Wcielenie Arymana (3)

Rudolf Steiner GA 193 s. 173 i nast. 27.10.1919 r. w Zurychu. Intermediarius: B.S.

„(…) To właśnie jest dzisiaj ważne, abyśmy uznali, że wszystko jest możliwe do udowodnienia, i abyśmy dlatego szukali takich dowodów, jakie są wykuwane w dzisiejszej nauce. Tylko w naukach przyrodniczych, w ścisłym poznaniu samej przyrody, rzeczywistość objawia się w faktach. Ale w żadnej innej dziedzinie nie wolno nam przyjmować tego, co można udowodnić intelektualnie. Tylko wtedy, gdy odkryjemy, że ludzkiej wiedzy, ludzkiego poznania należy szukać głębiej – jak to się dzieje w antropozoficznie zorientowanej nauce duchowej – niż w tej warstwie, z której pochodzi moc naszych dowodów, unikniemy niebezpieczeństwa, w jakie popadamy, gdy przyjmujemy uwiedzenie Arymaniczne, które teraz chce człowieka coraz głębiej wpędzić w te sprawy. Dlatego w naszych czasach Aryman wykorzystuje do zmylenia ludzi wszystko to, co wywodzi się ze starych dziedzicznych związków, które człowiek w zasadzie przekroczył już w piątym okresie poatlantydzkim. Wszystko, co wynika ze starych dziedzicznych związków, jest wykorzystywane przez arymaniczną siłę do nastawiania ludzi w grupach w sposób nieharmonijny przeciwko sobie. Wszystko, co wynika z dawnych różnic rodzinnych, rasowych, plemiennych i międzyludzkich, jest wykorzystywane przez arymaniczną moc do wprowadzania zamętu wśród ludzi. Wolność dla każdego, nawet najmniejszego plemienia – to było piękne słowo. Ale zawsze piękne są słowa, których siły przeciwne człowiekowi używają, aby wprowadzić zamęt wśród ludzi, aby osiągnąć takie rzeczy, jakie Aryman chce osiągnąć dla swojego wcielenia.

Gdybyście dziś zapytali: Kto więc podburza narody przeciwko sobie? Kto stawia przed ludzkością takie pytania, jakie stawiają ją dzisiaj? – to odpowiedź brzmi: arymaniczne uwiedzenie, które wciela się w człowieka! – A ludzi bardzo łatwo jest oszukać w tej dziedzinie. Nie chcą schodzić do niższych warstw, gdzie jest rzeczywistość. Widzicie bowiem, że Aryman dobrze przygotowuje swój cel: To właśnie od czasów reformacji i renesansu człowiek ekonomiczny stał się w cywilizacji nowożytnej dominującym typem władcy. To jest prawdziwy fakt historyczny. Jeśli cofniemy się do czasów starożytnych, nawet do tych, które dziś muszę wam scharakteryzować jako lucyferyczne, kim byli władcy? Inicjatorzy! Faraonowie egipscy, władcy babilońscy, władcy Azji – oni byli wtajemniczeni. Następnie typ kapłana pojawił się jako typ władcy. A typ kapłana rządził w zasadzie do czasów reformacji i renesansu. Od tego czasu rządzi ekonomiczny typ człowieka. Rządzący są tylko poplecznikami człowieka typu ekonomicznego. Nie należy w żadnym wypadku sądzić, że władcy czasów nowożytnych byli kimś innym niż poplecznikami ludzi gospodarki. A wszystko, co powstało w prawie i sprawiedliwości – wystarczy to dokładnie przestudiować – jest po prostu konsekwencją tego, co myśleli ludzie ekonomii. Dopiero w XIX wieku bankierzy zajęli miejsce ekonomistów i dopiero w XIX wieku powstał porządek, który w istocie przesłonił wszystkie inne relacje zachodzące w gospodarce pieniężnej. Trzeba tylko umieć dostrzec te rzeczy, umieć je właściwie śledzić empirycznie, doświadczalnie.

Wszystko, co powiedziałem tutaj, w drugim wykładzie publicznym, jest głęboko prawdziwe. Chciałoby się tylko, aby był on kontynuowany we wszystkich szczegółach. Właśnie wtedy, gdy dąży się do tego we wszystkich szczegółach, można się przekonać, jak bardzo są one prawdziwe. Ale tak jak pojawiło się panowanie zwykłego „znaku dla dóbr stałych”, tak też pojawił się istotny środek arymanicznego zwodzenia ludzkości. I jeśli człowiek nie zrozumie, że musi przeciwstawić praworządność i organizm duchowy porządkowi ekonomicznemu, zaprowadzonemu przez człowieka ekonomicznego i porządkowi ekonomicznemu, zaprowadzonemu przez bankiera, to znowu w tym braku zrozumienia Aryman znajdzie niezbędny środek, aby w odpowiedni sposób przygotować swoje wcielenie, czyli triumf swojego wcielenia, który z pewnością nadejdzie. Są to środki, których Aryman może użyć wobec pewnego rodzaju ludzi. Ale jest dziś jeszcze inny rodzaj człowieka – często te dwa rodzaje mieszają się w jednym człowieku – który również ułatwia Arymanowi drogę do triumfu z innej strony.

Widzicie, rzeczywiście jest tak, że całe błędy nie są w życiu tak złe, jak półprawdy i ćwierćprawdy. Całe błędy są bowiem szybko wychwytywane. Półprawdy i ćwierćprawdy uwodzą jednak ludzi, tak że żyją z nimi, a te półprawdy i ćwierćprawdy trafiają do życia i powodują w nim najstraszliwsze spustoszenia.

Są dziś ludzie, którzy nie dostrzegają jednostronności galilejsko-kopernikańskiego światopoglądu, a przynajmniej nie widzą jego iluzoryczności, albo są zbyt wygodni, by się nim zajmować. Właśnie wyjaśniliśmy, jak bardzo jest to błędne. Ale są też dzisiaj ludzie, liczni ludzie, którzy wyznają pewną półprawdę, bardzo istotną półprawdę, i nie przyjmują jedynego warunkowego uzasadnienia tej półprawdy. Bo choć dla wielu ludzi jest to dziwne, tak jak jednostronne jest poznawanie świata przez naukę galilejsko-kopernikańską i w ogóle przez dzisiejszą naukę uniwersytecką o charakterze materialistycznym, tak z drugiej strony jednostronne jest poznawanie świata tylko przez Ewangelię i odrzucanie wszelkiego innego wnikania w prawdziwą rzeczywistość niż przez Ewangelię. Ewangelia została przekazana tym, którzy żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wierzyć dzisiaj, że Ewangelia może dać całe chrześcijaństwo, jest właśnie półprawdą, a więc i pół błędem, który z kolei wprowadza ludzi w błąd, a tym samym zapewnia Arymanowi najlepsze środki do osiągnięcia jego celu, jakim jest triumf jego wcielenia.

Jakże liczni są dziś ludzie, którzy myślą, że mówią z chrześcijańskiej skromności, a tak naprawdę mówią z okropną arogancją: Och, nie potrzebujemy nauki duchowej. Prostota, prostota Ewangelii, prowadzi nas do tego, czego człowiek potrzebuje od wieczności. W tej pozornej skromności wyraża się przede wszystkim straszliwa arogancja. Aryman może bardzo dobrze wykorzystać tę arogancję w znaczeniu, które wskazałem. Nie zapominajcie bowiem o tym, co powiedziałem na początku dzisiejszych rozważań, że w czasach, w których powstała Ewangelia, ludzie byli jeszcze przesiąknięci lucyferycznie w swoim myśleniu, odczuwaniu i patrzeniu, w całym swoim spojrzeniu, i że byli w stanie zrozumieć Ewangelię dzięki pewnej gnozie lucyferycznej. Jednak rozumienie Ewangelii w tym dawnym znaczeniu nie jest dziś możliwe. Upieranie się przy samej Ewangelii dzisiaj, to znaczy tak, jak została ona przekazana ludziom, nie daje prawdziwej koncepcji Chrystusa. Dlatego nigdzie prawdziwe pojęcie Chrystusa nie jest dziś tak rozpowszechnione jak w wyznaniach wiary, w konfesjach. Dzisiaj, jeśli chce się dojść do prawdziwej koncepcji Chrystusa, trzeba duchowo pogłębić Ewangelię. Interesujące jest prześledzenie poszczególnych Ewangelii i dotarcie do ich prawdziwej treści. Przyjęcie Ewangelii takiej, jaka jest, jaką przyjmuje dziś wielu ludzi i jakiej uczy się wielu ludzi, nie jest drogą do Chrystusa, jest drogą z dala od Chrystusa. Dlatego właśnie denominacje  ( Struktury religijne posiadające odrębną podmiotowość określoną przez własną nazwę, naukę i strukturę.), coraz bardziej oddalają się od Chrystusa. Do jakiej koncepcji Chrystusa może dojść ten, kto chce dzisiaj przyjąć Ewangelię i tylko Ewangelię, bez duchowo-naukowego pogłębienia Ewangelii? W końcu dociera do Chrystusa, jeśli naprawdę przyjmie Ewangelię. Ale co jest ostateczną rzeczą, do której dochodzi? Nie jest to rzeczywistość Chrystusowa, do której może dziś doprowadzić jedynie nauka duchowa. To, do czego prowadzi Ewangelia, to prawdziwa, ale tylko halucynacja Chrystusa, prawdziwy obraz wewnętrzny – można go nazwać wizją, jeśli ktoś chce – prawdziwy, wewnętrzny obraz, ale tylko obraz. W dzisiejszej Ewangelii można dojść do prawdziwej halucynacji, do prawdziwej wizji Chrystusa, ale nie do rzeczywistości Chrystusa. To właśnie dlatego współczesna teologia stała się tak materialistyczna. Ludzie, którzy zajmowali się Ewangelią jedynie teologicznie, badali: Co możemy wynieść z tej Ewangelii?

A na koniec powiedzieli sobie: według naszego poglądu, coś podobnego do tego, co ujawniamy, badając Pawła przed Damaszkiem. A potem przychodzą ci teologowie, którzy mają ugruntować chrześcijaństwo, ale podważają je, mówiąc: Cóż, Paweł był tylko chorym, nerwowym człowiekiem, który miał wizję przed Damaszkiem.

Chodzi o to, że tak jak przez samą Ewangelię można dojść tylko do halucynacji, tylko do wizji, która jest wewnętrznie poprawnym obrazem, ale nie ujmuje rzeczywistości, tak samo trzeba sobie uświadomić, że przez samą Ewangelię nie dochodzi się do prawdziwego Chrystusa, ale do jego halucynacji. Prawdziwego Chrystusa trzeba bowiem szukać dzisiaj poprzez wszystko, co można zdobyć z duchowej wiedzy świata. Dlatego dla Arymana, gdy pojawi się we współczesnej cywilizacji w ludzkiej postaci, właśnie ci, którzy dzisiaj przysięgają tylko na Ewangelię i chcą odrzucić każdy rodzaj prawdziwej wiedzy duchowej pochodzącej z denominacji i sekt, którzy nie chcą się uczyć, którzy chcą odrzucić wszystko, co powoduje wysiłek duchowy na rzecz konkretnej wiedzy, będą stanowić zaczątek stada. Z tych kręgów powstaną całe rzesze zwolenników Arymana.

Wszystko to zaczyna się dziać. To istnieje, to działa w dzisiejszej ludzkości. Ten, kto dziś przemawia do ludzi, posługując się wiedzą z zakresu nauk inicjacyjnych, czy to w kwestiach społecznych, czy innych, wkracza w ten świat. Wie, gdzie leżą przeciwstawne moce, że żyją one przede wszystkim w tym, co nadzmysłowe, że ludzie są biednymi uwodzicielami, i że zasadniczo apel do ludzkości jest następujący: uwolnij się od tych wszystkich rzeczy, które stanowią tak wielką pokusę i przyczyniają się do triumfu Arymana.

Wiele osób to odczuło. Jednak nie wszędzie jest jeszcze odwaga, by naprawdę zmierzyć się z impulsami Chrystusa, Lucyfera i Arymana, które są impulsami historycznymi, w sposób tak przenikliwy, jaki jest konieczny i jaki musi być podkreślany przez antropozoficznie zorientowaną naukę duchową. Nie chce się posunąć wystarczająco daleko, nawet jeśli podejrzewa się, że to jest konieczne. Spójrzmy na przykłady, w których pojawia się świadomość, jak konieczne jest przeniknięcie światowej nauki materialistycznej o charakterze arymanicznym impulsem Chrystusowym, jak konieczne jest rozjaśnienie Ewangelii poprzez wyjaśnienie jej w kategoriach nauki duchowej. Zobaczcie, jak wiele osób jest w stanie naprawdę oświetlić jedną i drugą stronę dzięki wiedzy duchowo-naukowej. Tylko w ten sposób ludzkość zdobędzie właściwą postawę wobec ziemskiego wcielenia Arymana, że przejrzy te sprawy i że będzie miała odwagę, wolę i energię, aby z jednej strony duchem zabłysnąć w nauce światowej, a z drugiej strony tym duchem rozjaśnić Ewangelię. W przeciwnym razie zawsze wychodzą na jaw półśrodki. Pomyślmy, jak na przykład człowiek oświecony, ale patrzący na współczesne wydarzenia religijne, taki jak kardynał Newman, kiedy został mianowany kardynałem w Rzymie, otwarcie powiedział w swoim przemówieniu, że jeśli doktryna chrześcijańsko-katolicka ma nadal istnieć, konieczne jest nowe objawienie. Nie potrzebujemy jednak nowego objawienia. Skończył się czas objawień w dawnym znaczeniu tego słowa. Potrzebujemy nowej nauki, którą oświeca Duch Święty. Ale ludzie muszą mieć odwagę do takiej nowej nauki.

Pomyślmy o takim fenomenie literackim jak „Lux mundi”, który wyszedł pod koniec lat osiemdziesiątych, na początku dziewięćdziesiątych, od niektórych członków Angielskiego Kościoła Najwyższego, od szanowanych teologów Angielskiego Kościoła Najwyższego, esejów, wszędzie przesiąkniętych dążeniem do zbudowania mostu od nauki świeckiej do treści dogmatycznych. Wszędzie, chciałbym powiedzieć, ciągłe miotanie się, nigdzie odważne uchwycenie nauki światowej, nigdzie oświecenie tej nauki duchem, bezstronne spojrzenie na Ewangelię, a następnie powiedzenie: Sama Ewangelia dzisiaj nie wystarczy, trzeba ją oświecić, trzeba ją naświetlić – ale to jest konieczne dla dzisiejszego człowieka, aby zachować odwagę po obu stronach i powiedzieć: Sama nauka światowa prowadzi do iluzji, sama Ewangelia prowadzi do halucynacji. Człowiek znajduje drogę pośrednią między iluzją a halucynacją tylko w duchowym pojmowaniu rzeczywistości. To właśnie jest ważne.

Takie rzeczy trzeba by zobaczyć dzisiaj. Zwykła nauka światowa uczyniłaby ludzi całkowicie pozbawionymi złudzeń. W ostatecznym rozrachunku doprowadziłby w zasadzie tylko do jeszcze większych głupstw. Już dziś robi się wystarczająco dużo głupich rzeczy, bo z pewnością katastrofa wojny światowej była wielką głupotą. Ale było tam wielu ludzi, którzy byli głęboko przesiąknięci dzisiejszą nauką światową. A kiedy zobaczycie, jak natychmiast pojawiają się dziwne zjawiska w duszy, gdy na przykład jedna z czterech Ewangelii jest przez jakąś sektę wysuwana na pierwszy plan, wtedy łatwiej zrozumiecie to, co powiedziałem dziś także o Ewangelii. Zobaczcie, jak silnie sekta taka jak ta, która słucha tylko Ewangelii Jana, czy inna, która słucha tylko Ewangelii Łukasza, ma tendencję do wszelkiego rodzaju halucynacji i tym podobnych. Jedynym szczęściem, że każda Ewangelia w swojej jednostronności nie wyrządziła jeszcze wielkiej szkody, jest to, że istnieją cztery Ewangelie, które zewnętrznie są ze sobą sprzeczne. Tak więc, mając przed sobą cztery Ewangelie, ludzie nie popadają w skłonność do jednej z nich, nie idą zbyt daleko w kierunku drugiej, ale mają drugą obok. W jedną niedzielę czyta się je z jednej Ewangelii, a w inną z drugiej, i w ten sposób moc jednej z nich zostaje zniwelowana przez moc drugiej. Jest wielka mądrość w tym, że te cztery Ewangelie dotarły do świata kultury i że dzięki temu ludzie nie padają, jak to się dzieje w przypadku wielu wyznawców sekt, ofiarą prądu, który ogarnia ludzi, gdy oddziałuje na nich tylko jedna Ewangelia. Jeśli tylko jedna Ewangelia wywiera na niego wpływ, to staje się szczególnie jasne, że dzieło tej jedynej Ewangelii ostatecznie ucieka w rzeczy halucynacyjne.

Tak, trzeba dziś wyzbyć się pewnych subiektywnych skłonności, tego, co się lubi i uważa za pobożne czy mądre. Dla dzisiejszej ludzkości jest to przede wszystkim kwestia wszechstronności i odwagi bycia wszechstronnym. To właśnie chciałem wam dzisiaj powiedzieć, abyście mogli zobaczyć: To, co obecnie próbuje się zdziałać w ludzkości, ma naprawdę głębsze przyczyny niż zwykłe subiektywne uprzedzenia. Już teraz można powiedzieć, że jest to wyczytane ze znaków czasu i że trzeba to przepracować”. GA 193 s. 173 i nast.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x