Wykład VI: Misteria starożytnego Bliskiego Wschodu wkraczają do Europy

Historia świata w świetle antropozofii i jako fundament ludzkiego ducha (Die Weltgeschichte in Anthroposophischer Beleuchtung und als Grundlage der Erkenntnis des Menschengeistes), Rudolf Steiner (GA 233), Intermediarius: B.S.

WYKŁAD VI, 29 grudnia 1923 r.

Misteria starożytnego Bliskiego Wschodu wkraczają do Europy

Czas między spaleniem świątyni Artemidy a śmiercią Juliana Apostaty 

Działanie arystotelizmu aż do objawień duchowych w ostatniej trzeciej części XIX wieku

Tekst roboczy

Szczególne znaczenie dla zrozumienia historii zachodu w jego relacji do wschodu jest okres, który leży pomiędzy trzema lub czterystoma latami przed, a trzystoma lub czterystoma latami po Tajemnicy Golgoty. Prawdziwe znaczenie wydarzeń, które rozważaliśmy, wydarzeń, których kulminacją było powstanie arystotelizmu i wyprawy Aleksandra do Azji, zawiera się w fakcie, że stanowią one niejako ostatni akt tej cywilizacji wschodu, która była jeszcze zanurzona w impulsach pochodzących z Misteriów.

Ostateczny kres prawdziwemu i czystemu impulsowi misteryjnemu wschodu położyło zbrodnicze spalenie Efezu. Po tym wydarzeniu pozostały nam tylko tradycje Misteriów, tradycje i obrazy cieni, które pozostały w Europie, a zwłaszcza w Grecji, po starej, natchnionej przez Boga cywilizacji. Czterysta lat po Tajemnicy Golgoty miało miejsce inne wielkie wydarzenie, które pokazuje, co jeszcze pozostało z ruin – bo tak możemy je nazwać – Misteriów.

Przyjrzyjmy się postaci Juliana Apostaty [Flavius Claudius Julianus, zwany przez chrześcijan Apostatą, był cesarzem rzymskim w latach 361-363]. Julian Apostata, cesarz rzymski, został inicjowany w IV wieku, na tyle, na ile inicjacja była wówczas możliwa, przez jednego z ostatnich hierofantów misteriów eleuzyńskich. Oznacza to, że wszedł on w doświadczenie starych boskich tajemnic wschodu, o ile takie doświadczenie można było jeszcze zdobyć w Misteriach Eleuzyjskich.

Na początku tego okresu, który rozważamy, stoi spalenie Efezu; a dzień spalenia Efezu jest także dniem, w którym urodził się Aleksander Wielki. Na końcu tego okresu, w 363 roku, mamy dzień śmierci – strasznej i znaczącej śmierci – Juliana Apostaty daleko w Azji. W połowie drogi pomiędzy tymi dwoma dniami znajduje się Tajemnica Golgoty.

A teraz zbadajmy nieco ten okres czasu, jak on się przedstawia w kontekście całej historii ludzkiej ewolucji. Jeśli chcemy spojrzeć wstecz poza ten okres do wcześniejszej ewolucji ludzkości, musimy najpierw doprowadzić do zmiany w naszej mocy widzenia i postrzegania, zmiany bardzo podobnej do tej, o której słyszymy w innym związku. Tylko nie często łączymy te rzeczy razem w myślach.

Pamiętacie, jak w mojej książce Teozofia musiałem opisać różne światy, które są brane pod uwagę przez człowieka. Opisałem je jako świat fizyczny, graniczący z nim świat przejściowy, czyli świat duszy, a następnie świat, do którego może wejść tylko najwyższa część naszej natury, czyli kraina ducha. Pomijając szczególne właściwości tej krainy ducha, przez którą przechodzi dzisiejszy człowiek pomiędzy śmiercią a nowymi narodzinami, i patrząc tylko na jej bardziej ogólne właściwości i cechy, zauważamy, że musimy nadać nową orientację całej naszej myśli i uczuciu, zanim będziemy mogli pojąć krainę duchów. Jest rzeczą niezwykłą, że musimy zmienić i przeorientować nasze wewnętrzne życie myślowe i uczuciowe w taki sam sposób, gdy chcemy pojąć to, co leży poza okresem, który określiłem. Źle zrobimy, jeśli będziemy sobie wyobrażać, że możemy zrozumieć to, co było przed spaleniem Efezu, za pomocą pojęć i idei, które wystarczają dla dzisiejszego świata. Musimy stworzyć inne pojęcia i inne idee, które pozwolą nam spojrzeć przez lata na istoty ludzkie, które jeszcze wiedziały, że tak jak człowiek jest zjednoczony poprzez oddychanie z powietrzem na zewnątrz, tak samo jest on w ciągłej jedności poprzez swoją duszę z Bogami.

Zaczynając więc od tego świata, świata, który jest rodzajem ziemskiego Dewachanu, ziemskiej krainy ducha, – ponieważ świat fizyczny zawodzi nas, gdy chcemy go sobie wyobrazić, – weszliśmy w okres przejściowy, trwający od około 356 roku p.n.e. do około 363 roku n.e. I co teraz następuje? W Europie znajdujemy świat, z którego dzisiejsza ludzkość jest w punkcie wyjścia do czegoś nowego, tak jak ludzkość w dawnych czasach wyszła ze świata orientalnego, przeszła przez świat grecki, a następnie do królestwa rzymskiego.

Odkładając na chwilę na bok to, co działo się w wewnętrznych miejscach Misteriów, musimy dostrzec w cywilizacji, która wyrosła przez wieki średniowiecza i rozwinęła się aż do naszych czasów, cywilizację, która została ukształtowana na podstawie tego, co człowiek sam może wytworzyć z pomocą swoich własnych koncepcji i pomysłów. Początki w tym kierunku możemy zauważyć w Grecji, od czasów Herodota. Herodot opisuje fakty historyczne w sposób zewnętrzny, nie czyni żadnej aluzji, lub co najwyżej bardzo małą aluzję do tego, co duchowe. A inni po nim idą dalej w tym samym kierunku. Niemniej jednak w Grecji zawsze czujemy ostatnie tchnienie, jakby ostatnie tchnienie tych cienistych obrazów, które miały przypominać człowiekowi o życiu duchowym. Rzym natomiast rozpoczyna okres, z którym człowiek może się jeszcze dziś czuć związany, okres, który ma zupełnie nowy sposób myślenia i odczuwania, odmienny nawet od tego, co obserwowaliśmy w Grecji. Tylko tu i ówdzie w świecie rzymskim znajdujemy osobowość taką jak Julian Apostata, który odczuwa coś w rodzaju nieodpartej tęsknoty za starym światem i wykazuje pewną uczciwość w inicjowaniu się w misteria eleuzyńskie.

Jednak to, co Julian jest w stanie otrzymać w tych misteriach, nie ma już siły wiedzy. Co więcej, należy on do świata, w którym ludzie nie są już w stanie uchwycić w swojej duszy tradycji z Misteriów wschodu.

Dzisiejsza ludzkość nigdy by nie powstała, gdyby po Azji nie nastąpiła najpierw Grecja, a potem Rzym. Dzisiejsza ludzkość zbudowana jest na osobowości, na osobowości jednostki. Ludzkość wschodu nie była tak zbudowana. Jednostka wschodu czuła się częścią ciągłego boskiego procesu. Bogowie mieli swoje cele w ewolucji ziemi. Bogowie chcieli tego czy tamtego i to czy tamto spełniło się na ziemi poniżej. Bogowie pracowali nad wolą ludzi, inspirując ich. Te potężne i wielkie osobowości na wschodzie, o których wam mówiłem, wszystko, co robili, było inspirowane przez bogów. Bogowie chcieli, ludzie wprowadzali to w życie. W dawnych czasach Misteria były zarządzane i aranżowane w tym celu, aby zrównać Boską wolę z ludzkim działaniem.

W Efezie po raz pierwszy zauważamy różnicę. Tam uczniowie w Misteriach, jak już mówiłem, musieli uważać na swój własny stan dojrzałości i nie musieli już przestrzegać pór roku. Tam pojawia się pierwszy znak osobowości. Tam we wcześniejszych wcieleniach Arystoteles i Aleksander Wielki otrzymali impuls w kierunku osobowości.

Ale teraz nadchodzi nowy okres. To właśnie we wczesnym świcie tego nowego okresu Julian Apostata doświadcza niejako ostatniej tęsknoty człowieka do uczestnictwa, nawet w tym późnym wieku, w Misteriach wschodu. Teraz dusza człowieka zaczyna się znowu różnić od tego, czym była w Grecji.

Wyobraźcie sobie jeszcze raz człowieka, który przeszedł pewne szkolenie w Misteriach Efeskich. Jego konstytucja duszy nie pochodzi z tych Misteriów: zawdzięcza ją prostemu faktowi, że żyje w tym wieku. Kiedy dzisiaj człowiek wspomina, kiedy, jak to mówimy, zamyśla się, co może przywołać na myśl? Może przywołać na pamięć coś, co sam osobiście przeżył w swoim obecnym życiu, być może coś, co przeżył 20 lub 30 lat temu. To wewnętrzne wspomnienie w myślach nie sięga oczywiście dalej niż jego własne życie osobiste. Z człowiekiem, który należał na przykład do cywilizacji efeskiej, było inaczej. Jeżeli otrzymał on, choćby w niewielkim stopniu, wykształcenie, jakie można było otrzymać w Efezie, to było z nim tak, że kiedy zastanawiał się nad sobą we wspomnieniach, to w jego duszy, zamiast wspomnień ograniczonych do życia osobistego, pojawiały się wydarzenia z przed-ziemskiej egzystencji, wydarzenia, które poprzedzały ziemski okres ewolucji. Widział on ewolucję Księżyca, ewolucję Słońca, widział je w różnych królestwach natury. Potrafił też spojrzeć w głąb siebie i zobaczyć zjednoczenie człowieka z kosmicznym bytem; widział, jak człowiek zależy od kosmosu i jest z nim związany. A wszystko to, co żyło w jego duszy, było prawdziwą, „własną” pamięcią, było kosmiczną pamięcią człowieka.

Można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z okresem, kiedy w Efezie człowiek był w stanie doświadczać tajemnic wszechświata. Dusza ludzka posiadała pamięć o odległych wiekach kosmosu.

To pamiętanie poprzedzone było w ewolucji czymś jeszcze: poprzedzone było rzeczywistym życiem w tych dawnych czasach. Pozostawało patrzenie wstecz. Jednak w czasach, o których opowiada Epos Gilgamesza, nie możemy mówić o pamięci minionych wieków w kosmosie, musimy mówić o obecnym doświadczeniu tego, co minione.

Po czasie kosmicznej pamięci nadszedł czas, który nazwałem czasem przejściowym między Aleksandrem a Julianem Apostatą. Na razie pominiemy ten okres. Potem następuje epoka, która zrodziła zachodnią cywilizację średniowiecza i czasów nowożytnych. Tutaj nie ma już pamięci o kosmicznej przeszłości, a tym bardziej doświadczenia w teraźniejszości przeszłości; nie pozostało nic poza tradycją.

1. Pamięć kosmicznej przeszłości.

2. Teraźniejsze doświadczenie przeszłości.

3. Tradycja.

Ludzie mogą teraz spisać to, co się wydarzyło. Zaczyna się historia. Historia po raz pierwszy pojawia się w okresie rzymskim. Pomyślcie, moi drodzy przyjaciele, jaką ogromną zmianę mamy tutaj! Pomyślcie, jak uczniowie w Misteriach Efeskich żyli z czasem. Nie potrzebowali podręczników do historii. Spisywanie tego, co się wydarzyło, byłoby dla nich śmieszne. Wystarczyło zastanowić się i pomedytować wystarczająco głęboko, a to, co się wydarzyło, wyłaniało się przed nami z głębi świadomości. Nie był to żaden pokaz psychoanalizy, jaki mógłby przeprowadzić współczesny lekarz: dusza ludzka czerpała największą przyjemność z wydobywania w ten sposób z żywej pamięci tego, co było w przeszłości. W późniejszym czasie jednak ludzkość jako taka zapomniała i pojawiła się konieczność spisania tego, co się wydarzyło. Ale przez cały ten czas, kiedy człowiek musiał pozwolić, by jego starożytna moc kosmicznej pamięci rozpadła się i zaczął nieudolnie spisywać wielkie wydarzenia świata, – przez cały ten czas w jego wewnętrznej istocie rozwijała się osobista pamięć, osobiste wspomnienie. Bo każdy wiek ma swoją misję, każdy wiek swoje zadanie.

Oto macie drugą stronę tego, co przedstawiłem wam w pierwszych wykładach tego kursu, kiedy opisywałem powstanie tego, co nazwaliśmy „pamięcią w czasie”. Ta pamięć w czasie, czy też pamięć temporalna, miała, by tak rzec, swoją kolebkę w Grecji, wzrastała poprzez kulturę rzymską w średniowiecze i dalej w czasy nowożytne. Już w czasach Juliana Apostaty zasiano ziarno cywilizacji opartej na osobowości, o czym świadczy fakt, że Julian Apostata nie uznał za stosowne dać się wtajemniczyć w misteria eleuzyńskie.

Doszliśmy do okresu, w którym człowiek zachodu, począwszy od III lub IV wieku po Chrystusie, aż do naszych czasów, żyje na ziemi całkowicie poza światem duchowym, żyje w pojęciach i ideach, w zwykłych abstrakcjach. W Rzymie sami bogowie stali się abstrakcjami. Doszliśmy do czasów, kiedy ludzkość nie ma już żadnej wiedzy o żywym połączeniu ze światem duchowym. Ziemia nie jest już Azją, najniższym z niebios, ziemia jest światem dla siebie, a niebiosa są odległe, niewyraźne i zaciemnione dla człowieka. Teraz jest czas, kiedy człowiek rozwija osobowość, pod wpływem kultury rzymskiej, która rozprzestrzenia się na ziemiach zachodu. Jak musieliśmy mówić o świecie dusz, graniczącym ze światem duchowym, z krainą duchów, która jest ponad nami, – tak, graniczącą z tym duchowym światem orientalnym jest cywilizacja zachodu; możemy ją nazwać rodzajem świata dusz w czasie. Jest to świat, który sięga aż do naszych czasów. A teraz, w naszych czasach, choć większość ludzi nie jest w ogóle świadoma tego faktu, znów zachodzi kolejna ogromna zmiana.

Niektórzy z was, którzy często słuchają moich wykładów, wiedzą, że nie nazywam chętnie żadnego okresu okresem przejściowym, ponieważ w rzeczywistości każdy okres jest takim okresem, – każdy okres oznacza przejście od tego, co było wcześniej do tego, co jest później. Chodzi o to, że powinniśmy rozpoznać dla każdego okresu charakter przejścia.

To, co już powiedziałem, sugeruje nam, że w tym przypadku jest tak, jakby po przejściu z krainy ducha do świata duszy, ktoś miał następnie przejść do świata fizycznego. W nowoczesnej cywilizacji, która rozwinęła się do tej pory, byliśmy w stanie uchwycić raz po raz echa tego, co duchowe. Sam materializm nie był pozbawiony echa ducha. Prawdziwy i autentyczny materializm we wszystkich dziedzinach jest z nami dopiero od połowy XIX wieku, a i tak niewielu rozumie jego pełne znaczenie. Jest on jednak obecny z gigantyczną siłą, a dziś przechodzimy do trzeciego świata, który w rzeczywistości różni się od poprzedniego świata rzymskiego tak bardzo, jak ten ostatni różnił się od orientalnego.

Jest teraz jeden okres czasu, który musiał być pominięty w śledzeniu tej ewolucji: okres pomiędzy Aleksandrem a Julianem. W środku tego okresu upadła Tajemnica Golgoty. Ci, którym przyniesiono Tajemnicę Golgoty, nie przyjęli jej jako ludzie, którzy rozumieli Misteria, w przeciwnym razie mieliby całkiem inne wyobrażenia o Chrystusie, który żył w człowieku Jezusie z Nazaretu. Było kilku współczesnych Tajemnicy Golgoty, którzy zostali wtajemniczeni w Misteria, i oni nadal mogli mieć takie wyobrażenia o Nim. Ale zdecydowanie większa część zachodniej ludzkości nie miała żadnych wyobrażeń, za pomocą których mogłaby pojąć duchowo Tajemnicę Golgoty. Dlatego też pierwszym sposobem, w jaki Tajemnica Golgoty znalazła swoje miejsce na ziemi, była zewnętrzna tradycja. Tylko w najwcześniejszych wiekach byli tacy, którzy byli w stanie pojąć duchowo, dzięki łączności z Tajemnicami, to, co dokonało się w Tajemnicy Golgoty.

Nie jest to jednak wszystko. Jest coś jeszcze, o czym mówiłem wam w ostatnich wykładach [patrz 8 i 9 wykład w Wiedzy Tajemnej i Ośrodkach misteryjnych], i musimy do tego powrócić tutaj. W Hibernii, w Irlandii, wciąż brzmiały echa starożytnej mądrości Atlantów. W Misteriach Hibernii, których krótki opis wam podałem, znajdowały się dwa posągi, które sugestywnie działały na ludzi, umożliwiając im oglądanie świata dokładnie tak, jak widzieli go ludzie ze starożytnej Atlantydy. Te Misteria Hibernii były ściśle strzeżone, ukryte w atmosferze intensywnej gorliwości. Stały one tam w wiekach poprzedzających Tajemnicę Golgoty i pozostały tam w czasie Tajemnicy Golgoty. W Azji dokonało się Misterium Golgoty, w Jerozolimie miały miejsce wydarzenia, które później, drogą tradycji, zostały przekazane ludziom w Ewangeliach. Ale w chwili, gdy tragedia Tajemnicy Golgoty rozgrywała się w Palestynie, w tym samym momencie była ona znana i widziana jasnowidzącym wzrokiem w Misteriach Hibernii. Nie było żadnego sprawozdania ustnego, nie było żadnej możliwości komunikacji, ale w Misteriach Hibernii wydarzenie to wypełniło się w symbolu, w obrazie, w tym samym czasie, w którym wypełniło się w rzeczywistości w Jerozolimie. Ludzie dowiedzieli się o tym nie dzięki tradycji, ale drogą duchową. Podczas gdy w Palestynie to najbardziej majestatyczne i wzniosłe wydarzenie było realizowane w konkretnej fizycznej rzeczywistości, na Hibernii, w Misteriach, droga była tak przygotowana poprzez wykonywanie pewnych rytuałów, że w tym samym czasie, gdy wypełniała się Tajemnica Golgoty, jej żywy obraz był obecny w świetle astralnym.

Wydarzenia w ewolucji ludzkości są ściśle powiązane ze sobą; istnieje, jak gdyby, rodzaj doliny lub przepaści przesuwającej się w tym czasie nad światem, w której stopniowo zanika dawna bliskość człowieka z Bogami.

Na wschodzie starożytna wizja bogów uległa rozkładowi po spaleniu Efezu. W Hibernii utrzymała się ona aż do kilku wieków po Chrystusie, ale i tam nadszedł czas, kiedy musiała odejść. Tradycja rozwinęła się w jej miejsce, Tajemnica Golgoty została przekazana drogą tradycji ustnej; i znajdujemy wyrastającą na zachodzie cywilizację, która opiera się całkowicie na tradycji ustnej. Później opiera się ona raczej na zewnętrznej obserwacji natury, na badaniu natury za pomocą zmysłów; ale to jest przecież tylko to, co w sferze natury odpowiada tradycji, pisanej lub ustnej, w sferze historii.

Mamy tu więc do czynienia z cywilizacją osobowości. I w tej cywilizacji Tajemnica Golgoty, z tym wszystkim, co dotyczy ducha, nie jest już postrzegana przez człowieka, jest jedynie przekazywana jako historia.

Musimy postawić przed sobą ten obraz w całej jasności, obraz cywilizacji, z której wykluczone jest to, co duchowe. Zaczyna się on od czasów, które nastąpiły po Julianie Apostacie, i dopiero pod koniec XIX wieku, począwszy od końca lat siedemdziesiątych, nastąpiło jakby nowe wezwanie dla ludzkości z wyżyn duchowych. Wtedy rozpoczął się wiek, który często określałem jako wiek Michaela. Dziś chcę go scharakteryzować jako wiek, w którym człowiek, jeśli chce pozostać przy starym materializmie – a duża część ludzkości chce tak pozostać – nieuchronnie wpadnie w straszliwą przepaść; nie ma on absolutnie żadnej alternatywy, jak tylko zejść pod ziemię i stać się podczłowiekiem, po prostu nie może utrzymać się na poziomie ludzkim. Jeśli człowiek chce się utrzymać na poziomie ludzkim, musi otworzyć swoje zmysły na duchowe objawienia, które od końca XIX wieku stały się ponownie dostępne. Jest to obecnie absolutna konieczność.

Musicie bowiem wiedzieć, że w Herostratesie działały wielkie siły duchowe. Był on, że tak powiem, ostatnim wyciągniętym przez pewne duchowe moce z Azji. Gdy wrzucił on płonącą pochodnię do świątyni w Efezie, demoniczne istoty stały za nim, trzymając go tak, jak trzyma się miecz lub pochodnię; on był tylko mieczem lub pochodnią w ich rękach. Te demoniczne istoty postanowiły, że nic z ducha nie przedostanie się do nadchodzącej cywilizacji europejskiej; to, co duchowe, miało być tam absolutnie zakazane.

Arystoteles i Aleksander Wielki postawili się w bezpośredniej opozycji do działania tych istot. Bo co oni osiągnęli w historii? Dzięki wyprawom Aleksandra, wiedza Arystotelesa o naturze została przeniesiona do Azji; czysta wiedza o naturze została rozpowszechniona za granicą. Nie tylko w samym Egipcie, ale w całej Azji Aleksander założył akademie i w tych akademiach stworzył dom dla starożytnej mądrości, gdzie nadal można było ją studiować. Tutaj też mędrcy z Grecji znajdowali coraz częściej schronienie. Aleksander doprowadził do tego, że prawdziwe zrozumienie natury zostało przeniesione do Azji.

Do Europy nie mogło ono wejść w ten sam sposób. Europa nie mogła go przyjąć z całą szczerością. Chciała tylko zewnętrznej wiedzy, zewnętrznej kultury, zewnętrznej cywilizacji. Dlatego też uczeń Arystotelesa, Teofrast, wziął z arystotelizmu to, co zachód mógł zaakceptować i przyniósł to dalej. To były bardziej logiczne pisma, które zachód przyjął. Ale to znaczyło bardzo wiele. Dzieła Arystotelesa mają bowiem swój własny charakter; czyta się je inaczej niż dzieła innych autorów, a jego bardziej abstrakcyjne i logiczne pisma nie są tu wyjątkiem. Zróbcie jednak eksperyment polegający na przeczytaniu najpierw Platona, a potem Arystotelesa z wewnętrzną koncentracją i w duchu medytacji, a przekonacie się, że każde z nich daje wam zupełnie inne doświadczenie.

Kiedy współczesny człowiek czyta Platona z prawdziwym duchowym uczuciem i w postawie medytacji, po pewnym czasie zaczyna czuć się tak, jakby jego głowa była trochę wyżej niż jego fizyczna głowa w rzeczywistości, jakby, że tak powiem, wyrósł poza swój fizyczny organizm. To jest absolutnie doświadczenie każdego, kto czyta Platona, pod warunkiem, że nie czyta go w sposób zupełnie suchy.

Z Arystotelesem jest inaczej. Z Arystotelesem nigdy nie ma się poczucia, że wychodzi się z ciała. Kiedy czytacie Arystotelesa po uprzednim przygotowaniu się poprzez medytację, zauważycie, że działa on bezpośrednio w fizycznym człowieku. Wasz fizyczny człowiek robi krok naprzód poprzez czytanie Arystotelesa. Jego logika działa; nie jest to logika, którą się tylko obserwuje i rozważa, jest to logika, która działa w wewnętrznej istocie. Sam Arystoteles jest o stopień wyżej niż wszyscy pedanci, którzy przyszli po nim i którzy rozwinęli logikę od niego. W pewnym sensie możemy powiedzieć z całą prawdą, że dzieła Arystotelesa są właściwie pojmowane tylko wtedy, gdy traktuje się je jako książki do medytacji. Pomyślmy, co by się stało, gdyby naturalno-naukowe pisma Arystotelesa przeszły na zachód w takim stanie, w jakim były, i dotarły do Europy Środkowej i Południowej. Ludzie bez wątpienia otrzymaliby z nich bardzo wiele, ale w sposób, który by im zaszkodził. Nauka przyrodnicza, którą Arystoteles był w stanie przekazać Aleksandrowi, potrzebowała bowiem do jej zrozumienia dusz, które były jeszcze dotknięte duchem epoki efeskiej, czasu, który poprzedzał spalenie Efezu. Takie dusze można było znaleźć tylko w Azji lub w Egipcie; i to właśnie do tych miejsc, dzięki wyprawom Aleksandra, została przyniesiona wiedza o naturze i wgląd w istotę natury. Dopiero później w rozcieńczonej formie dotarły one do Europy wieloma i różnymi drogami – zwłaszcza, na przykład, przez Hiszpanię, – ale zawsze w bardzo rozcieńczonej lub, jak można by powiedzieć, przesianej formie.

Pisma Arystotelesa, które bezpośrednio dotarły do Europy, były jego pismami z dziedziny logiki i filozofii. Żyły one dalej i znalazły nowe życie w średniowiecznej scholastyce.

Mamy zatem te dwa strumienie. Z jednej strony mamy zawsze strumień mądrości, który rozprzestrzeniał się daleko i szeroko, dyskretnie, wśród prostego ludu, – sekretne źródło wielu średniowiecznych myśli i wglądów. Dawno temu, dzięki wyprawom Aleksandra, przedostał się on do Azji, a teraz różnymi drogami, na przykład przez Arabię, a później drogą powracających krzyżowców, powrócił do Europy. Znajdujemy ją w każdym zakątku Europy, niepozorną, płynącą cicho w ukrytych miejscach. Do tych miejsc przyszli ludzie tacy jak Jacob Boehme [(1575-1624), mistyk. zobacz Jedenastu europejskich mistyków Ga 7], Paracelsus [Theophrastus Paracelsus (1493-1541), lekarz. Patrz: Jedenastu europejskich…] i wielu innych, aby otrzymać to, co przyszło do nas wieloma okrężnymi drogami i zostało zachowane w tych rozproszonych, pierwotnych kręgach życia europejskiego. Mieliśmy wśród nas w Europie o wiele więcej mądrości ludowej, niż się powszechnie sądzi. Strumień ten trwa nawet teraz. Wylał swoją powódź mądrości do zbiorników takich jak Valentine Wiegel [(1533-1588), mistyk. Jedenastu europejskich… ], Paracelsus lub Jacob Boehme, – i wiele innych, których nazwiska są mniej znane. A czasami spotkał się tam, – jak na przykład w Bazylego Walentego [Alchemik i mnich benedyktyński, żył od 1413 roku w klasztorze św. Piotra w Erfurcie. Jego pisma zostały odkryte i wydrukowane dopiero na początku XVII wieku. patrz: Jedenastu europejskich…] – nowe wlania, które przeszły później do Europy. W średniowiecznych klasztorach żyła prawdziwa mądrość alchemiczna, nie alchemia, która pokazuje jedynie zmiany w materii, ale alchemia, która pokazuje wewnętrzną naturę zmian w samym człowieku we wszechświecie. Uznani uczeni zajmowali się tymczasem innym Arystotelesem, Arystotelesem błędnie sformułowanym, przesianym, „logizowanym”. Ta arystotelesowska filozofia, którą studiowali scholastycy, a następnie uczeni, przyniosła jednak Zachodowi nie mniejsze błogosławieństwo. Dopiero bowiem w XIX wieku, kiedy ludzie nie mogli już zrozumieć Arystotelesa i po prostu studiowali go jak książkę, którą można czytać jak każdą inną, a nie jak książkę, nad którą można ćwiczyć się w medytacji – dopiero w XIX wieku doszło do tego, że ludzie nie otrzymują już nic od Arystotelesa, ponieważ on już w nich nie żyje i nie działa. Aż do XIX wieku Arystoteles był książką do ćwiczenia medytacji; ale w XIX wieku cała tendencja polegała na tym, by to, co kiedyś było ćwiczeniem, pracą, aktywną siłą, zamienić na abstrakcyjną wiedzę, – by zamienić „robić” i „móc” na „wiedzieć”.

Spójrzmy teraz na linię rozwoju, która prowadzi od Grecji przez Rzym do zachodu. Zilustruje ona dla nas z innej perspektywy wielką zmianę, którą rozważamy. W Grecji nadal istniało pewne zapewnienie, że wgląd i zrozumienie pochodzą od całej istoty ludzkiej. Nauczyciel jest gimnastykiem [Rudolf Steiner mówił o tym szczegółowo na przykład w Wartości ludzkie w edukacji Ga 310]. Z całej istoty ludzkiej w ruchu – bo sami Bogowie działają w ruchach ciała człowieka – rodzi się coś, co następnie wychodzi na zewnątrz i objawia się jako ludzkie zrozumienie. Gimnastyk jest nauczycielem.

W Rzymie na miejsce gimnastyki wkracza retoryka. Już coś zostało odebrane człowiekowi w jego całości; niemniej jednak mamy jeszcze przynajmniej związek z czynem, który jest dokonywany przez człowieka w części jego organizmu. Jaki ruch jest w całej naszej istocie, kiedy mówimy! Mówimy sercem i płucami, mówimy aż do przepony i poniżej niej! Nie możemy powiedzieć, że mówienie żyje tak intensywnie w całym człowieku, jak ruchy gimnastyka, ale żyje w dużej części. (Jeśli chodzi o myśli, to oczywiście są one tylko fragmentem tego, co żyje w mowie). Retoryka wchodzi na miejsce gimnastyka. Gimnastyk ma do czynienia z całą istotą ludzką. Retoryka wyłącza kończyny i ma do czynienia tylko z częścią człowieka i z tym, co z tej części trafia do głowy, a tam staje się wglądem i zrozumieniem.

Trzeci etap pojawia się dopiero w czasach nowożytnych i jest to etap profesora, który nie trenuje niczego poza głową swoich uczniów, który nie dba o nic poza myślami. Jeszcze w XIX wieku na niektórych uniwersytetach mianowano profesorów elokwencji, ale uniwersytety te nie miały z nich żadnego pożytku, ponieważ nie było już zwyczaju przywiązywania wagi do sztuki przemawiania; liczyło się tylko myślenie. Retoryka wyginęła. Lekarze i profesorowie, którzy zajmowali się najmniejszą częścią człowieka, a mianowicie jego głową, – ci stali się liderami w edukacji.

Dopóki istniał autentyczny Arystoteles, dopóty to właśnie trening, dyscyplina, ćwiczenia były tym, co ludzie zyskiwali dzięki studiowaniu go. Te dwa nurty pozostawały obok siebie. A ci z nas, którzy nie są bardzo młodzi i którzy uczestniczyli w rozwoju myśli w późniejszych dziesięcioleciach XIX wieku, wiedzą dobrze, jeśli poszli do ludu wiejskiego w sposób, w jaki  Paracelsus to zrobił, że ostatnie resztki średniowiecznej wiedzy ludowej, z której Jacob Boehme i Paracelsus czerpali, nadal można było znaleźć w Europie, nawet tak późno, jak sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ponadto prawdą jest również, że w pewnych zakonach i w życiu pewnego wąskiego kręgu kultywowano aż do ostatnich dziesięcioleci XIX wieku rodzaj wewnętrznej dyscypliny w Arystotelesie. Tak że w ostatnich latach można było jeszcze spotkać tu i ówdzie ostatnie odgałęzienia niejako arystotelesowskiej mądrości, którą Aleksander przeniósł do Azji i która powróciła do Europy przez Azję Mniejszą, Afrykę i Hiszpanię. Była to ta sama mądrość, która ożyła na nowo w takich ludziach jak Bazyli Walenty i tych, którzy przyszli po nim, i z której czerpali Jakub Boehme, Paracelsus i niezliczeni inni. Przywrócono ją do Europy także inną drogą, a mianowicie przez krzyżowców. Ta arystotelesowska mądrość żyła dalej, rozproszona daleko i szeroko wśród zwykłych ludzi. W późniejszych dekadach XIX wieku, można z wdzięcznością powiedzieć, że ostatnie echa starożytnej wiedzy o naturze, przeniesionej do Azji przez wyprawy Aleksandra, były jeszcze słyszalne, nawet jeśli niestety osłabione i ledwo rozpoznawalne. W starej alchemii, w starej wiedzy o powiązaniach pomiędzy siłami i substancjami Natury, która przetrwała tak wspaniale wśród prostych wiejskich ludzi, możemy odkryć jej ostatnie echa. Dziś już umarły, dziś już ich nie ma, już ich nie słychać.

Podobnie w tamtych latach można było jeszcze znaleźć pojedyncze osoby, które dawały dowody arystotelesowskiego wykształcenia duchowego, choć dziś i one odeszły. W ten sposób zachowało się to, co zostało przeniesione na wschód, jak również to, co zostało przeniesione na zachód, ponieważ to, co zostało przeniesione na wschód, powróciło na zachód. I było możliwe w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku dla tego, kto mógł to zrobić z nową bezpośrednią duchową percepcją, nawiązać kontakt z tym, co wciąż żyło w tych ostatnich i najmłodszych dzieciach wielkich wydarzeń, które opisujemy.

W rzeczywistości istnieje cudowne współdziałanie we wszystkich tych rzeczach. Widzimy bowiem, jak wyprawy Aleksandra i nauki Arystotelesa miały na celu utrzymanie nieprzerwanych nici łączących człowieka ze starożytną duchowością, wplecenie ich niejako w cywilizację materialną, która miała nadejść, aby przetrwały do czasu, gdy pojawią się nowe duchowe objawienia.

Z tego punktu widzenia możemy uzyskać prawdziwe zrozumienie wydarzeń historycznych, ponieważ często jest tak, że pozornie bezowocne przedsięwzięcia mają głębokie znaczenie dla historycznej ewolucji ludzkości. Łatwo jest powiedzieć, że wyprawy Aleksandra do Azji i do Egiptu zostały wymazane i zatopione. To nie jest tak. Łatwo jest powiedzieć, że Arystoteles przestał istnieć w XIX wieku. Ale tak się nie stało. Obydwa nurty przetrwały aż do chwili, w której możliwe jest rozpoczęcie odnowionego życia w duchu.

Wielokrotnie mówiłem wam, jak nowe życie ducha mogło się rozpocząć pod koniec lat siedemdziesiątych i jak od przełomu wieków mogło się coraz bardziej rozwijać. Naszym zadaniem jest przyjąć w całej pełni ten strumień życia duchowego, który spływa na nas z wysokości.

I tak oto znajdujemy się dziś w okresie, który wyznacza prawdziwą przemianę w duchowym rozwoju człowieka. I jeśli nie jesteśmy świadomi tych cudownych powiązań i tego, jak głęboko teraźniejszość jest związana z przeszłością, to tak naprawdę śpimy na ważne wydarzenia, które mają miejsce w duchowym życiu naszych czasów. A wielu ludzi śpi dzisiaj w odniesieniu do najważniejszych wydarzeń. Ale Antropozofia jest tam właśnie w tym celu – aby obudzić człowieka ze snu.

Wy, którzy przybyliście na to spotkanie Bożonarodzeniowe, wierzę, że każdy z was poczuł impuls, który wzywa go do przebudzenia. Zbliżamy się do dnia – w miarę trwania tego spotkania będziemy musieli przekroczyć rzeczywistą godzinę rocznicy – zbliżamy się do dnia, w którym wybuchły straszliwe płomienie, które zniszczyły Goetheanum. Niech świat myśli, co chce, o zniszczeniu Goetheanum przez ogień, w ewolucji ruchu antropozoficznego wydarzenie pożaru ma ogromne znaczenie.

Nie będziemy jednak w stanie ocenić jego pełnego znaczenia, dopóki nie spojrzymy poza nie, na coś więcej. Widzimy ponownie fizyczne płomienie ognia, które rozbłysły tamtej nocy, widzimy cudowny sposób w jaki topiący się metal piszczałek organowych i innych metalowych części wytworzył blask, który spowodował tę cudowną grę kolorów w płomieniach. A potem przenosimy naszą pamięć przez rok, który upłynął od tego wydarzenia. Ale w tej pamięci musi żyć fakt, że to, co fizyczne, to maja, że musimy szukać prawdy o płonących płomieniach w duchowym ogniu, który teraz my musimy rozpalić w naszych sercach i duszach. Pośród fizycznie płonącego Goetheanum powstanie dla nas duchowo żyjące Goetheanum.

Nie wierzę, moi drodzy przyjaciele, że to może się spełnić w pełnym, światowo-historycznym znaczeniu, jeśli nie będziemy mogli z jednej strony patrzeć na płomienie wznoszące się w straszliwych językach ognia z Goetheanum, które tak bardzo pokochaliśmy, a jednocześnie widzieć w tle to inne zdradzieckie spalenie Efezu, kiedy Herostrates, kierowany demonicznymi mocami, wrzucił do świątyni płomienną laskę. Gdy połączymy te dwa wydarzenia razem, ustawiając jedno w tle, a drugie na pierwszym planie naszej myśli, otrzymamy obraz, który być może będzie miał moc wypisania wystarczająco głęboko w naszych sercach tego, co utraciliśmy i co musimy starać się ze wszystkich sił zbudować na nowo.

Czytaj dalej:

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x