje się ważna życiu. Taka prawda nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy dostrzegamy jej konsekwencje. Nie jesteśmy tylko istotami fizycznymi; jesteśmy moralnymi – a może niemoralnymi – istotami w ziemskiej egzystencji. To, co robimy, jest determinowane przez impulsy natury moralnej.

            Pomyśl teraz, z jakimi gorzkimi wątpliwościami współczesna myśl jest atakowana w tej dziedzinie. Nauki przyrodnicze dostarczają wiedzy o tym, co ziemskie, która ogranicza się do powiązań między czysto zewnętrznymi przyczynami i skutkami; a w tym cyklu naturalnych przyczyn i skutków bierze udział także człowiek. Tak twierdzi zewnętrzna, abstrakcyjna nauka, która bierze pod uwagę tylko jeden aspekt ziemskiej egzystencji.

            Fakt, że impulsy moralne również zapalają się w ludziach jest przyznawany, jednak nic nie wiadomo na temat związku pomiędzy owymi impulsami moralnymi a tym co następuje w obiegu zewnętrznej natury. Dylemat współczesnej filozofii polega bowiem na tym, że filozofowie z jednej strony słyszą od naukowców, że wszystko jest uwikłane w łańcuch naturalnych przyczyn i skutków – z drugiej zaś strony muszą przyznać, że impulsy moralne zapalają się w ludziach. Dlatego właśnie Kant napisał dwie „Krytyki”: Krytykę czystego rozumu, zajmującą się stosunkiem człowieka do czysto naturalnego biegu rzeczy, oraz Krytykę praktycznego rozumu, w której wysuwa swoje postulaty moralne – które tak naprawdę, jeśli mogę użyć przenośni, unoszą się w powietrzu, pojawiają się znienacka i nie mają żadnego apriorycznego związku z przyczynami naturalnymi.

            Dopóki wierzymy, że to, co dzieje się w zewnętrznych przejawach natury, może być prześledzone jedynie przez podobne przejawy, dopóki trzymamy się tego złudzenia, interwencja impulsów moralnych jest czymś, co pozostaje oddzielone i poza biegiem natury. Prawie wszystko, o czym się dzisiaj dyskutuje, leży w cieniu tego wyłomu. W swoim myśleniu ludzie nie potrafią połączyć ziemskiej rundy jako takiej z moralnym życiem ludzkości. Ale gdy tylko pojmiesz coś z tego, co starałem się pokrótce nakreślić, będziesz mógł powiedzieć: Tak, jako istota ludzka jestem jednością, a impulsy moralne są we mnie żywe. Żyją one w tym, czym jestem jako istota fizyczna. Ale jako fizyczna istota ludzka jestem zasadniczo przyczyną – wraz z całą ludzkością – każdego fizycznego zdarzenia. Moralne postępowanie i osiągnięcia ludzi na ziemi są prawdziwymi przyczynami tego, co się dzieje w trakcie ziemskiej egzystencji.

            Historia naturalna i nauki przyrodnicze opisują ziemię w sposób, jaki znajdujemy w podręcznikach geologii, botaniki itp. To, co jest tam powiedziane, wydaje się całkowicie zadowalające według założeń ukształtowanych przez nowoczesną edukację. Przypuśćmy jednak, że mieszkaniec Marsa miałby zejść na ziemię i obserwować ją w świetle marsjańskich przesłanek. Nie twierdzę, że coś takiego mogłoby się zdarzyć, ale jedynie staram się zilustrować to, co mam na myśli. Przypuśćmy, że istota z Marsa, błąkając się bezmyślnie po Ziemi, nauczyłaby się jakiegoś ludzkiego języka, przeczytała trochę geologii i w ten sposób odkryła, jakiego rodzaju idee panują na temat procesów i zdarzeń na Ziemi. Istota ta powiedziałaby: Ale to nie wszystko. Zdecydowanie najważniejszy czynnik jest ignorowany. Zauważyłem na przykład tłumy studentów snujących się po piwiarniach, pijących i oddających się swoim pasjom. Tam się coś dzieje: ludzka wola pracuje w metabolizmie. Są to procesy, o których nie wspomina się w waszych podręcznikach fizyki i geologii; nie ma w nich wzmianki o tym, że na przebieg ziemskiej egzystencji wpływa również to, czy studenci piją, czy nie piją. To jest to, czego istota nie zanurzona całkowicie w ziemskich ideach i uprzedzeniach nie znalazłaby w opisach wydarzeń na Ziemi, podawanych przez samych ludzi. Dla istoty z Marsa nie byłoby wątpliwości, że impulsy moralne, przenikające ludzkie czyny i całe ludzkie życie, są nieodłączną częścią biegu natury. Zgodnie z nowoczesnymi wyobrażeniami, w grze natury jest coś nieubłaganego, wręcz przyjemnie nieubłaganego dla materialistycznych myślicieli. Wyobrażają sobie oni, że bieg ziemi byłby dokładnie taki sam, gdyby nie było ludzi; że to, czy zachowują się oni przyzwoicie, czy nie, nie robi żadnej zasadniczej różnicy i niczego nie zmienia. Ale tak nie jest! Zasadnicze przyczyny tego, co dzieje się na ziemi, nie leżą poza człowiekiem, leżą w człowieku. I jeśli ziemska świadomość ma rozszerzyć się do świadomości kosmicznej, ludzkość musi uświadomić sobie, że ziemia – nie na krótkich, lecz na długich odcinkach czasu – jest stworzona na swoje podobieństwo, na podobieństwo samej ludzkości. Nie ma lepszego sposobu, by uśpić ludzi, niż wmówić im, że nie mają żadnego udziału w biegu, jaki obrała ziemska egzystencja. To zawęża ludzką odpowiedzialność do pojedynczej jednostki, pojedynczej osobowości.

            Prawda jest taka, że odpowiedzialność za przebieg ziemskiej egzystencji przez wieki kosmicznego czasu spoczywa na ludzkości. Każdy musi czuć się członkiem ludzkości, a sama ziemia jest ciałem dla tej ludzkości.

            Ktoś może powiedzieć: Przez dziesięć lat poddawałem się swoim namiętnościom, pobłażałem swoim zachciankom i przez to zrujnowałem swoje ciało. Z równym przekonaniem taka osoba powinna być w stanie powiedzieć: Jeśli ziemska ludzkość podąża za nieczystymi impulsami moralnymi, to ciało ziemi będzie inne niż byłoby, gdyby impulsy moralne były czyste. Mucha dzienna, ponieważ żyje tylko przez dwadzieścia cztery godziny, ma zupełnie inny pogląd na świat niż istoty ludzkie. Zakres naszego wzroku nie jest wystarczająco szeroki, aby dostrzec, że to, co dzieje się na zewnątrz w toku natury, nie jest zależne od czysto naturalnych przyczyn. W odniesieniu do obecnej konfiguracji Europy, o wiele ważniejsze jest pytanie, jaki sposób życia panował wśród istot ludzkich w cywilizowanym świecie dwa tysiące lat temu, niż badanie zewnętrznej struktury mineralnej i roślinnej ziemi. Przeznaczenie naszej fizycznej planety Ziemi za kolejne dwa tysiące lat nie będzie zależało od obecnego składu naszego mineralnego świata, ale od tego, co zrobimy i na co pozwolimy. Ze światową świadomością, ludzka odpowiedzialność rozszerza się na odpowiedzialność światową. Z taką świadomością czujemy, gdy patrzymy w gwiaździste niebo, że jesteśmy odpowiedzialni wobec tej kosmicznej przestrzeni, przenikniętej i przenikniętej duchem – że jesteśmy odpowiedzialni wobec tego świata za to, jak postępujemy na ziemi. Wzrastamy razem z kosmosem w konkretnej rzeczywistości, gdy za zjawiskami szukamy prawdy.

            Tak często powtarzam wam, że musimy nauczyć się dostrzegać konkretną rzeczywistość rzeczy, które w większości są dziś nauczane jako abstrakcje. Nic wielkiego nie osiągniemy przyjmując orientalne tradycje takie jak: zewnętrzny świat zmysłów to maja. Musimy sięgnąć znacznie głębiej, jeśli chcemy dojść do prawdy. Takie abstrakcje nie zaprowadzą nas daleko, ponieważ w formie, w jakiej zostały przekazane, nie są niczym innym, jak tylko osadem pierwotnej mądrości, która nie unosiła się w abstrakcjach, ale tętniła konkretnymi rzeczywistościami, które muszą być ponownie wydobyte na światło dzienne poprzez duchową intuicję i badania. Kiedy czytacie w literaturze orientalnej o maji – iluzji i o prawdzie jako jej antytezie, nie wyobrażajcie sobie, że to, co czytacie tam dzisiaj, może być dla was naprawdę zrozumiałe. Jest to tylko znacznie późniejsza kompilacja spraw, które dla starożytnej mądrości były konkretnymi rzeczywistościami. Musimy powrócić do tych konkretnych realiów. Ludzie myślą dzisiaj, że mają pewne zrozumienie procesów kosmicznych, kiedy twierdzą, że zewnętrzny świat zmysłów jest mają. Ale nic nie może być zrozumiane, jeśli nie będzie się naciskać na podstawowe rzeczywistości. W momencie, gdy uświadomimy sobie, że nie musimy pytać, w jaki sposób obecny świat mineralny rozwinął się z procesów mineralnych innego wieku; musimy raczej pytać o to, co działo się w ludzkości – w tym momencie prawdziwe znaczenie powiedzenia „zewnętrzny świat jest mają” staje się jasne. Wtedy zaczynamy dostrzegać w ludzkiej istocie rzeczywistość o wiele większą, niż się zazwyczaj postrzega. I wtedy zaczyna się poczucie odpowiedzialności za ziemskie istnienie.

            Jeśli spróbujesz dotrzeć do wewnętrznego sedna tych rzeczy – a musi się to odbywać poprzez wewnętrzną kontemplację, a nie za pomocą rodzaju inteligencji stosowanej w naukach przyrodniczych – stopniowo znajdziesz drogę do uświadomienia sobie, że ludzkość składa się z wolnych istot ludzkich. Natura nie przeciwdziała naszej wolności, gdyż jako ludzie sami kształtujemy otaczającą nas naturę. Tylko w swoich częściowych przejawach natura przeciwdziała naszej wolności. Natura przeciwdziała naszej wolności w stopniu nie większym niż gdybyś – podam przykład – wyciągnął rękę, a ktoś inny chwycił ją i sprawdził jej ruch. Nie zaprzeczysz wolności woli tylko dlatego, że ktoś inny sprawdza ruch. Jako ludzie w dzisiejszych czasach jesteśmy sprawdzani pod wieloma względami z powodu jakiegoś działania naszych poprzedników, które dopiero teraz zaczyna obowiązywać. Ale w każdym razie było to działanie istot ludzkich. – Jakich istot ludzkich? Nie kogokolwiek, przeciwko komu moglibyśmy się zwrócić z wyrzutem, ponieważ to my sami byliśmy tymi, którzy we wcześniejszych ziemskich żywotach doprowadzili do warunków panujących obecnie.

            Nie możemy ograniczać się do zwykłego wymieniania powtarzających się ziemskich żywotów, ale musimy myśleć o związku między nimi w taki sposób, że nawet w zewnętrznej naturze dostrzegamy skutki przyczyn, które sami ustanowiliśmy we wcześniejszych żywotach. Oczywiście w odniesieniu do pojedynczego, indywidualnego człowieka musimy mówić tylko o przyczynach sprawczych, ponieważ we wszystkich tych sprawach, jak już powiedziałem, chodzi o zbiorowe współdziałanie istot ludzkich na ziemi. Nikt z nas nie powinien z tego powodu wykluczać siebie jako jednostki, gdyż każdy z nas ma udział w tym, co jest powodowane przez ludzkość jako całość, a następnie wyraża się w tym, co stanowi ciało dla całej ziemskiej ludzkości w jej płynącym życiu.Obrazek

Starałem się dać wam wyobrażenie o tym, jak duchowy naukowiec musi traktować stwierdzenia zawarte w zwykłych podręcznikach naukowych. Przypuśćmy, że narysowałbym serię rysunków:

A teraz przypuśćmy, że jakaś istota, która nigdy nie żyła w naszym świecie, wypełznie z ziemi i, mając pewne podstawy wiedzy arytmetycznej, spojrzy na te liczby i powie: Pierwsza figura, druga figura, trzecia figura. Trzecia jest skutkiem drugiej, a druga skutkiem pierwszej. Skutek pierwszej figury – trójkąt; skutek drugiej – koło. Ten twór łączyłby wtedy przyczynę i skutek. Byłoby to jednak błędem, gdyż każdą figurę narysowałem osobno. W rzeczywistości jedna z nich jest niezależna od drugiej. To tylko wydaje się być zależne dla tej istoty, która kojarzy to, co jest pierwsze z tym, co następuje, tak jakby jedno było wynikiem drugiego. Tak, w przybliżeniu, geolog opisuje procesy zachodzące na ziemi: era dyluwialna, era trzeciorzędowa, era czwartorzędowa, i tak dalej. Ale to nie jest bardziej prawdziwe niż stwierdzenie, że koło jest wynikiem, efektem trójkąta, lub trójkąt jest efektem figury prostokątnej. Konfiguracje Ziemi powstają autonomicznie – poprzez działania ziemskiej ludzkości, w tym tajemnicze działania inteligencji w okresach snu, kiedy istoty ludzkie znajdują się poza swoimi ciałami fizycznymi.

            To pokazuje wam, że opisy podawane przez zewnętrzną naukę są w dużej mierze iluzją – mają. Ale samo mówienie o maji nie ma większego znaczenia. Na twierdzenie, że świat zewnętrzny jest mają, musimy być w stanie odpowiedzieć stwierdzeniem, gdzie leżą rzeczywiste przyczyny. Przyczyny te są w znacznym stopniu ukryte przed naszymi zdolnościami poznawczymi. Rola, jaką odgrywa ludzkość w kształtowaniu ziemskiej egzystencji, nie może być zgłębiona za pomocą zewnętrznej nauki, lecz jedynie przez naukę wewnętrzną. Moja książka Jak osiągnąć poznanie wyższych światów GA10  mówi o wewnętrznej aktywności człowieka między snem a jawą. To może być ujawnione przez wiedzę, która sięga aż do sfery woli Istoty ludzkie nie wiedzą nic o związku między wolą a światem zewnętrznym, ponieważ procesy woli są ukryte i zakryte. Nie wiemy, co się naprawdę dzieje, kiedy przez podniesienie ręki uruchamiamy proces woli; nie wiemy też, że ten proces trwa i ma wpływ na cały przebieg ziemskiej egzystencji.

            Wskazuje na to scena jaką opisałem w Dramatach misteryjnych GA 14, w której działania Capesiusa i Stradera mają swój rezultat w manifestacjach kosmicznych – w grzmotach i błyskawicach. Jest to oczywiście obrazowe przedstawienie, ale obraz ten zawiera głębszą prawdę; nie jest to fantazja, ale rzeczywista prawda. Przez dość długi okres ewolucji prawdy tego rodzaju były wypowiadane tylko przez prawdziwych poetów, których fantazją zawsze musi być postrzeganie procesów ponadzmysłowych.

            Jest to bardzo mało zrozumiałe dla współczesnych ludzi, którzy lubią zdegradować poezję, a nawet całą sztukę, do miejsca oddzielonego i oderwanego od zewnętrznej rzeczywistości. Czują ulgę, gdy nie wymaga się od nich, by widzieli w poezji coś więcej niż fantazję. Prawdziwa poezja, prawdziwa sztuka, nie jest oczywiście niczym więcej, jak tylko odbiciem nadzmysłowej prawdy – ale jest to odbicie. Nawet jeśli poeci sami nie są świadomi ponadzmysłowych zdarzeń, jeśli ich dusza jest związana z kosmosem, jeśli nie zostali od niego oderwani przez materialistyczne wychowanie, dają oni wyraz prawdom ponadzmysłowym, mimo że muszą je wyrażać w obrazach zaczerpniętych ze świata zmysłów.

            Liczne tego przykłady znajdują się w drugiej części Fausta Goethego, gdzie, jak wykazałem na przykładzie poszczególnych fragmentów, obrazowanie ma bezpośredni związek z procesami ponadzmysłowymi. [28 wykładów wygłoszonych w roku 1915. Geisteswissenschaftliche Erlauterungen zu Goethe’s Faust]. Rozwój sztuki w ostatnich wiekach dostarcza dowodów na to, o czym mówiłem. Weźmy jakikolwiek obraz namalowany nie tak dawno temu, a przekonamy się, że z reguły pejzażowi przypisuje się bardzo drugorzędne znaczenie. Malarstwo pejzażowe zyskało na znaczeniu dopiero od ostatnich trzech do pięciu wieków. Wcześniej pejzaż zajmuje drugie miejsce; to świat ludzki wysuwa się na pierwszy plan, ponieważ nadal istnieje świadomość, że w odniesieniu do obiektywnych procesów ziemskiej egzystencji świat ludzki jest o wiele ważniejszy niż krajobraz, który jest tylko efektem świata ludzkiego. W samych narodzinach preferencji dla krajobrazu tkwi, w sferze sztuki, równoległe zjawisko narodzin materialistycznego trendu umysłu – polegającego na przekonaniu, że krajobraz i to, co on reprezentuje, ma własne istnienie, całkowicie poza ludzkością. Prawda jest jednak zupełnie odwrotna. Gdyby jakiś mieszkaniec Marsa zszedł na ziemię, z pewnością byłby w stanie dostrzec sens w „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci, ale nie w obrazach krajobrazów. Zupełnie inaczej widziałby krajobrazy – w tym malowane krajobrazy – i całą konfigurację ziemi, a swoim szczególnym organem zmysłu nie mógłby zgłębić ich znaczenia. Proszę pamiętać, że mówię te rzeczy tylko po to, by hipotetycznie zilustrować to, co chcę przekazać.

            Widzicie więc, że powiedzenie: „świat zewnętrzny to maja” nie może być w pełni zrozumiane bez wejścia w konkretną rzeczywistość. Ale żeby to zrobić, musimy odnieść się intymnie do ziemskiej egzystencji jako całości, wiedzieć, że jesteśmy jej integralną częścią. I wtedy musimy uchwycić myśl, że mogą istnieć zewnętrzne i pozorne rzeczywistości, które nie są prawdą, nie są prawdziwymi rzeczywistościami. Jeśli masz różę w swoim pokoju, to jest to tylko pozorna rzeczywistość, ponieważ róża taka, jaka jest przed tobą, nie może być rzeczywistością. Może ona być prawdziwą rzeczywistością tylko wtedy, gdy rośnie na drzewie różanym, zjednoczona z korzeniami, które z kolei są zjednoczone z ziemią. Ziemia opisana przez geologów jest tak mało prawdziwą rzeczywistością, jak rzeczywistością jest ścięta róża.

            Nauka duchowa stara się nigdy nie zatrzymywać się na nieprawdziwej rzeczywistości, ale zawsze szukać tego, co trzeba dodać, aby mieć całą prawdziwą rzeczywistość. Mizerne poczucie rzeczywistości panujące w naszej obecnej cywilizacji wyraża się właśnie w tym, że każdy zewnętrzny przejaw jest traktowany jako rzeczywistość. Ale rzeczywistość istnieje tylko w tym, co znajduje się przed nami jako zintegrowana całość. Ziemia sama w sobie, bez człowieka, nie jest prawdziwą rzeczywistością, tak jak nie jest nią róża zerwana z krzewu różanego. Te rzeczy muszą być rozważane i opracowywane; nie mogą pozostać teoriami, ale muszą przejść do naszych uczuć. Musimy czuć się członkami całej ziemi. Ważne jest, aby ciągle na nowo przywoływać myśli: ten palec mojej ręki ma prawdziwą rzeczywistość tylko tak długo, jak długo jest częścią mojego organizmu; jeśli zostanie odcięty, nie ma już prawdziwej rzeczywistości. Tak samo człowiek nie ma prawdziwej rzeczywistości poza ziemią, ani ziemia bez człowieka. Jest to nierealne pojęcie, gdy współcześni badacze naukowi uważają, zgodnie ze swoimi założeniami, że ewolucja ziemi przebiegałaby tak samo, gdyby nie było ludzkości. Niedawno pokazałem wam, że tak nie jest, mówiąc wam, że ciała odłożone przez ludzi przy śmierci stają się zaczynem w ziemskiej ewolucji i gdyby żadne ludzkie ciała, czy to przez pochówek, czy przez kremację, nie stały się częścią ziemi, cały przebieg fizycznych wydarzeń byłby inny niż jest w wyniku tego, że te ciała zostały przyjęte do ziemi.

W dzisiejszym wykładzie chciałem bardziej szczegółowo opowiedzieć o związku pomiędzy dwoma biegunami woli i inteligencji w ludziach i ich kosmicznym środowisku.

*******

DODATEK:

Wcielenie Lucyfera i Arymana

Duchowe tło kwestii społecznej

Rozróżnienie pierwotnej mądrości na wschód, środek, zachód

Soziales Verständnis aus Geisteswissenschaftlicher Erkenntnis.

Die geistigen Hinterfruende der sozialen Frage.

GA 191 – 14 listopada 1919 r. Dornach

14 z 15 wykładów wygłoszonych przez Rudolfa Steinera w Dornach w listopadzie 1919 roku, w ramach cyklu wykładów zatytułowanych „Kwestie społeczne i ich duchowe tło.”

Z naszych ostatnich wykładów dowiedzieliście się, jak człowiek dochodzi do pewnego rodzaju iluzorycznego wyobrażenia o świecie zewnętrznym; ale w rzeczywistości to, co zwykle rozumiemy jako powiązania natury, jest wewnętrznie zależne od samej ludzkości; a prawdziwy pogląd na świat możemy uzyskać tylko wtedy, gdy rozważamy ziemię, a nawet wszechświat, w jego całości – co oznacza, że uważamy człowieka za część świata – i wizualizujemy wymianę, wzajemne powiązania między człowiekiem a światem. W przeciwnym razie zawsze dochodzimy do nierealnego, zaledwie abstrakcyjnego pojmowania królestwa minerałów; co najwyżej rozumiemy coś ze świata roślin i zwierząt, które nie odgrywają już żadnej istotnej roli w dzisiejszym pojęciu natury.

            Kiedy mówi się o powiązaniach w przyrodzie, z reguły ma się na myśli tylko mineralne powiązania w przyrodzie. Do nich, jeśli ktoś sobie tego życzy, dodaje się ten krótki epizod, który nazywa historią, ale jako prawdę całkiem innej natury.

            Od tego poglądu, który nie rozciąga się na człowieka w jego prawdziwej istocie, ludzkość w naszym obecnym wieku musi odejść od razu. Z różnych punktów widzenia przedstawiliśmy powody, dla których ludzkość musi porzucić ten pogląd na rzeczy, pogląd, który, jak wiecie, został w pewnym sensie z konieczności rozwinięty w ostatnich trzech lub czterech wiekach.

            Dzisiaj wspomnę tylko, że istoty ludzkie, w odniesieniu do ich zewnętrznej wiedzy, ich zewnętrznego poznania, będą coraz bardziej zależne od ciała fizycznego z jego potrzebami, chyba że będą mogły wznieść się w swojej własnej ewolucji do wytwarzania wyższej wiedzy, poprzez sam wysiłek ich własnej Woli. W przyszłości będzie to kwestia następująca: albo ludzkość po prostu podda się poglądowi na świat uzyskanemu poprzez pozostanie takim, jakim się było w chwili narodzin, nie nabywając żadnych innych pojęć niż te, które posiada się już poprzez bycie umieszczonym na ziemi poprzez narodziny i poprzez zwykłą edukację, jaka jest zwyczajowo stosowana w dzisiejszych czasach.

            To jest jedna możliwość. Druga jest następująca: Że ludzkość przestanie wierzyć, że po prostu z samego faktu urodzenia się jako istoty ludzkie na ziemi, może osądzać wszystko, co rzeczywiste; i wtedy będzie mogła budować prawdziwą ewolucję człowieka, taką, jaką wskazuje Nauka Duchowa. To jest ta druga droga; ludzkość będzie musiała przejść tą drugą drogą, w przeciwnym razie Ziemię czeka po prostu upadek.

To, co właśnie powiedziałem, można również zaobserwować geograficznie, kiedy nabiera to dość szczególnego znaczenia dla teraźniejszości.

            Jeśli tylko cofniemy się dostatecznie daleko w ewolucji ziemi, zauważymy, że człowiek nie jest zakorzeniony w samym ziemskim istnieniu; ponieważ przed ewolucją ziemi przeszedł on już długi wcześniejszy rozwój. Tę ewolucję znajdziesz opisaną w moim Wiedza duchowa w zarysie Ga 13. Wiecie, że człowiek został w pewnym sensie przeniesiony z powrotem do czystej duchowej egzystencji i z tej czystej duchowej egzystencji zstąpił do ziemskiej egzystencji. Teraz faktem jest, że z powodu tego zejścia człowieka do ziemskiej egzystencji, ludzkości została odebrana całościowa, można by ją nazwać, odziedziczona Mądrość – pierwotna Mądrość, która była takiej natury, że była jedna i ta sama, jednolita dla całej ludzkości. Znajdziesz takie rzeczy opisane bardziej szczegółowo w tych wykładach, które nazwałem Duszami Ludowymi Ga 121, kursie prowadzonym w Christianii. Tak więc owa odziedziczona Mądrość była czymś jednolitym. Kiedy mówię o wiedzy, mam na myśli nie tylko to, co zwykle nazywa się wiedzą w dzisiejszej nauce, ale wszystko to, co człowiek może wchłonąć w swoje życie duszy jako spojrzenie na swoje kosmiczne środowisko i na swoje własne życie.

            Teraz ta pierwotna wiedza wyspecjalizowała się w taki sposób, że stała się różna w zależności od różnych terytoriów ziemi. Zobaczycie to lepiej, jeśli zagłębicie się w te rozdziały Okultystycznej Nauki, które dotyczą tej kwestii. Ale nawet zewnętrznie, jeśli tylko spojrzycie na to, co nazywamy cywilizacją różnych ziemskich ras, możecie powiedzieć: To, co istoty ludzkie różnych ras na ziemi poznały, różniło się od początku. Można wyróżnić cywilizację indyjską, cywilizację chińską, cywilizację japońską, cywilizację europejską. I znowu, w tej europejskiej cywilizacji jest specjalna kultura dla każdego z różnych terytoriów europejskich. Następnie mamy cywilizację amerykańską i tak dalej. Ale jeśli zapytamy: Jak to się stało, że ta pierwotna lub odziedziczona mądrość stała się specjalistyczna, jak to się stało, że stała się coraz bardziej zróżnicowana? Musimy odpowiedzieć: Winę za to ponosiły wewnętrzne stosunki, wewnętrzne usposobienia tych ras. W rzeczy samej znajdujemy, że zawsze istnieje dostosowanie wewnętrznych stosunków różnych ras do zewnętrznych warunków na ziemi. Do pewnego stopnia możemy sobie wyobrazić to zróżnicowanie, jeśli spróbujemy znaleźć związek pomiędzy, powiedzmy, tym, co tworzy cywilizację indyjską, a klimatycznymi warunkami geograficznymi ziemi indyjskiej. W ten sam sposób możemy wyrobić sobie pojęcie o szczególnym charakterze kultury rosyjskiej, jeśli rozważymy związek między Rosjaninem a jego ziemią. W odniesieniu do tych stosunków musimy powiedzieć, że ludzkość w dzisiejszych czasach – podobnie jak w wielu innych związkach – doszła do pewnego rodzaju kryzysu. Ta zależność człowieka od jego terytorium stopniowo, w ciągu XIX wieku, zwiększyła się do najwyższego możliwego do wyobrażenia stopnia. Oczywiście, prawdą jest, że istoty ludzkie wyemancypowały się od swoich terytoriów. To prawda. Świadomie wyemancypowały się ze swoich terytoriów, ale mimo to są od nich w pewien sposób zależne. Można się o tym przekonać porównując, powiedzmy, stosunek Greka do starożytnej Grecji i współczesnego Anglika czy Niemca do ich krajów.  Grecy nadal mieli wiele ze starożytnej mądrości w swojej cywilizacji i edukacji, być może byli bardziej fizycznie zależni od swojej ziemi greckiej niż współczesny człowiek w jego kraju. Ale ta silniejsza zależność została zmodyfikowana, ponieważ Grecy byli wewnętrznie przepełnieni tą starożytną mądrością. Mądrość ta jednak stopniowo zanikała w ludzkości i możemy niemal dokładnie wskazać czas, w którym zanika bezpośrednie zrozumienie pewnych skarbów mądrości w połowie XV wieku i jak nawet tradycje takich skarbów stopniowo zanikają w XIX w. Sztucznie, jak mógłbym powiedzieć, jak rośliny w przymusowym domu, niektóre z tych skarbów były nadal przechowywane we wszelkiego rodzaju tajnych stowarzyszeniach, które czasami stosowały bardzo złe praktyki. Ale takie społeczeństwa zachowały pierwotną mądrość nawet w XIX wieku. (W XIX w. było nieco inaczej), ale w XIX w. zachowały się jeszcze pewne rzeczy, o których można powiedzieć: są jak rośliny w przymusowym domu. Co symbole masonów mają wspólnego ze starożytną mądrością, z której się wywodzą? Są one jak rośliny hodowane w cieplarni, w porównaniu z roślinami rosnącymi swobodnie w naturze. Nawet tak niewiele pozostaje podobieństwa między symbolami masońskimi a tą starożytną mądrością!

           Właśnie dlatego, że ludzkość traci to wewnętrzne przeniknięcie tą starą mądrością, ludzie stają się naprawdę coraz bardziej zależni od swoich terytoriów i jeśli nie będą mogli ponownie zdobyć skarbu nauki duchowej, która może rozwijać się swobodnie, będą zróżnicowani na całej ziemi według swoich terytoriów.

            W rzeczywistości możemy wyróżnić trzy typy, które już badaliśmy z innych punktów widzenia. Dziś możemy powiedzieć, że jeśli impulsy nauki duchowej nie będą rozprzestrzeniane na świecie, z zachodu nie nadejdą żadne prawdy ekonomiczne, które rzeczywiście mogą produkować wiele innych rzeczy ze swojego łona; żadna myśl i idee ekonomiczne nie będą dominować na zachodzie. Ze wschodu nadejdzie to, co kiedyś było zasadniczo prawdami duchowymi; Azja, nawet jeśli w bardzo dekadencki sposób, będzie się coraz bardziej ograniczać do prawd duchowych.

            Europa środkowa będzie kultywować sferę bardziej intelektualną, co będzie szczególnie odczuwalne w łączeniu tradycji starożytnych z tym, co napływa z zachodu jako prawdy ekonomiczne i z tym, co napływa ze wschodu jako prawdy duchowe. Ludzkie istoty żyjące w tych trzech głównych typach ziemskiego podziału, będą się coraz bardziej specjalizować w tym kierunku.

            Tendencja naszego obecnego wieku zmierza bezwzględnie w kierunku uczynienia z tej specjalizacji ludzkości naprawdę dominującej zasady. Możemy powiedzieć, moi drodzy przyjaciele – i błagam was, abyście potraktowali to bardzo poważnie – że jeśli duchowy naukowy impuls nie przeniknie świata, wschód stopniowo stanie się absolutnie niezdolny do kierowania swoim własnym życiem gospodarczym, do rozwijania swojej własnej myśli ekonomicznej. Wschód stanie się zdolny tylko do produkcji, to znaczy do rzeczywistej uprawy ziemi, do pracy nad bezpośrednimi produktami natury za pomocą instrumentów przekazanych z zachodu. Natomiast wszystko to, co musi być zarządzane przez ludzki rozum, rozwinęłoby się na zachodzie.

            Z tego punktu widzenia katastrofa wojny światowej, która właśnie się zakończyła, jest niczym innym jak początkiem tendencji: (wyrażę to w popularnej frazeologii) – przenikania wschodu przez zachód w sposób ekonomiczny. Oznacza to uczynienie ze Wschodu sfery, w której pracują ludzie, a z wschodu sfery, w której wykorzystuje się gospodarczo to, co na Wschodzie pochodzi z natury. Granica między wschodem a zachodem nie musi być stała, jest ruchoma.

            Jeśli ta tendencja, która dominuje dzisiaj, pójdzie dalej, jeśli nie zostanie przeniknięta duchowo, to bez wątpienia musiałoby powstać coś następującego. Trzeba to po prostu wypowiedzieć hipotetycznie. Cały wschód stałby się z ekonomicznego punktu widzenia łupem dla zachodu, a człowiek uważałby ten kierunek rozwoju za właściwy kierunek wytyczony dla ziemskiej ludzkości. Byłby on uważany za całkiem uzasadniony i oczywisty. Nie ma innego sposobu na wprowadzenie do tej tendencji tego, co nie uczyni połowy ludzkości niewolnikami, a drugiej połowy pracodawcami tych niewolników, niż przez przeniknięcie ziemi wspólną duchowością, którą człowiek musi ponownie nabyć.

            Jeśli ktoś wypowiada te rzeczy w dzisiejszych czasach, większość ludzi woli je odrzucić. Dzisiejszy człowiek jest zbyt skłonny odrzucić te rzeczy ruchem ręki, z tej prostej przyczyny, że jest mu zewnętrznie niewygodnie stanąć twarzą w twarz z prawdziwą rzeczywistością. Mówi do siebie: no cóż, nawet jeśli to ekonomiczne przeniknięcie Wschodu rzeczywiście nastąpi, to nie będzie to miało miejsca jeszcze przez chwilę, nie za mojego życia”. Z pewnością ci, którzy mają dzieci, myślą trochę bardziej poważnie, ze względu na swoje dzieci; ale wtedy lubią się trochę zamglić w nadziei, że lepsze czasy mogą nadejść, i tak dalej.

Ale uświadomienie sobie w swoim wnętrzu, że nie ma innego sposobu na ukształtowanie przyszłości ludzkości w formie godnej istot ludzkich, niż przez nie tylko ekonomiczne, ale i duchowe przenikanie ziemi, jest myślą, do której bardzo niewielu ludzi dąży dziś dla siebie, z powodu pewnego zamiłowania do łatwizny.

            Możemy powiedzieć, że ludzkość otrzymała obecną konfigurację swojego życia cywilizacyjnego z trzech stron i jest niezwykle interesujące, aby skupić swój umysł na tych trzech stronach tego ziemskiego życia cywilizacyjnego, szczególnie dla zadania, które postawiliśmy sobie w tych wykładach.

            Jeśli się obejrzy całą sferę ziemską od wschodu do zachodu, to trzeba powiedzieć: „Wszystko, co człowiek posiada na drodze prawd etycznych, prawd moralnych, przyszło ze wschodu”. Można powiedzieć, że forma, w jakiej wschód, ze swoim ogólnym poglądem na Kosmos, rozwinął swoje prawdy etyczne, forma jego ogólnej kosmologii i tak dalej, została obecnie utracona; ale pewne etyki pozostały jako relikty orientalnej myśli i uczucia.

            Z tego punktu widzenia nieskończenie interesujące jest przeczytanie przemówień, które Rabindranath Tagore wygłosił, a które zebrane są pod tytułem Nacjonalizm. Zobaczycie, jeśli przeczytacie te przemówienia, że prawie nic nie można w nich znaleźć z tej wielkiej nauki kosmicznej mądrości, która swego czasu żyła w uczuciach ludzi Wschodu. Ale ten, kto potrafi czytać ze zrozumieniem te przemówienia Tagore zebrane pod tytułem Nacjonalizm, powie: moralny patos, który w nich żyje i który jest w istocie główną esencją tych przemówień, etyczna wola, która w nich żyje, ten gorzki moralny krytycyzm, który działa przeciwko indywidualnemu mechanizmowi zachodu i przeciwko wszystkim jeszcze bardziej złym politycznym mechanizmom zachodu, żyje jako etos w tych przemówieniach Tagore, nie mógłby zostać wypowiedziany, gdyby nie stała za nimi starożytna pierwotna mądrość Azji; nawet jeśli nie żyje już zewnętrznie w świadomości ludzi. Z tą mądrością, stworzoną z gwiazd, przeniknięte zostały prawdy moralne, które rozbrzmiewają ze wschodu, i to dociera do nas, gdy przemawiają tacy ludzie jak Rabindranath Tagore.

            Jeżeli bez uprzedzeń bada się wszystko, co w ten sposób rozwinęło się w kulturze na zachodzie, w Europie środkowej, to trzeba powiedzieć: To, co tam żyje, czy to w filozofach, czy w nie-filozofach, czy w prostych ludziach czy w najbardziej wykształconych – to wszystko, co etycznie i moralnie przenika ludzkość zachodu, przywędrowało ze wschodu, z Azji.

 Wschód jest prawdziwą ojczyzną etosu, etyki.

Jeśli teraz spojrzymy w kierunku zachodu, którego cywilizacja przeszła przed oczyma historii, zobaczymy, w jaki sposób w rozważaniach rozumnego, intelektualnego człowieka pracującego nad zjawiskami świata pojawia się błoto. Tam bierze się pod uwagę to, co opiera się na zasadzie użyteczności.

            Istnieje wielki kontrast, z którego ludzkość powinna zdać sobie sprawę, między tym, co żyje jako patos w mowach Tagore, a tym wszystkim, co na zachodzie rozwija się jako punkt widzenia użyteczności.

            Mówiąc radykalnie, można by powiedzieć, że to, z czym spotykamy się u filozofów takich jak John Stuart Mill, u narodowych ekonomistów takich jak Adam Smith, czy u filozofów intelektualnych takich jak Bergson, wszystko tego rodzaju pozostaje dla azjaty, nawet jeśli stara się to zrozumieć, czymś, co leży całkowicie poza jego istotą. Może on pojąć jako interesujący fakt, że takie rzeczy są mówione przez istoty ludzkie, ale nigdy nie ulegnie pokusie wytworzenia z własnej natury rzeczy, które odnoszą się po prostu do zewnętrznej ludzkiej użyteczności.

Azjata dogłębnie gardzi naturą europejską i amerykańską, ponieważ ona zawsze odsyła go do punktu widzenia użyteczności, który może być zdominowany tylko przez intelekt, przez rozum. Tak więc doszło do tego, że ten sposób myślenia, który jest związany z ideą użyteczności, jest przede wszystkim wytworem zachodu.

            Jak już wcześniej zwróciłem waszą uwagę na fakt, że na ziemi starożytna mądrość wyspecjalizowała się w Rasach, więc teraz możemy wyróżnić te wielkie typy. Typ etyczny na wschodzie; intelektualny typ utylitarny na zachodzie, podczas gdy pomiędzy nimi jest, zawsze próbujący iść naprzód, to, co chcę nazwać trzecim typem, estetycznym, który jest tak samo charakterystyczny dla Europy środkowej, jak typ etyczny dla wschodu i utylitarnego typu zachodu.

            Trzeba tylko przypomnieć sobie pewne zjawisko, aby móc przedstawić dowód z faktów zewnętrznych: jak to jest, że właśnie w Europie środkowej ten typ estetyczny stara się dać o sobie znać. Podczas gdy na zachodzie rewolucja francuska częściowo szalała i częściowo ponosiła swe konsekwencje, a wschód pogrążony był jeszcze w marzeniach spirytystycznych, widzimy np. Schillera piszącego swe listy dotyczące estetycznego wychowania człowieka. Dotyczą one bezpośrednio rewolucji francuskiej, ale szukają rozwiązania problemu politycznego, jaki wywołała rewolucja francuska, szukają rozwiązania humanistycznego, na sposób czysto ludzki. Starają się uczynić człowieka wewnętrznie wolną istotą ludzką. Interesujące jest to, że cała metoda obserwacji Schillera w tych listach estetycznych opiera się na tym, że z jednej strony odrzuca on czysto utylitarny punkt widzenia intelektualny, a z drugiej strony odrzuca punkt widzenia czysto etyczny. Widzicie państwo, ten etyczny punkt widzenia został już raz zracjonalizowany, zintelektualizowany. Wszystko na świecie przechodzi różne metamorfozy i pojawia się ponownie w innej formie. I tak, chociaż ten etyczny punkt widzenia Wschodu z pewnością nie jest intelektualny, to jednak można go uchwycić intelektem, można go zintelektualizować, można go (Königsbergerise) i wtedy staje się on kantowski. Tak się stało; a od Kanta pochodzi to piękne powiedzenie: „Obowiązek, ty potężne, wzniosłe imię, nie masz w sobie nic pociągającego ani podstępnego, lecz wymagasz tylko i wyłącznie podporządkowania człowieka moralności”.

            Z kolei Schiller mówił: „Chętnie służę moim przyjaciołom, ale niestety czynię to ze skłonnością. Dlatego wyrzucam sobie, że nie jestem cnotliwy”. Schiller jako prawdziwy środkowoeuropejski człowiek nie mógł przyjąć do siebie tego kantowskiego, tego królewieckiego intelektualizowania etyki. Dla niego żaden człowiek nie był kompletną istotą ludzką, która musi najpierw podporządkować się obowiązkowi, aby móc spełnić swój obowiązek. Dla Schillera człowiekiem był tylko ten, kto odczuwał w sobie pragnienie czynienia tego, co ma wartość moralną. Dlatego Schiller odrzucał rygoryzm etyczny Kanta. Ale odrzucił też czysto intelektualną zasadę autorytetu, a w wytwarzaniu i korzystaniu z piękna (a więc w estetycznym zachowaniu człowieka) widział najwyższy, wolny wyraz ludzkiej natury. Swoje Listy estetyczne pisał, można powiedzieć, jako osobisty opis Goethego. Schiller tylko z trudem zdobywał uznanie dla Goethego. Zaczęło się od zazdrości, od wewnętrznej antypatii do Goethego; i można powiedzieć, że był czas w młodości Schillera, kiedy każda rozmowa o Goethem pozostawiała w ustach gorzki smak.

            Potem poznali się; i nauczyli się nie tylko szanować, ale i rozumieć siebie nawzajem. Potem Schiller napisał, można powiedzieć, jako rodzaj duchowej biografii, duchowego opisu Goethego, swoje listy o estetycznym wychowaniu człowieka. Nic, co jest zawarte w tych listach estetycznych, nie mogłoby zostać napisane, gdyby Goethe nie prowadził wcześniej życia, które byłoby dla Schillera przykładem tego, co jest w nich zawarte. Schiller napisał list do Goethego na początku ich przyjaźni, który często cytowałem: „Przez długi czas śledziłem drogę Twojego życia, choć z daleka”. A teraz opisał Goethego, zgodnie z jego duchem, który był naprawdę duchem wcielonego na nowo Greka; i widzimy, jak pierwszy świt ducha estetycznego Europy środkowej łączy się z Grecją.

            A teraz, co się tyczy Goethego, widzimy, jak od pierwiastka intelektualnego przechodzi on do uznania prawdy, która może być tak samo dobrze zrozumiana przez sztukę, jak i przez naukę. Jeśli prześledzimy, jak Goethe wraz z Herderem studiował Etykę Spinozy, jak Goethe następnie udał się do Włoch i napisał do domu, że w dziełach sztuki, które widzi wychodzące z greckiego ducha, widzi Konieczność, widzi Boga. – to trzeba powiedzieć, że intelektualizm Spinozy staje się u Goethego, w czasie jego włoskiej podróży, estetyką w kontemplacji tych dzieł sztuki. Goethe zaświadcza, że Grecy tworzyli swoje dzieła sztuki według tych samych praw, którymi kieruje się sama natura, praw, które, jak sądził Goethe, teraz śledzi. To znaczy, Goethe nie jest zdania, że kiedy człowiek tworzy dzieło sztuki, to tworzy jedynie rzecz z fantazji. Nauka jest ścisłą prawdą. Nie, Goethe był zdania, że to, co znajduje się w prawdziwym dziele sztuki, absolutnie oddaje głębszą, prawdziwą treść życia natury. To jest estetyczny pogląd na świat, i tak musimy powiedzieć: zachód, zachód – intelektualistyczny utylitarny; środkowe regiony ziemskie – estetyczny; wschód – etyczny, moralny. Jest absolutną prawdą, moi drodzy przyjaciele, że gdziekolwiek by to nie było, czy w przeszłości, czy w centrum, czy ostatnio, gdziekolwiek pojawiły się prawdy etyczne – one pierwotnie wyrosły ze wschodu. Nie ma znaczenia, czy prawdy utylitarne wyrastają w centrum, czy na wschodzie, wszystkie one pierwotnie wyrastają z zachodu. Piękno pochodzi z regionu centralnego.

            W ten sposób można wszędzie, aż do szczegółów, śledzić drogę tych trzech elementów w życiu człowieka.

            Widzicie, moi drodzy przyjaciele, kiedy poprzez swoją karmę człowiek jest przeznaczony do założenia Antropozofii w Europie środkowej, to w tej Antropozofii musi żyć coś z tej wiary Gethego, która jest przecież tym samym elementem, który żyje w sztuce, czyli elementem prawdy. Ten sam pierwiastek, który wyraża się w malarstwie, w rzeźbie, a nawet w architekturze, musi żyć także w strukturze myślowej prawdy. Trzeba dojść do tego, co starałem się powiedzieć w pierwszym rozdziale mojej Filozofii wolności  GA 4– że filozof, człowiek, który zakłada koncepcję świata, musi być artystą idei. Zwykle odrzuca się koncepcje artysty idei. W tej książce musiałem je zaakceptować; wszystko to wypływało z jednego i tego samego ducha.

            Kiedy się coś takiego tworzy, wszystkie wyrażane idee mają określony charakter, noszą zabarwienie tego, co właśnie opisałem. Pisze się książki, na przykład takie, jak ta, którą niedawno wydał Aime Blech, zawierające wszelkiego rodzaju złe, świadomie złe oszczerstwa. Pisze się książki, w których, na przykład, stwierdza się, że w tym, co jest przedstawiane z tej strony jako Antropozofia, jest, oczywiście, wiele pięknych rzeczy, ale są one przeciwne jasności francuskiego umysłu!

            Z pewnością Antropozofia jest sprzeczna z intelektualizmem, z jałowym, retorycznym pojmowaniem idei; takie umysły wolałyby grubo ciosane, materialne idee, które można uchwycić w ostrych zarysach, tak, że można śledzić te rzeczy aż do najdrobniejszych szczegółów. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów, wchodząc w szczegóły, które uczyniłyby jasnym to, co pokazałem w ogólnych zarysach; ale zadowolę się przykładem, który już ci podałem, a który jest bardzo interesujący.

            Teraz chodzi o to, że powinniśmy sobie jasno uświadomić, że np. na zachodzie moralność, sztuka i intelektualizm po prostu nie są produkowane. Nie! Sztuka jest przejmowana z regionów centralnych, a etyka ze wschodu; i są one następnie włączane do elementu intelektualno-użytkowego, tak jak w Centrum kultywuje się pewien element etyczny, a wszystko to, co zostało przejęte, zwłaszcza w XIX wieku, do elementu estetycznego, przyszło z Zachodu. Byłoby interesujące prześledzić choć raz drogę biologii z tego punktu widzenia. Jeśli dziś czyta się Teorię metamorfozy Goethego, można w niej znaleźć wielką teorię ewolucji, ale zachód zawsze uważał tę teorię za zepsutą przez swój estetyzm. W XIX wieku, na całej ziemi, która jest zależna od zachodu, element darwinistyczny przeniknął do teorii ewolucji i wniósł utylitarny punkt widzenia, doktrynę celu, dążenia. U Goethego ta doktryna „celu” jest całkowicie wykluczona, ponieważ wszędzie przenika ją estetyzm.

            W przyszłości nie może być tak, że ludzie będą tak skrajnie zróżnicowani ekonomicznie, że nie będą się od siebie uczyć. Oznaczałoby to bowiem, że w Azji stopniowo rozprzestrzeniłby się pewien etos, taki, jaki można znaleźć w ogniście brzmiących słowach Rabindranatha Tagore. W Europie środkowej pojawiłby się w innej formie – tej, za którą opowiadają się już pewni zwolennicy Nietzschego – pewne wkroczenie dobra i zła, pewien estetyzm, nawet w ideach moralnych. Widzimy tu triumfalny pochód tej estetyzacji, który daje się odczuć, zwłaszcza pod koniec XIX wieku. I wtedy na Zachodzie rozlewa się stanowisko czysto utylitarne, spryt w ujęciu utylitarnym, karykatura pierwiastka duchowego w ujęciu utylitarnym itd.

            Tylko przeniknięcie ludzkości prawdziwym pierwiastkiem Duchowym może pomóc ludzkości. Zakładamy oczywiście, że ten duchowy pierwiastek zostanie przyjęty z pełną powagą – że ludzie rozwiną wolę patrzenia na rzeczy tak, jak się one przedstawiają w dniu dzisiejszym temu, kto jest naprawdę przygotowany do bycia nieuprzedzonym. Ta wojenna katastrofa wydobyła na powierzchnię wiele niezwykłych rzeczy, wśród których są zjawiska, które są częściowo nieprzyjemne w najwyższym stopniu, ale które mogą nas wiele nauczyć, wspomnę o jednym z takich zjawisk.

            W ówczesnej literaturze niemieckiej pojawiają się – nie można po prostu nadążyć za tym, co się w ten sposób ukazuje – ale prawie co tydzień pojawiają się oślizgłe ekskrementy, jak muszę je nazwać, wyjaśnienia różnych ludzi dotyczące ich udziału w przebiegu wojny i wydarzeń politycznych – i możemy przeczytać, co mówią takie głowy – mówię wyraźnie takie głowy – jak Iagow Bethmann (Michaelis, jak sądzę, jeszcze nas oszczędził), Tirpitz, Ludendorf i cały rząd innych, których można wymienić. Z jednej strony nieprzyjemnie jest czytać takie rzeczy, ale z drugiej strony jest to w najwyższym stopniu interesujące.

            Widzicie państwo, można czytać takie książki, jak te napisane przez Bethmanna czy Tirpitza, z zupełnie przeciwnych punktów widzenia. Ale ich punkty widzenia zależą bardzo często od tego, czy autor był przez pewien czas traktowany palcem, czy obcasem buta. Bethmann był przez pewien czas faworyzowany przez „najwyższych”, podczas gdy Tirpitz był traktowany obcasem buta. Stąd ich różne punkty widzenia!

            I tak wejdziemy dalej w punkt widzenia; nie tyle chodzi o to, ale o to, aby zobaczyć, jaki duch żyje w pismach.

            Teraz można doświadczyć następującej rzeczy: zrobiłem kiedyś następujący eksperyment. Po nasyceniu się sennymi pismami Bethmanna i Tirpitza, powróciłem do pewnych wypowiedzi (bardzo mi bliskich) Hermana Grimma, które rzeczywiście zostały uznane przez nie-niemców za szowinistyczne. Ale to znowu jest tylko punkt widzenia. Dla mnie jest to po prostu kwestia ducha, który w nich żyje.

            Na pierwszy rzut oka można postawić takie pytanie: Jak się ma duch, sposób myślenia, wewnętrzna konstytucja duszy w pismach Bethmanna i Tirpitza do tego, co żyje w politycznych obserwacjach Hermana Grimma? Tutaj musimy powiedzieć: Herman Grimm czuł, że Goethe żył i nie żył na próżno; dla niego był on żywą obecnością. Dla Bethmanna i Tirpitza Goethego nie było. Nie powiem, że go nie czytali, może lepiej byłoby, gdyby go nie czytali, ale dla nich go nie było. I w pierwszej chwili musiałem sobie powiedzieć: to, co jest w tych książkach, brzmi tak, jakby pisał to średniowieczny chłop pańszczyźniany – z logiką średniowiecznego chłopa pańszczyźnianego.

            Szczególnie interesująca jest na przykład logika Ludendorfa. To on był tak bardzo chwalony za pomysł przetransportowania Lenina w zapieczętowanym wagonie przez Niemcy do Rosji! Ludendorf jest prawdziwym importerem boleszewizmu do Rosji! Teraz po prostu nie miał na tyle odwagi, aby zaprzeczyć temu w swojej książce, chociaż miał na tyle odwagi, aby zaprzeczyć wielu rzeczom. Mówi więc, że wysłanie Lenina do Rosji było koniecznością wojskową i że rząd polityczny powinien był uniknąć złych konsekwencji, ale tego nie zrobił. Taka jest logika tych panów. Ale nie chcę twierdzić, że Clemenceau ma lepszą logikę; i proszę nie myśleć, że opowiadam się po stronie którejś z partii. Ani Lloyd George, ani Wilson nie mają lepszej logiki. Nie jest to jednak takie łatwe do udowodnienia.

            Można tak powiedzieć na pierwszy rzut oka, ale sprawa idzie dalej. Przy porównywaniu rzeczy okazuje się, że trzeba się cofnąć jeszcze dalej. Istnieje niezwykłe podobieństwo między sposobem myślenia Tirpitza i Ludendorfa, a tymi ludźmi, którzy kierowali tak zwaną cywilizacją rzymską w I i II wieku przedchrześcijańskim. A gdybyśmy chcieli ustanowić między nimi intymną wspólnotę dusz, to można by powiedzieć, że jest tak, jakby stara metoda myślenia starożytnego przedchrześcijańskiego Rzymu pojawiła się ponownie, i jakby wszystko, co wydarzyło się od tego czasu, łącznie z samym chrześcijaństwem (nawet jeśli ci panowie zewnętrznie mówią o Chrystusie itd.), nigdy nie miało miejsca.

            Widzicie, często przypuszcza się, że kiedy mówi się o tym, co lucyferyczne, że pozostało w ludzkości – ma się na myśli coś tylko zewnętrznego w stosunku do świata. Ale ta zasada pozostawania w tyle wyraża się dość mocno wewnątrz świata. Można powiedzieć, że przedcesarska wielkość dawnego Rzymu na nowo odżyła w takich ludziach i wszystko, co wydarzyło się w Europie od tamtego czasu, jest dla nich naprawdę nieistniejące.

            Moi drodzy przyjaciele, to zjawisko musi być dziś obserwowane w sposób nieuprzedzony. Trzeba o tym pamiętać, bo tylko w ten sposób można zdobyć mocny punkt odniesienia do oceny teraźniejszości. Obecny wiek stawia wielkie wymagania przed zdolnością człowieka do osądu. Wszystko to musi być powiedziane, jeśli mówimy o tym, jak konieczne jest, aby obecny wiek był przeniknięty duchowymi impulsami. Patrząc powierzchownie, łatwo jest powiedzieć, że obecny wiek musi być przeniknięty Duchem; ale, moi drodzy przyjaciele, sprawa nie jest taka prosta. Wystarczy zbadać, gdzie impulsy duchowe znalazły drogę do ludzkości, aby przekonać się, czy zawsze przynosiły one właściwe owoce. Na zakończenie trzeba jeszcze powiedzieć, co następuje. Weźmy pod uwagę pewne broszury, pewne ulotki, które zostały napisane, niektóre przez długoletnich członków. Są takie broszury, w których to, co tu jest przedstawione jako duchowa nauka, jest w rzeczywistości przedstawione światu, ale odwrócone, odwrócone do góry nogami, jak to było. Są to rośliny, które wyrosły na glebie, na której próbujemy dziś dać ludzkości duchowe skarby. I każdy, kto myśli, że ten proces, który przebiegł – naszych tak zwanych wyznawców w jego przeciwieństwo tego, co jest przekazywane jako duchowa nauka w dzisiejszych czasach, musi być głuptasem. Z całą pewnością nie jest on jeszcze zakończony. Wcale nie jest tak łatwo pogodzić się z faktem, że prawdy duchowe muszą być przekazane ludzkości, ponieważ ludzkość w obecnym stanie ma przede wszystkim tendencję do różnicowania się na trzy typy, które scharakteryzowałem: etyczny, estetyczny i intelektualny, a także do dalszego różnicowania się w ich obrębie.

            Prawdy duchowe nie są przystosowane do przyjęcia w swej czystości przez istoty ludzkie, które podchodzą do nich z takimi rozróżnieniami. Pomyślcie tylko, jak ze wszystkich stron dzisiejsze istoty ludzkie mają tendencję do zamykania się w swoim narodowym szowinizmie, a jeśli próbujesz podjąć ogólnie ludzkie i duchowe prawdy z narodowym szowinizmem, przekształcasz je w ten sposób w coś przeciwnego. Nie można po prostu przekazać tego, co jest teraz pożądane z pewnego punktu widzenia, ponieważ istoty ludzkie mają tendencję do takich rozróżnień, jakie opisałem. Dlatego konieczne jest przede wszystkim, aby zainteresowanie człowieka zostało obudzone z tej strony, która już istnieje. Konieczne jest, aby w pewnym sensie połączyć się z tym, co już istnieje, pamiętając nieustannie o tendencji ludzi do odwracania się od tego starożytnego skarbu mądrości i nie umieszczania na jego miejscu niczego innego, poza zróżnicowaniem terytorialnym na tej ziemi. Nie można szerzyć prawd duchowych wśród ludzkości, nie szerząc jednocześnie pewnego etosu.

            Wielu ludzi czytało Jak osiągnąć wiedzę o wyższych światach. Książki te przez pewien czas były bardzo chętnie czytane. Sprzeciwiają się oni temu, że pierwsze rady tam podane są etyczne i że muszą być z nimi w etycznej zgodzie. Mają rację. Pierwsze podane tam rady muszą być etyczne i stanowić wyciąg z najlepszego etosu ziemskiej cywilizacji. Ale z drugiej strony, konieczne jest także kultywowanie pewnego elementu artystycznego, a to sprawiło dość szczególne trudności w Ruchu Antropozoficznym; ponieważ bez Ruchu Antropozoficznego istniała na początku pewna niechęć do rzeczy artystycznych. Dążono do abstrakcyjnego, obojętnego estetycznie symbolizmu. Istnieje do dziś ruch, który nazywa się teozoficznym, który odrzuca wszystko, co artystyczne. Dlatego to był dobry los, dobra Karma naszego Ruchu, że mogliśmy zrobić artystyczne eksperymenty tutaj w Dornach, i że mogliśmy je wypracować z dala od abstrakcyjnego symbolicznego elementu. Być może, gdyby sprawy potoczyły się zgodnie z pragnieniami wielu, widzielibyśmy niejeden czarny krzyż z czerwonymi różami lub coś w rodzaju róż, jako głęboki symbol naszego budynku. Musimy oczywiście wystrzegać się tego symbolizmu i dążyć do tworzenia elementu artystycznego. To musi być związane z najlepszymi tradycjami ludzkiej cywilizacji – jeśli mogę nazwać impulsy tradycjami. Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę jedno, że są to prawdy głębokie i szczere, i muszą one przebiegać trochę tak: kto chce osiągnąć prawdziwą wiedzę, musi pielęgnować w sobie poczucie prawdy! Kiedy mówi się radykalnie o tej kwestii, moi drodzy przyjaciele, wchodzi się w kontakt z czymś, co dla wielu brzmi dziś odpychająco, ponieważ to rygorystyczne dążenie wszędzie do prawdy jest czymś, co dla wielu ludzi jest dziś wyjątkowo nieprzyjemne, ponieważ prawda jest czymś, co chcą oni przynajmniej w życiu dotknąć. Ale nieprawda, nawet jeśli nieprawdziwa z sentymentu, nie idzie w parze z tym silnym poczuciem prawdy, którego wymaga np. prawdziwe oddanie tym prawdom, które Antropozofia pragnie umieścić w świecie.

            Moi drodzy przyjaciele, w tym względzie wyznania religijne zgrzeszyły szczególnie, ponieważ wprowadziły coś, co nie może już być połączone z czystym poczuciem prawdy. Pewne rodzaje pobożności są przenoszone na świat, które o wiele bardziej zadowalają ludzki egoizm niż ludzkie poczucie prawdy. Dlatego jest rzeczą szczególnie konieczną, aby zwrócić prawdziwą uwagę na kultywowanie wewnętrznej prawdomówności, na co tak często zwracamy uwagę w naszych pismach antropozoficznych. Jak wiecie, samo życie wymaga dziś od człowieka wielu nieprawdziwych rzeczy i można powiedzieć, że istnieją dziś dwie odrębne tendencje, które wywołują w człowieku pewną niechęć do spojrzenia na fakty w ich prawdziwym świetle. Dzisiaj istnieje tendencja do opisywania rzeczy na podstawie osobistych preferencji, a nie zgodnie z faktami. Dziś mianem człowieka praktycznego określa się tego, kto w pewnym sensie jest człowiekiem rutyny; tego, kto z pewną brutalną siłą działa w swojej sferze, nie zważając na żadne względy i odsuwając na bok wszystko, co nie służy promowaniu jego własnych, partykularnych celów. Z tego punktu widzenia rozróżnia się ludzi „praktycznych” i „wizjonerów”; i z pewną światowo-historyczną nieprawdą, konsekwencje tych rzeczy ujawniły się w straszliwy sposób, w ciągu XIX wieku, aż do naszych czasów. W istocie trudno było przed tą wielką próbą, jaka spadła na ludzkość przez katastrofę wojny światowej, powiedzieć coś o tym, co bezlitośnie charakteryzuje te rzeczy. Wkrótce opublikuję zbiór kilku z moich ważniejszych wczesnych pism – artykułów napisanych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, aby pokazać, jak, niejako przez małe szczeliny, nawet wtedy próbowałem wypowiedzieć wiele prawd. Wśród tych artykułów jest jeden o Bismarcku, człowieku politycznych sukcesów, w którym starałem się wykazać, że sukces tej osobowości zależał od tego, że nigdy nie widział dalej niż za swój nos! Ale, jak wiadomo, nie ma sensu rzucać tych rzeczy w twarz światu, jeśli nie ma nikogo, kto mógłby je podjąć. Teraz jednak musimy zacząć od tego, że katastrofa wojny światowej może nas nauczyć wielu rzeczy. Oczywiście, dla większości ludzi fakty te nie są w stanie niczego nauczyć. Posiadają oni pewien zasób opinii i nie zmieniają ich. Nie są w stanie zrozumieć, co leży u podstaw stwierdzenia, że musimy uczyć się z faktów.

            Zawsze mówię każdej osobie, którą oprowadzam po Goetheanum, że gdybym miał zaprojektować taki budynek po raz drugi, zrobiłbym to zupełnie inaczej. Na pewno nie zrobiłbym go już nigdy w ten sam sposób. Nie ma oczywiście nic przeciwko obecnemu budynkowi, ale ja sam nie zrobiłbym go ponownie w ten sam sposób, ponieważ oczywiście człowiek nauczył się czegoś z tego, co zrobił i co stoi tam jako fakt dokonany.

            Dziś czytam ze zdumieniem, że feldmarszałek Hindenburg powiedział, że gdyby miał prowadzić wojnę światową od nowa, zrobiłby to dokładnie w ten sam sposób.

            Rzeczywiście te rzeczy są czytane, ale są czytane nieuważnie; a ludzie nie zauważają, że trzeba zdobyć zrozumienie wieku z nauk, które są udzielane w tak gorzki sposób poprzez tę światową katastrofę. Cokolwiek się czyta i co stale rozbrzmiewa w naszych uszach z dzisiejszego świata, powinno być brane z odpowiednim tłem i zawsze powinno się być w stanie powiedzieć: W ważnych sprawach rewizja sądu jest zasadniczo i stale konieczna. Na tyle, na ile było to widoczne na zewnątrz, słuszne było nazywanie Bismarcka człowiekiem praktycznym, dopóki nie nadeszła światowa katastrofa. Hermann Grimm uważał Bismarcka za wieżę praktycznej doskonałości. Ale katastrofa wojny światowej nauczyła nas, że Bismarck był wizjonerem, a opinie o jego osądzie musiały ulec zmianie, ponieważ jego idea stworzenia Imperium była naturalnie tylko fantazją.

            Widzicie państwo, ja tylko chcę, żebyś jasno zobaczył, że to życie samo w sobie, i musi być życiem, uczy nas odkrywać iluzje, nawet w sferze historii moralnej. Pokazałem państwu, jak należy uzasadniać te iluzje w sferze powiązań naturalnych, zauważając, jak w naturze rzeczy stoją obok siebie i tak właśnie opisują je badacze przyrody. Musimy więc powiedzieć, że ludzkość uczestniczy w zdarzeniach natury, a to, co mówi o tym nauka przyrodnicza, jest po prostu siecią złudzeń.

            Dziś chciałem wam wyjaśnić, jak musimy poznawać fakty z historii i życia, aby je korygować, ponieważ często przez długie okresy czasu ukazują się one tylko na zewnątrz jako iluzja. Ludzie, którzy byli naturalnie uważani przez wielu za praktycznych, muszą teraz z konieczności być uważani za wizjonerów. Trzeba przyzwyczaić się do rewidowania swoich sądów w ten sposób. Na każdym etapie życia istnieje nie tylko wystarczająca możliwość, ale i konieczność zrewidowania swojego osądu. I tylko wtedy jest się we właściwym nastroju, nastroju, do którego dąży Ruch Antropozoficzny, gdy mówi się do siebie: „Muszę zrewidować swoje opinie, być może nawet o najważniejszych rzeczach w życiu”. Opinie na temat naturalnych powiązań, z reguły mogą być zrewidowane poprzez studiowanie Duchowej Nauki. Osądy na temat życia można zrewidować tylko wtedy, gdy naprawdę rozwinie się w sobie nastrój niezbędny dla Ruchu Antropozoficznego.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Może Ci się również spodoba

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x