Wykład II: Starożytne orientalne doświadczenie świata

Historia świata w świetle antropozofii i jako fundament ludzkiego ducha (Die Weltgeschichte in Anthroposophischer Beleuchtung und als Grundlage der Erkenntnis des Menschengeistes), Rudolf Steiner (GA 233), Intermediarius: B.S.

WYKŁAD II, 25 grudnia 1923 r.

Starożytne orientalne doświadczenie świata

Z PIERWSZEGO WYKŁADU będzie dla was jasne, że prawidłowy pogląd na historyczną ewolucję ludzkości jest możliwy tylko wtedy, gdy weźmie się pod uwagę zupełnie odmienne warunki umysłu i duszy, jakie panowały w różnych epokach. W pierwszej części mojego wykładu starałem się zdefiniować azjatycki okres ewolucji, prawdziwy starożytny wschód, i widzieliśmy, że musimy spojrzeć wstecz do czasu, kiedy potomkowie ras Atlantydy znajdowali drogę na wschód po katastrofie atlantydzkiej, przemieszczając się z zachodu na wschód i stopniowo zaludniając Europę i Azję. Wszystko, co działo się w starożytnej Azji w związku z tymi ludami, było pod wpływem stanu duszy przyzwyczajonej i dostrojonej do tego rytmu. Na początku okresu azjatyckiego mamy jeszcze dalekie echo tego, co było obecne w całej swej pełni na Atlantydzie – pamięć lokalną. Podczas ewolucji orientalnej ta pamięć zlokalizowana przeszła w pamięć rytmiczną, a pokazałem, jak wraz z ewolucją grecką nastąpiła ta wielka zmiana, która przyniosła nowy rodzaj pamięci, pamięć czasową. Oznacza to, że azjatycki okres ewolucji (mówimy teraz o tym, co słusznie można nazwać okresem azjatyckim, gdyż to, do czego odnosi się historia, jest w rzeczywistości okresem późniejszym i dekadenckim) był wiekiem ludzi zupełnie inaczej uformowanych niż ludzie czasów późniejszych. Zewnętrzne wydarzenia historyczne były w tamtych czasach o wiele bardziej niż w czasach późniejszych uzależnione od charakteru i budowy wewnętrznego życia człowieka. To, co żyło w umyśle i duszy człowieka, żyło też w całej jego istocie. Nieznane było oddzielone życie myśli i uczuć, jakie mamy dzisiaj. Myślenie, które nie czuje się związane z wewnętrznymi procesami ludzkiej głowy, było nieznane. Podobnie było z abstrakcyjnym uczuciem, które nie zna związku z krążeniem krwi. Człowiek w tamtych czasach miał myślenie, które było wewnętrznie przeżywane jako „dzianie się” w głowie, uczucie, które było przeżywane w rytmie oddechu, w krążeniu krwi itd. Człowiek doświadczał całej swojej istoty w niepodzielnej jedności.

Wszystko to było ściśle związane z zupełnie innym doświadczeniem, jakie człowiek miał w stosunku do otaczającego go świata, do kosmosu, do tego, co duchowe i fizyczne w kosmicznej całości. Człowiek współczesny żyje, powiedzmy, w mieście lub na wsi, a jego doświadczenia różnią się odpowiednio. Jest otoczony lasami, rzekami i górami; lub, jeśli mieszka w mieście, cegły i zaprawa murarska spotykają jego wzrok z każdej strony. Kiedy mówi o tym, co kosmiczne i ponadzmysłowe, gdzie według niego się to znajduje? Nie może on wskazać żadnej sfery, w której mógłby wyobrazić sobie to, co kosmiczne i ponadzmysłowe, jako mające miejsce. Nigdzie nie może się tego uchwycić, nie może tego pojąć, nawet duchowo nie może tego pojąć. Ale tak nie było w tym starożytnym orientalnym strumieniu ewolucji. Dla człowieka wschodu, otaczający go świat, który dziś nazywamy naszym fizycznym środowiskiem, był najniższą częścią kosmosu, pojmowanego jako jedność. Człowiek miał wokół siebie to, co jest zawarte w trzech królestwach natury, miał wokół siebie rzeki, góry i tak dalej; ale dla niego to środowisko było przeniknięte na wskroś duchem, przeniknięte i splecione z duchem. Człowiek wschodu z dawnych czasów powiedziałby: Żyję z górami, żyję z rzekami; ale żyję też z istotami elementarnymi gór i rzek. Żyję w sferze fizycznej, ale ta sfera fizyczna jest ciałem sfery duchowej. Wokół mnie jest świat duchowy, najniższy świat duchowy.

Tam poniżej była ta sfera, która dla nas stała się sferą ziemską. Człowiek żył w niej. Ale wyobrażał sobie, że tam, gdzie kończy się ta sfera, zaczyna się inna sfera, potem znowu powyżej inna, a w końcu najwyższa sfera, do której można dotrzeć. I jeśli nazwalibyśmy te sfery zgodnie z językiem, który stał się aktualny w naszej antropozoficznej wiedzy – starożytni ludzie wschodu mieli inne nazwy dla nich, ale to nie ma znaczenia, nazwiemy je tak, jak są dla nas – wtedy mielibyśmy powyżej, dla najwyższej sfery, pierwszą Hierarchię: Serafinów, Cherubinów, Tronów; następnie drugą Hierarchię: Kyriotetes, Dynamis, Exusiai; i trzecią Hierarchię: Archai, Archaniołowie, Aniołowie.

A teraz nadchodzi czwarta sfera, w której żyją istoty ludzkie, sfera, w której zgodnie z naszą metodą poznania, umieszczamy dziś zwykłe przedmioty i procesy natury, ale w której starożytni orientaliści czuli, że cała natura jest przeniknięta elementarnymi duchami wody i ziemi. To była Azja. Azja oznaczała najniższą sferę duchową, w której on, jako człowiek, żył. Powinniście pamiętać, że dzisiejsza koncepcja rzeczy, którą mamy w naszej zwykłej świadomości, była nieznana człowiekowi tamtych czasów. Byłoby nonsensem przypuszczać, że w jakikolwiek sposób mógł on sobie wyobrazić coś takiego jak materia pozbawiona ducha. Mówienie, tak jak my to robimy, o tlenie i azocie byłoby dla starożytnego człowieka wschodu niemożliwością. Dla niego tlen był duchem, był tą duchową rzeczą, która działała jako środek stymulujący i pobudzający to, co już posiadało życie, przyspieszając procesy życiowe w żywym organizmie. Azot, o którym dziś myślimy, że jest zawarty w atmosferze razem z tlenem, był również duchowy; był tym, który oplata cały kosmos, działając na to, co żywe i organiczne w taki sposób, aby przygotować to do przyjęcia natury duszy. Taką wiedzę posiadał dawny człowiek wschodu, na przykład o tlenie i azocie. W ten sposób znał wszystkie procesy natury, w ich połączeniu z duchem, ponieważ dzisiejsze koncepcje nie były mu znane. Było kilka jednostek, które je znały i byli to wtajemniczeni. Reszta ludzkości posiadała jako swoją zwykłą codzienną świadomość świadomość bardzo podobną do snu na jawie; był to stan snu, który u nas występuje tylko w duchowych doświadczeniach.

Starożytny człowiek wschodu chodził z tymi marzeniami. Patrzył na góry, rzeki i chmury, i widział wszystko w taki sposób, w jaki rzeczy mogą być widziane i słyszane w tym stanie snu. Wyobraź sobie, co może przydarzyć się dzisiejszemu człowiekowi we śnie. On śpi. Nagle pojawia się przed nim senny obraz płonącego ognia. Słyszy wołanie: „Pożar!”. Na zewnątrz, na ulicy, przejeżdża wóz strażacki, aby gdzieś ugasić pożar. Ale jakże wielka jest różnica pomiędzy wyobrażeniem o pracy straży pożarnej, które może być uformowane przez ludzki intelekt w jego rzeczowy sposób przy pomocy zwykłej percepcji zmysłowej, a obrazami, które może wyczarować sen! Dla starożytnego człowieka wschodu, wszystkie jego doświadczenia przejawiały się w takich właśnie obrazach sennych. Wszystko, co znajduje się na zewnątrz, w królestwach Natury, było przekształcane w jego duszy w obrazy.

W tych obrazach sennych człowiek doświadczał elementarnych duchów wody, ziemi, powietrza i ognia. A sen przyniósł mu znowu inne doświadczenia. Sen dla niego nie był tym głębokim, ciężkim snem, który mamy, kiedy leżymy, jak to mówimy, „jak kłoda” i nie wiemy nic o sobie. Wierzę, że w dzisiejszych czasach są ludzie, którzy tak śpią, nieprawdaż? Ale wtedy nie było czegoś takiego: nawet we śnie człowiek miał jeszcze przytępioną formę świadomości. Podczas gdy z jednej strony, jak to teraz mówimy, odpoczywał swoim ciałem, to duchowe tkactwo tkwiło w nim w duchowej aktywności świata zewnętrznego. I w tym tkaniu on postrzegał istoty trzeciej Hierarchii. Starożytny człowiek wschodu postrzegał w swoim zwykłym stanie czuwania i snu, to znaczy w tym, co było codzienną świadomością tego czasu. W nocy, podczas snu, postrzegał trzecią Hierarchię. I od czasu do czasu w jego sen wchodziła jeszcze bardziej mroczna i ciemna świadomość, ale świadomość, która głęboko wnikała w jego myśl i uczucie. Tak więc te ludy wschodu miały najpierw swoją codzienną świadomość, w której wszystko zamieniało się w wyobrażenia i obrazy. Obrazy te nie były tak realne, jak te z jeszcze dawniejszych czasów, na przykład z czasów Atlantydy lub Lemurii, albo z epoki Księżyca. Niemniej jednak istniały one nadal, nawet podczas tej azjatyckiej ewolucji. W ciągu dnia ludzie mieli te obrazy. A we śnie mieli doświadczenie, które mogliby ubrać w następujące słowa: „Odsypiamy” zwykłą ziemską egzystencję, wkraczamy do królestwa Aniołów, Archaniołów i Archai i żyjemy wśród nich. Dusza uwalnia się od organizmu i żyje wśród Istot z wyższych Hierarchii.

Ludzie wiedzieli jednocześnie, że podczas gdy w Azji żyli z gnomami, nieborakami, sylfami i salamandrami, czyli z duchami żywiołów ziemi, wody, powietrza i ognia, to we śnie, kiedy ciało odpoczywało, doświadczali istot trzeciej Hierarchii w planetarnym istnieniu, w tym wszystkim, co żyje w całym systemie planetarnym należącym do Ziemi.

Były jednak chwile, kiedy śpiący odczuwał: Zbliża się do mnie jakiś zupełnie obcy obszar. Zabiera mnie do siebie, odciąga mnie od ziemskiego bytu. Nie odczuwał tego, gdy był zanurzony w istotach trzeciej Hierarchii, lecz tylko wtedy, gdy następował jeszcze głębszy stan snu. Chociaż nigdy nie było prawdziwej świadomości tego, co działo się podczas stanu snu trzeciego rodzaju, to jednak to, co było wtedy doświadczane z drugiej Hierarchii, wryło się głęboko w całą istotę człowieka. I to doświadczenie pozostało w odczuciu człowieka, kiedy się obudził. Mógł on wtedy powiedzieć: Zostałem łaskawie pobłogosławiony przez wyższe Duchy, których życie jest poza istnieniem planetarnym. W ten sposób te starożytne ludy mówiły o tej Hierarchii, która obejmuje Kyriotetes, Dynamis i Exusiai. To, co teraz opisujemy, to zwykłe stany świadomości tego starożytnego okresu azjatyckiego. Pierwsze dwa stany świadomości – czuwanie-sen, spanie-budzenie i sen, w których obecna była trzecia Hierarchia – były doświadczane przez wszystkich ludzi. Wielu z nich, dzięki specjalnemu obdarowaniu przez naturę, doświadczyło również interwencji głębszego snu, podczas którego druga Hierarchia wcieliła się w ludzką świadomość.

A wtajemniczeni w tajemnice, otrzymali jeszcze wyższy stopień świadomości. Jakiej to było natury? Odpowiedź jest zdumiewająca, ponieważ faktem jest, że wtajemniczeni starożytnego wschodu otrzymali tę samą świadomość, którą wy macie teraz w ciągu dnia! Rozwijasz ją w sposób zupełnie naturalny w drugim lub trzecim roku życia. Żaden starożytny człowiek wschodu nie osiągnął tego stanu świadomości w sposób naturalny, musiał go w sobie sztucznie rozwinąć. Musiał rozwinąć go w sobie sztucznie. Musiał rozwinąć go ze snu na jawie. Tak długo, jak chodził na jawie, śnił i marzył, widział wszędzie obrazy, oddając tylko w mniej lub bardziej symboliczny sposób to, co my widzimy dzisiaj w wyraźnych, ostrych zarysach; jednak jako wtajemniczony osiągnął widzenie rzeczy tak, jak widzimy je dzisiaj w naszej zwykłej świadomości. Wtajemniczeni, poprzez swoją rozwiniętą świadomość, osiągnęli to, czego każdy chłopiec i dziewczynka uczą się dzisiaj w szkole. Różnica między ich świadomością a normalną świadomością dnia dzisiejszego nie polega na tym, że treść była inna. Oczywiście abstrakcyjne formy liter, które mamy dzisiaj, nie były wtedy znane; znaki pisane były w bardziej intymnym związku z rzeczami i procesami kosmosu. Czytanie i pisanie było jednak nauczane w tamtych czasach przez wtajemniczonych, choć oczywiście tylko przez nich, ponieważ czytanie i pisanie może być nauczone tylko z tą jasną intelektualną świadomością, która jest naturalna dla dzisiejszego człowieka.

Przypuśćmy, że gdzieś ten świat starożytnego wschodu pojawiłby się ponownie, zamieszkany przez istoty ludzkie posiadające taką świadomość, jaką miały one w tamtych dawnych czasach, a wy weszlibyście między nie ze swoją świadomością dnia dzisiejszego, wtedy wszyscy bylibyście dla nich wtajemniczonymi. Różnica nie tkwi w treści świadomości. Bylibyście wtajemniczonymi. Ale w momencie, gdy ludzie rozpoznaliby was jako wtajemniczonych, natychmiast wypędziliby was z ziemi wszelkimi możliwymi sposobami, ponieważ byłoby dla nich całkiem jasne, że wtajemniczony nie powinien znać rzeczy w taki sposób, w jaki my znamy je dzisiaj. Nie powinien, na przykład, umieć pisać tak, jak my umiemy pisać dzisiaj. Gdybym przeniósł się do umysłu człowieka z tamtych czasów i spotkał takiego pseudo-wtajemniczonego, czyli zwykłego mądrego człowieka z dzisiejszych czasów, powiedziałbym o nim: On umie pisać, robi znaki na papierze, które coś znaczą, a nie ma pojęcia, jak diabelskie jest robienie takich rzeczy bez noszenia w sobie świadomości, że można to robić tylko w służbie Boskiej kosmicznej świadomości; nie wie, że człowiek może robić takie znaki na papierze tylko wtedy, gdy może poczuć, jak Bóg działa w jego ręce, w jego palcach, działa w jego duszy, umożliwiając jej wyrażanie się przez te litery. W tym tkwi cała różnica między wtajemniczonymi z dawnych czasów a zwykłym człowiekiem współczesności. Nie jest to różnica w treści świadomości, ale w sposobie pojmowania i rozumienia rzeczy. Przeczytajcie moją książkę „Chrześcijaństwo jako mistyczny fakt” Ga 8, której nowe wydanie niedawno się ukazało, a znajdziecie na samym początku tę samą wskazówkę, co do zasadniczej natury wtajemniczonego z dawnych czasów. Tak jest w istocie zawsze w toku ewolucji świata. To, co w późniejszym okresie rozwija się w człowieku w sposób naturalny, w poprzednich epokach musiało być zdobyte przez inicjację.

Dzięki takiej rzeczy, jaką wam przedstawiłem, będziecie w stanie dostrzec radykalną różnicę między stanem umysłu i duszy panującym wśród ludów wschodu w czasach prehistorycznych, a tym, jaki panował w późniejszej cywilizacji. To była inna ludzkość, która mogła nazywać Azję ostatnim lub najniższym niebem i rozumieć przez to swoją własną ziemię, naturę, która była wokół nich. Oni wiedzieli gdzie jest najniższe niebo.

Porównaj to z koncepcjami jakie ludzie mają dzisiaj. Jak daleki jest człowiek obecnych czasów od uważania wszystkiego co widzi wokół siebie za najniższe niebo! Większość ludzi nie może myśleć o tym jako o „najniższym” niebie z tego prostego powodu, że nie mają żadnej wiedzy o jakimkolwiek niebie w ogóle!

Widzimy więc jak w czasach starożytnego wschodu duch wszedł głęboko w naturę, we wszystkie naturalne istnienia. Ale teraz znajdujemy również wśród tych ludów coś, co dla większości z nas w dzisiejszych czasach może łatwo wydawać się skrajnie barbarzyńskie. Dla człowieka z tamtych czasów byłoby strasznym barbarzyństwem, gdyby ktoś był w stanie pisać w takim uczuciu i postawie umysłu, w jakiej my dzisiaj jesteśmy w stanie pisać; wydawałoby mu się to wręcz diabelskie. Ale gdy my dzisiaj widzimy, jak to było przyjęte w tamtych czasach jako coś zupełnie naturalnego i oczywistego, że jakiś lud powinien przenieść się z zachodu na wschód, podbić – często z wielkim okrucieństwem – inny lud już zajęty i uczynić z niego niewolników, to taka rzecz musi wydawać się barbarzyńska dla wielu z nas.

Taka jest jednak, ogólnie rzecz biorąc, istota historii orientalnej na całym obszarze Azji. Podczas gdy ludzie mieli, jak to już opisałem, wysokie duchowe pojęcie o rzeczach, ich zewnętrzna historia przebiegała w serii podbojów i zniewolenia. Niewątpliwie dla wielu ludzi jawi się to jako skrajne barbarzyństwo. Dziś, chociaż wojny agresywne nadal czasami się zdarzają, ludzie mają z tego powodu nieczyste sumienie. I dotyczy to nawet tych, którzy takie wojny popierają i bronią ich, nie są oni całkiem spokojni w swoim sumieniu.

W tamtych czasach człowiek miał jednak zupełnie czyste sumienie co do tych wojen agresywnych, czuł, że taki podbój jest z woli bogów. Tęsknota za pokojem, zamiłowanie do pokoju, które pojawiło się później i rozprzestrzeniło się na dużą część Azji, jest naprawdę produktem znacznie późniejszej cywilizacji. Zdobywanie ziemi przez podbój i zniewalanie jej mieszkańców jest istotną cechą wczesnej cywilizacji Azji. Im dalej cofamy się w czasy prehistoryczne, tym więcej znajdujemy tego rodzaju podbojów. Podboje Kserksesa i innych jego czasów były tak naprawdę tylko słabymi cieniami tego, co działo się we wcześniejszych epokach.

Podboje te opierają się na pewnej określonej zasadzie. W wyniku stanów świadomości, które wam opisałem, człowiek stał w zupełnie innym stosunku do swoich bliźnich, a także do otaczającego go świata. Pewne różnice pomiędzy różnymi częściami zamieszkałej Ziemi straciły dziś swoje główne znaczenie. W tamtych czasach różnice te dawały się odczuć w całkiem inny sposób. Pozwólcie, że przedstawię wam jako przykład coś, co często się zdarzało.

Przypuśćmy, że jakiś podbijający lud przedostał się z północnej Azji, rozprzestrzenił się na jakiś inny region Azji i podporządkował sobie ludność. Co się naprawdę stało?

W charakterystycznych przypadkach, które są prawdziwym wyrazem tendencji ewolucji historycznej, okazuje się, że agresorzy byli – jako naród lub rasa – młodzi, pełni sił młodości. Co to znaczy być młodym w dzisiejszych czasach? Co to znaczy dla ludzi w naszej obecnej epoce ewolucji? To znaczy nosić w sobie w każdej chwili życia wystarczającą ilość sił śmierci, aby zapewnić te siły duszy, które potrzebują procesów umierania w człowieku. Bo, jak wiecie, mamy w sobie kiełkujące, kiełkujące siły życia, ale te siły życia nie są siłami, które czynią nas refleksyjnymi, myślącymi istotami; przeciwnie, czynią nas słabymi, nieświadomymi. Siły śmierci, siły zniszczenia, które również są w nas nieustannie aktywne – i są wciąż na nowo pokonywane podczas snu przez siły życia, tak że dopiero pod koniec życia gromadzimy w sobie wszystkie siły śmierci w jednym ostatecznym wydarzeniu, jakim jest śmierć – to właśnie te siły skłaniają do refleksji, do samoświadomości. Tak właśnie jest z dzisiejszą ludzkością. Teraz młoda rasa, młodzi ludzie, tacy jak opisałem, cierpieli z powodu swoich własnych zbyt silnych sił życiowych i nieustannie mieli uczucie: Czuję, jak moja krew nieustannie bije o ściany mojego ciała. Nie mogę tego wytrzymać. Moja świadomość nie stanie się świadomością refleksyjną. Z powodu mojej młodości nie mogę rozwinąć swojego pełnego człowieczeństwa.

Zwykły człowiek nie przemówiłby w ten sposób, ale wtajemniczeni przemawiali w ten sposób w Misteriach, a to właśnie wtajemniczeni prowadzili i kierowali całym biegiem historii.

Oto ludzie, którzy mieli w sobie za dużo młodości, za dużo sił życiowych, za mało tego, co może wywołać refleksję i myślenie. Opuścili swoją ziemię i podbili region, w którym żył starszy naród, naród, który w taki czy inny sposób przyjął w siebie siły śmierci, ponieważ stał się już dekadencki. Młodszy naród wystąpił przeciwko starszemu i poddał go sobie. Nie było konieczne, aby pomiędzy zdobywcami i zniewolonymi została ustanowiona więź krwi. To, co działało nieświadomie w duszy pomiędzy nimi, działało w sposób odmładzający; działało na zdolności refleksyjne. To, czego zdobywca wymagał od niewolników, których miał teraz na swoim dworze, było wpływem na jego świadomość. Wystarczyło, że zwrócił swoją uwagę na tych niewolników, a tęsknota za nieświadomością została ugaszona w jego duszy, świadomość refleksyjna zaczęła się pojawiać.

To, co my dzisiaj musimy osiągnąć jako jednostki, w tamtych czasach było osiągnięte przez życie razem z innymi. Naród, który stawiał czoło światu jako zdobywcy i panowie, naród młody, nie posiadający pełnej zdolności refleksji, potrzebował wokół siebie, że tak powiem, narodu, który miał w sobie więcej sił śmierci. Pokonując inny lud, zdobył to, co było mu potrzebne do własnej ewolucji.

I tak odkrywamy, że te orientalne konflikty, często tak straszne i przedstawiające nam tak barbarzyński aspekt, w rzeczywistości nie są niczym innym jak impulsami ludzkiej ewolucji. One musiały mieć miejsce. Ludzkość nie byłaby w stanie rozwinąć się na ziemi, gdyby nie te straszne wojny i walki, które wydają się nam tak barbarzyńskie.

Już w tamtych dawnych czasach wtajemniczeni w Misteria widzieli świat tak, jak jest on widziany dzisiaj. Tylko, że z tym postrzeganiem łączyła się inna postawa umysłu i duszy. Dla nich wszystko, czego doświadczali w jasnych, ostrych zarysach – tak jak my dzisiaj doświadczamy zewnętrznych przedmiotów w ostrych zarysach, kiedy postrzegamy je naszymi zmysłami – było czymś, co pochodziło od bogów, co przychodziło nawet do ludzkiej świadomości od bogów. Bo jak zewnętrzne przedmioty przedstawiały się ówczesnemu wtajemniczonemu? Być może był to błysk pioruna (żeby posłużyć się prostą i oczywistą ilustracją). Dobrze wiecie, jak wygląda błysk błyskawicy dla dzisiejszego człowieka. Ludzie z dawnych czasów nie widzieli tego w ten sposób. Oni widzieli żywe duchowe istoty poruszające się po niebie, a ostra linia błysku całkowicie znikała. Widzieli zastępy, pochód istot duchowych, które spieszyły naprzód ponad lub w przestrzeni kosmicznej. Błyskawicy jako takiej nie widzieli. Widzieli zastęp duchów unoszących się i poruszających się w przestrzeni kosmicznej.

Wtajemniczony również widział, wraz z resztą, ten duchowy zastęp, ale on rozwinął w sobie percepcję, którą my mamy dzisiaj, więc dla niego obraz zaczął się zaciemniać i niebiański zastęp stopniowo znikał z widoku, a wtedy błyskawica mogła się zamanifestować.

Cała natura, w formie w jakiej widzimy ją dzisiaj, mogła być osiągnięta w dawnych czasach jedynie poprzez inicjację. Ale jak człowiek odnosił się do takiej wiedzy? W żadnym wypadku nie patrzył na tak zdobytą wiedzę z obojętnością, z jaką dziś traktuje się wiedzę i prawdę. W jego doświadczeniu wiedzy istniał silny element moralny. Jeśli zwrócimy uwagę na to, co działo się z neofitami Misteriów, to stwierdzimy, że musimy to opisać w następujący sposób. Kiedy kilka jednostek, po przejściu ciężkich wewnętrznych testów i prób, zostało wtajemniczonych w pogląd na naturę, który dziś jest dostępny dla wszystkich, mieli oni całkiem naturalne uczucie: rozważmy człowieka z jego zwykłą świadomością. Widzi on mnóstwo elementarnych istot unoszących się w powietrzu. Ale tylko dlatego, że ma takie postrzeganie, jest pozbawiony wolnej woli. Jest on całkowicie oddany bosko-duchowemu światu. Ponieważ w tym budzeniu się – śnieniu, śnieniu-budzeniu się, wola nie porusza się w wolności, jest raczej czymś, co wpływa do człowieka jako boska wola. I wtajemniczony, który widział, jak piorun wychodzi z tych wyobrażeń, nauczył się mówić: Muszę być człowiekiem, który jest wolny, aby poruszać się w świecie bez bogów, takim, dla którego bogowie wyrzucili światową treść w pustkę.

Teraz musicie zrozumieć, że ten stan byłby nie do zniesienia dla wtajemniczonego, gdyby nie było dla niego chwil, które to rekompensowały. Takie momenty on miał. Podczas gdy z jednej strony Inicjowany nauczył się doświadczać Azji jako opuszczonej przez Boga, opuszczonej przez ducha, nauczył się także poznawać jeszcze głębszy stan świadomości niż ten, który sięgał aż do drugiej Hierarchii. Poznając świat pozbawiony Boga, nauczył się również poznawać świat Serafinów, Cherubinów i Tronów.

W pewnym czasie w epoce ewolucji azjatyckiej, mniej więcej w połowie – później będziemy musieli dokładniej określić daty – stan świadomości wtajemniczonych był taki, że chodzili oni po ziemi z prawie takim postrzeganiem królestw ziemi, jakie posiada współczesny człowiek, odczuwali to jednak w swoich kończynach. Czuli swoje kończyny uwolnione od bogów w pozbawionej Boga ziemskiej substancji.

W zamian za to jednak spotkali na tej bezbożnej ziemi wysokich bogów Serafinów, Cherubinów i Tronów. Jako wtajemniczeni nauczyli się poznawać, już nie szaro-zielone duchowe Istoty, które były obrazami lasu, obrazami drzew, jako wtajemniczeni nauczyli się poznawać las pozbawiony Ducha. Ich jednak zadośćuczynieniem było spotykanie w lesie istot z Pierwszej Hierarchii, tam spotykali jakąś istotę z królestwa Serafinów, Cherubinów i Tronów.

Wszystko to, rozumiane jako nadanie formy życiu społecznemu ludzkości, jest zasadniczą cechą historycznej ewolucji starożytnego wschodu. Siłą napędową dalszej ewolucji jest poszukiwanie porozumienia między młodymi rasami a starymi, tak aby młode rasy mogły dojrzewać przez łączenie się ze starymi, z duszami tych, których sobie podporządkowały. Jakkolwiek daleko wstecz sięgniemy w głąb Azji, wszędzie zauważymy, że młode rasy, które same z siebie nie mogą rozwinąć zdolności refleksyjnych, szukają ich w wojennej agresji.

Gdy jednak skierujemy nasz wzrok z Azji do ziemi greckiej, znajdziemy nieco inny rozwój sytuacji. W Grecji, w okresie pełnego rozkwitu kultury greckiej, znajdujemy lud, który wprawdzie wiedział, jak się starzeć, ale nie potrafił przeniknąć tej starości pełną duchowością. Wielokrotnie musiałem zwracać uwagę na charakterystyczną grecką wypowiedź: Lepszy żebrak w świecie żywych, niż król w królestwie cieni. Ani do śmierci na zewnątrz w Naturze, ani do śmierci w człowieku, Grek nie mógł się przystosować. Nie potrafił odnaleźć swojego prawdziwego stosunku do śmierci. Z drugiej jednak strony, miał tę śmierć w sobie. I tak u Greka znajdujemy, nie tęsknotę za refleksyjną świadomością, ale zrozumienie i strach przed śmiercią.

Takiego strachu przed śmiercią nie odczuwały młode rasy wschodnie; wyruszały one na podboje, gdy jako rasa nie były w stanie przeżyć śmierci we właściwy sposób. Wewnętrzny konflikt, który Grecy przeżyli ze śmiercią, stał się jednak wewnętrznym impulsem, który zmusił ludzkość do działania i doprowadził do tego, co znamy jako wojnę trojańską. Grecy nie musieli szukać śmierci z rąk obcej rasy, aby zdobyć moc refleksji. Grecy potrzebowali wejść we właściwą relację z tym, co czuli i doświadczali w śmierci, potrzebowali odnaleźć wewnętrzną, żywą tajemnicę śmierci. I to doprowadziło do tego wielkiego konfliktu między Grekami a ludem azjatyckim, z którego się wywodzili. Wojna trojańska jest wojną smutku, wojną obaw i strachu. Widzimy naprzeciw siebie Greków, którzy czuli w sobie śmierć, ale nie wiedzieli, co z nią zrobić, oraz rasy orientalne, które były nastawione na podbój, które chciały śmierci, ale jej nie miały. Grecy mieli śmierć, ale nie wiedzieli, jak się do niej przystosować. Potrzebowali iniekcji innego elementu, zanim mogli odkryć jej tajemnicę. Achilles, Agamemnon – wszyscy ci ludzie nosili w sobie śmierć, ale nie potrafili się do niej przystosować. Spojrzeli na Azję. Tam, w Azji, widzą ludzi, którzy znajdują się w odwrotnym położeniu, którzy cierpią pod bezpośrednim wpływem przeciwnego stanu. Tam są ludzie, którzy nie czują śmierci w tak intensywny sposób, w jaki odczuwają ją sami Grecy, tam są ludzie, dla których śmierć jest czymś obfitującym w życie.

Wszystko to zostało wyrażone w cudowny sposób przez Homera. Gdziekolwiek stawia on Trojan przeciwko Grekom, wszędzie pozwala nam dostrzec ten kontrast. Można go dostrzec na przykład w charakterystycznych postaciach Hektora i Achillesa. I w tym kontraście wyraża się to, co dzieje się na granicy Azji i Europy. Azja w tych dawnych czasach miała niejako nadmiar życia nad śmiercią, tęskniła za śmiercią. Europa miała na greckiej ziemi nadmiar śmierci w człowieku, a człowiek nie mógł znaleźć swojego prawdziwego stosunku do niej. Tak więc z drugiego punktu widzenia widzimy Europę i Azję przeciwstawione sobie nawzajem.

Na początku mieliśmy przejście od pamięci rytmicznej do pamięci czasowej; teraz mamy te dwa całkiem różne doświadczenia w odniesieniu do śmierci w organizacji ludzkiej. Jutro rozważymy bardziej szczegółowo ten kontrast, który mogłem zasygnalizować jedynie na zakończenie dzisiejszego wykładu, i w ten sposób zbliżymy się do pełniejszego zrozumienia przejść, które prowadzą z Azji do Europy. Miały one bowiem głęboki i potężny wpływ na ewolucję człowieka i bez ich zrozumienia naprawdę nie możemy dojść do zrozumienia ewolucji, przez którą przechodzimy obecnie.

Czytaj dalej:

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x