Wznoszący się Lucyfer

Człowiek w świetle okultyzmu, teozofii i filozofii. Ga 137 w. 10 (Der Mensch im Lichte von Okkultismus. Theosophie und Philosophie), Rudolf Steiner, Intermediarius B.S., ilustracja: Lucyfer – rzeźba Rudolfa Steinera

Dowiadujemy się, jak Chrystus już na starym Księżycu pokonał Lucyfera, a w scenie, która jest nam dana w Ewangelii, musimy widzieć niejako powtórzenie faktu, że Chrystus osiągnął zwycięstwo nad Lucyferem. Na Ziemi Chrystus od samego początku odpiera Lucyfera. Dzieje się tak dlatego, że na Księżycu, kiedy sam był mniej rozwinięty – bo Chrystus też przechodzi ewolucję – odpierał, przez największe oddanie swojej Istoty Najwyższym Mocom, wszystkie ataki Lucyfera, które wtedy jeszcze coś dla Niego znaczyły. Już na starym Księżycu Lucyfer zbliżył się do Chrystusa. Na Ziemi nie był on już dla Niego groźny, na Ziemi Chrystus odpiera Lucyfera od razu. Na Księżycu natomiast Chrystus musiał wytężyć wszystkie siły, jakimi dysponował, aby odepchnąć Lucyfera. Jest to dodatkowe doświadczenie, które przychodzi do nas, gdy cofamy wzrok wyższej świadomości w odległe czasy Księżyca. Jeśli pójdziemy jeszcze dalej i osiągniemy drugą świadomość wyższego rodzaju, to oprócz poznania faktów, które mają znaczenie dla Ziemi, takich jak historia Buddy, dowiadujemy się również tego, co zostało już opisane w zarysie w mojej Wiedzy tajemnej; dowiadujemy się o jeszcze wcześniejszym wcieleniu naszej Ziemi – Słońcu. W tamtych odległych czasach warunki były zupełnie inne, a trudności, jakie macie w zrozumieniu tego konkretnego rozdziału w Wiedzy tajemnej mogą być same w sobie wskazówką, jak trudno było opisać stan starego Słońca. Starałem się opisać przede wszystkim sceny, które są mniej odległe od człowieka i mogą nawet przypominać sceny z Natury. W czasach, gdy pisano Wiedza tajemna, nie znaleziono by zrozumienia dla rzeczy bardziej moralnej natury, które są doświadczane w badaniu wcielenia Słońca.

            Kiedy cofniemy się do czasów starego Słońca, nie znajdziemy tam żadnej historii o Kuszeniu! Znajdujemy Słońce nadal jako planetę wśród siedmiu planet, znajdujemy Wenus z Lucyferem jako jej władcą; i ci dwaj, duch Słońca i duch Wenus – innymi słowy, Chrystus i Lucyfer – wydają się na pierwszy rzut oka braćmi. Tylko wytężając do maksimum nasze siły percepcji jesteśmy w stanie zauważyć różnicę między nimi. Różnica pomiędzy Lucyferem i Chrystusem w czasach starego Słońca nie jest widoczna w obserwacji ich zewnętrznego bytu, wymaga bardziej wewnętrznej obserwacji i badania. Jest to rzeczywiście niezwykle trudne, aby znaleźć zewnętrzne środki do wykazania, gdzie leży ta różnica. Dlatego proszę, przyjmijcie to, co teraz powiem, jako nie więcej niż próbę scharakteryzowania, tak dobrze jak to możliwe, różnicy, którą jasnowidząca świadomość może dostrzec między Chrystusem a Lucyferem w czasach starożytnego Słońca.

            Kiedy skierujemy nasz wzrok teraz na Chrystusa, a i ponownie na Lucyfera, zaczyna nam świtać nowa percepcja. Lucyfer, władca Wenus, pojawia się w postaci, która jest nadzwyczaj pełna światła, mam na myśli oczywiście światło duchowe. Mamy wrażenie, że cały blask i świetlistość, których nigdy nie możemy doświadczyć na Ziemi, patrząc na manifestację światła, jest słaby i niewyraźny w porównaniu z majestatem Lucyfera w starym czasie Słońca. Ale wtedy zauważamy, kiedy zaczynamy dostrzegać jego intencje – a jesteśmy w stanie je przejrzeć – że Lucyfer jest Duchem obdarzonym w swojej naturze nieskończoną dumą, tak wielką, że może okazać się pokusą dla człowieka. Wiadomo bowiem, że są rzeczy, które do pewnego momentu nie są pokusami dla człowieka, ale stają się nimi, gdy w ich proporcjach wzrasta majestatyczność, a pycha jest jedną z nich. Kiedy pycha jest majestatycznie wielka, kusi człowieka. Dumna wielkość Lucyfera, duma Lucyfera z jego majestatycznej postaci światła – zawierają w sobie element uwodzicielski. Światło Niejawne, światło, które nie świeci na zewnątrz, ale ma ogromną, silną moc w sobie – którą Lucyfer posiada w pełnej mierze. A jak wygląda postać Chrystusa obok Lucyfera? Postać Chrystusa w czasach starego Słońca – pana i władcy planety Słońce – jest obrazem najwyższego oddania, całkowitego poświęcenia dla wszystkiego, co jest wokół niego na świecie. Podczas gdy Lucyfer wygląda jak ten, który myśli tylko o sobie – jesteśmy zmuszeni ubrać to wszystko w ludzkie słowa – nie zważając na to, że są one całkiem nieodpowiednie – Chrystus jawi się jako całkowicie oddany, w poświęceniu, wszystkiemu, co jest wokół niego w wielkim, szerokim świecie.

            Wielki, szeroki świat nie był wtedy taki, jak jest teraz. Gdybyśmy przenieśli się w tych czasach do obecnego Słońca, to patrząc na zewnątrz we wszystkich kierunkach, jak ze środka koła, dostrzeglibyśmy przede wszystkim dwanaście znaków zodiaku. Nie były one wtedy zewnętrznie widoczne, lecz zamiast nich było obecnych dwanaście wielkich form, dwanaście Istot, które pozwalały swoim słowom rozbrzmiewać z głębi ciemności – przestrzeń zewnętrzna nie była oczywiście wypełniona światłem. Jakiego rodzaju były to słowa? Były to słowa – określenie „słowo” jest tu tylko próbą określenia, wskazania, o co chodzi – były to słowa, które mówiły o czasach pierwotnych, o czasach, które nawet wtedy były w odległej i starożytnej przeszłości. Tych dwunastu było dwunastoma inicjatorami świata. Dzisiaj widzimy stojących w kierunkach tych dwunastu Inicjatorów świata dwanaście znaków zodiaku, ale z nich rozbrzmiewa dla duszy otwartej na cały świat pierwotna istota niewypowiedzianego słowa światów, które mogło przybrać formę dwunastu głosów. I podczas gdy sam Lucyfer – muszę teraz zacząć mówić bardziej obrazowo; ludzkie słowa w najmniejszym stopniu nie wystarczają – podczas gdy Lucyfer miał impuls, aby wypuścić na wszystkie rzeczy światło, które było w nim obecne i w ten sposób dojść do wiedzy o wszystkich rzeczach, Chrystus z drugiej strony poddał się impresji tego słowa światów, przyjął je w jego pełni i całości do siebie, tak że ta Chrystusowa dusza była teraz Istotą, która zjednoczyła w sobie wszystkie wielkie tajemnice świata, które zabrzmiały w nim poprzez niewyrażalne słowo. Taki jest kontrast, który się przedstawia – Chrystus, który przyjmuje słowo światów i dumny Lucyfer, duch Wenus, który odrzuca słowo światów i chce założyć i ustanowić wszystko swoim własnym światłem.

            Cała późniejsza ewolucja jest bezpośrednim wynikiem tego, w jakim stanie znajdowali się Lucyfer i Chrystus w tym czasie. Istota Chrystusowa, jak widzieliśmy, przyjęła do siebie wielkie i wszechobejmujące słowo świata, wielkie i wszechobejmujące tajemnice światów. Istota Lucyfera, posiadająca coś, co mogę jedynie opisać jako dumną postać światła, straciła w ten sposób swoje królestwo, straciła swoje królestwo Wenus. Z innych powodów, których omawianie zaprowadziłoby nas zbyt daleko, inne duchy planetarne również straciły swoje królestwa, lub raczej zmieniły swoje natury. Ale to nie powinno nas tutaj obchodzić. Ważny jest dla nas kontrast pomiędzy Chrystusem a Lucyferem. Doszło do tego, że Lucyfer tracił coraz bardziej swoją władzę, królestwo Wenus stopniowo mu odpadało. Lucyfer ze swoim światłem stał się zdetronizowanym władcą, a planeta Wenus musiała odtąd obejść się bez właściwego władcy i w konsekwencji musiała przejść wsteczną ewolucję. Chrystus jednak podczas starego czasu słonecznego otrzymał słowo światów, a to słowo światów ma tę cechę, że rozpala się do nowego światła w duszy, która je otrzymuje, tak że od tego czasu słowo światów stało się w Chrystusie światłem, a planeta, na której rządziło światło Chrystusa, Słońce, stała się centrum całego systemu planetarnego, a inne planety zostały mu podporządkowane. To samo odnosi się do ich duchowych władców.

            Musimy pozwolić, by te sceny żyły przed nami, musimy nauczyć się dostrzegać rozbieżność, jaka powstała w czasie starego Słońca między drogą Lucyfera a drogą Chrystusa. Lucyfer szedł w dół, musiał pozostać w tyle w swojej ewolucji i pozostał w tyle również w czasie Księżyca. Chrystus poszedł do przodu. Duch Chrystusowy, Duch Słońca, stał się duchem ewoluującym coraz bardziej do przodu, aż w końcu był w stanie pojawić się na Ziemi w formie, którą opisaliśmy. Dzięki swojemu oddaniu się światowi wszystkiemu, dzięki temu, że otrzymał i utożsamił się z boskim twórczym, niewyrażalnym słowem, dzięki temu, że odrzucił wszelką pychę i na jej miejsce postawił oddanie się słowu światów, Chrystus z władcy jednej planety, jak to było w starożytnym czasie Słońca, stał się władcą ze Słońca nad wszystkimi planetami, przy czym inne planety były uważane za część królestwa Słońca. Kiedy to wiecie – mówię tu szczególnie do tych, którzy słyszeli moje wykłady w Helsinkach Istoty duchowe w ciałach niebieskich i w królestwach natury Ga 136 – wiedząc o tym, nie odczujecie, że sprzecznością jest to, że Chrystus jest omówiony w tych wykładach jako Duch Słońca wyższego rodzaju niż duchy planet. Ponieważ tam oczywiście mówimy o dniu dzisiejszym. Chrystus jest daleko ponad innymi duchami planetarnymi. On jest Duchem Słońca. Tutaj jednak, gdzie nie tylko opisujemy, jak poszczególne ciała planetarne są pobudzane do życia przez ich Duchy, ale gdzie naszym zadaniem jest przede wszystkim opisanie kilku stanów świadomości, musimy pokazać, jak Chrystus poprzez swój szczególny charakter i naturę, w trakcie ewolucji, która miała miejsce pomiędzy starym Słońcem a obecnym czasem, przeszedł ewolucję w górę i z Ducha, który był podobnej natury co Duchy planetarne, stał się Władcą lub Regentem całego systemu słonecznego.”

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Może Ci się również spodoba

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x