Psychologia a psychozofia

Robert J. Sardello: Psychologia a psychozofia (nieautoryzowany przekład: M.S.)

Żyjemy w epoce, w której przyjmuje się psychoterapię w niezliczonej ilości jej form jako sprawę oczywistą. Wyobraźmy sobie, choć na chwilę, jak wielu ludzi na świecie praktykuje psychoterapię, jak wielu jest pacjentów różnych rodzajów terapii, jak wielu zostaje wciągniętych w rosnącą liczbę grup terapeutycznych zogniskowanych wokół różnych metod. Wielu może sądzić, iż oto odbywa się wielkie dzieło „pracy nad duszą”. Jednakże, bacząc na fundamentalne błędy występujące u samych podstaw tej dyscypliny, równie dobrze może być tak, iż psychoterapia jest nastawiona raczej na podbój duszy, niż na odkrywanie jej mądrości. Przez „mądrość duszy” rozumiem zdolność do samopoznania bazującą na rozwijaniu praktyki w pełni świadomej medytacyjnej uważności, która prowadzi do obrazowej świadomości, poprzez doświadczenie postrzegającej  zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny świat jako aktywność istot duchowych. Te wykłady o psychoanalizie i psychologii spirytualnej, wygłoszone przez Rudolfa Steinera w latach 1912, 1917 i 1921, właśnie w czasie, kiedy zaczynała się metoda „mówionego uzdrawiania” zmuszają nas, byśmy zmierzyli się z nieadekwatną wiedzą leżącą u podstaw psychoanalizy i psychoterapii jako metod pracy nad duszą. Do teraz, w ciągu osiemdziesięciu lat, metody te nieskończenie się rozmnożyły.  Można znajdywać argumenty przeciwstawiające jedne szkoły innym, lecz ja potrafię wymienić tylko jednego współczesnego analityka, Jamesa Hillmana, który kwestionuje to przedsięwzięcie jako całość. Hillman opiera swoją krytykę na celnej obserwacji, że udzielana w prywatnym pokoju terapia wyciąga duszę ze świata, tym samym unikając komplikacji. Rezultatem jest odarte ze świata rozumienie duszy. Teraz, jak dokładnie ma się psychoterapia w tej sytuacji i jak współdziała z kulturą pozbawioną duszy, dowiemy się z poniższego Steinerowskiego przedstawienia rozwoju psychoanalizy.

Krok pierwszy: Natura zranienia duszy, wewnętrznego życia, została błędnie zrozumiana na bardzo wczesnym etapie historii psychoanalizy. Konsekwentnie, zamiast uczyć się, jak zwracać uwagę na duszę, psychoanaliza została odciągnięta ku przypuszczalnym okolicznościom, w jakich doszło do zranienia – okolicznościom, o których mówi się, że miały miejsce w czasie historycznego życia osoby. W związku z tym, dzięki błyskotliwie inteligentnemu posunięciu, Freud wykorzystał sposobność by rozwinąć rodzaj wiedzy odpowiedniej dla duszy. Można przez to powiedzieć, że nie widzi on, iż pojawianie się symptomów psychologicznych, nowych fenomenów epoki prowadzi do potrzeby rozwoju nowych możliwości percepcji. Symptomy psychologiczne wskazują na to, że granica pomiędzy świadomością i nieświadomością nie jest godna zaufania, że niższe siły duszy zaczęły przenikać do zwykłej świadomości, siejąc zniszczenie, ponieważ nie ma nowych form dla tego rodzaju doświadczeń. Nowe zdolności poznawcze oznaczałyby rozwój moralnych, estetycznych i intelektualnych jakości – jakości, które poszerzyłyby i pogłębiły środkową sferę duszy, po czym można by wkroczyć w dziedzinę kultury dla uzyskania dalszego rozwoju. Zamiast tego Freud twierdzi, że cierpienie osoby nie jest związane ze zranieniem, ale z tym, co Steiner nazwałby wiedzą doświadczalno-zmysłową. Psychoanaliza pomaga cierpiącym pacjentom osiągać taką formę zrozumienia przez kojarzenie ran duszy z historycznymi wydarzeniami z życia osobistego; skoro widzi się zranienie jako zaszłe w zrozumiałych okolicznościach, następuje ulga. Psychoanaliza w tym sensie jest treningiem w dostosowywaniu duszy do naukowej analizy przyczyn i skutków, szkoleniem w materialistycznej logice, która bez wątpienia idzie ręka w rękę z uczeniem się patrzenia na wydarzenia zewnętrznego świata z tym samym rodzajem logiki.

Krok drugi: Skoro została ustanowiona została teoria przyczyny, badacz psychoanalityczny, w porządnym naukowym stylu, musi znaleźć zasadę, która liczy się dla wszystkich przypadków występowania zjawiska. Freud znalazł ją w zasadzie seksualności – twierdząc, że za każdą neurozą kryje się coś, co rani przez traumę miłosną. Ten krok to dalszy ciąg odchodzenia od duszy, ponieważ jest abstrakcją oddzielną od życia osoby jako całości. Co interesujące, obecna popularność grup wsparcia, grup współzależności, nawet silniej wzmacnia to odchodzenie od natury duszy, które kulminuje w pracy Alice Miller, Dramat udanego dziecka. Oto punkt, z którego zaczyna Freud, punkt całkowitego lekceważenia aktualnego doświadczenia zranienia duszy, wzięcia pierwotnego zranienienia za aktualną ranę w historycznym życiu osoby. Różnica jest decydująca. Podczas gdy Freud unika bezpośredniego badania duszy poprzez rozwój znaczenia postrzegania, które dałoby odpowiednią po temu wiedzę, mimo wszystko nigdy nie bierze historii opowiadanych przez pacjentów za aktualne sprawozdania z przeszłości, bierze je za wspomnienia i jako takie uznaje za pełne fikcji. W nowej wersji dusza jest wyrwana z całości obrazu, i teraz, dosłownie tysiące i tysiące ludzi zbierają się co tydzień w grupy, aby dyskutować o historycznym wydarzeniu swojego zranienia które ponieśli przez nadużycie rodziców. Odtąd są wprowadzani w 12 stopniowy program polegania na wybranej przez siebie wersji „wyższej mocy”, tak jakby ktoś mógł dojść do ducha całkowicie bypassując duszę. Naczynie jest całkiem rozbite. Erupcja doświadczeń duszy, kulturowy fenomen wieku, zostaje na powrót stłumiona, a nadzieja na rozwinięcie prawdziwej wiedzy o wewnętrznym jej życiu zmniejsza się.

Teraz, czymże jest wewnętrzne życie? Mówienie o swoich uczuciach, odkrywanie wspomnień z wczesnego dzieciństwa, pogrążanie się w emocjach, opisywanie osobistych doświadczeń – nic z tego nie dotyczy wewnętrznego życia.. Opowiada się historię o Balzacu, który, gdy był na łożu śmierci, odwiedzało go wielu znajomych i przyjaciół, którzy chcieli wziąć od niego ostatnie słowa. Balzac pytał tych ludzi o konkretne osoby, jak im idzie w życiu, jak się im układa w małżeństwie, a także na przykład czy skończyły się kłopoty pewnej osoby z prawem. Balzac nie mówił jednak o  ludziach aktualnych. Mówił o postaciach ze swych powieści. Oto prawdziwe życie wewnętrzne, w którym wydarzenia wewnętrznego świata stają się rzeczywistością, jak każde wydarzenie zewnętrzne. Prawdziwa mądrość duszy szukałaby rozwoju tego rodzaju mocy wewnętrznego postrzegania, a nie sposobu, jak by się z niej wyleczyć.

Psychoanaliza i wszystkie jej odgałęzienia ma rozleglejsze, sięgające dalej efekty niż zwykła nieskuteczność we wspomaganiu prawdziwego życia duszy. Po ustanowieniu teorii nieświadomości nastąpiła psychiczna iatrogeneza. To znaczy, ze lek na chorobę stał się źródłem choroby. Same teorie, jak pokazuje Steiner poruszają  to, co podświadome, i  w ten sposób, to co rozpoczyna się jako ograniczone pole badań, rozszerza się w zjawisko kulturowe. Można przez to powiedzieć, że psychoterapia jest fenomenem samo-napędzającym się; im więcej działa, tym więcej tworzy się chorób.

Studiujący systemy psychologiczne może myśleć, że pokazane trudności mogą być właściwe Freudowi i bliskim mu terapeutom, których można z nim łączyć, lecz że Jung ukazuje prawdziwe przedarcie się w dziedzinę właściwej duszy. Jung nie tylko zrywa z seksualnymi podstawami Freuda, lecz dostrzega ograniczenia osobowej pamięci, uświadamiając sobie, że symptomy nie mogą być określane jako proste następstwa wydarzeń wczesnego dzieciństwa, i że istnieje zupełnie odrębna dziedzina pamięci, nieświadomość kolektywna, która wydaje się być obrazowym przedstawieniem świata duszy. Pamięć mityczna, nie osobista staje się dla Junga źródłem chorób psychicznych. Różnica według niego jest taka, że czynnik mityczny porusza się w duszy, kiedy nie jest świadoma, powodując choroby. Ukojenie następuje, kiedy zostaje nawiązane świadome połączenie z tymi mitycznymi poruszeniami. Bogowie są niezbędni istotom ludzkim, ale po prostu jako funkcje psychiczne. Psychologia Junga, nie otwiera postrzegania na rzeczywistość duchową; prędko się zatrzymuje. Rezultat kulturowy jest bardziej skomplikowany niż w przypadku Freuda. Spuścizna Junga prowadzi do psychologii abstrakcji – anima, animus, projekcja, cień, introwersja, ekstrawersja – mają swoją działkę w tworzeniu choroby. Inaczej, niż w przypadku Freuda, zamiast skupiać się na historii rany duszy, jungizm tworzy całkowicie subiektywistyczną psychologię, w której bogowie zostają zredukowani do poufałości zwykłego poznania, wtłoczeni w dramatyczne przedstawienie abstrakcyjnych pojęć pojawiających się  jakby były realne. Co więcej pacjenci w tego rodzaju psychoanalizie, stają się uczniami mitologów-amatorów, czyli samych analityków, którzy próbują przekonywać swoich pacjentów, że ci przechodzą teksty na bazie których są napisane opowieści o Bogach, które choć o tym nie wiedzą, przeprowadzają w swoim życiu. Skoro stoją się żywymi nosicielami tych bogów i bogiń symptomy słabną. Ważny wyjątek od tej reguły można znaleźć w dziele Jamesa Hillmana, którego prace opierają się na Jungu, który jednak odrzuca możliwość wzięcia udziału w takich wygłupach. Archetypalna psychologia Hillmana uważa świat imaginatywny za w pełni obiektywny i rzeczywisty. Jednakże, jak już zaznaczyłem, prowadzi go to do odrzucenia poglądu na terapię.

Widzę wpływ prac Junga na dwa kierunki w naszej kulturze. Z jednej strony wpłynęły na imitację religii, koncepcję Junga jako mistyka i podniesienie subiektywności do rangi doświadczenia religijnego. Można przez to powiedzieć, że nieadekwatne poznanie zostało uhonorowane jak religia. To prowadzi do złej sztuki i form rytuału, w których jednostki oddają cześć samym sobie, myśląc, że honorują bóstwo, a sny są traktowane jak teksty święte. Z drugiej strony, wpływ kulturalny Junga doprowadził do szczególnego zainteresowania mitem, czego najjaśniejszy przykład daje Joseph Campbell u którego mit jest zredukowany do pojęć zwykłej świadomości. Twierdzę, iż Campbell nie jest mitologiem, ale demitologiem, szczerze wyjaśniającym milionom telewidzów działanie mitu przy użyciu terminów, które od oglądającego nie wymagały niczego, łącząc to z sentymentalizmem poszukiwacza zaginionych światów. Gdy interpretuje się mit tak, jak robi to Campbell odróżnia się rozważanie od myślenia mitycznego. To pierwsze stoi na zewnątrz mitu, gdy to drugie ocenia go i praktykuje przez działanie natury moralnej; zatem rozpoznaje, że mit wymaga odpowiedzi w teraźniejszości. To zbliża mit jako wyrażenie symboliczne powiązań między prototypami u góry i ich manifestacjami poniżej. Campbell, odwrotnie, zbliża mit jako wyrażenie symboliczne archetypu w przeszłości z rezultatem, który jeden tylko uczy, co zostało stracone i nie jest skierowany ku widzeniu tych wyrażeń w nowych formach występujących w teraźniejszych okolicznościach. Jung pomieszał i pomylił prototyp i archetyp, nie wiedząc, że to robi.

W środku drugiej serii wykładów, Steiner stwierdza, że nie jest czczą obserwacją, ale zapisem czegoś, co widział dzięki zdolnościom wyższych zmysłów to, co dotyczyło życia Nietzschego. To właściwie wprawia w osłupienie, powiada Steiner – a wiemy to także z innych miejsc w jego pismach – że Wagner, po swojej śmierci, był duchowym przewodnikiem Nietzschego. Steiner mówi, że Wagner umożliwił Nietzschemu popadnięcie w chorobę umysłową, żeby chronić go przed świadomym wkroczeniem w niebezpieczne rejony duchowe. Musimy rozważyć, do czego by doszło, gdyby Nietzschemu ofiarowano dobrodziejstwo psychoterapii. Jakie siły zostałyby utracone przez świat? Czyż psychoterapia nie wykazuje iście straszliwej pychy, kiedy traktuje sytuację duszy jakby była chorą? Czyż to nie pycha, kiedy analityk decyduje że to z czym pacjent ma się zetknąć w życiu jest rzeczą złą, lub że zetknięcie następuje w niewłaściwy sposób? Jakkolwiek nie można nawet rozważać takiej możliwości bez dobrodziejstwa prawdziwego duchowego postrzegania.. Po prawdzie psychoterapeuci nie mają najlepszych pojęć na opis tego, z czym wchodzą w kontakt, nie wiedzą, jak bardzo upraszczają w swych nawet najbardziej skomplikowanych psychologicznych teoriach, nie będąc w stanie rozpoznać rzeczywistości światów duchowych. Na przykład nawet gdy wymiar poza-osobowy wydaje się być wzięty w rachubę, jak w przypadku Junga, indywidualna dusza nie jest nigdy rozważana poza życiem między narodzinami i śmiercią. Poznanie duchowe, z drugiej strony postrzega uczucia jako przeniesione z życia duszy od okresu ostatniej śmierci jednostki do tych narodzin, podczas gdy wola jest postrzegana jako życie duszy poprzedniej inkarnacji. Bieżąca psychologia jest zdolna do widzenia tych jakości duszy tylko jako ograniczonych do indywidualnego życia pomiędzy narodzinami a śmiercią.

Prawdziwe niebezpieczeństwa psychoterapii ukazują się kiedy rzuci się światło na w pełni duchową naturę ludzkiego jestestwa. Klucz do pełnego zrozumienia indywidualnej ludzkiej rzeczywistości leży w reinkarnacji, która dla Steinera nie jest ideą, lecz przedmiotem duchowego wglądu. Mam nadzieję, że czytelnik, który spotyka antropozofię po raz pierwszy sięgnie po wyniki badań Steinera dotyczące reinkarnacji. Z całym szacunkiem dla sprawy psychoterapii jest bardzo ważne, by zyskać zrozumienie dotyczące tego, co nazwać moglibyśmy porowatością duszy pomiędzy śmiercią a ponownymi narodzinami. Przez porowatość rozumiem że życie duszy przez okres pomiędzy śmiercią a narodzeniem i życie duszy przeszłych inkarnacji przenika i jest przeniknięte przez cały świat duchowy. Dusza nie jest izolowana sama przez się: rozszerza się na cały świat duchowy. W życiu pomiędzy narodzinami a śmiercią to oznacza, że uczucia i wola nie są izolowane wewnątrz indywidualnej duszy, nie są czysto indywidualną sprawą. Symptomy zatem i to co jest nam tak trudno zaakceptować z powodu wszechogarniającego uznania dla psychologii jako zajmującej się subiektywnością duszy – nie należą do indywiduum lecz do kultury jako całości, są przeżytymi indywidualnie aspektami miejsca w którym się żyje. Dalej, symptomy wykazują  pożądaną orientację na wiedzę o świecie duchowym, która musi zostać przyjęta przez kulturę jako całość. Symptomy nie domagają się po prostu wysiłków, by  polepszyć stan cierpiącej jednostki, tak jakby świat w którym to cierpienie ma miejsce nie liczył się.  Mogę podać przykład nałogów.

W naszych nałogach mamy do czynienia z  oczekiwaniem magicznej, rytualnej i duchowej transformacji. Ktoś przekazuje komuś substancję, która pochodzi z daleka, i ma zanieść człowieka daleko. Egzotyczny narkotyk jest metaforą mądrości i psychicznego/duchowego doświadczenia, metaforą ukazującą tęsknotę za duchem. Proces uzależnienia mieści w sobie trzy czynniki, z których tylko dwa zostały dotąd rozpoznane. Najpierw kształtuje się fizyczny, organiczny zwyczaj. Potem  rozwija się przyzwyczajenie bardziej subtelne, formując się w rodzaj warunkowania. Cichy, nierozpoznany czynnik jest walczącą, bezowocną misją dla zdobycia duchowego doświadczenia. Uzależnienie od narkotyków, co więcej, wskazuje na dużo szersze pole uzależnień od czegokolwiek wirtualnego – substancji, innych ludzi, pozycji, wiedzy, przyjemności, pieniędzy, mocy, posiadania, seksu, uznania. Uzależnienia oznaczają przyjmowanie materialistycznego widzenia świata, według którego posiadanie świata  prowadzi do duchowej pełni. Jako duchowy symptom wieku, uzależnienia wskazują tak czy owak na to, że dzisiejszym zadaniem duchowym jest rozwinąć zdolności postrzegania świata w bardziej duchowy sposób, by aktualnie znajdować ducha w świecie poprzez takie relacje ze światem, które rozwijają percepcję duchowych aktywności w nim  występujących. Praca z uzależnieniami jako indywidualnym problemem, lub też na sposób ustawowo-prawny nie może dojrzeć duchowych zadań czasu. Zadanie nie kieruje nas bezpośrednio na jakąś abstrakcyjną ideę ducha lub abstrakcyjną ideę uczenia się jak prosić o przewodnictwo wyższej mocy, lecz prowadzi nas do rozwinięcia duchowego poznania świata, który nie jest oddzielny od poszczególności każdej indywidualnej rzeczy w świecie.

Antropozofia prowadzi do mądrości duszy, a zatem nigdy nie zadowala się aktami uważnego sprawdzania ograniczonych systemów wiedzy. Podczas gdy Steiner zgadza się że zjawiska wynikłe z psychoanalizy mają krytyczne znaczenie, powiada, że ponieważ Freud nie rozpoznaje ducha, dusza zostaje utożsamiona z indywidualną historią, która prowadzi do wglądu w historię bez duszy. Ten rozwój psychoanalitycznego modelu wskazuje na to, że dusza sama w sobie nie wystarcza. Jest częścią ducha i dlatego może być badana w sensie poszukiwań duchowych. Teraz pragnę pokazać, jak takie poszukiwania różnią się od psychoanalizy. Ta różnica jest obecnie bardziej subtelna niż można by przypuszczać, bo widać bliskie podobieństwa. Aby wykryć różnicę trzeba więc unikać abstrakcji.

Po pierwsze, badacz duchowy musi nauczyć się, że jest różnica pomiędzy czyimś wewnętrznym życiem, a doświadczeniem obiektywnego świata duchowego. Uniknięcie tego podstawowego rozróżnienia prowadzi z jednej strony do poplątanego mistycyzmu Junga z drugiej zaś do poglądów współczesnych psychologów takich jak R. D. Laing, którzy podchodzą do schizofrenii jak do doświadczenia duchowego. To pierwsze redukuje doświadczenie duchowe do subiektywnej psychologii, drugie powiększa subiektywne doświadczenie poza jego właściwe granice. Tylko poznanie duchowe wewnętrznego  życia duszy może stworzyć rodzaj wiedzy który unika takich poplątań – wiedza o różnicy pomiędzy duszą, która jest zamknięta w sobie a duszą która jest przeniknięta promieniowaniem obiektywnego świata duchowego, różnica pomiędzy podświadomością i nadświadomością. Ktoś może sądzić, iż Jung dokonał tego rozróżnienia, skoro rozpoznał dziedzinę nadświadomości w ramach swoich bardziej mistycznych dociekań dotyczących archetypu Jaźni. Lecz Jaźń może nie być niczym więcej, jak mistyczną megalomanią zgodnie z którą ktoś widzi boskość tylko wewnątrz siebie, lub identyfikuje zwykłą, empiryczną jaźń z Jaźnią wyższą, a wtedy Jaźń wyższą z Bogiem. Istotnie, Jung w pełni rozpoznał to niebezpieczeństwo i nazwał je inflacją. Zostawił ostrzeżenia, ale nie dał sposobu rozróżniania. Dalej, eksploracje archetypu Jaźni i wraz z tym proces tak zwanej indywiduacji nigdy nie prowadzi do mnogości i szczególności duchowych światów, ale tylko do abstrakcji takich jak jedność i pełnia, terminów, które wykorzystujemy bez końca w popularnej duchowości.

Dzieło rozróżnienia pod- i nad-świadomości musi nastąpić przed, nie po ich fuzji, i rozróżnienie nie jest tu sprawą idei, ale odczuwania, co jest realne.  Steiner mówi nam jak tego dokonać. To rzecz, której trzeba dokonać, a nie tylko o niej czytać. Na przykład znajdziecie w tekście procedurę wyobrażania sobie własnego sobowtóra przy wykorzystaniu wszelkich okoliczności, które przeszły obok was w życiu a wy bardzo nie chcieliście, żeby się zdarzyły, lecz które stały się mimo wszystko. Rezultat tego ważnego eksperymentu – tej bacznej uwagi poświęconej doświadczaniu – daje bardzo solidne uczucie przechodzenia duszy obok  tego, czego potrzebuje by nam się wydarzyło. Przez doświadczanie tego, że nie pragniemy tego, czego  pragniemy(???), przygotowujemy grunt pod wyzwolenie duszy z jej zamknięcia w sobie. Obecnie, odnajdujemy ten wątek jako całkiem popularny w duchowości new age, i w szczególnym sensie także w 12 stopniowych programach uzależnieniowych i współzależnościowych ruchach, gdzie nazywa się go „byciem odpowiedzialnym”. Lecz oczywiście taki język pielęgnuje dalsze zamykanie się w sobie. W uzależnieniu, program uzależnieniowy mówi mi, że nic we mnie nie było odpowiedzialne za to, co mi się przydarzyło jako dziecku. Kiedy usunę złość za to co zrobili mi inni, tylko z tego punktu mogę wziąć odpowiedzialność za to co mi się przydarza. Sam egotyzm bez duszy. I jeszcze widzimy w tej nowoczesnej procedurze tęsknotę za czymś do czego nie mamy narzędzi ani języka. Trzeba rozwinąć prawdziwe uczucie dla zamknięcia duszy w sobie podczas okresu po śmierci, kiedy życiowe jej doświadczenie ukazuje się jej jakby było światem obiektywnym. I trzeba rozwinąć prawdziwe uczucie dla pełnego zaangażowania duszy w światach duchowych – które nie są jej wytworem – takie, jakie występuje po tym pierwszym okresie następującym po śmierci. Nie trzeba być do tego jasnowidzem; mamy pewne odniesienia do tych doświadczeń w codziennym życiu. Wtedy karma nie jest dłużej pustym słowem, lecz aktualnym doświadczeniem cierpienia duszy i tego jak to cierpienie może zostać zniesione w czasie jako uniwersalny rozpuszczalnik (???) i przyjęte  jako duchowe zadanie, zadanie nie podjęte dla osobistych zysków lecz będące celem współpracy z siłami świata duchowego.

Antropozofia nie tylko wyprowadza nas poza ograniczoną domenę psychologii jako zajmującej się stanami subiektywnymi, w szerszą dziedzinę kulturową, daje nam także zrozumienie ciała jako niezbędnego organu, poprzez który duchowa percepcja musi znaleźć swoją orientację. Psychologia wciąż cierpi z powodu dziedzictwa dawcy jej nazwy, Filipa Melanchthona, który ograniczył psyche do wymiaru subiektywnego. Z punktu widzenia tego dziedzictwa nie liczy się, czy ta subiektywność jest świadoma czy nieświadoma; ciało nie jest brane pod uwagę poza wypadkiem, kiedy jest dotknięte przez duszę, tak jakby dusza nie była cielesna. Steinerowskie rozumienie historycznego rozwoju świadomości, jakkolwiek umieszcza to, co teraz zwie się duszą w dziedzinie duszy doznaniowej a zatem należącej do ciała i do organów ciała. Wielkie zamieszanie powstało w wyniku faktu, że przedmioty duszy doznaniowej są traktowane jakby były przedmiotami duszy rozsądkowej. Porównajmy na przykład Heraklita, który powiada, „Nawet gdybyś przeszedł wszystkie drogi, nie znajdziesz granic duszy” z Melanchthonem: „Dzielimy ludzi tylko na dwa rodzaje. Na tych, w których jest zdolność poznawcza, jest to także zdolność, dzięki której człowiek podąża za rzeczami, których się dowiaduje. Zdolność poznawcza, to ta dzięki której rozróżnia sensy, rozumie, myśli, porównuje i dedukuje. Zdolność, z której wypływają pożądania to ta, przez którą odrzucamy lub dążymy do znanych rzeczy, ta zdolność jest czasem zwana „wolą”, czasem pożądaniem, i czasem apetytem”. Teraz Melanchthon zaczyna mówić o bogach i boginiach i mamy tu rodzaj intelektualnych plotek o  charakterystyce bogów  w stylu obiegowej popularnej psychologii, która mówi o bogach i boginiach w sposób szczególny, mieszający bajki i popularną subiektywność ze spirytualnym podźwiękiem.  Gdy coś tego rodzaju staje się komunałem, wiedza duchowa brzmi niezrozumiale, kiedy tymczasem jest na odwrót – nonsens zajął miejsce dokładnej percepcji. Zatem pierwsze spotkanie z późniejszymi esejami z tego zbioru może być trudne, ponieważ jest niezbędne wziąć pod uwagę ważny czynnik warunków kulturowych. Klucz leży w zrozumieniu, że Steiner mówi na bazie medytacji. Jak z tego wynika, trzeba pracować z tym co tu przedstawione  po pierwsze dzięki czytaniu esejów jako całości, zawieszając swoje myśli dotyczące tego, co już się wie, po drugie zaś myśląc poprzez szczególności o całości w nastroju medytacyjnym.

Kiedy ciało nie jest oddzielone od psyche, wpierw trzeba zdać sobie sprawę z codziennej świadomości a potem z tych postrzeżeń, które nie są codziennej świadomości dostępne, nie tylko ze snów, ale z tych zjawisk które formują pole tak zwanej abnormalnej psychologii. Tym, co czyni świadomość możliwą nie jest mózg, ale procesy ciała jako całości. Służą one za lustro odbijające aktywność duszy. Możesz nigdy nie wznieść się do wymiaru duchowego zaczynając od procesów materialnych, zawsze rezultatem będzie dualizm. Lecz kiedy punktem początkowym jest dusza i duch, jest możliwe pokazanie niezbędności ciała w relacji do duszy i ducha. To nie rodzaj pogrążania się w ideach, lecz zwracania uwagi na to, co aktualnie jest dawane doświadczeniu. Na przykład teoria kolorów Goethego jest przykładem bacznego zwracania uwagi na doświadczenie, które pokazuje aktywność duszy. Kiedy patrzy się na niebieską plamkę przez krótką chwilę i zamknie się oczy, widzi się żółty powidok plamki. Fizjologia nie może adekwatnie sklasyfikować zjawiska, polegającego na tym, że żaden inny kolor nie może być widziany w takiej sytuacji. Powidok koloru dopełniającego jest widziany równocześnie. (kiedy patrzy się na niebieską plamkę przez jakiś czas, pulsujący kolor żółty emanuje dookoła plamki.) Aktywność duszy dotycząca krwi (patrz Ernst Lehrs, Man or Matter) tworzy dopełnienie, i zatem czyni odbiór koloru możliwym. Ten przykład daje odczuć, co dzieje się we wszystkich codziennych świadomościach. Można przez to powiedzieć, świadomość jest zjawiskiem duszy wymagającym ciała. Nie jest rezultatem stymulacji cielesnych nerwów, gdy jest transmitowana do mózgu, co tworzy doświadczenie.

Lecz poza odzwierciedlaniem codziennej świadomości, ciało jest także reflektorem dla wszystkiego, co pojawia się z głębin duszy jako nie powiązane z zewnętrznym doświadczeniem. Trening duchowy jest zorientowany na zejście w te głębiny z umiejętnością poprawnego rozróżniania. Ze Steinerowskim podejściem do tych dziedzin mamy podstawy dla całkowicie nowego kierunku dla psychologii abnormalności;  bazującego na realności świata duchowego i postępie duszy od jednej inkarnacji do drugiej. Psychologia abnormalności, zatem staje się pierwszorzędnym sposobem badania procesów reinkarnacyjnych. Co więcej dbanie o duszę zmienia się radykalnie kiedy czyjaś wizja rozszerza się tak, by włączyć w siebie nie tylko życia przeszłe, lecz także, co bardziej ważne, życia przyszłe. W samej rzeczy, Steinerowskie widzenie relacji organów cielesnych jako wyrazów duszy do psychologicznych nieregularności jest szczególnie zorientowane na troskę o duszę i z wglądem w przyszłe życia. Widzi on, że psychologiczne trudności narastają kiedy coś, co ma być przeżyte w przyszłej inkarnacji jest by tak powiedzieć wyciśnięte z cielesnego organu w tym życiu, tworząc czynnik rozrywający. Stawianie sprawy w ten sposób brzmi fantastycznie, lecz jest tak tylko jeśli taka propozycja jest słyszana bez wiedzy o wyższych światach. Zatem jest wymagany adekwatny trening w nauce duchowej by można było pójść tą linią poszukiwań, i celem szkiców pokrewnych antropozofii jest stymulować impulsy wiodące do podążania tym kierunkiem w pracy.

Steiner rozważa w tych esejach relacje między organami cielesnymi a psychologicznymi nieregularnościami. Proszę pamiętać, że mimo to nie proponuje on relacji przyczyna-skutek, tak jakby uszkodzenie fizycznego organu powodowało szczególną formę anormalności – nie próbuje ustanowić teorii psychosomatycznej, bo wszelkie tego rodzaju teorie są dualistyczne. Jest to raczej przypadek tego, że cielesne organy jako przejawiające życiowe działanie procesów ciała odzwierciedlają aktywność psychiczną. Powierzchnia płuc służy jako odzwierciedlenie abstrakcyjnych idei oraz myśli związanych z percepcją zewnętrznego świata. Płuca, co można natychmiast sprawdzić, mają do czynienia ze stałą wymianą pomiędzy zewnętrznym a wewnętrznym życiem. Kiedy siły płuc są zbyt mocno stymulowane, w wyniku powstają przymusowe myśli lub iluzje; co powinno być siłami głowy następnej inkarnacji wyraża się jako przemożna myśl .Powierzchnia wątroby odbija myśli barwione przez uczucia; w rzeczy samej, wątroba jest organem, który nawet w swej angielskiej nazwie (the liver), oznacza „życie”. To, co powinno kształtować wewnętrzne siły mózgu w następnym życiu, jeśli wyparte zostaje w tym życiu, żyje jako halucynacje i wizje. Siły nerek, związane z wydalaniem, naciskane by wylewać w tym życiu, zamiast przygotowywać emocjonalną organizację przyszłego życia, wyrażają się hipochondrią i depresją. Serce jest organem duchowym związanym ze spirytualizacją życiowych procesów i świadomości, naszych czynów. Nasze czyny przynoszą karmę na następne życie, i jeśli siły serca są aktywowane w zły sposób, prowadzi to do szaleństwa. Podejrzewam, że to, co Steiner nazywa szaleństwem, jest tym, co współczesna psychologia nazwałaby raczej obsesją. Obsesja to choroba naszego stulecia, kulturalny fenomen charakteryzowany przez idealizowaną myśl o relacji wprowadzaną w czyn bez ograniczenia, jakie dałoby zawahanie się.

Niuanse Steinerowskiego opisu rozwoju tych form chorobowych są bardzo warte studiowania i kontemplowania. To podejście do zjawisk psychicznych całkowicie zmienia postrzeganie psychologii, i zatem jest podstawą dla prawdziwej psychologii spirytualnej. Teraz, w tym kontekście co z psychoterapią? Czy jest dla niej w ogóle miejsce? Prawdopodobnie nie, bo ten sposób widzenia pracy duszy w żaden sposób nie zmniejsza trudności wyżej zaznaczonych – to co powinno stać się w życiu, psychoterapia umieszcza w interakcji pomiędzy dwiema lub więcej indywidualnościami w sytuacji sztuki, która jest wycieczką w indywidualną karmę. Troska o duszę  jest jednak czymś, co może być praktykowane przez jednostkę. Fundamentalny powód psychoterapii jako praktyki wątpliwej to ten, że karma jest moralna i zatem uczucie i wola są moralnymi aktywnościami duszy. Są sposobem pracowania duszy nad samą sobą, stwarzając dokładnie to, czego ma się doświadczyć w dokładnie właściwy sposób, w odpowiednim czasie i miejscu w życiu. Jeśli zyski są abstrakcyjne, można powiedzieć, że jeśli ktoś popełnia w życiu realne błędy, i jest w naprawdę niemożliwej sytuacji, która prowadzi do drzwi psychoterapeuty, to także ma być potwierdzeniem karmy. Taki punkt widzenia, jakkolwiek jest naiwnym abstrahowaniem, skoro bierze kulturowy wynalazek, psychoterapię za coś przystającego do życia, choć nie przynależy ona do życia; raczej jest sztucznie zaaranżowaną sytuacją która umieszcza ludzi razem w sposób, który imituje najbardziej intymne aspekty życia.

Co zatem powinno zostać wysunięte jako prawdziwa alternatywa, bo poza wszystkim cierpienie psychiczne jest niezaprzeczalne i ignorowanie go byłoby jak mówienie, ze kiedy tysiące ludzi doświadczają niszczącego trzęsienia ziemi, to jest ich karma. Byłoby śmieszne nie pomagać tym ludziom, nawet jeśli w zasadzie jest prawdą, że znaleźli się akurat w tym czasie i miejscu trzęsienia ziemi by spotkać swoją karmę. Przede wszystkim jest niezbędne zaklasyfikować cierpienie psychiczne jako fenomen kulturowy i powiązać z nim wiedzę o duchu przystającą do obecnych kulturowych warunków. Tak więc wiedza o duchu nie może być abstrakcyjna, lecz ma być zdolna do trafiania w aktualną sytuację naszych czasów. Antropozofia  tworzy taką metodę wiedzy; jakkolwiek nie jest to jeszcze psychologia, to jednak włącza wymiar psychologiczny. Wiedza o duchu staje się wiedzą psychologiczną kiedy ogniskuje się na ciele – nie tylko jednostkowym ciele ludzkim, lecz również na ciele rzeczy i ciele świata, które w dawnych czasach było zwane Anima Mundi, lub duszą świata. Ogniskuje się oczywiście nie tylko na ciele fizycznym – trening w nauce duchowej budzi zmysły żyjącego ciała (fizyczne, eteryczne, astralne, ego) i relacji pomiędzy żyjącym makrokosmosem i żyjącym mikrokosmosem. Jednakże oto punkt krytyczny:  dążenie do stworzenia prawdziwej spirytualnej psychologii należy do sfery raczej edukacji niż psychoterapii. Czemu tak jest? Nie ma nic, co dotyczyłoby ludzkiej istoty i wyprowadzało z procesów życiowych taką partykularną kultywację życia jak to co zwiemy psychoterapią.

Może przyjść na myśl relacja przyjaźni oraz intymność miłości, lecz żadna z tych form nie ma miejsca w oddzielnym pokoju, i nawet przyjaciele i kochankowie nie wiedzą tego co wie terapeuta, ponieważ on wie to, czego nie powinien wiedzieć. Samopoznanie jest nieprzekraczalną intymnością, która łączy człowieka z jego duszą. Pewne wyrażenia kulturowe, o których mam mówić w tym momencie mogą doprowadzić do zauważenia potrzeby samopoznania i drogi ku temu poznaniu, lecz nawet te wyrażenia nie mogą zastąpić całkowitej indywidualności samopoznania. Psychoterapia jest abstrakcją, kulturowo sankcjonowaną w świecie materialistycznych abstrakcji. Uczenie się jednakże należy do ścisłej istoty życia. Dam teraz wskazanie dotyczące, jak uczenie się przynależy do życia, a wtedy będzie możliwe zaproponować szczególny rodzaj edukacji wymagany dla psychologii spirytualnej.

Impuls wiodący do uczenia się bierze początek w uwodzącym ukazaniu się piękna świata, budzącym pożądanie ku intymnemu powiązaniu ze światem – napierającemu w kierunku ducha, duszy, witalności. To szczególne piękno znaczy każdą rzecz, występując ze świętej otchłani. Rzeczy ciągną nas ku intymnemu poznaniu jakby potrzebowały nas do bycia kompletnymi. Piękno świata wyciąga duszę z samozamykającej iluzji władzy poprzez uwolnienie w związek z rzeczywistością. To żywe pożądanie doświadczenia świata pulsujące poprzez ciało konstytuuje popęd ku transformacji, inicjujący troskę o wszystkie rzeczy. Kiedy podchodzi się do rzeczy z troską duszy, ich duchowa realność rzuca blask. Centralne zadanie uczenia się to nie akumulacja informacji, lecz uczenie się uczenia się, to znaczy uświadamianie sobie indywidualnego ciała w związku z ciałem świata jako zbiornikiem i zwierciadłem procesów duszy. Teraz, te procesy uczenia się nie mogą zostać podzielone na te które się uczą i te, które nauczają (???). Nauczyciele są po prostu tymi, których powołaniem jest uczyć się, którzy nauczyli się, że życie to nauka. Kiedy ludzie zajmujący się edukacją rozpoznają tę siłę, spirytualno-kulturalna konieczność uczenia się rozpostrze swoje prawe pierwszeństwo względem spraw technicznych i społecznych.

Fenomen psychologii abnormalności, gdy widziany jest niezależnie od tego kontekstu uczenia się jako esencjalnego względem życia, prowadzi nie do psychoterapii, ale do edukacji dorosłych, spirytualnej psychologii jako pola nauki dorosłych. Można przez to powiedzieć, iż brakujący element we współczesnej kulturze to edukacja w życiu ducha. Ta forma uczenia się nie należy naprawdę do młodych. Edukacja w siedmiu sztukach wyzwolonych jest dziedziną uczenia się młodych; w dawnych czasach studiowanie sztuk wyzwolonych – gramatyki, dialektyki, retoryki, geometrii, arytmetyki, astronomii i muzyki – było przygotowaniem potrzebnym dla nauki duchowej. Twierdzę, że Freud i Jung widziani jako przejawy psychologicznych symptomów byli po prostu znikaniem ze świata kultury duszy i ducha. Kulturowe formy są potrzebne leczeniu; psychoterapia nie może wykonywać swojej pracy i wydawać się dewiacją przyczyniającą się do destrukcji kultury.

Psychologia spirytualna jako pole edukacji dorosłych oczywiście nie oznacza edukacji dorosłych w obiegowym sensie tej praktyki; obecnie edukacja dorosłych jest zorientowana raczej na poszerzanie zdolności technicznych lub na osobiste bogacenie się. Gdzie zatem ma być dziś edukacja duszy? Nie ma jednej, ponieważ imitacja, podwójność takiego zadania występuje jako psychoterapia (???). Można przez to powiedzieć, samopoznanie nie ma kultury. Zatem edukacja dorosłych przywróciłaby kulturze poznanie duszy. Jego metoda byłaby całkiem różna od edukacji młodzieży, bo zadanie kulturalnego uczenia się w tym sensie leży dużo bardziej w rękach uczących się i jest wspólne uczącym się. W pewnym sensie nauczyciel nie jest tu ważny.. On lub ona musi być dość wykształcony, żeby usuwać się w tło w czasie, gdy mimo wszystko służy jako przewodnik, który może pomóc ukształtować naczynie i powstrzymać uczenie się od wędrowania w osobową subiektywność. Edukacja dorosłych to uczenie się we wspólnocie. Lecz nie jest takim w znaczeniu grupy psychoterapeutycznej. I to także jest wyraźnie uczeniem się dbania o duszę. Metoda takiego uczenia się jest raczej medytatywna niż intelektualna bo uczenie się duszy to subtelny rodzaj edukacji. Sądzę, że najważniejsze w lekturze tych wykładów Steinera jest mieć na uwadze tę formę edukacji; w innym przypadku, gdy dotykają one konkretnych ćwiczeń, które są potrzebne dla nadejścia żywej wiedzy duszy, łatwo by pomyśleć, że może zostać ona przeniesiona w pracę psychoterapeutyczną, i co Steiner naprawdę pokazuje, jest to odmienne podejście do psychoterapii. Nie całkiem, bo wtedy wszystko, co wypracowane zostaje we wczesnych wykładach w tej serii w celach wyjaśniających byłoby na nic. Ani tak czy siak nie sądzę żeby Steiner sugerował, że na miejsce psychoterapii znaleźć sobie można mistrza duchowego, który stałby się prywatnym przewodnikiem duchowym.

Edukacja dorosłych wprowadzająca w mądrość duszy musi także zostać odróżniona od czytania lub studiów grupowych. Tego rodzaju grupy mają tendencję do orientowania się na detaliczne pojmowanie konkretnej pracy czy tekstu i pielęgnowania i umacniania duszy rozsądkowej zamiast duszy samoświadomej. Tym, co nauczyciel mądrości duszy musi osiągnąć w pierwszej kolejności i wtedy poświęcić jest rozwój duszy rozsądkowej; to konieczne, aby duch świadomości medytatywnej ogarnął tę nową sytuację uczenia się. Sposób, w jaki takie uczenie występuje w praktyce jest taki, że nauczyciel aktualnie ma dużo wiedzy i informacji lecz nie potrafi jej rozdać. Nie zatrzymuje jej lecz wprowadza ją w sytuację uczenia się tak by została porzucona , zabezpieczając kontekst przed medytatywnym uczeniem się kontynuowanym przez wspólnotę uczących się. Do czytania podchodzi się w podobnie medytatywny sposób. Do czytania medytatywnego zachęca raczej to że wiąże się ono z obrazową świadomością niż zdobywanie przy jego pomocy nowej wiedzy. To znaczy cel czytania i studiowania nie jest teraz zorientowany na to co może się wynieść z tekstu ale na wejście w niego w żywy sposób. Trzeba powiedzieć, że ta forma uczenia się jest poza konkursem. Nie ma miejsca ewaluacja i nie ma egzaminów i stopniowania. Te pomysły stymulują siły niewłaściwe dla mądrości duszy.

Czy to jest curriculum dla duszy? To podstawowe pytanie. Tak, to jest materiał, ale nie jest kolejno uporządkowaną formą studiów które postępowałyby od prostszych do bardziej skomplikowanych. Unikałem tu pochodnych tekstów i równie dobrze można wykorzystywać wyjątki z prac, ponieważ celem jest zanurzyć się nie w tematach omawianych, ale w samej realności. Curriculum nie jest zatem uformowane z osobistych zainteresowań nauczyciela, ale z rozważanej instytucji nauczyciela w relacji ze wspólnotą uczących się rozwoju duszy i tego co pociąga on za sobą.

Sztuka ma szczególną wartość dla edukacji w psychologii spirytualnej – mit, bajka, opowieść, symboliczny obraz, mandala, poezja, dramat, rysunek, muzyka i film. Co więcej formy sztuki które są wyraźnie stworzone jako objawienia i wyrażenia ducha, noszące intencję budzenia i inicjowania świadomego życia ducha są ważne. Ponieważ nacisk jest położony na pracę imaginatywną, średnie państwo duszy jest zaangażowane w oddziaływanie zarówno ciała jak i ducha. Odkąd prace mają naturę duchową, niższe regiony duszy są edukowane i co w innym przypadku byłoby niszczącym chaosem ma daną formę kulturową. Przykłady takiej pracy zawierają: J. W. Goethego, Bajka o zielonym smoku i pięknej Lilii, Chemiczne gody Krystiana Rosenkreutza, Wolframa von Eschenbacha Parsival; opery Verdiego; major arcana tarota; ryciny alchemiczne; Rudolfa Steinera Cztery dramaty misteryjne; obrazy Hieronima Boscha; poezja Novalisa; filmy Andrieja Tarkowskiego; grecka mitologia.

Psychologiczne nieregularności, mimo kulturowej formy edukacji w duszy są oczywiście ciągle ograniczone. Te przykłady mają być brane pod uwagę na polu medycyny: nie medycyny lub psychiatrii takich, jak są obiegowo praktykowane, nie proszków, inkarceracji i terapii, lecz medycyny duszy. To nie gwałci kultury ponieważ medycyna jest zwyczajową kulturową ekspresją.  Wiedza, która intensyfikuje psychologiczne trudności jest ekspresjami sił organów cielesnych, została wydana na świat, zatem potrzeba medycyny zdolnej do pracowania z ciałem jako duszą. Psychoanaliza bierze się z zamieszania pracowania nad duszą z użyciem medycyny, i wszelkie obiegowe formy psychoterapii są w sposób mniej lub bardziej uświadomiony przenikane przez skłonności medyczne. Kogoś mogłoby to doprowadzić do pomyślenia, że to czego potrzeba, to wyczyszczenie psychoterapii ze wszelkich medycznych przypuszczeń, z najważniejszego, będącego przypuszczeniem diagnostycznym, które rozpoczyna terapię pytaniem  „Co jest w tobie nie tak?”. Wtedy byłoby możliwe uzyskanie nowej formy terapii. Kiedy to diagnostyczne nastawienie zostaje poniechane, jakkolwiek, co uobecnia się jako psychologiczne rozerwanie, wtedy następuje inwazja nieznanych obrazów, uczuć, myśli i czynów. Takie zjawisko czyni nawet bardziej widzialną potrzebę form kulturowych które mogłyby nadać kształt  rozrywającym siłom i zawrzeć je w spójnych obrazach. Mimo popularnego romantycznego nastawienia, utrzymującego, że każdy jest lub może być artystą, tylko ci, którzy oddali swoje życia temu zadaniu są naprawdę do tego zdolni i na szczęście stworzyli kulturowe artefakty, poprzez które możemy zostać poprowadzeni tam, gdzie nie możemy pójść sami.

Uważni czytelnicy tych wykładów zostają wprowadzeni w życiowe rozważania nad formowaniem bardziej duchowej kultury. Nie łatwo się zmierzyć z konkluzjami. Zaprowadziły one mnie, praktykującego psychoterapeutę ku konieczności zrezygnowania z tej praktyki. Lecz podążając za mądrością Steinera dochodzi się do inicjacyjnych podstaw, które nazwałem edukacją dorosłych wprowadzającą w mądrość duszy, która to edukacja powoduje wielkie uczucie ulgi, tak jak i nadzieję, że możliwości zostaną uwolnione także w czytelniku.

The Dallas Institute of Humanities and Culture

Maj 1990

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x