Eliasz – Jan Chrzciciel – Rafael – Novalis

Autor: Rudolf Steiner. Intermediarius: B.S.

Jan Chrzciciel jest naprawdę największym ze wszystkich ludzi – wielkim człowiekiem. Unosi się jak Orzeł w królestwie Aniołów.
Po jego ścięciu stał się obrońcą 12 uczniów Chrystusa Jezusa, a zwłaszcza Jana Ewangelisty.
Eliasz miał być jedną z postaci rządzących w ustroju zapoczątkowanym przez Mojżesza. Musiały istnieć indywidualności, które nie były całkowicie zawarte w ludzkiej osobowości; jedna część ich istoty znajdowała się w osobowości ziemskiej, a druga w świecie duchowym. Eliasz był indywidualnością tej natury. Tylko część jego istoty była obecna w jego osobowości na planie fizycznym: „Ja” – Eliasza nie mógło w pełni przeniknąć do jego ciała fizycznego. Dlatego należy go nazywać osobowością „napełnioną Duchem.” Postać taka jak Eliasz nie mogła być powołana do istnienia przez normalne siły, które umieszczają innych ludzi w świecie. W normalny sposób istota ludzka rozwija się w ciele matki w taki sposób, że poprzez procesy fizyczne wcielona wcześniej indywidualność jednoczy się z fizycznym embrionem. Nie mogło tak być w przypadku takiej indywidualności jak Eliasz.
Musiały zadziałać inne siły, które zajmowały się tą częścią indywidualności, która sięgała do świata duchowego. W jego rozwoju z konieczności brały udział wpływy działające na niego z zewnątrz. Stąd, kiedy takie indywidualności wcielają się, pojawiają się jako ludzie, którzy są „natchnieni”, „poruszeni przez Ducha”. Pojawiają się jako ekstatyczne osobowości, których wypowiedzi znacznie przewyższają wszystko, co mogłoby wynikać z ich normalnego intelektu.
Człowiek, który żył jako Eliasz był tego wybitnym przykładem. Słowa wypowiadane przez jego usta i czynności wykonywane przez jego ręce nie pochodziły tylko z tej części jego istoty, która była rzeczywiście obecna w jego osobowości; były to manifestacje boskich – duchowych istot w tle.
Kiedy ta indywidualność narodziła się ponownie, miała połączyć się z ciałem dziecka, które urodziło się Zachariaszowi i Elżbiecie. Z samej Ewangelii wiemy, że Jan Chrzciciel ma być uważany za odrodzonego Eliasza. Ale w nim mamy do czynienia z indywidualnością, która w swoich wcześniejszych
wcieleniach nie rozwinęła i nie uruchomiła w pełni wszystkich sił obecnych w normalnym biegu życia. W normalnym przebiegu życia wewnętrzna moc lub siła Ego uaktywnia się w czasie, gdy ciało fizyczne człowieka rozwija się w łonie matki. Eliasz – indywidualność we wcześniejszych czasach nie zstąpił wystarczająco głęboko, aby być zaangażowanym w wewnętrzne procesy, które tu z a c h o d z ą . „ J a ” n i e b y ł o , j a k w n o r m a l n y c h okolicznościach, pobudzane do aktywności przez własne siły, lecz z zewnątrz. Teraz miało się to powtórzyć. Jednak „Ja” znajdowało się teraz dalej od świata duchowego i bliżej Ziemi, znacznie ściślej z nią związane niż Istoty, które wcześniej prowadziły Eliasza. Przejście prowadzące do połączenia strumienia Buddy ze strumieniem Zarathustry miało teraz nastąpić. Wszystko miało być odmłodzone. W ten sposób Nirmanakaja Buddy pobudzała teraz siłę „Ja” Jana do aktywności, wywołując ten sam efekt, co siły duchowe, które wcześniej działały na Eliasza. W pewnych momentach istota znana jako Eliasz była pogrążona w stanach ekstazy: wtedy przemawiał Bóg, napełniając jego „Ja” siłą, która mogła być przekazana do świata zewnętrznego. Teraz znów obecna była duchowa siła – Nirmanakaja Buddy, która unosiła się nad głową Jezusa Nathana; siła ta działała na Elżbietę, gdy miał się urodzić Jan, pobudzała w niej embrion Jana w szóstym miesiącu ciąży i budziła „Ja”. Jednak będąc bliżej Ziemi, siła ta działała teraz jako coś więcej niż inspiracja: miała ona rzeczywisty wpływ formacyjny na „Ja”Jana. Pod wpływem wizyty tej, która jest tam nazywana 'Marią’, „Ja” Jana Chrzciciela obudziło się do aktywności. Nirmanakaja Buddy działała tutaj na „Ja” byłego Eliasza – teraz Ego Jana Chrzciciela – budząc je i przenikając aż do substancji fizycznej”. Ewangelia św. Łukasza …. Zwrócę teraz waszą uwagę na jeszcze jedną rzecz.
Wielokrotnie zwracałem uwagę na to, jak ten duch Eliasza lub Jana kontynuował swoje działanie w taki sposób, aby odcisnąć swoje impulsy w historii świata. Często wspominałem, że dusza Eliasza – Jana pojawiła się ponownie w malarzu Rafaelu. Jest to jeden z tych faktów, które zwracają uwagę na metamorfozę dusz, jaka dokonuje się pod wpływem impulsu, jaki daje Tajemnica Golgoty. Ponieważ było również konieczne, aby w
epoce po-chrześcijańskiej taka dusza działała w Rafaelu poprzez medium jednej osobowości: to, co w starożytności było tak wszechstronne i obejmujące cały świat, teraz pojawia się w tak odmiennej osobowości jak ta Rafaela. Czy nie czujemy, że aura, która unosiła się wokół Eliasza – Jana jest
również obecna w Rafaelu? Że w Rafaelu istniało takie podobieństwo do tych dwóch innych, że można nawet powiedzieć, iż pierwiastek ten był zbyt wielki, by mógł wejść w pojedynczą osobowość, lecz unosił się wokół niej, tak że objawienia otrzymywane przez tę osobowość wydawały się iluminacją? Tak było w przypadku Rafaela!”. Ewangelia św. Marka… „prawda jest taka, że ta ziemska osobowość Rafaela była całkowicie rozdęta i była obecna tylko dzięki temu, co Łazarz – Jan dał swojej duszy, aby została przelana w kolor i linię dla całej ludzkości. Takie było życie tej istoty. I było tak, że to życie Rafaela mogło być niejako rozgrzeszone tylko w innym życiu, trzydziestoletnim – w Novalisie. I tak oto widzimy Rafaela umierającego młodo. Novalis umiera młodo – jedna istota, która wyszła od Eliasza – Jana, pojawiając się przed ludzkością w dwóch różnych formach, przygotowując poprzez sztukę i poezję prawdziwy Michałowy nastrój duszy, zesłany przez strumień Michała jako posłaniec do ludzi na Ziemi.
I oto widzimy, jak cudowna artystyczna moc Rafaela ożywa ponownie w Novalisie w poezji, która porusza i zachwyca serca ludzi. Wszystko to, co przez Rafaela zostało dane ludzkim oczom do oglądania – z tego mogły pić głęboko ludzkie serca, gdy pojawiło się to ponownie w autoportrecie Novalisa.
Gdy rozważamy życie Novalisa, jakież echo odnajdujemy w nim życia Rafaela, dla którego Hermann Grimm miał tak doskonałe zrozumienie! Jego ukochana umiera w młodości On sam jest jeszcze młody. Co zamierza zrobić ze swoim życiem teraz, gdy ona umarła? On sam nam to mówi: Mówi, że jego życie na ziemi będzie odtąd „umieraniem za nią”, podążaniem za nią na drodze śmierci. Chce już teraz przejść w sferę nadzmysłową, by znów wieść życie Rafaela, nie dotykając ziemi, lecz przeżywając w poezji swój magiczny idealizm. Chętnie dałby się dotknąć życiu ziemskiemu. …I tak widzimy w Novalisie promiennego i wspaniałego prekursora strumienia Michaela, który ma teraz prowadzić was wszystkich, moi drodzy przyjaciele, za życia: a potem, gdy przejdziecie przez bramę śmierci, znajdziecie w duchowych światach nadziemskich wszystkich innych – wśród nich istotę, o której dziś do was mówiłem – wszystkich tych, z którymi macie przygotować pracę, która zostanie wykonana pod koniec wieku i która przeprowadzi ludzkość przez wielki kryzys, w który jest uwikłana.” Ostatnie przemówienie Rudolfa Steinera: Indywidualność Eliasza, Jana, Rafaela, Novalisa.

Rudolf Steiner, wigilia święta Michaela, 1924

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x