Ita Wegman – kilka not biograficznych

Tekst: Ed Taylor. Na podstawie: https://www.antroposana.nl/ita-2018-1-wie-was-ita-wegman-157 . przekład roboczy. Intermediarius: B.S.

Ed Taylor, biograf Ity Wegman, oprowadza nas po jej pracy i życiu. Kim była i w jaki sposób, jako lekarz, położyła podwaliny pod dzisiejszą medycynę antropozoficzną?

Silna kobieta Ita Wegman

 7 września 2018 r.

Kim była Ita Wegman? Sprawdźmy: Maria Ita Wegman (Karawang 1876, Arlesheim 1943) była holenderską lekarką i antropozofką. Wegman stała się znana jako współtwórca medycyny antropozoficznej we współpracy z Rudolfem Steinerem. W 1921 roku założyła pierwszą antropozoficzną klinikę medyczną w Arlesheim, znaną obecnie jako klinika Ity Wegman. Opracowała specjalną formę terapii masażem zwaną masażem rytmicznym. Poręczna ta Wikipedia. Ale co ja tak naprawdę wiem? Kim ona naprawdę była? I dlaczego jest ona ważna dla naszych czasów? Dlaczego uważa się ją, wraz ze Steinerem, za twórczynię medycyny integracyjnej? Aby się tego dowiedzieć, nie ma innego sposobu niż zapytać ją o to. Zaprosiłem ją wirtualnie. Praktycznie ją zaprosiłem. I tak się stało: bez wahania zgodziła się na wywiad i usiadła przy moim stoliku. Miała ochotę na filiżankę herbaty ziołowej. Kiedy przychodziłam z herbatą, spodek musiał być na wierzchu filiżanki. W przeciwnym razie cała moc wyparuje! I zaczęła swoją opowieść…

Jako dziecko, urodzone w Holenderskich Indiach Wschodnich, słuchałam dźwięków orkiestry Gamelan i opowieści z Bhagavad Gity. Byłam pochłonięta opowieściami o demonach, ciemności i cichych siłach opowiadanymi przez mojego Babu. Bajki, które słyszałam od mojej matki. W ten sposób poznaje się ludzi, wiesz. Były też kontrasty w przyrodzie. Bagniste niziny, małe rzeki z polami ryżowymi na brzegach, plantacje tytoniu, bawełny i cynamonu, alang-alang[1], drzewa djati[2]. Później wulkany, wąwozy, dzikie górskie rzeki. Do tego ciemne górskie jeziora i ciemne wulkaniczne zbocza. Tropikalne deszcze spowodowały lawiny błotne, a potem nastąpił okres niewiarygodnej suszy, podczas której nie spadła prawie ani kropla deszczu. Nauczyłam się żyć z tymi wszystkimi różnicami.

Dlaczego zostałaś lekarzem?

Miałam dwadzieścia kilka lat, kiedy poznałam Rudolfa Steinera i od razu wiedziałam: to jest dla mnie. Zainspirował mnie od pierwszej chwili. Jaki on był wszystkowiedzący i wszechstronny! Chodziłam na jego wykłady i wieczory kursowe. Od kilku lat pracowałam jako masażystka i praktykowałam „masaż szwedzki”. W tym masażu zaczyna się od anatomii i kierunku przepływu krwi. Ale kiedy usłyszałam Steinerowskie spojrzenie na człowieka i świat, które było pełne duchowych treści, zauważyłam, jak mało wiem i jak niezadowalające było moje wykształcenie w zakresie masażu i terapii. Chciałam pracować z tą inspirującą treścią i zapytałam Steinera, jak mogę to zrobić. Jego odpowiedź była prosta: „Zostań lekarzem”. Łatwiej było to powiedzieć niż zrobić. Mówimy o 1905 roku. Kobiety nie mogły jeszcze studiować medycyny na uniwersytetach w Niemczech. Ale w Szwajcarii tak. Zapisałam się więc do Zurychu. Pięć lat później byłam już wykwalifikowanym lekarzem. Po zdobyciu praktycznego doświadczenia w szpitalach, klinice dziecięcej i różnych prywatnych klinikach, głównie w Zurychu, założyłam własną klinikę w Arlesheim. W pobliżu Dornach, gdzie Steiner zbudował swoje Goetheanum. Poprosiłam lekarzy ze Stuttgartu, którzy również chcieli pracować z inspiracji Steinera, aby założyli ze mną klinikę. Ale ja byłam kobietą, nie było pieniędzy, a przyszłość kliniki była niepewna. Więc panowie tego nie zrobili.

I jak było?

Oczywiście! Wiesz: postrzegałam to jako rodzaj start-upu. Czy nie tak to nazywasz? A start-up potrzebuje crowdfundingu, więc to też zrobiłam. Wyemitowałam obligacje, wysłałem prospekt emisyjny do zadowolonych klientów oraz do znajomych i przyjaciół w Holandii. W krótkim czasie zebrałam wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić odpowiedni budynek i wyremontować go. Na szczęście udało mi się zainteresować kilku młodych lekarzy, głównie kobiety, aby razem ze mną założyli klinikę i wkrótce zaczęła ona działać. Był to początek ruchu, który później rozrósł się do licznych klinik i instytutów dla dzieci z upośledzeniem umysłowym. Byliśmy w Anglii, Holandii, Niemczech, Francji i Szwajcarii. Przybywało coraz więcej lekarzy antropozoficznych, aż z daleka ze Stanów Zjednoczonych. No i oczywiście klinika potrzebowała laboratorium, w którym można było przygotowywać leki. Razem z Oskarem Schmiedlem, austriackim aptekarzem, który pracował już według wskazówek Steinera, stworzyliśmy to. To laboratorium stało się początkiem firmy Weleda.

Czy na początku ubiegłego wieku nie było leków?

Oczywiście, że były, ale chciałam pracować z punktu widzenia Steinera, pamiętasz? Wielokrotnie prosiłam go z Zurychu o radę w leczeniu niektórych pacjentów. Czasami zadawałam pytania o leki lub o dodatki do kąpieli. Jego wskazówki pomogły nam, zwłaszcza przy wymyślaniu i przygotowywaniu leków. Na przykład Steiner podał przybliżone wskazówki dotyczące stosowania jemioły u pacjentów z rakiem. Zaczęliśmy badać sprawę i odkryliśmy, że jemioła wspaniale działa na niektórych pacjentów. Wspólnie z Oskarem Schmiedlem dopracowaliśmy recepturę preparatu. Kiedy w 1921 roku otworzyłam klinikę w Arlesheim, moja współpraca z Rudolfem Steinerem stała się jeszcze silniejsza. Brał udział w konsultacjach, doradzał w zakresie terapii, omawiał ze mną obrazy kliniczne pacjentów i odwiedzał ich przy łóżkach. Traktował to tak poważnie, że zapraszał mnie na liczne wykłady, zwłaszcza gdy dotyczyły one „nowej medycyny antropozoficznej”. Następnie mówiłam z własnej praktyki. Podczas jednej z tych podróży Steiner mówił o starożytnej kulturze misteryjnej. Zapytałam go: „Dlaczego zasada tajemnicy nie jest już w medycynie na pierwszym planie? Chciałabym mieć taką medycynę, jaka istniała w czasach kultury misteryjnej”.

„Każdy człowiek ma swoją niepowtarzalną biografię i przeznaczenie.

Wszystkie te elementy powinny odegrać swoją rolę w diagnozie”.

… tajemnicza kultura?

„Tak, w przeszłości – na przykład w starożytnej Grecji – istniały ośrodki, w których ludzie byli szkoleni i inicjowani. Można je postrzegać jako uniwersytety starożytności. Miejsca, w których ludzie pracowali nad sobą. Uczyli się o człowieku i przyrodzie, o człowieku i świecie bogów oraz o sobie. W ten sposób zdobywali umiejętności, które były ważne dla ówczesnej kultury. Kiedy byli „gotowi”, często zostawali jednocześnie księżmi, nauczycielami i lekarzami. To było moje pytanie:

czy Steiner nie mógłby rozwinąć nowoczesnej, nowej drogi edukacyjnej ze swoich duchowych treści?

To było najwyraźniej pytanie, na które czekał. Rozszerzyliśmy treść medycyny antropozoficznej.

Podstawowa zasada: nie jesteśmy przeciwnikami medycyny konwencjonalnej – wręcz przeciwnie. Jest to rozwinięcie tego, co już tam było. Ponadto, chodzi o naukę o człowieku: każdy człowiek ma różne „części bytu”: ciało, duszę, ducha. Co choroba mówi o twoim elemencie witalnym? A jaką rolę odgrywa w tym twoja dusza? Co możemy zyskać, jeśli przejdziemy przez chorobę dla siebie? Lekarz powinien więc posiadać wiedzę o świecie minerałów, roślin i zwierząt oraz o tym, jak wpływają na nie gwiazdy. Przecież człowiek jest częścią ziemi i kosmosu! Ponadto każdy pacjent jest indywidualnością, różniącą się od wszystkich innych ludzi. Każdy człowiek ma niepowtarzalną biografię i przeznaczenie. Wszystkie te elementy powinny odgrywać swoją rolę w diagnozie. To właśnie dzięki znajomości minerałów, roślin i zwierząt lekarz jest w stanie wskazać odpowiednie lekarstwo z tych ziemskich sfer. Tak jak każdy człowiek powinien mieć wolę uzdrowienia, tak lekarz potrzebuje odwagi, aby leczyć. Stworzyliśmy więc integracyjne spojrzenie na zdrowie. O naszym funkcjonowaniu jako istotnej i świadomej części o wiele większej całości. Holistyczne jest to, co nazywasz to teraz. Jakże szczęśliwa byłam z mojego dzieciństwa i dorastania w Indiach. Nauczyłam się wczuwać w sytuację innych ludzi i kultur. A ja miałam przywilej bycia zakorzenionym w bogatej naturze!

… Widzę, że czajniczek jest pusty, a czas minął.

Aha, no to jeszcze jedna rzecz. Medycyna Antropozoficzna może istnieć tylko dzięki łasce tego, co przyniósł nam Rudolf Steiner. O to właśnie chodziło. Reszta nie miała znaczenia. Więc zróbcie mi przysługę – i nazwijcie swój nowy magazyn „Rudi”. I odeszła…

***

Kim była Ita Wegman?

16 listopada 2018 r

Dzieciństwo

Co o tym sądzisz? Czy ma znaczenie, w którym geograficznym miejscu na ziemi urodziłeś się i spędziłeś dzieciństwo? Czy Twoja kołyska znajdowała się w sercu Amsterdamu, gdzie tramwaje mknęły, a syreny krzyczały na zewnątrz, czy też na wydmach wyspy Wadden, gdzie szum fal nigdy nie był odległy? A może zagrasz w lesistym Achterhoek lub na glinie w Groninger Ommeland? Wiemy, że pisarz Marten Toonder przeniósł się w 1965 roku do Irlandii, ponieważ tamtejsza atmosfera bardziej odpowiadała jego opowieściom o Trzmielu i Tomie Pussie. Rudolf Steiner kilkakrotnie szczegółowo wyjaśniał, że ważne było dla niego urodzenie się w słowiańskim środowisku w pobliżu rzeki Mur. Dorastał w górach i dolinach między Węgrami a Austrią.

Ita Wegman urodziła się na Jawie w 1876 roku. Dziś jej miejsce urodzenia jest znów pustkowiem, bo to tam ludzie opuszczają swoje domy. Były tam bagniste niziny, małe rzeki z polami ryżowymi na brzegach, plantacje pełne tytoniu, bawełny i roślin cynamonowych, alang-alang, drzewa djati. Niedługo po jej narodzinach rodzina Wegmanów przeniosła się do Gending. Teraz mieszkali w pobliżu wulkanów, wąwozów i dzikich górskich rzek. Tutaj plantacje rozciągają się łagodnie w górę zboczy wulkanu. Tuż obok nich znajdowały się głębokie górskie jeziora i ciemne wulkaniczne zbocza. Tropikalne deszcze spowodowały lawiny błotne, a potem przez pewien czas panowała niewiarygodna susza, podczas której nie spadła prawie ani kropla deszczu. Ita dorastała w tej niezwykle witalnej, pełnej kontrastów naturze o przytłaczającej, rosnącej sile. Jeszcze więcej sprzeczności: oprócz zapału do nauki w szkole, miała też zamiłowanie do przyrody: chodziła na spacery z koniem, mogła bez końca zatracać się w tym pięknie. Lubiła jazdę konną, tak jak uwielbiała wciągać się w opowieści swojego Babu o złych duchach, przerażających demonach i cichych siłach. Równie dobrze mogła zatracić się w dźwiękach orkiestry gamelan i kukiełkach wajang, które przedstawiały historie ze świata bogów Mahabharaty. Co można zabrać z dzieciństwa, gdy się tak dorasta? Ita Wegman z pewnością zabrała ze sobą silnie odżywioną i sprawną zdolność do empatii, umiejętność życia z kontrastami i otwartość na coś więcej niż tylko materialną rzeczywistość.

Decydujący moment

Czy rozpoznajecie to? Spotykasz kogoś i od razu wiesz: to jest decydujące dla dalszego biegu mojego życia. Wiesz, że musisz coś zrobić. Ita Wegman przynajmniej miała takie odczucie, kiedy spotkała Rudolfa Steinera. Po okresie nastoletnim, w wieku 24 lat Wegman wróciła do Holandii, ukończyła naukę jako nauczycielka gimnastyki i wyjechała do Berlina. Tam chciała się szkolić w tak zwanym „masażu szwedzkim”. Przyciągało ją jednak także życie kulturalne Berlina, w tym wieczorne spotkania Towarzystwa Teozoficznego. W jeden z takich wieczorów Rudolf Steiner mówił o baśni Goethego. Bajka, która opowiada o Zielonym Wężu i Pięknej Lilii. Z powodu złego zaklęcia piękna Lily znajduje się w kłopotliwej sytuacji: wszystko, czego dotknie, zamarza. Jej piękne królestwo po drugiej stronie rzeki straciło siły życiowe. Dopiero gdy czas jest odpowiedni i wszystkie warunki są spełnione, czar pryska. Następnie wszystkie siły współpracują ze sobą i w końcu to siła miłości budzi nowe życie. Ta historia o „zmianie we właściwym czasie” bardzo ją zafascynowała. Wegman szukała Steinera: „Od razu wiedziałam, że w moim życiu nastąpił decydujący moment. (…) Rudolf Steiner przyjął mnie z wielką powagą, jego spojrzenie było pytające. Niewiele rozmawialiśmy, ale rozumieliśmy się bardzo dobrze.”[3] Oprócz pracy w klinice terapeutycznej w miarę możliwości uczęszczała na wykłady i zajęcia ezoteryczne: zamknięte spotkania dla członków Towarzystwa Teozoficznego, w których centralne miejsce zajmowały ćwiczenia praktyczne i medytacja. Ita Wegman ćwiczyła pilnie i w ten sposób zauważyła, jak mało treści była w stanie nadać swojej pracy do tej pory i jak niezadowalające było jej nauczanie masażu i terapii. Chciała móc umieścić steinerowskie człowieczeństwo w centrum swojej pracy. Zapytała go o to. Steiner poradził jej, by studiowała medycynę. Wegman nie lubiła się uczyć, choć potrafiła to robić. Wolała od razu zacząć pracować społecznie i praktycznie – dlatego zawsze uczęszczała na kursy zawodowe. I był jeszcze jeden problem: kobietom nie wolno było studiować medycyny w Berlinie. Ale fakt, że Steiner ją zachęcał, był czynnikiem decydującym. Od Marie von Sivers (późniejszej żony Steinera) dowiedziała się, że kobiety mogą studiować medycynę w Szwajcarii.

Medycyna antropozoficzna

Pięć lat później Ita Wegman została zaprzysiężona jako lekarz w Zurychu. Pracowała w klinice dziecięcej, później w szpitalach w Winterthur, St. Gallen i Liestal oraz w klinice dla kobiet w Zurychu. W 1917 roku wraz z partnerką Anną Baltischwiller założyła prywatną klinikę w Zurychu. Steiner regularnie udzielał jej porad, zwłaszcza gdy prosiła o radę w sprawie leczenia niektórych pacjentów, czasem także pytań o leki lub dodatki do terapii kąpielowych. Włożyła wiele pracy w instrukcje Steinera, szczególnie w produkcję leków, w tym stosowanie jemioły u chorych na raka. Wraz ze swoim farmaceutą Oskarem Schmiedlem, Wegman opracowała w Zurychu preparat, który cudownie działał na niektórych pacjentów. Wraz z Schmiedlem udoskonaliła recepturę preparatu. Jeszcze później położyli oni podwaliny pod firmę Weleda, w której miało powstać wiele innych leków. Choć w Zurychu szło jej dobrze, nie była zadowolona. Odkryła, że nie może pracować całkowicie z antropozofii. Brakowało jej kolegów, z którymi mogłaby wymieniać się pomysłami, a w jej własnej klinice nie było innych osób, które łączyłyby się z tym sposobem myślenia. Ponadto Ita Wegman coraz bardziej inspirowała się nowym, zorientowanym społecznie ruchem na rzecz trójpodziału społecznego. Pod koniec pierwszej wojny światowej Steiner rozwinął idee zdrowej struktury społecznej. W jego ujęciu społeczeństwo było organizmem tworzącym spójną całość, w której można wyróżnić trzy „sekcje”. życie gospodarcze, w którym przedsiębiorstwa powinny być nastawione na braterską współpracę w celu zaspokojenia potrzeb ludzi. Życie kulturalne, w którym powinna być wolność. Dotyczy to spraw duchowych i kulturalnych, takich jak sztuka, religia, edukacja. I jest jeszcze trzeci obszar życia prawnego, w którym centralne miejsce zajmuje równość ludzi i o którą powinno dbać państwo. Wegman zdecydowała się na założenie nowej, całkowicie prywatnej kliniki w Arlesheim, niedaleko Dornach. Tam jej impuls terapeutyczny mógł nabrać treści, osadzony w tym nowym ruchu społecznym, i mogła szukać współpracowników, którzy byliby gotowi pracować w oparciu o antropozofię.

Decyzyjność

Nikt nigdy nie słyszał o „startupie” i „crowdfundingu”, ale Wegman praktykowała oba te pojęcia. Napisała do wdzięcznych klientów o pożyczkę. Udało jej się wyszukać i znaleźć odpowiednie miejsce, a we wrześniu 1920 roku założyć własną klinikę. W krótkim czasie znalazła entuzjastycznych lekarzy i uzgodniła z aptekarzem Oskarem Schmiedlem, że będzie z nią współpracował nad dalszym rozwojem antropozoficznych leków. Ale przede wszystkim: zaangażowała Rudolfa Steinera do intensywnej współpracy. Punkt wyjścia: nie sprzeciwiali się medycynie głównego nurtu. Wręcz przeciwnie. Chodziło o rozbudowę („Erweiterung”) tego, co już zostało opracowane. Steiner uczestniczył w konsultacjach, doradzał w zakresie terapii, omawiał z Wegman obraz kliniczny pacjentów i odwiedzał ich przy łóżkach. Steiner i Wegman zintensyfikowali tę współpracę aż do jego śmierci w 1925 roku.

Jakie wrażenie wywarła Dr Wegman na personelu i pacjentach?

Jak mówi, kolega lekarz Norbert Glas:

„Gdybyście spotkali dr Wegman w ogrodzie, uderzyłby was jej pewny, a zarazem sprężysty chód, z jakim do was podchodziła. Jej jasno świecące oczy witały ludzi, którzy przychodzili ją zobaczyć. I wielu szukało u niej porady. Podczas konsultacji zawsze poważnie podchodziła do skarg swoich pacjentów, wykazując się przy tym dużą empatią dla nich. Z radością stwierdzali, że lekarka była w stanie, dzięki takiej postawie, nieco uśmierzyć strach, który mieszka w duszach większości chorych. Sama jej obecność sprawiała, że ludzie czuli się lepiej. Ita Wegman mogła to zrobić, ponieważ sama nie odczuwała już żadnego strachu. Ale to też jej naturalny sposób działania sprawił, że tak się stało (…). Znała odwagę. Okazywała to we wszystkich swoich działaniach medycznych. Była niesamowicie stanowcza, nawet w najtrudniejszych sprawach.

Jej przywiązanie do rad Rudolfa Steinera było zaraźliwe. Poszła za nimi bezinteresownie, ale pozostała całkowicie niezależną osobowością (…). Jeśli chodzi o jej temperament, była dość choleryczna. Wydaje się, że Rudolf Steiner powiedział jej coś na ten temat, być może także z radą, aby nieco mniej energicznie pobłażała swojemu temperamentowi. Wróciła z tej wizyty do kliniki z dłońmi zaciśniętymi w pięści i śmiejąc się powiedziała do nas: „Będzie mu przykro, kiedy stanę się zbyt miękka”.[4]

Podczas jednej z podróży wykładowych, które Steiner i Wegman odbywali regularnie (Penmaenmawr, 1923), zapytała go: „Dlaczego zasada tajemnicy nie jest już w medycynie na pierwszym planie? Chciałabym mieć medycynę taką, jaka była w czasach kultury misteryjnej”. Wegman odwoływała się do tradycji klasycznego antyku, gdzie istniały ośrodki, w których odbywało się szerokie szkolenie i inicjacja. Miejsca, w których ludzie uczyli się o związku między człowiekiem, naturą i światem bogów oraz poznawali samych siebie. Kiedy byli „gotowi”, często zostawali jednocześnie księżmi, nauczycielami i lekarzami. To było pytanie, na które Steiner czekał. Teraz on i Wegman dalej rozwijają treść medycyny antropozoficznej. Ważne jest tło ludzkie: człowiek ma kilka „części bytu”: ciało, umysł i duszę. Lekarz powinien nauczyć się rozróżniać, co choroba mówi o elemencie witalnym pacjenta, jaką rolę w chorobie odgrywa ludzka dusza, a jaką fizyczna część choroby. Lekarz powinien również posiadać wiedzę o świecie minerałów, roślin i zwierząt oraz o tym, jak gwiazdy wpływają na to wszystko. Teraz każdy pacjent jest także indywidualną istotą ludzką, różną od wszystkich innych, z własną biografią i przeznaczeniem. Wszystkie te elementy powinny odgrywać swoją rolę w diagnozie. Właśnie dzięki swojej wiedzy o minerałach, roślinach i zwierzętach lekarz jest w stanie wydobyć z tych ziemskich sfer odpowiednie lekarstwo. Tak jak każdy człowiek powinien mieć wolę uzdrowienia, tak lekarz potrzebuje odwagi, aby leczyć. Wspólnie napisali książkę „Foundations for an Enlargement of Medicine”Ga 27. Steiner był w dużej mierze odpowiedzialny za treść książki, Wegman za towarzyszące jej przykłady z jej praktyki lekarskiej.

Ważne …

Sposób, w jaki radzimy sobie z poważnymi niepowodzeniami w życiu, jest inny dla każdego. Ita Wegman doznała trzech poważnych niepowodzeń. Charakterystyczne jest to, jak zachowywała się w tych przypadkach. Po raz pierwszy miało to miejsce w Sylwestra 1922 roku. Pierwsze Goetheanum w Dornach w Szwajcarii było od lat w budowie. Serce kampusu, gdzie ludzie mogli uczyć się o antropozofii, nie było jeszcze całkiem gotowe, ale już było używane. Ogromny budynek zbudowany w całości z drewna, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz był wzorem nowej architektury według zamysłu Steinera. Przy jego budowie dobrowolnie pracowały setki osób. W sylwestrową noc Goetheanum zostało podpalone – następnego dnia pozostały po nim tylko dymiące ruiny. Tej nocy Rudolf Steiner załamał się. Ita Wegman pomogła mu wrócić do zdrowia, ale nie odzyskał prawdziwej witalności. W ciągu następnych dwóch lat jego stan zdrowia stawał się coraz bardziej niepewny. Jako lekarz Wegman opiekowała się nim najlepiej jak potrafiła, ich współpraca stawała się coraz bardziej intensywna, ale coraz bardziej musiała dochodzić do wniosku, że nie jest to już możliwe. Właśnie w tym czasie, kiedy łączyła się bardziej intymnie z antropozofią, z interpretacją nowej medycyny i dalszym rozwojem terapii i leków w ścisłej współpracy ze Steinerem – jego zdrowie było zagrożone.

Opozycja…

Śmierć Steinera 30 marca 1925 r. była kolejnym niepowodzeniem. Od czasu pożaru w Goetheanum, Wegman zadomowiła się w Towarzystwie Antropozoficznym. Było to dla niej naturalne, że Steiner poprosił ją o przyjęcie do zarządu nowo powstałego Towarzystwa (grudzień 1923, rok po pożarze). Ale prośba Steinera była kontrowersyjna dla dużej grupy członków, jak się okazało wkrótce po śmierci Steinera. Wegman musiała poradzić sobie z utratą współpracownika i z narastającą opozycją w jej ukochanym Towarzystwie. Jej impulsywne działania jako członka zarządu, częściowo na prośbę kilku członków, nie były doceniane przez innych członków. Postrzegali to jako próbę przejęcia „władzy” w Związku, jako fałszywą kontynuację dzieła Steinera. Nie byli również przekonani, że Wegman jest osobą, która może dobrze prowadzić Towarzystwo. Nie było prawie żadnych konsultacji w tej sprawie z innymi członkami zarządu. W rzeczywistości to właśnie z kręgów skupionych wokół Marie Steiner (żony Rudolfa Steinera i jednocześnie członka zarządu) pochodziły najbardziej niedorzeczne insynuacje[5]. Jakie dokładnie były relacje między Wegman a Steinerem? I co właściwie wniosła do książki o odnowie medycyny?

Wegman prawie nie wypowiadała się publicznie, nawet wtedy, gdy na dużych spotkaniach, które odbywały się kilka razy w roku w Dornach, padały poważne obelgi. Wegman nie zgodziła się również na pokazanie listów czy innych dokumentów z ręki Steinera (co z pewnością uciszyłoby niektórych członków). Te pojawiły się dopiero w jej majątku. Bernard Lievegoed, wieloletni przewodniczący Towarzystwa Antropozoficznego w Holandii, napisał o tej sytuacji:

„W tamtych czasach wiele nauczyłem się od Wegman. Podczas spotkań w Dornach siedziałem na widowni. Mówiono bardzo straszne rzeczy, także o jej osobie. Milczała. Po wszystkim zapytaliśmy ją: „Dlaczego nic nie powiedziałaś? Wtedy ona odpowiedziała:

Dr Steiner nauczył mnie, że z demonami nie można walczyć,

można je tylko zagłodzić, nie dając im jedzenia”.”[6]

Robiła to odważnie, nie wypowiadając nigdy ostrych słów pod adresem ludzi, którzy ją obrażali i złorzeczyli. W ten sposób poradziła sobie z największym niepowodzeniem w swoim życiu: została usunięta z Rady Wykonawczej i z Towarzystwa, a także pozbawiona przewodnictwa w Sekcji Medycznej Towarzystwa Antropozoficznego. Można by pomyśleć, że dzieło jej życia zostało w ten sposób zniszczone. Napisała do przyjaciela w tym czasie:

„To, co muszę zrobić, to zebrać wokół siebie ludzi, którzy mogą właściwie odnieść się do tego, co wydarzyło się w okolicach Bożego Narodzenia 1923 roku (data założenia nowego Towarzystwa – ET). Nawet jeśli jest to tylko niewielka liczba lekarzy, możemy uratować duchowy strumień, który muszę chronić przed zniszczeniem.”

Wegman niestrudzenie kontynuowała to, co uważała za swoją misję: rozpowszechnianie i pogłębianie medycyny antropozoficznej.

Izolacja…

Jak trudno jest nam przebaczyć komuś, kto uczynił twoje życie nieszczęśliwym? Od czasu śmierci Rudolfa Steinera w 1925 roku, w Towarzystwie Antropozoficznym były walki i nieporozumienia – nawet w Radzie Wykonawczej. Doszło do tego na walnym zebraniu w Dornach w 1935 roku. Duża liczba członków została usunięta, wśród nich Elisabeth Vreede i Ita Wegman. Szczególnie Wegman wytykano „chęć przejęcia władzy”. Jej praca wielokrotnie stawiana była w złym świetle. Posunęło się to tak daleko, że niektórzy członkowie opracowali obszerną broszurę. W owym „Denkschrift” wymienione zostały wszystkie „buntownicze i podkopujące” działania Wegman i Vreede. Jak te kobiety sobie z tym radziły? Elisabeth Vreede napisała wraz z Willem Zeylmansem broszurę, w której odpierają wszystkie zarzuty. Ita Wegman milczała. Nie zareagowała w żaden sposób na zarzuty i oskarżenia. Dlaczego nie? Nie chciała karmić demonów„, ale dała znać swoim bliskim przyjaciołom i kolegom, że cierpi. Chciała wyprzedzić wewnętrzny skurcz i starała się utrzymać drogę otwartą dla innych. Modliła się za nich, a w międzyczasie kontynuowała swoją pracę tak dobrze, jak tylko mogła. W ostatnich latach życia praca stała się trudniejsza: Wegman ciężko zachorowała w 1934 roku, musiała poradzić sobie z niepowodzeniem, jakim było usunięcie z Towarzystwa, ale także okoliczności zewnętrzne utrudniały jej pracę. Zwłaszcza po wybuchu drugiej wojny światowej nie mogła już podróżować do klinik, zakładów leczniczych i instytutów kształcenia leczniczego w Europie, które pomagała zakładać. Szwajcaria znalazła się w izolowanej pozycji. Jej sieć kontaktów skurczyła się, a ona sama zrezygnowała z prowadzenia kliniki w Arlesheim. Następnie w grudniu 1942 roku Marie Steiner napisała list otwarty w czasopiśmie Towarzystwa Antropozoficznego, ponieważ pojawiły się nowe kontrowersje, w które Marie Steiner również została ponownie zaangażowana. Napisała:     

„My, jako społeczeństwo, stoimy przed pytaniem o przetrwanie. Katastrofy, które sprowadziła na nas wojna światowa, izolacja Szwajcarii, ubóstwo itd. itp. sprawiają, że prawie niemożliwe jest dla nas przetrwanie jako społeczeństwa. Ale cuda się zdarzają. Mogą się one zdarzyć, jeśli nasza siła moralna je usprawiedliwi. Co mamy do zrobienia?

Przebacz! Każdy z nas może przebaczyć to, co jest do przebaczenia. Zapomnijmy o tym, o czym nie warto pamiętać, zamiast tarzać się w wyrządzonej nam niesprawiedliwości. Odkreślmy te wszystkie stare wydarzenia, które tak nas nużą, a o których młodzi z nas już nawet nie wiedzą, o co chodziło (…). Musimy ponownie pracować razem w harmonii, nie wykluczając osób, których nie lubimy. Nie wolno nam nikomu zabraniać pracy, jeśli jest ona wykonywana z miłości do Rudolfa Steinera i Antropozofii.”[7].

Chociaż kampania oszczerstw przeciwko niej pochodziła głównie od Marie Steiner, Ita Wegman była teraz wyraźnie poruszona. Ita Wegman przeżywała to tak, jakby Marie Steiner napisała dla niej te zdania. Wiedziała, że tak nie jest, ale jej uczucie było tak silne, że odważyła się napisać list[8]:

„Szanowna Pani Steiner,

Proszę mi wybaczyć, że zwracam się do Pani. Przeczytałam artykuł dla członków Towarzystwa, który napisała Pani tuż przed Bożym Narodzeniem 1942 roku. Twój artykuł został zinterpretowany na różne sposoby. Nie chcę wydawać wyroku w tej sprawie. Chciałabym jedynie wyrazić tymi słowami, że Pani słowa wywarły na mnie głębokie wrażenie: są wielkie i dalekowzroczne. Za to chciałabym Pani podziękować, Pani Steiner.

Z poważaniem:

Twoja Ita Wegman”

Tym listem rozwiązała to, co jeszcze w tym życiu wymagało rozwiązania. Niespełna trzy tygodnie później Ita Wegman zmarła w Arlesheim, 4 marca 1943 roku.

Marie Steiner nie odpowiedziała na to, ale dla Ity Wegman sprawa była już rozwiązana. Po latach okazało się, że Marie Steiner również zaczęła się przestawiać: potrafiła przyznać, że wykluczenie członków w 1935 roku było „błędem”.

***

Siła empatii

18 października 2019 r.

Ita Wegman miała naturalnie wielką wrażliwość na środowisko ziemskie i ludzi. Uważała, że jako lekarzowi niezbędna jest silna empatia. Dlatego też starała się jak najbardziej rozwijać swoją wrażliwość, m.in. obserwując nastroje przyrody i uważnie badając działanie warstw geologicznych różnych obszarów na Ziemi.

Siła empatii

W 1927 roku Ita Wegman odwiedziła szkockie wyspy Iona i Staffa, obie należące do Hebrydów Wewnętrznych. Te miejsca mocy wywarły na niej ogromne wrażenie. Urocza Iona od razu ją oczarowała. Zauważyła działanie piaskowca i gnejsu Laurentian (granitu). Najdalej na północ wysunięty kraniec rozległej wyspy wskazywał na leżącą dalej Staffę. Ita Wegman stała tam na białych skałach z piaskowca, które tworzą duży półokrąg wzdłuż wybrzeża Iony. Naprzeciwko znajdował się najbardziej wysunięty na południe kraniec Iona, gdzie kiedyś zszedł na ląd irlandzki opat Columba. Znając wyspę jako całość, Wegman połączył te dwa punkty orientacyjne i dotarł do pustelni Culdee, z której do dziś pozostała tylko kupa kamienia. Sklepienie to było niejako centrum gigantycznej igły magnetycznej. Ita Wegman była wrażliwa na ogromną energię ziemi na Ionie. Od razu zauważyła, że gdyby miała żyć w tym miejscu mocy, to byłoby to zgodne z jej konstytucją.

Jakże zupełnie inne były jej odczucia na Staffie, gdzie odwiedziła jedną z czterech morskich jaskiń. Wyspa ta stanowi ważną część bazaltowego kamiennego grzbietu, który rozciąga się od Irlandii daleko poniżej poziomu morza. Moc, której doświadczyła na Staffie. Napisała:

„Idąc po stalowej linie, stąpając od jednego bazaltowego filaru do drugiego, wzdłuż stromo opadającej ściany skalnej, dochodzimy do jaskini, Fingals Cave. Skręcając wokół skalnej skały, wchodzisz do tej cudownej „naturalnej katedry”, której dno stanowi szumiące morze. Ściany stają się ciemnymi bazaltowymi kolumnami, a dach tworzą gotyckie sklepienia skalne. Jaskinia ta służyła jako miejsce inicjacji.”

Gdy dotarła do jaskini przez morze i wąski gzyms, grzmiące, burzliwe uderzenia fal, które wdzierały się do jaskini tak gwałtownie, że aż do szpiku kości odbijały się echem, wstrząsnęły nią od środka. Walka żywiołów, potęga i siła potężnego, sześciokątnego bazaltu – to było niemal kosmiczne przeżycie, prawdziwa próba odwagi. Tak właśnie to odczuła: przebudzenie wewnętrznego wyprostowania na Staffie, w przeciwieństwie do bardziej ziemskiego ożywienia na Ionie. Wegman od dawna wiedziała, że tajemnice wewnętrznego życia ziemi są również tajemnicami wewnętrznego życia ludzkiego ciała. Uważała, że dla lekarza ważna jest nie tylko wiedza o działaniu leków, ale także o tym, jak warunki klimatyczne wpływają na zdrowie człowieka.

***

Nowe impulsy

20 grudnia 2019 r.

Ranek był pogodny. Było spokojnie, pierwsze ptaki śpiewały swoje wiosenne melodie. Ostatnie nadzieje na poprawę sytuacji już się ulotniły. Wszyscy czuli, że nadszedł czas pożegnania. Jeszcze ostatni raz, aż nazbyt ludzkie pytanie: „Czy nie mógłbyś zostać z nami? Niemal natychmiast potem, słabo, ale z miłością, ale też z pewnym zaskoczeniem, przyszła jej odpowiedź: „Dlaczego nie? Ale dla wszystkich obecnych było jasne: to była pociecha. Pocieszeniem jest świadomość, że umieranie było ziemską rozłąką, ale nie przerwą między ludźmi, którzy wiedzą, że są połączeni.

Nowy impuls

Dziesięć lat wcześniej Ita Wegman już badała te granice. Konflikty w Towarzystwie Antropozoficznym urosły do tego stopnia, że jej, Elizabeth Vreede i setkom innych antropozofów groziło wydalenie. Choć nie sprzeciwiała się temu („nie chcę karmić demonów”), to z pewnością miało to na nią wpływ. W końcu została poproszona przez samego Rudolfa Steinera o wykonanie pracy w Towarzystwie. Nie tylko w zarządzie, ale także jako lider Sekcji Medycznej. Czy zostanie pozbawiona swojego wielkiego zadania? To się wydarzyło naprawdę.

W tym momencie ciężko zachorowała i przez kilka dni miała wysoką gorączkę. Wszyscy wokół już się od niej odczepili. Była na skraju śmierci, ale wbrew wszystkiemu jej sytuacja się poprawiła. Minęły miesiące, zanim mogła wrócić do pracy, ale było jasne, że ten trudny okres ją zmienił. Napisała:

Nie mogę teraz pracować w ten sposób, jak gdyby nic się nie stało, a ja tylko wybrałam się na małą wycieczkę wakacyjną. Otrzymałem zgodę na krótki pobyt w świecie duchowym. Tam poznałam Chrystusa i Rudolfa Steinera. Wysłali mnie z powrotem na Ziemię, bo wciąż miałam pracę do wykonania. Inna praca niż ta, którą wykonywałam wcześniej.

Jakie jeszcze impulsy przywieźli z powrotem? Punktem wyjścia dla lekarzy powinna być empatia, pomyślała Wegman. Miłość bliźniego. Patrzeć z miłością na osobę, która szuka uzdrowienia. Uzdrowienie jest uzdrowieniem. Uzdrowienie jest możliwe tylko wtedy, gdy zna się „całego” człowieka, składającego się z ciała, duszy i ducha. Chrystus jest wspaniałym przykładem tego, jak uczynić ludzi całymi. Zachęcała swoich kolegów lekarzy w Arlesheim do czytania historii ewangelicznych, w których On uzdrawia ludzi. Na przykład trędowaty, który mówi do Niego: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić„. A oto Chrystus, pełen współczucia, wyciągnął do niego rękę, dotknął go (wiedząc, że trąd jest zaraźliwy) i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1, 40-45). Tutaj spotykają się wola trędowatego, aby zostać uzdrowionym, oraz miłosierdzie i kochający dotyk Chrystusa.

Prawie umrzeć, pozostać przy życiu, a potem wprowadzić ten nowy moralny, chrześcijański impuls do antropozoficznej służby zdrowia – to było ostatnie wielkie zadanie Ity Wegman.

To był ostatni esej Eda Taylora. Jego felietony i artykuły o Itcie Wegman będą nadal dostępne na stronie anthroposana.nl

***

Ed Taylor napisał pierwszą biografię Ity Wegman w 1994 roku. Później o jej pionierskiej pracy i życiu stało się wiadomo tak wiele, że postanowił napisać zupełnie nową książkę, zawierającą zaskakujące materiały. Ed Taylor uwiecznił również życie Rudolfa Steinera w żywej, bogato ilustrowanej biografii (2010). Ed Taylor pracował w ogrodnictwie biodynamicznym, był nauczycielem i dyrektorem szkoły w wyższych klasach szkoły waldorfskiej oraz doradzał innym szkołom waldorfskim. Karierę zawodową zakończył jako dyrektor wspólnoty dla osób upośledzonych umysłowo i chorych psychicznie. Obecnie jest aktywny w kilku radach nadzorczych szkół waldorfskich. Pisanie, wykłady i ogrodnictwo są nadal częścią jego życia.


[1] wieloletnia trawa z rodziny wiechlinowatych

[2] drzewa tekowe

[3] Selg, P. (2007): Ich bleibe bei Ihnen. Rudolf Steiner i Ita Wegman, s. 43 – 44. Stuttgart, Verlag Freies Geistesleben

[4] Pełna notatka Norberta Glasa znajduje się w: Zeylmans, E (1992) Wer war Ita Wegman, dl 1, s. 101. Heidelberg, Edition Georgenberg

[5] Bernard Lievegoed, Het oog van de naald, Vrij Geestesleven Publishers, Zeist (1991), strona 41 i następne.

[6] Oskar Schmiedel oskarżył również samą Marię Steiner o rozpoczęcie kampanii oszczerstw przeciwko Icie Wegman. Zobacz: Zeylmans, E (1992) Wer war Ita Wegman, t. 3, s. 435. Heidelberg, Edition Georgenberg

[7] Nachrichtenblatt (19. tom, nr 51, 20 grudnia 1942 r.).

[8] Zeylmans van Emmichoven, J. E. (1992): Wer war Ita Wegman, dl 2, s. 236. Heidelberg, Edition Georgenberg.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x