Maximilian Rebholz: Lucyfer i Aryman

Maximilian Rebholz: Lucyfer i Aryman. tłumaczenie robocze (Intermediarius: B.S.). Artykuł z czasopisma „Wege”, 03/1983, Verlag Die Kommenden, Freiburg.

Z przedmowy z 04/1982 r: „W swoich pismach okólnych, służących systematycznemu opracowaniu nauczania antropozoficznego, które Max Rebholz opublikował w 1947 i 1948 roku, w serii esejów zajmował się także tematem Lucyfera i Arymana, który uważał za centralny temat nauki duchowej. I rzeczywiście, tylko ci, którzy widzą, jak działają te wrogie moce, mogą zrozumieć to, co dzieje się dziś w ludzkości, ale także w wydarzeniach kosmicznych. Dlatego uważam, że przedruk tych esejów w tym czasopiśmie ma pewne wewnętrzne uzasadnienie, tym bardziej że solidność jego pracy jest charakterystyczna dla Maxa Rebholza. Przetworzenie przez czytelnika tego, co zostało tu zreprodukowane, z pewnością pozwoli mu również nawiązać relację z tą indywidualnością, która w cielesności Maxa Rebholza oddała się całkowicie na służbę ruchu antropozoficznego, w którym obecnie, po odłożeniu na bok swojej cielesnej powłoki, pracuje nad przygotowaniem tego, co w XXI wieku ma doprowadzić do pełnego urzeczywistnienia tego, co zostało przewidziane w pierwszej połowie XX wieku.”

F. Herbert Hillringhaus

Lucyfer i Aryman 

Punkt widzenia zasugerowany na końcu naszych ostatnich rozważań powraca w charakterystyce pewnej klasy bytów lucyferycznych, przedstawionej w pełnych rozmachu wykładach londyńskich z listopada 1922 roku („Goetheanum” 1930). Jeśli ktoś nie chce być zdezorientowany tym punktem widzenia, musi pamiętać, że ma do czynienia z różnorodnością bytów „lucyferycznych”, rekrutujących się z najróżniejszych hierarchii. 

W wykładzie z 10.6.1911 r. mowa jest o istotach lucyferycznych „siedmiorakiego rodzaju”. W innym miejscu jest powiedziane, że w każdej z siedmiu rund ewolucji każdej planety, istoty pozostają w tyle. Każda z tych kategorii będzie w szczególny sposób kształtować inną stronę istoty lucyferycznej. Pamiętając o tym, trudno popełnić błąd polegający na stworzeniu sobie sztywnego schematu, który nie jest wystarczający, by poradzić sobie z takimi wyjaśnieniami, jak te, o których mowa.  Istnieją, jak to już zostało zaznaczone w pierwszym rozważaniu, byty lucyferyczne aż po wzniosłe stopnie cherubinów i serafinów.

Sam Lucyfer, jako duch niezależnej mądrości, jest nazywany „Duchem Świętym” w swojej przemianie pod wpływem impulsu Chrystusowego.  Wydaje się, że to stwierdzenie było nieznane i zaskakujące dla wielu czytelników. Chciałbym zatem uzupełnić je o notatkę z niedrukowanego cyklu wykładów berlińskich (1905), która jest dostępna w postaci nie dosłownego, ale jednak sumiennego zapisu:

Lucyfer – czytamy tam – jest symbolizowany przez uskrzydlonego byka z Księgi Ezechiela. Jest on najwyższym apostołem księżycowym. Chrystus jest adeptem słońca. Jego symbolem jest uskrzydlony lew. Przedstawiciel Zasady Ojca, reprezentowany przez orła, jest najwyższym adeptem starożytnego Saturna. 

Lucyfer reprezentuje element. Pierwsze wylanie ducha nastąpiło za pośrednictwem Lucyfera w okresie lemuryjskim. Wtedy przyszedł Chrystus i przyniósł Budhi (ducha życia). Przedstawiciel Zasady Ojca przyjdzie dopiero w przyszłości i objawi tajemnice Ojca; dziś nie mógłby jeszcze wcielić się na ziemi. Nawiasem mówiąc, podobne wyjaśnienia można znaleźć również w cyklu „Teozofia Różokrzyżowców”.  Z „Kroniki Akaszy” wynika, że na starym Saturnie Atma (duch człowieka) była predysponowana przez Trony, na starym Słońcu Budhi (duch życia) przez Cherubinów, a na starym Księżycu Manas (duch sam w sobie) przez Serafinów. Wreszcie, w przypadku Golgoty, Światowa Jaźń sama zstąpiła z jeszcze wyższych obszarów, aby urzeczywistnić te predyspozycje i zapoczątkować rozwój Ziemi w Jowisza, Wenus i Wulkana.” 

Jedynie w nawiasie należy zwrócić uwagę na sposób, w jaki seria ta wyraża fakt, że do ponownego uduchowienia wcieleń Ziemi od Saturna do obecnej Ziemi należało użyć coraz wyższej i silniejszej mocy duchowej. To właśnie Trony, Cherubiny i Serafiny, w wymienionej kolejności, poprzez swoją interwencję doprowadziły do ponownego uduchowienia planety, podczas gdy dla rozwoju ziemi zadanie to przejął sam Chrystus.  Stwierdzenia Rudolfa Steinera należy więc rozumieć w ten sposób, że dany najwyższy wtajemniczony (adept) ewolucji planetarnej z danej Hierarchii, który przeszedł przez dany etap ludzkości, stał się nosicielem elementu duchowego, który jest predysponowany w tej epoce (Atma, Budhi, Manas). W ten sposób najwyższy wtajemniczony z Hierarchii Archai na starożytnym Saturnie stał się przedstawicielem Zasady Ojca (Atma), najwyższy wtajemniczony Archanioł starożytnej ewolucji słonecznej stał się przedstawicielem Zasady Słońca (Budhi), a Lucyfer na starożytnym Księżycu stał się przedstawicielem Zasady Manas, która później stała się „Duchem Świętym” poprzez Chrystusa.  

Fakt, że „Lucyfer” musi być zatem istotą anielską, podczas gdy w innym miejscu (10.6.1911) jest on opisany jako „Archanioł, który pozostał na wcześniejszym poziomie”, a w wykładzie z 11.3.1921, „Goetheanum” 16.7.1933, jako duch formy, który pozostał na poziomie trzeciej hierarchii, nie powinien nas wprowadzać w błąd. Można też przytoczyć podobne różnice w określaniu nosiciela Istoty Chrystusa. Gdy w cyklu Teozofia Różokrzyżowców – Archanioł jest scharakteryzowany jako nosiciel zasady Chrystusowej, oznacza to, że za tym archaniołem należy szukać Ducha Mądrości, a za nim Chrystusa. W podobny sposób można też rozumieć różne określenia nosicieli zasady Lucyfera. W zależności od punktu widzenia, z którego się wypowiada, Rudolf Steiner kładzie nacisk na jedną lub drugą jednostkę.  Obecnie jednak „zastępy Lucyfera” sięgają aż do świata elementarnego. W wykładach londyńskich scharakteryzowano specjalną klasę istot lucyferycznych i arymanicznych, które może nie do końca można zaliczyć do duchów przyrody żywiołów, ale z pewnością można je zaliczyć do świata elementarnego. Tym cytatem ponownie podejmujemy konkluzję rozważań zawartych w poprzednim eseju: 

We wszystkim, co wyraża się w wietrze i pogodzie, żyją byty, których nie widać tylko dlatego, że nie mają ciała widzialnego dla zmysłów. . . Mają ciało, które składa się tylko z powietrza i ciepła…. Ciało to formuje się, rozpuszcza, ulega gwałtownym przemianom. To, co się widzi w formacjach chmur, to, co się czuje w formacjach wiatru, jest tylko zewnętrznym wyrazem tego, są to raczej czyny tych istot, tych jednostek. Ciało jest bardziej za nim, ale jest to ciało powietrzne i cieplne … Te istoty powietrzne i cieplne są z rodzaju tych, które w moich pismach i wykładach często nazywałem istotami lucyferycznymi”. 

„Te istoty lucyferyczne mają bardzo konkretne aspiracje w stosunku do człowieka. Są to istoty niezwykle przywiązane do elementu moralnego w ludzkim porządku społecznym. Są tak silnie przywiązani do pierwiastka moralnego, że mają taką opinię: Człowiek nie powinien mieć prawdziwego ciała fizycznego, a przynajmniej nie powinien mieć ciała, w którym znajduje się natura ziemska i wodna. Chcieliby oni ukształtować człowieka na swój sposób, ponieważ wtedy, nie mając w nim żadnej wolności, uczyniliby go całkowicie istotą moralną… Istoty te są szczególnie niebezpieczne dla wszystkich entuzjastów, skłonnych do mglistego mistycyzmu, którzy bardzo łatwo padają ofiarą tych istot, które chciałyby wyprowadzić człowieka z ziemi, dać mu coś w rodzaju istoty anielskiej, aby nie ulegał pokusom niemoralnym.” 

„Dziwne i paradoksalne, jakkolwiek to brzmi: w tych mocach, które wyrażają się w wietrze i pogodzie, mamy te istoty, które nade wszystko nienawidzą ludzkiej wolności, które chciałyby ją zniszczyć, ale które chciałyby uczynić z człowieka moralny automat, nic innego, jak tylko dobre anielskie natury. Czy należy się gniewać na te lucyferyczne istoty? Chcą tego, co najlepsze, czyli uczynienia człowieka istotą moralną, czystą. Tylko że pod ich wpływem nigdy nie będzie mógł być istotą wolną, lecz moralnym automatem”.  

Istoty te nazywane są „nieprawymi istotami saturnowymi, jowiszowymi, marsjańskimi”, które z powodu swojej niedojrzałości nie mogą zamieszkać na Saturnie, Jowiszu czy Marsie, lecz zostają wygnane na ziemię. 

W opozycji do nich stoi klasa istot arymanicznych, które żyją tuż pod powierzchnią ziemi, w żywiole wodnym i ziemskim, i o których równie prawdziwe jest stwierdzenie, że są to istoty „źle uformowane”: księżycowe, wenusjańskie, merkuriańskie. 

Te istoty arymaniczne mają swój punkt zaczepienia w człowieku, w jego niższej instynktownej naturze. „Ich czyny w sprawach ziemskich to wzloty i upadki, zjawiska wulkaniczne, zjawiska podobne do trzęsień ziemi. A te pod-ludzkie jednostki znajdują się pod kontrolą tych mocy, które w innym kontekście zawsze nazywam mocami arymanicznymi.” Wchodzą one w człowieka przez to, że musi on spożywać pokarm wodnisty i ziemski. W przeciwieństwie do innych, lucyferycznych istot, walczą one o to, by całkowicie wciągnąć człowieka w bez religijność, by go zahartować, upodobnić do siebie. „W ten sposób stałby się nieskończenie mądry materialnie; nieskończenie mądry, niewiarygodnie inteligentny”. 

Nie mogą osiągnąć tego celu bezpośrednio, ale próbują to zrobić okrężną drogą, wykorzystując instynktowną naturę człowieka. Jeśli jest to szczególnie dzikie i namiętne, mogą wyrwać tę instynktowną naturę po śmierci człowieka i stworzyć z niej wodno-ziemskie istoty. „W ten sposób na ziemi istnieje już cała populacja, populacja podludzi. Naprawdę istnieje w wodzie i w ziemi”. 

„A siły arymaniczne czekają, aż ludzie zejdą w takim wcieleniu poprzez karmę spowodowaną instynktami i namiętnościami, że szczególnie upodobają sobie taką istotę, że w pewnym życiu na ziemi powiedzą: Nie chcę wracać do świata duchowego”. Chcę się wcielić w taką pod-człowieczą istotę. W zamian pozostaję zjednoczony z ziemią; wybieram bycie istotą ponadzmysłową. 

„Tak więc w naszym ziemskim środowisku ludzkim mamy w istocie dwa zastępy: zastęp powietrza, który chciałby człowieka umoralnić, ale oderwałby go od ziemi, oraz byty arymaniczne znajdujące się bezpośrednio pod powierzchnią ziemi, które chciałyby człowieka ściągnąć w dół, które chciałyby go zatrzymać zawsze na ziemi”. Niektórzy chcieliby zamienić go w moralny automat, inni w inteligentny. 

Czy nie przywodzi nam to na myśl postaci Ahaswera (Król perski, a zarazem mityczny  Żyd – wieczny tułacz.), o którym wyraźnie mówi się, że rzeczywiście wybrał drogę ziemskiej nieśmiertelności? Spójrzmy też z boku na scenę z dramatu misteryjnego „Brama wtajemniczenia”. Jest to scena, w której Johannes Thomasius popełnia błąd, myląc Lucyfera z Teodozjuszem, przedstawicielem miłości doczesnej wśród hierofantów świątyni solarnej, i postrzegając zbliżanie się Benedictusa (przedstawiciela mądrości) jako ciemną, przeciwstawną siłę.  Trzeba pamiętać, że żadna siła światowa nie jest „dobra” ani „zła” sama w sobie, ale że nawet miłość światowa działa właściwie tylko wtedy, gdy harmonijnie współdziała z innymi siłami. Gdy tylko działa jednostronnie, ryzykuje, że stanie się lucyferyczna. „Nigdzie Lucyfer nie jest bardziej zaangażowany w dążenie niż tam, gdzie ludzie, z powodu swoich namiętności i pragnień, chcą dążyć do tego, co boskie , aby to, co boskie, było oświetlone światłem wiedzy”.  (z kl. 12/11) 

Fakt, że w tym momencie Johannes Thomasius ukazuje się tylko Teodozjuszowi, a nie – jak w następnej scenie w Świątyni Słońca – wszystkim trzem przedstawicielom sił świata, i że oddaje się tej sile w jednostronnym zachwycie, jest przyczyną jego błędu. W ten sposób przywołuje Lucyfera, a dzięki temu dostrzega zbliżanie się Benedykta jako siły przeciwnej.  Istoty lucyferyczne, o których mowa w wykładach londyńskich, rozwinęły jednostronną miłość do świata. Nie wiedzą nic o wolności, którą człowiek powinien zdobyć, ponieważ – jak wyjaśnił kiedyś Rudolf Steiner – „sami nie byli w stanie rozwinąć wolności, ponieważ można ją rozwinąć tylko w życiu ziemskim”.  

Dalej w wykładach londyńskich wyjaśnia się, że Jahwe jest prawowitym regulatorem instynktownej natury ludzkiej; regulując ją spoza ziemi, pozostaje ona nietykalna dla żadnej innej władzy poza władzami moralnymi, ale nie stałaby się niemoralna” (…).

A istoty, których Istota Jahwe potrzebuje jako asystentów, aby na przykład w człowieku instynkty związane z jedzeniem i piciem były w harmonii z instynktami rozrodczymi, aby popędy i instynkty w ogóle były uregulowane, tych asystentów Jahwe znajduje w Merkurym i Wenus. 

Przeciwko tym istotom księżycowym, Merkurego i Wenus, które regulują niższą naturę instynktowną, walczą w człowieku te moce Arymaniczne, które zostały scharakteryzowane. Istoty związane z górnymi planetami, Saturnem, Jowiszem i Marsem, mają więcej wspólnego z górnym człowiekiem. Działają one regulująco, na przykład na jego życie czuciowo-nerwowe, tak że jest ono prawidłowo umiejscowione w życiu ziemskim. Przeciwko tym saturnowym, jowiszowym i marsjańskim istotom walczą lucyferyczne istoty powietrzne i cieplne.

„Chcieliby oni uczynić całego człowieka fizycznym w taki sposób, aby tylko oko na zewnątrz, ucho i nos mogły być takie, jakie powinny być na powierzchni. Chcieliby przelać powierzchnię przez całego człowieka, aby człowiek nic nie robił, tylko widział i słyszał, aby nic nie jadł i nie pił, aby stał się istotą anielską”. 

I znowu: istoty saturnowe, jowiszowe, marsjańskie „przepajają moralnością to, co w naturze zewnętrznej jawi się nam jako zwykła natura”. Przynoszą one człowiekowi moralność. W rzeczywistości wnika on przez zmysły”.  „Istoty powietrza i ognia chcą całkowicie przeniknąć człowieka jego naturą zmysłową, tak aby widząc zmysłami, nie widział on nic poza tym, co moralne”. Chcą więc zrobić z niego moralny automat”.  „I rzeczywiście, po przekroczeniu progu stajemy w obliczu tej straszliwej walki sił wyższych z siłami nierealistycznymi. A walka toczy się za progiem w straszliwy sposób, tak że słońce najpierw staje się całkiem ogniste, potem ciemnieje i w końcu ukazuje się wam jako straszny czarny dysk”.  

To ostatnie zdanie wydaje mi się znaczącym nawiązaniem do obrazu z Apokalipsy 6, 12. 

Następnie opisuje, jak moce lucyferyczne i arymaniczne żyją w nadziei, że osiągną swoje cele dzięki człowiekowi, – ale jak ciągle doświadczają rozczarowania, ponieważ zwycięstwo zostaje im odebrane przez to, co czynią z ludzką naturą. 

We wszystkich tych przypadkach taka osoba staje się nieodpowiednia dla istot arymanicznych i lucyferycznych do realizacji ich celów. Kłamstwo, egoizm itp. mogą zostać zrekompensowane przez karmę, natomiast sukces tych sił udaremniłby cel ziemskiego rozwoju. 

Powiedziano już, że czyny tych Arymanicznych mocy wyrażają się w trzęsieniach ziemi i wybuchach wulkanów, a także w przypływach i odpływach morza. W innym miejscu jest powiedziane, że Aryman ma swój punkt zaczepienia we wnętrzu ziemi, w tej warstwie, która jest nazywana ziemią ognistą, z której wybuchają siły wulkaniczne. Wskazuje na to również np. sceneria 12; obrazu misteryjnego dramatu „Przebudzenie dusz”: 

„Wnętrze ziemi. Potężne formacje krystaliczne, poprzecinane lawami; całość świeci słabo, częściowo przezroczysta, częściowo półprzezroczysta. W górze czerwone płomienie, które są ściśnięte jakby od sufitu w dół”. 

Siły wulkaniczne oraz te, które powodują przypływy i odpływy, zostały opisane w wykładzie, którego tytułu i daty niestety zapomniałem zanotować, jako siły księżycowe, które pozostały w ziemi. Fragment ten jest nie tylko uzupełnieniem tego, co zostało powiedziane powyżej, ale jest również tak aktualny dla naszych czasów, że chciałbym go tutaj przytoczyć: „Tam nie działają zwykłe ziemskie prawa natury, tam stary księżyc zaczyna dudnić. Z sił, które Jahwe ujarzmił i połączył na zewnątrz księżyca, pozostała na ziemi resztka. We wszechświecie istnieje „spisek, którego kulminacją jest to, że nie tylko to, co towarzyszy naszej ziemi wraz z księżycem, który ma do niej prawo dzisiaj, jest wykorzystywane ale także to, co pozostało w ziemi jako substancja księżycowa. Jest to jednak wykorzystywane przez moce arymaniczne…. I tak można też zobaczyć, jak to moce arymaniczne w takim przypadku wyciągają z głębi ziemi swoje pożądliwie spokojne oblicze, gdy dochodzi do takich katastrof naturalnych.” 

Fakt, że Aryman może posługiwać się tymi siłami – wyjaśnia się dalej – wynika z tego, że za pośrednictwem zmarłych, którzy żyli w aberracjach cywilizacyjnych (wyraźnie wspomina się o warunkach społecznych bolszewizmu i wojnach naszych czasów), wiedza jest przenoszona do świata duchowego. „Są to z kolei siły, które dzięki władzy Arymana w świecie duchowym mogą zostać przekształcone w celu wykorzystania rozwoju księżycowego, który jest jeszcze obecny na ziemi. Tutaj Lucyfer rzeczywiście wyciąga rękę do Arymana. To, co jest przenoszone do świata duchowego przez zwykłe emocjonalne impulsy kulturowe, a co w rzeczywistości wyrasta jedynie ze zbłąkanej świadomości ziemskiej, to jest to, co w erupcjach wulkanicznych, w trzęsieniach ziemi, wybucha z wnętrza ziemi. Zawsze można zapytać: gdzie na ziemi to, co teraz wznieca się w dzikich namiętnościach ludzi, pewnego dnia wybuchnie, płonąc ogniem lub spadnie na ziemię?”  Rudolf Steiner wypowiada się na temat pewnych „elementarnych istot narodzin i śmierci” oraz ich roli w teraźniejszości i przyszłości. Są to jedne z najbardziej szokujących rzeczy, jakie badania duchowe mają do powiedzenia na temat sił zła, z którymi zmierzenie się jest zadaniem wieku duszy świadomej. W niewyczerpanie bogatych wykładach londyńskich znajduje się również fundamentalnie ważne stwierdzenie na ten temat: 

„Siły narodzin, embrionalne siły wzrostu i siły, które niszczą ciało ludzkie w chwili śmierci – to są te same siły i są to „siły księżycowe żyjące na ziemi”. Siły księżycowe są bowiem, jeśli można tak powiedzieć, skoncentrowane w kosmicznym Księżycu, ale ich skuteczność rozciąga się daleko i szeroko. Na ziemi objawia się to w siłach śmierci. Te siły śmierci są jednocześnie siłami narodzin. Wprowadzają ludzi w życie i pojawiają się, gdy ludzie je opuszczają. W ten sposób poznajemy związek między narodzinami a śmiercią. A jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie istoty ludzkie, które umierają w kolejnych okresach, to jest tak, że z każdej istoty ludzkiej wyłania się niejako postać śmierci i ponownie jednoczy się z atmosferą duchową, która otacza ziemię jak atmosfera powietrza i która zawiera to, co śmierć daje, a narodziny odbierają. Z sił, które niejako wyrastają z ludzkich zwłok, ludzie rodzą się na nowo.” Chociaż nie mówimy tu o „elementarnych istotach” narodzin i śmierci, uważam, że nie pomylimy się, jeśli uznamy te elementarne istoty przynajmniej za nosicieli sił, o których tu mowa.  O tych elementarnych istotach narodzin i śmierci mówi się w wykładzie z 6.10.17, że są to w rzeczywistości elementarne istoty arymaniczne, które muszą być używane tylko przez bogów księżyca regulujących narodziny, ale w teraźniejszości i przyszłości odegrają inną destrukcyjną rolę w służbie człowieka. Następnie „są one destrukcyjne dla zwykłego życia fizycznego człowieka w całym swoim postępowaniu, w swoich pragnieniach i w swoim światopoglądzie” (…). O ile do tej pory żywiołowe duchy narodzin i śmierci były sługami bosko-duchowych władców świata, o tyle od naszych czasów te żywiołowe duchy będą sługami techniki, przemysłu i komercyjnych istot ludzkich.

Znajdujemy się w przełomowym momencie, w którym te elementarne istoty przechodzą spod kontroli bogów w ręce człowieka. W erze Atlantów coś podobnego stało się z istotami elementarnymi, które powodują przyspieszenie i spowolnienie wzrostu. Ludzie nauczyli się kontrolować te siły, co doprowadziło do ich niewłaściwego wykorzystania, a w konsekwencji do upadku kultury atlantydzkiej. Tak więc, z powodu niewłaściwego wykorzystania przez człowieka elementarnych istot narodzin i śmierci, piąta epoka (poatlantycka) zginie, to znaczy po szóstej i siódmej kulturze, które nastąpią po naszej obecnej piątej kulturze poatlantyckiej. „Tak więc to, co obecnie inauguruje się jako kultura handlowa, przemysłowa, techniczna, zawiera elementy, które doprowadzą do upadku piątego okresu ziemskiego… w ten sposób rozpoczynamy pracę nad tym, co musi doprowadzić do katastrofy.”

„Są to naturalni posłańcy Arymana, te elementarne duchy narodzin i śmierci. Bogowie muszą zrobić z nich użytek. Nie pozwalają one, aby moce tych emisariuszy wchodziły na plan fizyczny w celu dokonywania czynów.” 

Wydaje się, że poniższe uwagi dotyczą również tych sił, które „inspirują cały postęp kultury technicznej”, ale które są „wrogie wszelkiemu dobru ludzkości i mają charakter niszczycielski: Istnieje tajemniczy związek między tym, co jest ludzką świadomością, a niszczycielskimi siłami wszechświata, istnieje ona w taki sposób, że jedna może służyć jako substytut drugiej po drugiej stronie, albo musi służyć po drugiej stronie w następujący sposób: uświadamiamy to sobie najintensywniej, najżywiej – można nawet powiedzieć, że najbardziej okrutnie z punktu widzenia teorii poznania – kiedy poznajemy wielu zmarłych, którzy weszli do świata duchowego, czy to w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku, czy w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Wiele dusz przeszło przez bramę śmierci, nie mając nawet pojęcia o pojęciach i ideach, które wskazują na impulsy duchowe. Muszą oni przyjąć płatność zniżkową. Teraz, kiedy weszli do świata duchowego przez bramę śmierci, pragną sił niszczących w świecie fizycznym. W tym celu należy wpłacić zaliczkę … Choć to straszne, zniszczenie było konieczne, ponieważ ci, którzy zstąpili przez bramę śmierci, pragnęli sił niszczących, w których mogliby żyć, po tym jak nie mogli otrzymać zapłaty na konto poprzez impulsy duchowe…. Nowsze czasy tylko rozbudziły w zmarłych tęsknoty, które teraz z dreszczem spotykają się z tym, czego my, żyjący, doświadczamy tu, na planie fizycznym. Pragną procesów destrukcyjnych tu, na planie fizycznym, ponieważ z tych procesów destrukcyjnych czerpią siłę do duchowo-sekretnego życia po śmierci.”

W takim kontekście, jakie znaczenie mają takie słowa, jak te wypowiedziane przez Rudolfa Steinera w wykładzie z 29.9.1917 r. (którego fragmenty są wydrukowane w „Goetheanum” 5.10.1947r.), gdy rozważa się katastrofy gospodarcze i polityczne naszych czasów – by podać tylko jeden z wielu przykładów: 

„Porządek nie wyłoni się z chaosu teraźniejszości, dopóki wystarczająco duża liczba ludzi nie uzna prawd duchowo-naukowych. Będzie to karna karta historii świata.  Wszystko inne będzie iluzją; wszystko inne będzie pozornym spokojem, pod którym wciąż na nowo będą rozpalać się nowe i nowe płomienie ognia.  Porządek bowiem wyłoni się z tego chaosu dopiero wtedy, gdy zrozumiemy, z czego ten chaos się wyłonił. Wynika ona z nieduchowego pojmowania rzeczywistości. Nie można bezkarnie ignorować świata duchowego. 

Musimy odważnie stawić czoło tym wszystkim, być może początkowo druzgocącym i przygnębiającym, odkryciom i nie pozwolić, aby nas one poruszyły do przygnębienia, ale do jeszcze większej energii. Z drugiej strony, dzięki nauce duchowej otrzymaliśmy tak wiele wzmacniających i podnoszących na duchu darów! Ale nie jest nam dana dla dobrego samopoczucia ale za odpowiedzialne korzystanie z naszych dusz. Musimy zawsze pamiętać o tym, co zostało powiedziane w cytowanych wyżej Wykładach Londyńskich: osiągnięcie celu ewolucji Ziemi jest ważniejsze niż dobre samopoczucie na planie fizycznym. Jeśli wiemy, że obecne zniszczenia nie są bezsensowne, lecz wynikają z konieczności duchowych, to będziemy mieli również siłę, by je przetrwać.” 

Es müssen Geister Welten brechen,

Soll Euer Zeitenschaffen

Verderben nicht, und Tod

den Ewigkeiten bringen.” 

(Geist der Elemente im 4. Bild der „Pforte der Einweihung”.)

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x