Antropologia duchowa i naukowa : Choroba i karma

Antropologia duchowa i naukowa : Choroba i karma , Rudolf Steiner, Berlin, 26 stycznia 1909 r. (GA 107 w. 14), Intermediarius B.S.

Kontynuujmy nasze studia, które powinny przybliżać nas coraz bardziej do głębszego zrozumienia istoty człowieka i jego zadania w świecie. Pamiętacie, że w jednym z wykładów udzielonych tej grupie tej zimy (10 listopada 1908 r.) mówiłem o czterech różnych sposobach, w jakie człowiek może zachorować i zaznaczyłem, że choroby wynikające z działania karmy zostaną omówione później. Dzisiaj chcę omówić przynajmniej niektóre z tych karmicznych przyczyn chorób.

Wyjaśniłem wcześniej, że podział istoty ludzkiej na cztery człony: ciało fizyczne, ciało eteryczne, ciało astralne i jaźń, pozwala nam na swoiste badanie zjawiska choroby, ponieważ każdy z tych członów wyraża się w określonych organach i zespołach organów ciała fizycznego. To znaczy, że jaźń ma swój fizyczny odpowiednik głównie we krwi, ciało astralne w systemie nerwowym, ciało eteryczne we wszystkim pod kierunkiem systemu gruczołów, a ciało fizyczne reprezentuje samo siebie. I wtedy przedstawiliśmy choroby związane z jaźnią jako takie, które dlatego mają swoje fizyczne przejawy w zaburzeniach w funkcjonowaniu krwi. Wskazałem, że to, co wynika z zaburzeń ciała astralnego, przejawia się w zaburzeniach w systemie nerwowym, a to, co występuje w ciele eterycznym, przejawia się w systemie gruczołowym; i że to w ciele fizycznym powinniśmy szukać tych chorób, które w pierwszej kolejności mają przyczyny zewnętrzne. Wszystko to wskazuje jednak tylko na ten aspekt choroby, który należy do segmentu jednego ludzkiego życia. Ale ten, kto potrafi spojrzeć na świat-istotę duchowo – naukowo, ma wskazówkę, że choroba musi też w pewnym stopniu zależeć od osobistej karmy jednostki, od tego wielkiego prawa przyczynowości, które świadczy o duchowym związku między różnymi wcieleniami jednostki. Ścieżki karmy są jednak bardzo złożone i różnorodne i musimy dokładniej przestudiować budowę karmicznych związków, zanim będziemy mogli cokolwiek z nich zrozumieć. Porozmawiajmy dzisiaj o kilku aspektach czegoś, co jest bardzo interesujące dla ludzi, a mianowicie o tym, jak choroby człowieka są związane z przyczynami stworzonymi przez niego samego w poprzednich życiach. Wymaga to kilku słów wprowadzenia na temat jak prawo karmy działa w ludzkim życiu. Będę musiał odnieść się do pewnych rzeczy, które większość z was zna z innych wykładów, lecz które są niezbędne, aby mieć dokładny obraz tego, jak karmiczne przyczyny jednego życia przejawiają się w swoich konsekwencjach w następnym. Najpierw więc trzeba będzie powiedzieć kilka słów o tym, co właściwie dzieje się z człowiekiem duchowo w okresie po jego śmierci.

 Wiemy, że kiedy człowiek przechodzi przez bramę śmierci, przede wszystkim ma szczególny rodzaj doświadczenia tego, co się stało, ponieważ znajduje się w sytuacji zupełnie innej niż wszystko, z czym zetknął się w życiu. Jego jaźń i ciało astralne są połączone z ciałem eterycznym, ale bez ciała fizycznego, które nie jest tu obecne. Jakby odłożył ją na bok. Zdarza się to tylko w wyjątkowych okolicznościach życiowych, o czym już wielokrotnie wspominano. Za życia, kiedy człowiek śpi, odkłada swoje ciało eteryczne na bok, tak samo jak ciało fizyczne, więc to połączenie jaźni, ciała astralnego i eterycznego istnieje tylko po śmierci, i to przez krótki okres czasu, tylko przez kilka dni. Należy również wspomnieć o doświadczeniach, które następują bezpośrednio po śmierci: o odczuciu, że osoba coraz bardziej rozszerza przestrzeń, którą wcześniej zajmowała, aż do objęcia przez nią wszystkich rzeczy. Wspomnieliśmy już o obrazie jego przeszłego życia, stojącym przed nim jak ogromna panorama. Następnie, po kilku dniach, których liczba różni się w zależności od jednostki; drugi trup – ciało eteryczne, jest odkładane na bok i wchłaniane do ogólnego światowego eteru, z wyjątkiem tych szczególnych przypadków, o których mówiliśmy przy omawianiu intymnych spraw reinkarnacji, kiedy ciała eteryczne są zachowywane w pewien sposób do przyszłego użytku. Niemniej jednak, zachowany zostaje pewien fragment ciała eterycznego, który jest owocem doświadczenia życiowego. Potem następuje życie, które jest określone przez połączenie jaźni i ciała astralnego, bez powiązania z ciałem fizycznym. Jest to okres, który w literaturze antropozoficznej nazywany jest kamaloką i często opisywany jest również jako okres uczenia się działania bez ciała fizycznego i fizycznej egzystencji w ogóle.

Wiemy, że kiedy człowiek właśnie przeszedł przez bramę śmierci, nadal posiada wszystkie moce swojego ciała astralnego, które były tam w momencie śmierci. Odłożył bowiem na bok tylko ciało fizyczne, narzędzie, które służyło mu do przyjemności i do działania. Tego już nie ma, ale ciało astralne ma nadal. Wciąż ma ten nośnik namiętności, instynktów i pragnień. Wciąż trzyma się tych samych rzeczy – można powiedzieć, że z przyzwyczajenia – których trzymał się za życia. Ale kiedy żył, zaspokajał swoje pragnienia za pomocą narzędzia, jakim było jego ciało fizyczne. Po śmierci nie ma już tego instrumentu, a więc pozbawiony jest możliwości zaspokojenia. Odczuwa się to jako rodzaj tęsknoty za życiem fizycznym, dopóki człowiek nie wyrobi w sobie nawyku życia wyłącznie w sferze ducha i posiadania tylko tego, co można otrzymać od ducha. Dopóki ktoś nie nauczy się tego robić, dopóty będzie żył w okresie, który nazywamy okresem pozbywania się nawyków, czyli kamaloką.

Opisałem już osobliwy sposób, w jaki ten okres życia wyznacza swój bieg, i wiemy, że życie człowieka na tym etapie jego istoty płynie wstecz. Jest to coś, co jest szczególnie trudne do zrozumienia na początku dla tych, którzy są nowi w antropozofii. Człowiek przechodzi przez okres kamaloki, który trwa w przybliżeniu jedną trzecią czasu trwania jego ziemskiego życia – w odwrotnej kolejności. Załóżmy, że człowiek umiera w czterdziestym roku życia, to przejdzie przez wszystkie doświadczenia, jakie miał w swoim życiu w odwrotnej kolejności, zaczynając od trzydziestego dziewiątego roku, potem w trzydziestym ósmym, trzydziestym siódmym, trzydziestym szóstym itd. Rzeczywiście, przechodzi przez całe swoje życie w odwrotnej kolejności, aż do momentu narodzin. To właśnie kryje się za pięknymi słowami Chrystusa, gdy mówił o wejściu człowieka do świata duchowego i królestwa niebieskiego: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego!”. Innymi słowy, człowiek żyje w odwrotnym biegu czasu aż do swoich pierwszych chwil, a uwolniwszy się od wszystkiego, może wejść do dewachanu, czyli królestwa niebieskiego, i dalej przebywać w świecie duchowym. Jest to trudne do wyobrażenia, ponieważ jesteśmy tak przyzwyczajeni do zakładania, że czas jest czymś absolutnym, tak jak istnieje na planie fizycznym. Przyzwyczajenie się do tego będzie wymagało sporego wysiłku, ale to przyjdzie.

Teraz musimy zastanowić się nad tym, co właściwie robimy w kamaloce. Możemy oczywiście wiele na ten temat powiedzieć. Dzisiaj jednak skoncentrujemy się wyłącznie na sprawie karmicznych przyczyn chorób. Zatem to, co zamierzam powiedzieć, nie powinno być traktowane jako jedyne doświadczenie doświadczane na kamaloce, ale jako jedno z wielu.

Po pierwsze, możemy sobie wyobrazić, jak korzystamy dla swojej przyszłości będąc w kamaloce, wyobrażając sobie, że ktoś, kto umarł w wieku 40 lat, zrobił w wieku 20 lat coś, przez co ktoś inny cierpiał. Kiedy ktoś zrobił coś w taki sposób, że inna osoba została skrzywdzona, ma to pewien wpływ na całe jego życie. Każde ludzkie działanie, które krzywdzi inną istotę, stworzenie lub świat jako całość, utrudnia sprawcy jego rozwój. Taki jest dla mnie sens ludzkiego życia, że pierwotna podstawowa moc duszy, gdy przechodzi z wcielenia do wcielenia, jest przeznaczona do jej stopniowego rozwoju. A rozwój ten postępuje w taki sposób, że człowiek nieustannie stwarza przeszkody na swojej drodze. Gdyby ta podstawowa moc była jedyną rzeczą, która by działała – a to właśnie ona ma za zadanie przywrócić duszę do tego, co duchowe – człowiek potrzebowałby tylko bardzo krótkiego okresu na ziemi. Ale w takim przypadku cała ziemska ewolucja obrałaby zupełnie inny kierunek i czyniąc to nie byłaby w stanie osiągnąć swego celu. Nie należy sądzić, że człowiekowi byłoby lepiej, gdyby nie stawiał na swojej drodze żadnych przeszkód. Tylko poprzez stawianie sobie przeszkód rośnie on w siłę i zdobywa doświadczenie, ponieważ to właśnie eliminowanie i pokonywanie tych przeszkód może uczynić go silną istotą, którą musi się stać pod koniec ziemskiej ewolucji. Jest to całkowicie zgodne z ziemską ewolucją, że układa on kamienie na swój własny sposób. Gdyby nie musiał zmobilizować tej mocy do usunięcia tych przeszkód, to w ogóle by jej nie zdobył. Wtedy świat byłby uboższy. Musimy całkowicie zignorować dobro i zło związane z tymi przeszkodami i patrzeć tylko na mądrość świata, który już od początku zarządził, że człowiek powinien być w stanie wznosić sobie przeszkody w ziemskiej ewolucji, aby usuwając je mógł nabrać sił do tego, co nastąpi później. Można nawet powiedzieć, że mądre przywództwo w świecie pozwoliło człowiekowi stać się złym i umożliwiło mu wyrządzenie sobie krzywdy, aby poprzez naprawienie i przezwyciężenie zła mógł stać się silniejszy w trakcie swojego karmicznego rozwoju, niż stałby się, osiągając swój cel bez wysiłku. W ten sposób powinniśmy rozumieć znaczenie i ważność przeszkód i utrudnień.

Kiedy zatem, żyjąc swoim życiem w odwrotnym biegu czasu w kamaloce po śmierci, ktoś staje wobec faktu, że wyrządził krzywdę bliźniemu, kiedy był w dwudziestym roku życia, przeżywa tę krzywdę w taki sam sposób, w jaki przeżywał radość i dobro, które przyniósł innym. Jednak teraz doświadcza on krzywdy, którą wyrządził innym w swoim własnym ciele astralnym. Załóżmy, że uderzył kogoś, gdy miał dwadzieścia lat, tak że rzeczywiście jest poszkodowany. Podczas swojej powrotnej podróży przez życie, doświadcza on w swoim własnym ciele astralnym tego samego, czego doświadczała tamta osoba w czasie, kiedy to się stało. W świecie duchowym doświadczacie obiektywnie wszystkiego tego, co sami robiliście w świecie zewnętrznym, a w trakcie tego nabieracie siły i chęci, żeby zrekompensować sobie ten ból w jednym z waszych przyszłych wcieleń. Wasze własne ciało astralne mówi wam, jakie to uczucie, i uświadamiacie sobie, że stworzyliście przeszkodę na drodze waszego dalszego rozwoju. Trzeba go usunąć, inaczej nie ma drogi. To jest moment, w którym tworzysz intencję pozbycia się tej przeszkody. Tak więc, kiedy przeżyliście okres kamaloki, przybywacie z powrotem w dzieciństwie, wypełnieni intencją pozbycia się wszystkich przeszkód, które stworzyliście w życiu. Jesteście wypełnieni intencją i to siła tej intencji powoduje szczególny charakter waszego przyszłego życia na ziemi.

Załóżmy, że B w swoim dwudziestym roku życia zranił A. Teraz sam musi odczuć swój ból i postanawia zrekompensować go A w swoim przyszłym życiu, czyli w świecie fizycznym, w którym został zraniony. Siła tej dobrej decyzji tworzy wiążące przyciąganie pomiędzy B i A i zbliża ich do siebie w następnym życiu. Ta tajemnicza siła przyciągania, która łączy ludzi w życiu, pochodzi z tego, co zdobyli oni w kamaloce. Nasze doświadczenia prowadzą nas w życiu do tych ludzi, którym jesteśmy coś winni do spłacenia lub z którymi mamy jakiś związek. Teraz stanie się dla was jasne, że te moce Kamaloki, które przyjęliśmy do siebie, w celu naprawienia niesprawiedliwości w życiu, nie zawsze mogą być osiągnięte w jednym życiu. Może się zdarzyć, że w jednym życiu nawiążemy więzi z większą liczbą osób i że następnym razem, kiedy znajdziemy się w kamaloce, będziemy mieli okazję spotkać się z nimi ponownie. Ale teraz również od innych ludzi zależy, czy spotkamy się ponownie w następnym życiu. Dotyczy to wielu istnień ludzkich. W jednym życiu naprawiamy jedną rzecz, w drugim życiu naprawiamy inną, i tak dalej. Z pewnością nie należy myśleć, że w jednym życiu możemy wszystko naprawić od razu. Zależy to wyłącznie od tego, czy ta druga osoba również rozwinie w swojej duszy odpowiadające jej przyciąganie łączące, czy też nie.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej karmie w działaniu poprzez przeanalizowanie konkretnego przykładu. W kamaloce, tworzymy intencję zrobienia pewnej rzeczy w następnym lub jednym z naszych przyszłych żyć. Ta moc osadzona w naszej duszy pozostaje w niej i nie opuszcza jej. Rodzimy się na nowo z tymi wszystkimi mocami zmobilizowanymi przez nas. Jest to nieuniknione. Ale życie składa się nie tylko z tych rzeczy, które musimy naprawić w naszych karmicznych powiązaniach, chociaż to, co zaraz powiemy, może być również z tym związane. Być może stawialiśmy przeszkody na naszej drodze, żyliśmy jednostronnie, nie wykorzystywaliśmy naszego życia właściwie, żyliśmy tylko dla określonych radości i zadań, pozwalając, by inne możliwości, które życie nam dało, przeszły nam koło nosa, tak że inne zdolności pozostały niewykorzystane. To również staje się karmiczną przyczyną w kamaloce, i wnosimy to ze sobą w życie. Wtedy rodzimy się na nowo jako niemowlęta. Załóżmy, że dożyliśmy wieku dziesięciu lub dwudziestu lat. Nasze dusze zawierają wszystkie moce, które zmobilizowaliśmy, a kiedy dojrzeją, manifestują się. Z pewnością w pewnym okresie naszego życia pojawi się wewnętrzna potrzeba, która wezwie nas do ich realizacji. Załóżmy więc, że w dwudziestym roku życia odczuwamy wewnętrzne wezwanie do przeprowadzenia szczególnej sprawy, ponieważ podjęliśmy taką decyzję w kamaloce. Dla uproszczenia, pozostańmy przy przykładzie odczuwania potrzeby zrekompensowania komuś czegoś. Połączyło nas wiążące przyciąganie i oto jest. Jeśli chodzi o stronę zewnętrzną, możemy wykonać tę sprawę wystarczająco dobrze. Może być jednak jakaś inna przeszkoda. Akt kompensacyjny może być taki, do którego nasze własne ciało nie jest zdolne. Nasze ciało zależy również od siły dziedziczności. To przyczynia się do dysharmonii w każdym życiu. Człowiek rodzi się, z jednej strony, w tych siłach dziedziczności. Jego ciała fizyczne i eteryczne dziedziczą właściwości, które mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ten dziedziczny przepływ musi oczywiście mieć jakiś zewnętrzny związek z karmą jaką nasza dusza sobie stworzyła. Gdy bowiem nasza dusza zstępuje ze świata duchowego, przyciąga ją linia rodziców, dzięki którym może odziedziczyć te cechy, które są najbliższe naszym wymaganiom. Nigdy jednak nie spełniają ich w pełni, bo w ciele tak być nie może. Zawsze istnieje pewna rozbieżność między siłami dziedziczności a tym, co dusza wnosi z przeszłości. Teraz wszystko zależy od tego, czy dusza jest wystarczająco silna, aby pokonać wszystkie przeszkody na linii dziedziczności, i czy jest w stanie przekształcić ciało w trakcie życia tak, aby przezwyciężyć to, do czego nie jest przystosowana. Ludzie bardzo się różnią pod tym względem. Niektóre dusze nabyły wielką moc podczas poprzednich wcieleń. Taka dusza musi wcielić się w najbardziej odpowiednie ciało, jakie jest możliwe, choć nie będzie ono absolutnie odpowiednie. Niemniej dusza ta może być wystarczająco silna, aby mniej lub bardziej przezwyciężyć wszystko, co jej nie odpowiada, chociaż niekoniecznie zawsze tak jest. Rozważmy to szczegółowo na przykładzie mózgu.

Ten instrument naszego życia w pojęciach i ideach jest dziedziczony zewnętrznie poprzez naszą linię dziedziczności. Jego subtelne skręty kształtują się przyjmując taką czy inną formę zgodnie z tą linią dziedziczności. Dusza zawsze będzie miała – do pewnego stopnia – wewnętrzną moc przezwyciężania tego, co jej się nie podoba i doprowadzi swój instrument do harmonii z własnymi siłami, – ale tylko do pewnego stopnia. Im silniejsza dusza, tym lepiej może to zrobić. A jeśli okoliczności są takie, że niemożliwe staje się dla sił duszy pokonanie oporu ze strony struktury mózgu, to ten mózg nie może być właściwie używany. I wtedy pojawia się to, co nazywamy defektem psychicznym, chorobą psychiczną. Również melancholijny temperament wynika z faktu, że siły psychiczne nie są wystarczająco silne, aby przezwyciężyć pewne rzeczy w organizmie. W środku życia – nie jest tak na początku i na końcu – siły naszej duszy są zawsze konfrontowane z jakąś nieprzydatnością ich instrumentu. To jest sekret, który zawsze czai się za wewnętrznym konfliktem i dysharmonią w ludzkiej naturze. To, co ludzie często wyobrażają sobie jako przyczyny swojego niezadowolenia, jest zazwyczaj tylko maską. W rzeczywistości przyczyny są takie, jak opisałem. W ten sposób widzimy związek pomiędzy tym, co dusza nosi ze sobą z wcielenia na wcielenie, a tym, co otrzymuje z linii dziedziczności.

Załóżmy, że narodziliśmy się na nowo, a kiedy kończymy dwadzieścia lat, nasza dusza odczuwa potrzebę dokonania pewnego szczególnego czynu, aby to zrekompensować. Spotkaliśmy również naznaczoną osobowość, ale nasza dusza nie jest w stanie pokonać wewnętrznego oporu koniecznego do tego aktu. Zawsze, gdy mamy popełnić jakiś czyn, musimy włożyć naszą energię w działanie. Człowiek zazwyczaj nie zauważa, że coś się w nim dzieje – nie potrzebuje wcześniejszych sygnałów. Łatwo może się zdarzyć następująca sytuacja: jest człowiek, który w wieku dwudziestu lat odczuwa w duszy potrzebę zrekompensowania sobie czegoś. Okoliczności zewnętrzne są sprzyjające, ale jego wewnętrzna siła nie może opanować jego organów i dokonać tego, co powinien był uczynić.

Człowiek nie musi o tym wszystkim wiedzieć, ale mimo to jest świadomy konsekwencji. Te konsekwencje pojawiają się w postaci pewnych chorób i istnieje związek karmiczny pomiędzy tym, co zostało zrobione w poprzednim życiu, a chorobą. Duchowa przyczyna choroby pokieruje całym procesem w taki sposób, że osoba ta stanie się zdolna do wykonania czynu kompensacyjnego przy następnej okazji. Innymi słowy, w wieku dwudziestu lat nie jesteśmy w stanie wykonać jakiejś czynności. Ale pragnienie jest tam i dusza chce to zrobić. Co w zamian robi dusza? W pewnym sensie walczy z nieodpowiednim organem, atakuje go i niszczy. Gdy organ, który miał odegrać ważną rolę w popełnieniu tego czynu w świecie zewnętrznym, zostanie zniszczony przez te siły duszy, wtedy następuje nieunikniona reakcja, którą nazywamy procesem uzdrawiania, a odpowiednie siły organizmu muszą zostać zmobilizowane, aby odbudować organ. Organ, który został zniszczony, ponieważ nie był zdolny do wykonania tego zadania, jest odbudowywany przez chorobę w taki sposób, aby mógł je wykonać, chociaż w momencie pokonania choroby może być już za późno. Ale dusza nabyła już moc kształtowania wzrostu i rozwoju tego organu za życia w taki sposób, aby w następnym wcieleniu czyn ten mógł być dokonany. Stąd choroba może być właśnie tym co czyni nas zdolnymi do wypełnienia naszych karmicznych zobowiązań w innym życiu.

Mamy tu ukryty karmiczny związek między chorobą a dalszym rozwojem, ponieważ w rzeczywistości choroba jest procesem dalszego rozwoju. Aby dusza mogła rozwinąć moc formowania organu tak, jak go potrzebuje, nieodpowiedni organ musi zostać zniszczony i ponownie odbudowany przez siły duszy. Dochodzimy tu do prawa ludzkiego życia, które należy sformułować w przybliżeniu w następujący sposób: człowiek musi zdobyć swoją siłę, pokonując kolejno przeszkody na świecie. Ściśle mówiąc, wszystkie nasze moce zostały nabyte poprzez pokonanie przeszkód w poprzednich wcieleniach. Nasze obecne zdolności są wynikiem naszych chorób w poprzednich żywotach.

Aby było to szczególnie jasne, wyobraźmy sobie, że pewna dusza nie jest jeszcze w stanie używać mózgu środkowego. W jaki sposób może nabyć umiejętność właściwego jej wykorzystania? Może to zrobić tylko poprzez uświadomienie sobie tej niezdolności, poprzez zniszczenie mózgu środkowego i odbudowanie go, a w tym procesie odbudowy zdolność ta zostaje nabyta. Stajemy się zdolni do tego wszystkiego, co przeszliśmy przez proces niszczenia i odbudowy. Sprawiedliwość tego odczuwali wszyscy ci ludzie, którzy w różnych religiach wiązali z tym procesem niszczenia i odbudowy jakąś bardzo wzniosłą istotę. W hinduskich wierzeniach religijnych „Shiva” reprezentuje rządzące władze, które niszczą, a następnie przywracają rzeczy do życia.

Jest to jeden ze sposobów, w jaki karma wyzwala proces chorobowy. W przypadku chorób, które dotyczą raczej całej ludzkości niż jednostki, znajdujemy coś jeszcze, co nadaje im bardziej ogólny charakter. Obserwujemy więc typowe choroby dziecięce, które ujawniają się u dzieci w określonym czasie. Demonstrują one nic innego jak to, że dziecko uczy się wewnętrznej kontroli nad pewną częścią swojego ciała, po czym będzie w stanie utrzymać ją pod kontrolą we wszystkich swoich przyszłych wcieleniach. Musimy postrzegać chorobę jako proces, który sprawia, że dana osoba staje się utalentowana. I wtedy zaczniemy postrzegać chorobę w zupełnie inny sposób. Nie powinniśmy oczywiście wyciągać z tego wniosku, że jeśli ktoś zostanie potrącony przez pociąg, to należy to wyjaśnić w ten sam sposób. Tego rodzaju przypadki nie mieszczą się w zakresie choroby, ani w zakresie tego, o czym właśnie mówiliśmy. Istnieje jednak inny rodzaj karmicznej przyczyny choroby, który jest równie interesujący i możemy go zrozumieć tylko wtedy, gdy rozważymy go bardziej szczegółowo. 

Załóżmy, że uczysz się tej lub innej rzeczy, z rodzaju tych, których uczysz się w życiu. Przede wszystkim musiałeś się go nauczyć, bowiem większość ważnych osiągnięć w życiu trzeba najpierw wytrenować. Proces uczenia się jest absolutnie niezbędny. Ale to nie wszystko, bo nauka to tylko część zewnętrzna. Nauczenie się czegoś to nie wszystko, co musimy przez to przeżyć. Przychodzimy na świat z pewnymi zdolnościami, nabytymi częściowo dzięki dziedziczności, a częściowo dzięki naszym poprzednim wcieleniom. Zakres naszych możliwości jest przecież ograniczony. W trakcie każdego wcielenia powiększamy zasób naszych doświadczeń. Ta nabyta wiedza nie jest tak ściśle związana z nami jak temperament, charakter itp. To, czego uczymy się w życiu, począwszy od obrazów wspomnień i przyzwyczajeń, jest mniej z nami związane i dlatego też przejawia się w życiu w sposób bardziej fragmentaryczny. Dopiero po śmierci pojawia się w ciele eterycznym w rozległej panoramie pamięci. A potem musimy ją włączyć w siebie i uczynić ją częścią nas.

Załóżmy więc, że uczymy się czegoś w życiu, a potem rodzimy się na nowo. W naszym nowym życiu może się okazać, że z powodu uwarunkowań dziedzicznych lub innych, a może dlatego, że nasza nauka nie była harmonijna i choć czegoś się nauczyliśmy, to nie na tyle, by móc to wszystko wytłumaczyć na palcach, i wtedy w reinkarnacji rozwijamy to, czego się nauczyliśmy w takim, a nie innym kierunku. Załóżmy, że nauczyliśmy się w życiu czegoś, co wymaga, aby pewna część naszego mózgu była zorganizowana w specyficzny sposób, lub z pewną właściwością w krążeniu krwi w późniejszym życiu, a następnie załóżmy, że nie udało nam się nauczyć czegoś innego, co jest jego niezbędną częścią składową. Nie jest to jednak koniecznie bezpośrednio stosowana przeszkoda. Człowiek musi iść do przodu w życiu skokami i musi wyciągnąć wnioski z doświadczenia, że zrobił coś jednostronnie. Teraz rodzi się na nowo z owocami tego, czego się nauczył, ale nie ma możliwości rozwijania siebie tak, aby wszystko, co jest w nim, mogło się zamanifestować i aby to, czego nauczył się w życiu, mogło być rzeczywiście wprowadzone w czyn. Na przykład, jest możliwe, że człowiek otrzymał pewien stopień wtajemniczenia w wielkie tajemnice bytu w jednym ze swoich wcieleń, a kiedy rodzi się na nowo, te moce, które zostały w nim zasiane, chcą dojść do głosu. Ale załóżmy, że okazało się niemożliwe dla niego rozwinąć pewne siły, które mogłyby stworzyć niezbędną harmonię w ciele. W pewnym momencie jego życia nieuchronnie dojdzie do tego, że to, czego się wcześniej nauczył, będzie chciało się ujawnić. Brakuje jednak jakiegoś istotnego organu. Co się wtedy dzieje? Musi nadejść choroba, która może mieć bardzo, bardzo głęboko zakorzenione karmiczne przyczyny. I znów część organizmu musi zostać zniszczona i odbudowana. I poprzez tę przebudowę organizmu dusza uzyskuje poczucie, czym są te właściwe siły, które muszą działać w innym kierunku, i to poczucie zabiera ze sobą. Kiedy jest ona nabyta w ten sposób, lub nawet poprzez inicjację, zwykle zdarza się, że owoce te manifestują się w tym samym wcieleniu. To znaczy, że powstaje choroba, w trakcie której duszy czegoś brakuje. I wtedy, na przykład, zaraz po chorobie może wydarzyć się coś, co w przeciwnym razie nie zostałoby osiągnięte. Może być tak, że dana osoba byłaby w stanie osiągnąć pewien etap oświecenia w swoim poprzednim życiu, ale dla części jej mózgu nie było to możliwe i nie rozwinęła ona siły, aby pokonać ten opór. Wtedy ten organ, który go zawiódł, musiał zostać nieuchronnie zniszczony, a rezultatem tego była ciężka choroba. Wtedy następuje wyrównanie, w którym dusza uświadamia sobie, jakiej siły potrzebuje, aby pokonać tę blokadę i następuje oczekiwane oświecenie. Proces cierpienia w chorobie powinien być zdecydowanie postrzegany jako znak, że coś ważnego ma nastąpić.

Dotykamy teraz spraw, z których nasz bezbożny świat z pewnością będzie szydził. Niemniej jednak, wielu zauważy pewien rodzaj wiecznego niezadowolenia, tak jakby część duszy nie mogła dojść do głosu, a życie stało się niemożliwe. Wybucha ciężka choroba i jej przezwyciężenie przynosi zupełnie nowy impuls, jakby poczucie wyzwolenia, że blokada rzeczywiście została już usunięta i organ może być używany. To wszystko stało się z powodu tego bezużytecznego organu. W cyklach życiowych obecnych czasów, oczywiście, ludzie ciągle mają wiele takich blokad i nie da się ich pokonać wszystkich naraz. Nie jest konieczne, aby za każdym razem myśleć o duchowym oświeceniu; tego rodzaju rzeczy zdarzają się również w związku z wieloma mniej znaczącymi procesami życiowymi.

Widzimy więc, że z jednej strony mamy do czynienia z koniecznością rozwijania pewnych specyficznych cech, a z drugiej strony droga karmy powoduje choroby. Dlatego nigdy nie powinniśmy zadowalać się trywialnym stwierdzeniem: „Jeśli jestem chory, to sprowadziłem na siebie tą chorobę z powodu mojej karmy.” Nie powinno się bowiem myśleć o karmie tylko w czasie przeszłym, a o chorobie jako o odszkodowaniu, lecz powinno się myśleć o chorobie jako o drugim etapie, który przychodzi po to, żeby w przyszłości rozwinąć twórcze siły i zdolności. Nie rozumiemy choroby i karmy, jeśli patrzymy tylko na przeszłość: to zamienia karmę w jedynie przypadkowe prawo losu. Jeśli jednak potrafimy spojrzeć poprzez karmę obecną w przyszłość, karma staje się prawem działania i owocności w życiu.

Wszystko to wskazuje na najważniejsze prawo rządzące ludzką egzystencją. I żeby mieć przynajmniej jakieś pojęcie o tym dzisiaj – wrócimy do tego później bardziej szczegółowo – rzućmy okiem wstecz do tych starożytnych czasów, kiedy człowiek powstał w swojej obecnej formie, do epoki Lemurii. Człowiek stopniowo zstępował ze swego bosko-duchowego istnienia do obecnego zewnętrznego istnienia, przyoblekał się przede wszystkim w swoje powłoki i umieszczał się na ścieżce wcieleń w zewnętrznym świecie, postępując od wcielenia do wcielenia aż do obecnego czasu. Zanim człowiek zaczął się wcielać, nie było dla niego możliwe generowanie w sobie chorób w taki sposób, w jaki może to robić dzisiaj. Dopóki człowiek nie nabył umiejętności kontrolowania swoich relacji ze światem zewnętrznym, nie mógł popełniać błędów i dlatego nie był w stanie wytworzyć niewłaściwego ukształtowania swoich organów i spowodować możliwości wystąpienia choroby. Przedtem nie było możliwe, aby człowiek mógł wywołać w sobie proces chorobowy. Podczas gdy Boski wpływ był jeszcze wszechmocny i nie było jeszcze w rękach człowieka kierowanie jego własnym życiem, nie było możliwości choroby. Wtedy pojawiła się możliwość choroby. Jeśli tak było, to gdzie możemy nauczyć się najlepszego sposobu leczenia? Najlepszym sposobem jest spojrzenie wstecz na czasy, kiedy władze bosko-duchowe kierowały swój wpływ na człowieka i obdarzyły go doskonałym zdrowiem, bez możliwości choroby, czyli przed jego pierwszym wcieleniem. Ludzie, którzy mieli jakąś wiedzę na ten temat, zawsze tak uważali. Mając to na uwadze, chciałbym, abyście spróbowali zastanowić się nad pochodzeniem niektórych z rzeczy wyrażonych w mitologiach. Nie będę kierował waszej uwagi na źródło właściwej nauki medycznej zawartej w egipskim kulcie hermetycznym, a jedynie wskażę Ci grecki i rzymski kult Asklepiosa (Eskulapa).

Asklepios, syn Apolla, jest, że tak powiem, ojcem greckich lekarzy. A co mówi nam o nim mitologia grecka? Gdy jest jeszcze chłopcem, ojciec zabiera go w góry, gdzie może zostać uczniem centaura Chirona. To właśnie Chiron – centaur uczy Eskulapa, ojca farmacji, o uzdrawiających siłach drzemiących w roślinach i w innych częściach ziemi. Jakiego rodzaju istotą jest centaur Chiron? Jest to istota z rodzaju tych, które istniały przed zejściem człowieka w czasach lemuryjskich: istota w połowie ludzka i w połowie zwierzęca. Mit ten mówi nam, że Asklepios jest zabierany na specjalne misteria, gdzie pokazuje mu się te moce zdrowotne, które były źródłem zdrowia człowieka, zanim człowiek zstąpił do swojego pierwszego wcielenia.

Znajdujemy więc to ważne prawo wyrażone również w micie greckim, ten wielki fakt duchowy, który powinien nas szczególnie interesować, ponieważ nawiedzenie to ma miejsce na początku ziemskiej pielgrzymki człowieka. Zwłaszcza mity zostaną rozpoznane jako obrazy /mówiące/ o najgłębszych wydarzeniach życia, gdy ludzie wyjdą poza alfabet nauk duchowych. To właśnie mity są obrazami najgłębszych tajemnic ludzkiej egzystencji.

Kiedy całe życie będzie postrzegane w ten sposób, wtedy będzie odpowiednio cenione i – co należy coraz bardziej podkreślać – nauka duchowa stanie się czymś, co stanie się częścią codziennego życia. Ludzie będą żyli duchową nauką i dopóki to się nie stanie, prawdziwe intencje duchowej nauki nie urzeczywistnią się duchowa nauka będzie wielkim impulsem dla wzrostu całej ludzkości, dla prawdziwego dobrobytu całej ludzkości i prawdziwego postępu.

R. Steiner. Słowianin z sobowtórem, Aniołem i Centaurem.

Projekt malowidła z małej kopuły pierwszego Goetheanum 1914

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
8 miesięcy temu

[…] Antropologia duchowa i naukowa : Choroba i karma […]

1
0
Would love your thoughts, please comment.x