Czym może być duchowe poznanie dla człowieka

Rudolf Steiner: „Czym może być duchowe poznanie dla człowieka zarówno w ciężkich jak i w szczęśliwych chwilach życia” / Geisterkenntnis in glücklichen und ernsten Stunden des Lebens – wykład publiczny wygłoszony w Berlinie 15 stycznia 1915. Autoryzowany przekład Heleny Dobrzyńskiej i Marii Przyborowskiej

W dzisiejszym wykładzie pragnę zwrócić uwagę słuchaczy na to, że poznanie duchowe może prowadzić do podniesienia energii życiowej, może dodać człowiekowi hartu i siły zarówno w ciężkich jak też i w szczęśliwych chwilach życia.

            Jest rzeczą naturalną i zrozumiałą, że przy panującej dzisiaj skłonności do poglądów materialistycznych paradoksem, absurdem może się ludziom wydawać twierdzenia wiedzy duchowej, że człowiek składa się nie tylko z tego, co w nim jest dostępne dla oficjalnej wiedzy: biologii, fizjologii itp., a także dla nauki, zwanej psychologią czyli wiedzą o duszy, która również opiera się wyłącznie na fizycznych danych; bezpodstawnym wydać się dziś może twierdzenie wiedzy duchowej, że w rzeczywistości człowiek składa się z całego szeregu członów, i że ciało fizyczne jest tylko jednym z nich, pozostałe zaś – dostępne jedynie dla duchowego poznania – są nadzmysłowe. Jest rzeczą zrozumiałą, jeżeli dzisiaj ludzie jeszcze drwią i polemizują, kiedy się im mówi, że człowiek, poza ciałem fizycznym, które mu służy na ziemi do wypowiadania się w czynach i do postrzegania za pomocą zmysłów, ma jeszcze inne, subtelniejsze, bardziej duchowe człony. Że człowiek oprócz ciała fizycznego ma przede wszystkim ciało eteryczne, bardziej subtelne od fizycznego; że te dwa człony człowieka pozostają w ciele fizycznym nawet podczas głębokiego snu; natomiast wyższe, bardziej duchowe człony, a mianowicie: ciało astralne i jaźń, od chwili zaśnięcia aż do przebudzenia się człowieka przebywają w świecie ducha. To właśnie mówi nam wiedza duchowa. Mówi nam ona jeszcze więcej, a mianowicie, że te wyższe człony, które w czasie snu pogrążone są w bez świadomości, że one to właśnie są czynnikiem kierującym, są tym elementem czynnym, który przenika i ożywia ciało fizyczne i eteryczne z chwilą, kiedy człowiek budzi się ze snu.

            I jeżeli dzisiaj oficjalne kierunki naukowe nie mogą, czy też nie chcą mówić o tych wyższych członach natury ludzkiej, jeżeli nie przyznają ich istnienia, to stają na podobnym stanowisku, co człowiek, który by negował istnienie powietrza dlatego tylko, że nie można go zobaczyć oczyma ani dotknąć rękami. Podobnie bowiem, jak wdychamy powietrze, materię fizyczną, a po chwili wydychamy je znowu, tak też ciało fizyczne i eteryczne wchłania, wdycha jak gdyby ciało astralne i jaźń w chwili, kiedy człowiek się budzi, i wydycha je znowu, kiedy człowiek zasypia, – przy czym  słowa „wdycha” i „wydycha” używam tu w przenośni. Chodzi o to, że, gdy zasypiamy, nasze ciało astralne i jaźń uwalniają się od ciała fizycznego i eterycznego i odchodzą w świat ducha. I ta wiedza o wyższych członach naszej istoty staje się dla nas płodną, jeżeli potrafimy zastosować ją w życiu, jeżeli przenika naszą duszą i w nowym świetle ukazuje nam życie.

            Człowieka niesie fala życia; od narodzenia do śmierci płynie on i płynie na tej fali. Aby lepiej wytłumaczyć, o co mi chodzi, użyję tutaj porównania. – Kiedy jedziemy pociągiem i wyglądamy sobie przez okno, to na razie wydaje się nam, zwłaszcza jeżeli nie jesteśmy przyzwyczajeni do jazdy koleją, że drzewa i domy przesuwają się przed oknami wagonu, że to  o n e  się poruszają. – Czegoś podobnego doznaje człowiek, kiedy wędrując przez życie spotyka na swej drodze szczęście i nieszczęście, powodzenia i niepowodzenia. Bo i jakże przeżywa człowiek szczęście i nieszczęście, powodzenia i niepowodzenia życiowe? Tak jak    b e z p o ś r e d n i e  wrażenia naszych zmysłów narzucają nam w danej chwili pewien obraz świata fizycznego /niekoniecznie zgodny z rzeczywistością, jak np. w wypadku jazdy koleją/, tak też podobnie szczęście i nieszczęście, powodzenia i niepowodzenia ogarniają, porywają jak gdyby za sobą nasze uczucia, nasze zapatrywania na świat, tak, że na fali rwących naszych uczuć świat cały zdaje się chwiać i kołysać w swych posadach. I tak, jak człowiek musi się przyzwyczaić do jazdy koleją na to, aby znaleźć właściwe ustosunkowanie wobec tego pozornego przesuwania się przedmiotów poza oknami wagonu, tak też od człowieka samego zależy, aby zdobył sobie właściwe stanowisko wobec życia, aby znalazł mocne oparcie w świecie ducha i potrafił zachować spokój wewnętrzny, tak aby świat cały nie chwiał mu się w posadach, kiedy spotka go szczęście lub nieszczęście.

            Ale przy tym i to jeszcze musimy wziąć pod uwagę, że ludzkość w swym rozwoju idzie ciągle naprzód, że każda epoka przynosi jej coś nowego, i dlatego też dusze ludzkie w każdym okresie historycznego rozwoju ludzkości muszą przechodzić przez inne przeżycia i doświadczenia, i – w zależności od tych doświadczeń i przeżyć – w każdej epoce muszą inaczej ustosunkować się do życia. To też człowiek dzisiejszy, jeżeli chce znaleźć spokój wewnętrzny i zadowolenie w życiu, musi inaczej ustosunkować się do życia, niż ludzie minionych wieków. – I oto wiedza duchowa mówi nam, że w duszy dzisiejszego człowieka kryje się pewien zasób żywych sił duchowych, które chcą się z tej duszy wydobyć, chcą się wydostać na światło dzienne i dotrzeć do świadomości człowieka, tak aby człowiek nie tylko przeżywał je jako poryw duszy, głuchą tęsknotę, lecz aby mógł je powiązać z całokształtem swych myśli i poglądów. Bo – pomyślcie tylko – jakże to właściwie zwraca się do człowieka wiedza duchowa? Nie zwraca się do niego tak, jak gdyby przynosiła mu jakąś daleką wieść z obcych, nieznanych mu światów, – nie! mówi mu ona w gruncie rzeczy tylko to, co kryje się w głębi każdej duszy ludzkiej. I nauczyciel wiedzy duchowej jest tego przekonania, że ta mądrość duchowa drzemie ukryta w każdym, ale to w każdym człowieku, a on ją tylko ubiera w słowa, ujmuje w pojęcia i myśli, i że nie ma on ludziom nic więcej do powiedzenia, jak tylko to, co każda dusza nosi nieświadomie w swych głębinach. I cała wiedza duchowa, jeżeli nauczyciel podaje ją tak, jak należy, daje ludzkości to tylko, co w każdej duszy spoczywa utajone; a wiedza duchowa jest tylko wezwaniem do dusz ludzkich, aby wydobyły na światło dzienne to, co w nich spoczywa.

            Tak więc możemy powiedzieć, że w utajonych głębinach duszy ludzkiej kryje się zasób sił, które, podniesione do świadomości, ujawniają dopiero, czym żyje dusza człowieka, czym ta dusza jest. Doprawdy, życie duszy ludzkiej jest o wiele bogatsze, o wiele pełniejsze, niż to sobie zwykle wyobrażamy.

            I oto istnieje szczególne prawo, dotyczące stosunku, jaki zachodzi w duszy ludzkiej pomiędzy poznaniem a samopoczuciem i przeżyciami człowieka, prawo, które może rzucić światło na niejedno głębokie zagadnienie, dotyczące duszy ludzkiej. Aby w sposób możliwie jasny wytłumaczyć, o co tu chodzi, powrócę jeszcze raz do rzeczy, znanych nam z wiedzy duchowej, a mianowicie do tego, że kiedy człowiek zasypia, to jego wyższe człony – jaźń i ciało astralne – odchodzą w świat ducha. Tam, w świecie ducha, człowiek zrazu nie jest w stanie nic postrzegać. Ale ta wyższa nasza istota, która w czasie snu odchodzi w świat ducha, ma w sobie naprawdę, jeżeli nie wszystko, to przynajmniej znaczną część tego, co wiedza duchowa usiłuje wydobyć z utajonych głębin na światło świadomości dziennej. Tylko że w zwykłym życiu człowiek jest tak zorganizowany, że kiedy śpiąc przebywa poza swym ciałem fizycznym, bez świadomość zasłania mu to, co spoczywa na dnie jego duszy; a kiedy budząc się powraca do ciała, wówczas wrażenia, jakich dostarcza mu zmysłowe postrzeganie, wrażenia ze świata fizycznego wypełniają jego jaźń i ciało astralne. Dusz zwraca się wówczas całkowicie ku światu fizycznemu. I tak, jak w czasie snu bez świadomość zasłania nam to, co żyje w głębinach duszy, tak znowu we dnie zasłaniają nam to wrażenia napływające ze świata fizycznego. Ale w głębinach duszy spoczywa naprawdę wszystko to, co wiedza duchowa pragnie człowiekowi uświadomić. – I oto istnieje pewne prawo, ważne, zasadnicze prawo, co do którego ludzie przekonają się z czasem, że rozciąga się ono właściwie na wszystkie dziedziny bytu, a mianowicie, że to, co w pewnych warunkach jest błogosławieństwem, w innych warunkach może okazać się zgubnym.

            W głębinach niedostępnych dla zwykłej świadomości człowieka kryją się niewidzialne siły nadzmysłowe. Kryją się one w tych członach człowieka, które w czasie snu odchodzą w świat ducha; ich głuche falowanie niepokoi duszę, odbiera człowiekowi poczucie pewności i jasny kierunek w życiu. Ale jeżeli wydobędziemy je na światło świadomości, jeżeli przeobrazimy je w świadome poznanie, w pojęcia i myśli, wtedy stają się one dla nas czymś błogosławionym i zbawiennym, dają nam kierunek i cel, dają nam spokój i pewność w życiu. – Szczególne jest to prawo i – trzeba przyznać – nie łatwe do zrozumienia. A jednak tak jest: prawdy wiedzy duchowej mogą być dla człowieka źródłem głębokiego zadowolenia, jeżeli przenikają do jego świadomości, ale te same prawdy stają się źródłem niepewności i dezorientacji w życiu, jeżeli – nieuświadomione – spoczywają w głębi duszy. To, co wiedza duchowa usiłuje podnieść do poziomu świadomego poznania, pozostaje bez wpływu na jaźń człowieka, jeżeli nieuświadomione spoczywa na dnie jego duszy; wtedy kłębi się i burzy w podświadomości i nie może mieć wpływu na to, jak człowiek przeżywa szczęście i nieszczęście, powodzenia i niepowodzenia. Człowiek przeżywa wtedy powodzenia i niepowodzenia tylko tą częścią swej duszy, którą radość i ból porywają i unoszą tak, że dusza zatraca się w szczęściu, tonie w cierpieniu, że powodzenie ją oszałamia, niepowodzenie zasklepia w bólu. Dusza daje się wówczas porywać i ponosić fali życia, która nią rzuca to tu, to tam. Ale jeżeli te siły poznawcze, te siły prowadzące w świat ducha podnieść z ciemnych otchłani duszy do świadomości jaźni, tak aby jaźń mogła znaleźć oparcie w poznaniu duchowym, kiedy życie uśmiecha się szczęściem lub zadaje ból, to wówczas człowiek nie chwieje się już i nie daje się ponosić falom szczęścia i nieszczęścia, wówczas wzmocniony na duchu wychodzi na spotkanie szczęścia i nieszczęścia, wówczas inaczej przeżywa radość i ból.

            Ale jeżeli chcemy zrozumieć i zastosować w życiu to, co tu powiedziałem, to musimy uświadomić sobie, czym jest w istocie swej szczęście i nieszczęście, powodzenie i niepowodzenie. Zastanówmy się więc: co człowiekowi przynoszą szczęście i nieszczęście?

            Do głębi zrozumieć, co przeżywa człowiek w szczęściu, w powodzeniu, w jasnych godzinach życia, a co przeżywa w cierpieniu, w chwilach smutku, jaki przynoszą mu niepowodzenia, – prawdziwie to zrozumieć można dopiero wtedy, jeżeli się weźmie pod uwagę, że człowiek oprócz ciała ma jeszcze duszę i ducha. Czym więc jest szczęście? Czym jest życie człowieka w powodzeniu?

            Cały ten zespół członów, jakie mamy w człowieku, przedstawia się – zwłaszcza jeżeli chodzi o to, co bardziej subtelne – inaczej w szczęściu, inaczej zaś w cierpieniu. I cóż się dzieje z człowiekiem w chwilach szczęścia, kiedy dusza jego tonie w tym szczęściu, kiedy unosi się powodzeniem? Wówczas dusza wyrywa się jak gdyby ku temu, czym ją życie obdarza w szczęściu i powodzeniu; człowiek oddala się od siebie, przestaje żyć wyłącznie „w sobie”. Przenika duszą w coś, co nie jest nim. To oddalenie się od siebie, przeżywane w chwilach szczęścia, stanowi jeden z biegunów życia duszy, jest jak gdyby odchyleniem wahadła w jedną stronę. A kiedy człowiek przeżywa ból, kiedy spotyka go niepowodzenie, wówczas cała jego duchowa istota, uciekając jak gdyby przed bólem, cofa się w siebie głębiej niż zwykle, zaciska się kurczowo, tak że człowiek nie tylko że nie zatraca się w otaczającym go świecie, jak w chwilach szczęścia, lecz przeciwnie, zamyka się w sobie. A ponieważ natura ludzka taka już jest, że tylko w harmonijnej łączności ze światem znaleźć może spokój i zadowolenie, więc to kurczowe zasklepianie się w sobie wytrąca człowieka z harmonii życiowej, podobnie jak zatracanie się w szczęściu i powodzeniu oddala go od samego siebie. I to całkowite zamknięcie się w sobie, to dążenie do odsunięcia się jak najdalej od świata, z którego płynie ból i cierpienie, – to właśnie stanowi drugi biegun w życiu wewnętrznym człowieka, jest odchyleniem wahadła w przeciwną stronę. Jeżeli mamy poznać całokształt przeżyć człowieka, to musimy przeżywać oba te bieguny; chodzi tylko o to, jak je przeżywamy . . .

             . . . Pewność w życiu, jasną wytyczną znajduje człowiek wtedy dopiero, jeżeli umie nie tylko utrzymać swą jaźń, ale też i łączyć się jaźnią ze wszystkim, co go w życiu spotyka: ze szczęściem i nieszczęściem, powodzeniem i niepowodzeniem. Jaźń wzmacnia się, nabiera pewności i siły, jeżeli wydobywamy z niej to, co ją napełnia niepewnością. A niepewnością napełnia jaźń ukryte w głębinach duszy wyższe poznanie świata duchowego, które, dopóki pozostaje utajone w podświadomości, daje nam poczucie jak gdyby bezustannego kołysania się łodzi, ale – wydobyte na światło świadomości – daje spokój i pewność w życiu. To też na zapytanie: „czemu dążymy do wiedzy duchowej?” – nie możemy dać takiej odpowiedzi: „aby znajdować w niej zadowolenie, aby nas podnosiła na duchu”. Nie! – my dlatego dążymy do wiedzy duchowej, że w podświadomości już ją mamy, lecz pozostawać tam ona nie powinna. Im więcej zadajemy sobie trudu zdobywając poznanie świata duchowego, tym bardziej czujemy, że dusza nasza przeobraża się, – bez względu na to, czy to poznanie przynosi nam radość czy cierpienie. Nie trudno jest bowiem zrozumieć, że nieświadome głębiny duszy, poprzednio pełne tych sił które, podniesione do świadomości, przeistaczają się w poznanie duchowe, – że te nieświadome głębie duszy coraz to bardziej się opróżniają w miarę tego, jak przyjmujemy świadomie wiedzę duchową. Możemy tu użyć następującego porównania: jeżeli z pompy ssąco-tłoczącej usuniemy za pomocą tłoka powietrze, to wewnątrz pompy wytwarza się próżnia, wolna przestrzeń, do której może wówczas przedostać się powietrze z zewnątrz. Podobnie też do naszej duszy może przedostać się coś nowego, jeżeli wydobywamy z niej te siły, które podnosimy do świadomości.

            Ale co może wówczas przenikać do naszej duszy?

            Te siły mogą wówczas przeniknąć do naszej duszy, z którymi dusza jest spokrewniona najgłębszą swą istotą; jeżeli bowiem wydobywamy z duszy to, co w niej dąży do świadomości, to wówczas otwiera się ona na przyjęcie boskich impulsów duchowych, które rozpłomieniają naszą wolę, rozgrzewają uczucia, dają nam w życiu poczucie pewności, dzięki któremu w danym momencie wiemy:  t a k  należy postąpić,  t a k  należy rozumieć to, co mnie w życiu spotyka. I człowiek spostrzega, że nie tylko chodzi o samą treść tego, co mówi nam wiedza duchowa, ile o to, czym przez wiedzę duchową staje się nasza dusza. Jeżeli będziemy uważnie śledzić życie naszej duszy, to spostrzeżemy, że przy pracy nad wiedzą duchową dusza nasza całkowicie się zmienia. Przychodzą chwile, dawniej zupełnie nam nieznane, kiedy czujemy: „teraz trzeba  t o  zrobić, a teraz  t o ” – przychodzą impulsy, które przynoszą nam to wszystko, co daje równowagę życiową, impulsy, których by nie było, gdyby nie to, że dzięki wiedzy duchowej podnieśliśmy do świadomości te siły, które poprzednio były nieuświadomione.

            Pracując nad wiedzą duchową postępujemy z własną duszą podobnie jak człowiek, który chce uregulować strumień: nie bierze się on do rzeczy w ten sposób, żeby zwrócić od razu prąd wody w innym kierunku: to by do niczego nie prowadziło; nie – on zaczyna od uregulowania terenu, stara się stworzyć wolną przestrzeń dla strumienia, kopie mu nowe łożysko. Podobnie jest z duszą ludzką. To, co nam daje pewność w życiu, harmonię wewnętrzną, co nam pozwala zachować spokój i równowagę w szczęściu i nieszczęściu, nie da się tak od razu ująć w ręce, podobnie jak woda strumienia; ale tak samo jak woda sama płynie wolną przestrzenią, którą jej przygotujemy, tak też i siły duchowe same przez się spłyną w nasze serca i w naszą wolę, jeżeli przygotujemy im „łożysko”, jeżeli podniesiemy do świadomości to, co – spoczywając utajone na dnie duszy – nie daje dostępu boskim siłom duchowym, a przestaje być przeszkodą, jeżeli jest uświadomione. I dlatego właśnie, studiując wiedzę duchową, nie tylko dowiadujemy się czegoś, nie tylko coś poznajemy, ale w prawdziwym znaczeniu tego słowa przeobrażamy się, gdyż do duszy naszej przenika coś, co inaczej nie miałoby do niej dostępu, i czujemy, że dzięki pracy nad wiedzą duchową nasza dusza krzepnie, że jej sił przybywa.

            Ale co jej daje te siły?  Co sprawia, że dusza krzepnie?

            Coś czego nie odczuwamy w każdej dowolnej chwili życia, ale tylko w pewnych momentach. I tak na przykład, kiedy spotyka nas szczęście, które dawniej mogłoby nas oszołomić i obezwładnić, spostrzegamy, że wprawdzie przeżywamy teraz szczęście nie mniej głęboko, ale inaczej: że przeżywamy je duszą wzmocnioną i pełną nowych sił; a każde cierpienie budzi w nas smutek, jak i dawniej, ale teraz  możemy  oddać się temu cierpieniu, zagłębiamy się w nim naszą jaźnią, a jednak nie oddalamy się od świata, zagłębiając się jaźnią w tym cierpieniu.

            Aby w pełni zrozumieć, jak doniosłe znaczenie ma dla człowieka to nowe ustosunkowanie się do szczęścia i do cierpienia trzeba głębiej wniknąć w istotę wiedzy duchowej. – Stan duszy, który nazywamy jasnowidzeniem /w prawdziwym tego słowa znaczeniu/ jest pewnego rodzaju „przebudzeniem”: budząc się w ten sposób wstępujemy w świat, o którym nie wiedzieliśmy nic, dopóki znaliśmy tylko wrażenia płynące ze świata fizycznego i nasze sądy o tym świecie. – A teraz przypuśćmy, że człowiek w pełni szczęścia i powodzenia życiowego doznaje nagle takiego „przebudzenia”. I przypuśćmy, że jest to człowiek, który dotychczas obcował tylko ze światem fizycznym, to znaczy żył w świecie fizycznym bez tych sił, jakie może dać wiedza duchowa. Wyobraźmy sobie więc, że taki człowiek w pełni szczęścia i powodzenia nagle się „budzi”, – i oto ma przed sobą świat ducha. I cóżby zobaczył ten człowiek?

            Takie przebudzenie, jeżeli nastąpi w pełni szczęścia i powodzenia życiowego, może być bardzo ciężką chwilą. Człowiek uświadamia sobie wówczas to, co określiłem mówiąc, że w szczęściu dusza zatraca siebie. I cała radość jaką przeżywał człowiek w szczęściu i powodzeniu, jaką odczuwał jeszcze przed chwilą, nagle ginie, gaśnie, – i człowiek nie może jej utrzymać, bo mu brak tej siły, dzięki której mógłby ją utrzymać. W chwili takiego „przebudzenia” niezwykle jaskrawo staje przed oczyma naszej duszy to, że zatracamy się w życiu, jeżeli, nie posiadając poznania duchowego, dajemy się ponosić fali szczęścia i powodzenia. Te bowiem chwile życia, które darzą nas szczęściem i powodzeniem, tylko wtedy mogą się stać źródłem sił dla naszej nieśmiertelnej, przez próg śmierci w wieczność idącej jaźni, jeżeli się nie zatracamy, jeżeli w szczęściu potrafimy  z a c h o w a ć    s i e b i e. Wiedza duchowa nie po to jest człowiekowi dana aby mu psuć szczęście i życie odzierać z uroku; ani jednej chwileczki szczęścia i radości nie chce mu odebrać ani zatruć. Daje mu tylko do zrozumienia, że szczęście przeżywane bez istotnej, głębokiej łączności ze światem nie prowadzi do tego, do czego dążą najgłębsze siły naszej jaźni. Człowiek bowiem, który idzie przez życie bez poznania duchowego, który nie wzmacnia, nie rozwija swego ducha, taki człowiek nie wynosi nic więcej z chwil szczęścia, jak tylko tęsknotę za nowym szczęściem, i tak dalej i tak dalej bez końca. Nie umie on z przeżytych chwil radości czerpać sił na całe dalsze życie. Ale kto w przeżywanie szczęścia wnosi te siły, które w nim obudziło poznanie duchowe, ten ze szczęścia i powodzenia czerpie dla swego ducha ożywcze, krzepiące siły, i to, co mu daje przeżycie szczęścia, zachowa na całą wieczność.

            Podobnie też jest z cierpieniem, z bólem, z niepowodzeniem. I tutaj znowu zwrócimy się do wiedzy duchowej, która może nam dać odpowiedź na pytanie: „co zobaczyłby człowiek, który by w chwili najstraszliwszego cierpienia nagle zbudził się duchem, uzyskał wgląd w świat ducha?” – Zobaczyłby on wówczas, co wynika z odsuwania się od świata, z kurczowego zamykania się w sobie: przed oczyma jego duszy zaćmiłoby się wszystko. Ciemność duchową przeżywałby człowiek, gdyby – nieprzygotowany przez wiedzę duchową – nagle się w ten sposób „obudził”.

            Ale inaczej przeżyłby takie przebudzenie człowiek, który by przechodził przez cierpienie i niepowodzenie z duszą wzmocnioną przez poznanie duchowe: przed oczyma jego duszy rozbłysłoby wówczas światło! Tak oto przeżywając cierpienie ze świadomością duchową dusza przezwycięża ból, przezwycięża wszelkie niepowodzenia, – i zbiera plon z cierpień i niepowodzeń, jeżeli je tak przeżywa. A tym plonem jest pogłębienie poznania, jest przeniknięcie tego poznania świadomością życia duchowego.

            Dlatego właśnie, że tak jest, mówiłem nieraz w mych wykładach o pewnym przeżyciu, do jakiego dochodzi człowiek, który osiąga poznanie duchowe. Szczęście i nieszczęście podchodzą do naszej duszy zawsze właściwie, a przynajmniej prawie zawsze, od zewnątrz: wychodzą jak gdyby na nasze spotkanie. Pogrążając się w swoje przeżycia w chwilach cierpienia, cofamy się w siebie. Za szczęściem pragniemy pogonić, przed bólem – uciec; ale uciec przed bólem możemy tylko wtedy, jeżeli zasklepimy się w sobie. Gdybyśmy się jednak zapytali człowieka, który w pewnej mierze posiadł już poznanie duchowe: „Czego wolałby się wyrzec w życiu: szczęścia i radości, jakie przeżywałeś, czy też cierpienia, bólu i doznanych niepowodzeń?” – to człowiek taki odpowiedziałby: „Z całego serca wdzięczny jestem światu ducha za zesłaną mi radość i szczęście; gdybym jednak miał wybierać między szczęściem a cierpieniem, to wyrzekłbym się raczej szczęścia, bo chociaż wiele w życiu zawdzięczam chwilom radości, to jednak to światło, jakie mi dziś oświeca świat cały, zawdzięczam doznanym niepowodzeniom; dzięki cierpieniom przebytym stałem się tym, czym dziś jestem na drodze poznania, – i w najgłębszym znaczeniu tego słowa muszę powiedzieć: przez cierpienie znalazłem siebie, dzięki cierpieniom nawiązałem głęboką, harmonijną łączność ze światem!”

             Tak oto z gruntu inaczej zaczyna człowiek zapatrywać się na radość i cierpienie, gdy pracuje nad wiedzą duchową. – Jeżeli teraz zapytamy: cóż to jest właściwie, co niby „woda życia”, niby jakaś siła życiodajna spływa w naszą duszę, kiedy przez pracę nad wiedzą duchową otwieramy się na przyjęcie boskich sił? – to możemy odpowiedzieć: spływa do duszy naszej spokój, równowaga i poczucie pewności w życiu, – taki spokój, taka pewność i równowaga, że dzięki nim radość i cierpienie, powodzenia i niepowodzenia stają się dla nas czymś zupełnie nowym.

            Czymże się one stają?

            Oto szczęście, ponieważ daje nam ono łączność z otaczającym światem, staje się dla nas siłą i pokrzepieniem, przenika do naszych uczuć i przeżyć, do wszystkich impulsów naszej woli. Nie psujemy sobie szczęścia, nie odwracamy się od niego; nie lekceważymy szczęścia bynajmniej. Z wdzięcznością przyjmujemy je z rąk losu, ale przeżywamy je inaczej niż dawniej, i wynosimy z chwil szczęścia takie uczucia, takie impulsy, które mają wartość trwałą – wieczną. I kto potrafi tak przeżywać szczęście, ten się przekona, że nie daje mu ono z całą pewnością mniej niż ludziom, którzy przechodzą przez szczęście w nieświadomości ducha.

            Głębsze i subtelniejsze są wówczas te przeżycia; dlatego głębsze i subtelniejsze, że są one dla niego jak gdyby „oknami”, przez które spływają ze świata ducha siły krzepiące duszę ludzką.

            A jeżeli w podobny sposób zagłębiamy się w cierpieniu?

            Wiedza duchowa doprawdy nie po to nam jest dana, abyśmy w niej szukali łatwej pociechy na smutki życiowe; nie może też ona skłaniać człowieka do prześlizgiwania się po powierzchni życia. To, co nam sprawia ból, powinno nam ból sprawiać, i to jest dobrze, cierpienie bowiem wzmacnia nas w życiu, hartuje nasze siły. Wiedza duchowa nie chce odsuwać nas od cierpienia, przeciwnie: ten kto idzie drogą poznania musi tym głębiej wnikać w cierpienie, czarę bólu musi wypić aż do dna. Ale podobnie jak przeżywanie szczęścia wzmacnia naszą wolę i wzbogaca serce, tak znowu cierpienie wzmacnia nasze siły poznawcze i na swój sposób wzbogaca serce, bardziej nawet jeszcze, niż szczęście. – Człowiek, który ginie śmiercią męczeńską, wznosząc się ponad ból, jest dla nas cudownym, porywającym przykładem zwycięstwa światła nad ciemnościami życia; podobnie ten, kto przeżywa cierpienie pełną świadomością swego „ja”, widzi jak jego świadoma jaźń wznosi się ponad ból, a im wyżej się wznosi, tym bardziej staje się świetlista, tym bardziej napełnia się tym światłem, które staje się człowiekowi pochodnią, rozświetlającą mu drogę wśród burz i walk życiowych.

            Nie samo poznanie tylko daje nam wiedza duchowa. Poznanie, jakie nam ona daje, jest jak gdyby pierwszym etapem, „przyczyną”, a „skutkiem” jest wzmocnienie jaźni przez równowagę i spokój życiowy, zdobycie stałego punktu oparcia w powodzi wrażeń. Ale najważniejszą zdobyczą jest energia życiowa, jaką daje poznanie, i ta świadomość, dzięki której człowiek może sobie powiedzieć: przez moje wysiłki na drodze poznania zdobyłem nie tylko wiedzę; dążyłem do wiedzy, to prawda, – ale w rzeczywistości wydobyłem ją tylko na światło świadomości z głębin własnej duszy, gdyż chciałem, aby moja dusza była wolna; i oto teraz widzę, że dusza moja napełniła się na nowo, że boskie życie duchowe w niezmiernej swojej łasce spłynęło w moją duszę i daje mi poczucie pewności i harmonię w życiu. – Taki oto głęboko religijny nastrój budzi się w duszy człowieka pod wpływem wiedzy duchowej, z takim uczuciem zwraca się człowiek do tych boskich sił, jakie spływają w jego duszę. Głęboka wdzięczność i bezgraniczna cześć dla tych boskich sił, przenikających cały świat, budzi się w nas, kiedy otwieramy naszą duszę na ich przyjęcie i wiemy, że złączą się one i zleją z naszą duszą, jeżeli będziemy gotowi na ich przyjęcie. Jeżeli dusza nasza, oswobodzona od naporu podświadomych, niepokojących ją sił, trwa w nastroju oczekiwania, wówczas mogą ją rozpłomienić intuicje, inspiracje, dzięki którym wiemy, jak postępować. Czujemy się wówczas narzędziem duchów kosmicznych, które pragną się zbliżyć do człowieka. A to nam daje takie poczucie pewności w życiu, takie bogactwo, którego nikt i nic nam nie odejmie.

            Cóż to takiego jest, co spływa w naszą oswobodzoną duszę?  Cóż to jest, co się łączy z najgłębszą jej istotą, jako pokrewne jej i bliskie?  To boski pierwiastek duchowy wstępuje w nią. I wtedy dopiero dusza może sobie uświadomić ten boski pierwiastek. Nieświadoma go jest bowiem w zwykłym życiu, zarówno w czasie snu, kiedy jaźń i ciało astralne znajdują się poza ciałem fizycznym, jak również i na jawie, kiedy to wrażenia, płynące ze świata fizycznego, tłumią w niej i głuszą przeżycia duchowe. I dopiero wtedy, gdy duszę naszą napełni prawdziwe poznanie, bezpośrednim przeżyciem staje się dla nas to, co w nas jest nieśmiertelne, i wtedy już wiemy, jak postępować, aby w prawdziwym znaczeniu tego słowa zespolić się z tym, co niesie nas na fali życia.

            Ale cóż to jest, co nas niesie na fali życia?

            „Los człowieczy” – oto słowo, którym określamy tę siłę, słowo wielkiej wagi i doniosłości. Czymże jest dla nas los, dopóki trzymamy się tylko zewnętrznej, materialnej rzeczywistości, dopóki myśl nasz ogranicza się do czysto rozumowych, z mózgiem związanych pojęć, dotyczących tej materialnej rzeczywistości?  Los jest wówczas dla nas czymś, co nas „spotyka”, co życie nam przynosi; mówimy o „przypadkach” w życiu. W jednym z poprzednich wykładów mówiłem już o tym, jak się przedstawiają te „przypadki”, jeżeli przyjrzeć się im bliżej, nawet bez znajomości wiedzy duchowej. Jeżeli w jakimś momencie życia zastanowimy się, czym jesteśmy, do czego doszliśmy w życiu, a potem spojrzymy wstecz na nasze życie, tak daleko, jak możemy sięgnąć pamięcią, to dojdziemy do wniosku, że tym, czym jesteśmy, staliśmy się dlatego, że los zgotował nam takie a nie inne przeżycia. Być może kiedyś w młodości doświadczyliśmy jakichś niepowodzeń: może zdarzyło się, że nie mogliśmy rozwiązać zadania szkolnego, albo też rozwiązaliśmy je źle; ale przez to, żeśmy je źle rozwiązali, wynikło dla nas coś, co zaważyło potem w naszym życiu i w duszy naszej wyryło głębokie, trwałe ślady. I jeżeli dzisiaj potrafimy w danej sytuacji życiowej powziąć szybką decyzję, to zawdzięczamy to właśnie przeżytemu niegdyś niepowodzeniu, które zahartowało nasze siły. To czym jesteśmy zawdzięczamy kolejom naszego losu. – Jeżeli się nad tym dobrze zastanowimy, to nawet nie znając wiedzy duchowej dojdziemy do przekonania, że jaźń człowieka i jego los, to jedno i to samo. My sami jesteśmy naszym losem, – los bowiem uczynił nas tym, czym jesteśmy. I jeżeli teraz pójdziemy dalej, do tych prawd, z jakimi zaznajamia nas wiedza duchowa, to zrozumiemy, że w szczęściu i nieszczęściu jakie nas spotyka wypowiada się nasza jaźń, a wtedy będziemy mogli z pełną świadomością przeżywać koleje naszego losu. I tak jak przedtem, przeżywając szczęście i nieszczęście, staraliśmy się odgrodzić od tych przeżyć, nie zatracać się w nich, tak teraz, zastanawiając się nad tym wszystkim, co nam los przynosi, przeżywamy coś wprost przeciwnego: czujemy, że to, co nas spotkało, musiało nas spotkać, i to za naszą własną sprawą! Wszystko bowiem, co zrządził los, jest ściśle związane z naszą jaźnią. Stopniowo dokonuje się w naszej świadomości zjednoczenie się z losem: zrastamy się z nim, własną świadomą jaźnią łączymy się z kolejami naszego losu. Uwalniamy się od siebie samych. Podejmujemy swój los, a przez to wchodzimy w koleje losu świata. Stapiamy się w jedno z losem świata, wstępujemy w prąd prawdziwego życia; jednakowo otwarci jesteśmy na wszystko, na co przedtem reagowaliśmy samolubnie sympatią lub antypatią. Przedtem odnosiliśmy się z sympatią do szczęścia, z antypatią do nieszczęścia; ale teraz rozumiemy, przeżywając koleje swego losu, że to, co się dzieje, dzieje się za naszą własną sprawą, i gdyby było inaczej, to nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy.             Wszystko to co prawda łatwiej jest powiedzieć niż przeprowadzić w życiu. Ale jeżeli człowiek wnika świadomie swoim „ja” w koleje swego losu, to zagadnienie losu staje się dla niego czymś zupełnie innym, niż było dawniej. Staje się dla niego czymś żywym, budzi w nim nowe siły. Podobnie jak poznanie oswabadza naszą duszę, tak że mogą przenikać w nią boskie krzepiące siły, tak teraz, dzięki temu, że świadomie łączymy się ze swym losem, może przenikać w nasze „ja” – dotychczas nieświadome swego losu – ten wieczny pierwiastek, który wędruje przez narodziny i zgony, który zwraca nas ku poprzednim naszym wcieleniom i mówi nam o tym, że po teraźniejszym naszym życiu na ziemi przyjdą następne. Tylko wtedy może się człowiek całkowicie zjednoczyć z tym swoim nieśmiertelnym pierwiastkiem, który poprzez kolejne narodziny i zgony prowadzi go w wieczność, jeżeli się całkowicie zjednoczy ze swym losem, zjednoczy się przez poznanie tej prawdy, że niejednokrotnie już przygotowywał sobie swój los, i że również obecny los przygotował sobie w poprzednich wcieleniach. W ten sposób człowiek jednoczy się całkowicie z tą wyższą istotą w sobie, która go łączy ze światem ducha. Przedtem czuł się w życiu jak żeglarz, który płynie na małej łódeczce przez bezgraniczny przestwór oceanu i widzi tylko to, co dzieje się w jego łódce i w najbliższym jej otoczeniu; teraz wie – dzięki wiedzy duchowej – że nie tylko  t a   j e d n a  łódka płynie po oceanie; wiele takich łódek widzi poza sobą i wiele przed sobą, – i wie, że w tej obecnej swojej łodzi płynąć będzie jeszcze przez jakiś czas, ale potem będzie mógł oderwać się od niej, przejść pewien okres bytowania w świecie ducha, po czym znów znajdzie się w innej łodzi, – i wie również o tym, że dawniej płynął na innych jeszcze łódkach. I tak jak żeglarz czułby się niepewnie, gdyby na stałe był przykuty do jednej łodzi, ale nabiera spokoju i pewności skoro wie, że po jakimś czasie będzie się mógł przenieść na inną, tak też i życie nasze na bezbrzeżnych falach bytu nabiera pewności i spokoju, jeżeli w taki sposób, o jakim tutaj mowa, podejmujemy swój los; jeżeli odczuwamy: ja i mój los – to jedno. Wszystko czego doznajemy w życiu, wszystko co nas spotyka jako nasz los, jako karma, sprawia, że staliśmy się tym, czym jesteśmy. Zaczynamy rozumieć, że sprawa losu, to sprawa doskonalenia się naszej duszy. Człowiek mówi sobie wówczas: jeżeli przeżywam cierpienie, ból, niepowodzenie, to ten ból, te cierpienia, te niepowodzenia przenikają moją duszę i wzmacniają jej świadome siły, – i wtedy przechodzę przez próg śmierci z duszą wzmocnioną i ze wzmocnionymi siłami wstępuję w nowe życie. Problem losu, który przedtem – niby groźna chmura – rzucał cień na nasze życie, staje się dla nas problemem doskonalenia się; całe nasze życie przenika spokój wewnętrzny i równowaga, jeżeli potrafimy w ten sposób ustosunkować się do losu. Możemy powiedzieć tak: cokolwiek spotyka człowieka, jakiekolwiek trudności stawia przed nim życie, wszystko widzi on teraz w innym świetle, wszystko zastaje go uzbrojonym w nowe siły, jeżeli ten człowiek przez świadome przyjęcie poznania duchowego otworzy dostęp do swej duszy boskim siłom duchowym. I dlatego to poznanie duchowe nie jest teoretycznym tylko poznaniem, nie jest jedynie pewną sumą pojęć i idei; przyjmując bowiem do duszy te pojęcia i idee przeobrażamy się całkowicie. My nie „dowodzimy” nieśmiertelności duszy za pomocą wiedzy duchowej, ale pracując nad wiedzą duchową tak przygotowujemy naszą duszę, że staje się zdolna w bezpośrednim przeżyciu poznać w sobie to, co w niej jest nieśmiertelne. Do nowego życia budzi człowieka wiedza duchowa.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x