Terapeuta – dyrygent czy muzyk, który gra w orkiestrze?

autorka: lek. Marlena Rojecka, zdjęcie: Klinika w Ity Wegman w Arlesheim

Terapeuta – dyrygent czy muzyk, który gra w orkiestrze? Czy terapeuta musi znać nuty skoro tak pięknie potrafi zagrać ze słuchu?

W procesie przywracania zdrowia spotykamy obecnie często sytuację, w której każdy śpiewa z chorym inną pieśń, uważając się za jedynego dyrygenta, nie zawsze mając świadomość, że chory jest zaangażowany równolegle w innych zespołach. Ponieważ każdy terapeuta zaleca choremu dość często słuchanie zalecanej przez niego muzyki również w zaciszu domowym, pacjent stosując wiele metod terapii, uruchamia jednocześnie parę płyt. Chory ma dostęp do wielu źródeł pisanych, książek, czasopism i Internetu, gdzie zostaje zalany informacjami o wielu możliwościach skutecznych terapii. Na wszelki wypadek zwiększa swoje szanse na wyleczenie poprzez zastosowania kolejnych metod i terapii.

Można użyć pewnego skrótowego porównania, że pacjent włącza równolegle również swoje płyty.

Do czego można porównać uzyskany w ten sposób efekt? Hałas staje się nie do zniesienia, a człowiek jest poddany silnemu stresowi. Szanse na wyleczenie zmniejszają się.

Bioenergoterapia, biorezonans, homeopatia, homotoksykologia, izopatia, zioła, specyfiki medycyny chińskiej i peruwiańskiej, medycyna antropozoficzna, chiropraktyka, i wiele innych metod zaaplikowanych choremu, który nie uświadomił sobie, dlaczego zachorował i nie zwrócił się sił ducha o uleczenie, okazują się nie skuteczne.

Jeżeli chory chce połączyć różne metody terapii, jest bardzo pożądane abyśmy mieli w nich rozeznanie. Nie każdy terapeuta musi znać i stosować różne metody. Powinien jednak rozumieć i umieć współdziałać w terapii z innymi. Lekarz i terapeuta winien wesprzeć chorego na drodze do zdrowia.

Terapeuta działający na poziomach niewidzialnych dla większości ludzi, pracujący z energiami musi nauczyć się je rozpoznawać, odczytywać z księgi natury, jak to podkreślał średniowieczny lekarz Paracelsus[1].

Dopuszczenie do praktykowania leczenia lub różnorodnych form terapii we wszystkich kulturach i cywilizacjach było ograniczone wieloma barierami. Kapłani starożytnej Grecji prowadzący proces uzdrawiania poprzez sen świątynny, czynili to po długotrwałym przygotowaniu. Studia medycyny klasycznej są dłuższe niż studia w innych dziedzinach wiedzy, prawo wykonywania zawodu uzyskuje się po odbyciu dodatkowego stażu rocznego.

Zaprezentowałam dwa skrajne przypadki związane z szeroko rozumianymi procesami leczenia i uzdrawiania, które jednak są ilustracją faktu, ze ktokolwiek uzdrawia, wstępuje na drogę wymagającą pracy nieustającej.

Jest moim celem uświadomienie nieuchronnej konieczności ciągłego poszerzania wiedzy, a zarazem obowiązku współpracy z lekarzami i terapeutami uczestniczącymi w procesie przywracania zdrowia, pomimo, że często nie będziemy akceptować lub rozumieć innych metod działania. Praca z pacjentem wymaga równoległej pracy i zapanowania nad wybujałością naszego własnego ego.

Prawidłowo prowadzona ścieżka rozwoju terapeuty i lekarza staje się ścieżką jego rozwoju osobistego.

Na zakończenie chcę wspomnieć o zasadzie obowiązującej tak w leczeniu jak i w edukacji, którą w ogromnym skrócie można by opisać tak. Jeżeli chcesz działać na duszę, musisz czynić to z poziomu jaźni[2], działając na ciało eteryczne – z poziomu duszy, wpływając na ciało fizyczne – z poziomu ciała eterycznego.

Lecząc lub uzdrawiając musisz dbać o ciało i jego siły życia, musisz zachować higienę duszy, ale przede wszystkim musisz pielęgnować i doceniać siłę swojego ja, czyli ducha w sobie. Wzrastając ku duchowi i otwierając się nań zyskujesz dostęp do przestrzeni poza wymiarami, z której będziesz mógł zaczerpnąć uzdrawiające siły.


[1] Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim (ur. 1493r lub 1494r, zm. 24 września 1541) – jest uważany za ojca nowożytnej medycyny. Z jednej strony był postrzegany jako gbur, człowiek gruboskórny i konfliktowy. Nie stronił od trunków i był częstym gościem w karczmach. Zmarł w wyniku ran odniesionych podczas bójki w karczmie. Z drugiej strony był wybitnym znawcą alchemii, jednym z reprezentantów jatrochemii (obok Andreasa Libaviusa) – kierunku w nauce mówiącego o tym, że głównym zadaniem chemii jest odkrywanie nowych lekarstw. Uważał, że obowiązkiem lekarza jest umiejętność czytania z księgi natury. Wprowadził pojecie sygnatury, czyli odzwierciedlenia w cechach zewnętrznych cech wewnętrznych powiązanych z zasadami kosmicznymi

[2] Ciało fizyczne(ziemia),eteryczne(woda), astralne(powietrze) i jaźń(ogień) – cztery elementy istoty człowieka, nawiązujące do czterech żywiołów. Pojęcia znane starożytnym, w dzisiejszym świecie stają się ponownie aktualne, a rozumienie ich jest podstawą rozumienia makro i mikrokosmosu.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x