Równowaga w świecie i człowieku:  Lucyfer i Aryman

Równowaga w świecie i człowieku:  Lucyfer i Aryman (Świat jako wynik działania równowagi) / Die Welt als Ergebnis von Gleichgewichtswirkungen. 3 wykłady wygłoszone w Dornach,  20 – 22 listopada 1914 r., Rudolf Steiner GA 158, Intermediarius: B.S. (tłumaczenie robocze)

Człowiek znajduje się pod ciągłym wpływem Lucyfera i Arymana. Istoty te mają dostęp do prawie każdej części ludzkiej istoty. Na przykład istoty lucyferyczne mogą wejść do ciała eterycznego z naszym oddechem. Tylko w centrum serca znajduje się przestrzeń, do której nie może dostać się ani Lucyfer, ani Aryman, i właśnie z tego małego miejsca człowiek musi zachować równowagę, a tym samym swoje prawdziwe człowieczeństwo wobec tych kosmicznych przeciwników.

           

 Wykład I Dornach, 20 listopada 1914 r.

Idea innych światów leżących pod lub za światem fizycznym jest nam bardzo dobrze znana, i jako wstęp do tego, co proponuję wam przedstawić, chcę dziś powiedzieć o pewnych cechach charakterystycznych tych światów. Poprzez poszerzanie i rozszerzanie wiedzy, którą już posiadamy, jeszcze inne aspekty tego tematu staną się dla nas jasne.

            Jak wiecie, światem graniczącym z tym znanym naszej zwykłej świadomości jest tak zwany świat imaginacji. Świat imaginacji jest o wiele bardziej wewnętrznie ruchliwy i elastyczny niż nasz świat fizyczny z jego wyraźnymi liniami podziału i ostro określonymi obiektami. Kiedy przebijemy się przez zasłonę świata fizycznego, wkraczamy w eteryczny, płynny świat, a kiedy doświadczamy tego pierwszego duchowego świata, pojawia się uczucie, że znajdujemy się poza ciałem fizycznym. W tym świecie duchowym jesteśmy od razu świadomi nowego i innego związku z ciałem fizycznym; jest to związek taki, jaki odczuwamy w stosunku do naszych oczu lub uszu. Ciało fizyczne w swojej całości działa tak, jakby było rodzajem organu percepcji; ale bardzo szybko zdajemy sobie sprawę, że, właściwie mówiąc, to nie ciało fizyczne, ale ciało eteryczne jest prawdziwym organem percepcji. Ciało fizyczne stanowi jedynie rodzaj rusztowania wokół ciała eterycznego. Zaczynamy, stopniowo, żyć świadomie w ciele eterycznym, odczuwać je jako organ zmysłów, który postrzega świat tkanych, ruchomych obrazów i dźwięków. I wtedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy związani z ciałem eterycznym wewnątrz ciała fizycznego, tak jak w zwykłym życiu jesteśmy związani z naszymi uszami lub oczami.

            To uczucie bycia poza ciałem fizycznym jest doświadczeniem podobnym pod pewnymi względami do snu. Jako istoty ducha i duszy jesteśmy poza ciałem fizycznym i eterycznym podczas snu, ale nasza świadomość jest przyćmiona podczas tego doświadczenia i nie wiemy nic o tym, co naprawdę dzieje się z nami i wokół nas.

            Z tego widać, że związek z ciałem fizycznym może być całkiem inny niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w zwykłym życiu. Jest to fakt, na który Nauka Duchowa musi zwrócić uwagę i jest to doświadczenie, które będzie coraz bardziej powszechne w istotach ludzkich w miarę postępu ewolucji w przyszłości.

            Wielokrotnie powtarzałem, że kultywowanie duchowej nauki dzisiaj nie jest wynikiem jakiegoś arbitralnego pragnienia, ale jest koniecznością ewolucji w obecnym czasie. To uczucie oddzielenia od ciała fizycznego jest doświadczeniem, które w przyszłości będzie pojawiać się w ludziach coraz częściej i nie będzie rozumiane. Nadejdzie czas, kiedy wielu ludzi będzie pytać: „Dlaczego jest tak, że czuję się tak, jakby moja istota była podzielona, jakby druga istota stała u mego boku?” To uczucie pojawi się tak naturalnie, jak głód czy pragnienie lub inne tego typu doświadczenia i musi być zrozumiane przez ludzi obecnych i przyszłych. Stanie się ono zrozumiałe, gdy dzięki Duchowej Nauce ludzie zaczną rozumieć, co to doświadczenie podziału w nich naprawdę oznacza.

            Szczególnie w dziedzinie edukacji trzeba będzie zwrócić na to uwagę; w istocie wszyscy będziemy musieli nauczyć się zwracać większą niż dotychczas uwagę na pewne doświadczenia, które z biegiem czasu będą stawały się coraz bardziej powszechne u dzieci. Prawdą jest, że w późniejszym życiu, kiedy całe wrażenie wywierane przez świat fizyczny jest bardzo silne, te uczucia i doświadczenia nie będą szczególnie zauważalne w najbliższej przyszłości, ale w miarę upływu czasu będą stawały się coraz bardziej intensywne. Będą one występować, na początku, u dzieci, a dorośli ludzie usłyszą od dzieci wiele rzeczy, które w zwykły sposób są odrzucane, ale które będą musiały być zrozumiane, ponieważ są związane z głębokimi tajemnicami ewolucji.

            Usłyszymy dzieci mówiące: „Widziałem istotę, która powiedziała mi to lub tamto, która powiedziała mi, co mam robić„. Materialista, oczywiście, powie takiemu dziecku, że to wszystko bzdury, że taka istota nie istnieje. Ale studenci duchowej nauki będą musieli zrozumieć znaczenie tego zjawiska. Jeśli dziecko mówi: „Widziałem kogoś, kto przyszedł do mnie, odszedł znowu, ale ciągle przychodzi i nie mogę się go pozbyć – to każdy, kto rozumie duchową naukę zrozumie, że w życiu tego dziecka ujawnia się zjawisko, które z czasem będzie coraz bardziej widoczne. Co to tak naprawdę oznacza?

            Zrozumiemy to, jeśli pomyślimy o dwóch podstawowych i typowych doświadczeniach, z których pierwsze było szczególnie znaczące w epoce grecko-łacińskiej, podczas gdy drugie jest znaczące w naszych czasach, kiedy to zaczyna stopniowo nabierać kształtów. Podczas gdy pierwsze doświadczenie osiągnęło swoistą kulminację w epoce grecko-łacińskiej, my powoli zmierzamy ku drugiemu.

            Doświadczenia wynikające z wpływów Lucyfera i Arymana są cały czas obecne w ludzkim życiu. W tym podstawowym doświadczeniu człowieka w czwartej epoce post-atlantyckiej lub grecko-rzymskiej większy był wpływ Lucyfera; w naszej epoce dominującym jest wpływ Arymana. Lucyfer jest związany z tymi wszystkimi doświadczeniami, które bez definicji nadanej przez zmysły, pozostają niezróżnicowane i niejasne.

            Lucyfer związany jest z doświadczeniem oddychania, wdechu i wydechu. Związek między oddychaniem człowieka a funkcjonowaniem jego organizmu jako całości musi być absolutnie regularny i normalny. W momencie, kiedy proces oddychania zostaje w jakikolwiek sposób zakłócony, zamiast pozostać nieświadomą czynnością, na którą nie trzeba zwracać uwagi, staje się on procesem świadomym, którego jesteśmy mniej lub bardziej sennie świadomi. A kiedy, mówiąc krótko, proces oddychania staje się zbyt silny, kiedy wysuwa wobec organizmu większe żądania, niż organizm może spełnić, wtedy jest możliwe, że Lucyfer (nie on sam, ale należące do niego zastępy) wchodzi z oddechem do organizmu.

            Mówię tu o znanym doświadczeniu życia we śnie. Może ono występować w różnych formach i z coraz większą intensywnością. Koszmar, w którym zaburzony proces oddychania czyni człowieka świadomym we śnie, tak że doświadczenia świata duchowego przenikają się ze snem i powodują niepokój i strach, które często towarzyszą koszmarowi – wszystkie takie doświadczenia mają swoje źródło w pierwiastku lucyferycznym. Gdy zamiast regularnego oddechu pojawia się uczucie dławienia lub duszenia się, jest to związane z możliwością, że Lucyfer miesza się z oddechem.

            Jest to prymitywna forma procesu, gdzie w wyniku obniżenia świadomości Lucyfer miesza się z oddechem i we śnie przybiera postać dusiciela. To jest surowa forma tego doświadczenia. Ale istnieje doświadczenie bardziej delikatne i bardziej nieuchwytne niż to, że jest się fizycznie duszonym. Z reguły ludziom nie przychodzi do głowy, że pewne znane im doświadczenie jest w rzeczywistości mniej surową formą doświadczenia uduszenia. A jednak, ilekroć coś staje się problemem w duszy lub rodzi wątpliwości co do tej czy innej rzeczy na świecie, jest to subtelniejsza forma doświadczenia uduszenia. Można rzeczywiście powiedzieć, że kiedy czujemy się zmuszeni do zadawania pytań, kiedy staje przed nami jakaś zagadka, wielka lub błaha, wtedy wydaje się, że coś nas dusi, ale w taki sposób, że nie zwracamy na to uwagi. Niemniej jednak każda wątpliwość, każdy problem jest subtelną formą koszmaru.

            I tak doświadczenia, które często przybierają surową formę, stają się o wiele bardziej subtelne i nieuchwytne, gdy pojawiają się w życiu samej duszy. Należy przypuszczać, że nauka będzie kiedyś w stanie zbadać, w jaki sposób proces oddychania jest związany z chęcią zadawania pytań lub z uczuciem bycia atakowanym przez wątpliwości; ale niezależnie od tego, czy tak się stanie, czy nie, wszystko to, co jest związane z zadawaniem pytań i wątpliwościami, z uczuciem niezadowolenia spowodowanym tym, że coś w świecie domaga się odpowiedzi, a my jesteśmy zdani wyłącznie na nasze własne zasoby – wszystko to jest związane z mocami Lucyfera.

            W świetle Nauki Duchowej można powiedzieć, że ilekroć w koszmarze sennym odczuwamy uczucie uduszenia, albo gdy jakaś wątpliwość lub pytanie wewnętrznie nas gnębi lub niepokoi, proces oddychania staje się silniejszy, bardziej zdecydowany. W oddychaniu jest coś, co musi być zharmonizowane, stonowane i zmodyfikowane, jeśli ludzka natura ma funkcjonować we właściwy i normalny sposób.

            Co się dzieje, kiedy proces oddychania staje się nadmiernie energiczny i mocny? Ciało eteryczne rozszerza się, staje się zbyt rozproszone, a ponieważ to oddziałuje na ciało fizyczne, ma tendencję do jego rozpadu. Zbyt wybujałe, zbyt szeroko rozciągnięte ciało eteryczne daje początek zbyt energicznemu procesowi oddychania, a to daje siłom Lucyferycznym możliwość działania.

            Siły lucyferyczne mogą więc przedostać się do człowieka, gdy ciało eteryczne rozszerzy się ponad normę. Można też powiedzieć, że siły lucyferyczne mają tendencję do wyrażania się w ciele eterycznym, które rozszerzyło się poza granice ludzkiej formy, to znaczy w ciele eterycznym wymagającym więcej przestrzeni niż ta, która jest zapewniona w granicach ludzkiej skóry.

            O próbach znalezienia odpowiedniej formy, w której można by przedstawić ten proces, można powiedzieć, co następuje. W swoim normalnym stanie ciało eteryczne formuje i kształtuje fizyczną formę człowieka. Ale gdy tylko ciało eteryczne rozszerza się, gdy tylko próbuje stworzyć dla siebie większą przestrzeń i arenę wykraczającą poza granice ludzkiej skóry, ma tendencję do wytwarzania innych form. Forma ludzka nie może być tutaj zachowana; ciało eteryczne dąży do wyrastania poza i ponad formę ludzką. W dawnych czasach ludzie znaleźli rozwiązanie tego problemu. Kiedy rozszerzone ciało eteryczne – które nie jest dostosowana do natury człowieka, lecz do natury Lucyfera – daje się odczuć i nabiera kształtu przed okiem duszy, jaka forma się wyłania? Sfinks!

            Tutaj mamy wskazówkę co do natury Sfinksa. Sfinks to tak naprawdę istota, która trzyma nas za gardło, która nas dusi. Kiedy ciało eteryczne rozszerza się na skutek siły oddechu, w duszy pojawia się istota lucyferyczna. W takim eterycznym ciele jest wtedy nie człowiek, lecz forma lucyferyczna, forma Sfinksa. Sfinks jest tą istotą, która przynosi wątpliwości, która dręczy duszę pytaniami.

            Tak więc istnieje wyraźny związek między Sfinksem a procesem oddychania. Ale wiemy również, że proces oddychania jest w bardzo szczególny sposób połączony z krwią. Dlatego siły lucyferyczne działają również we krwi, przenikając i przepływając przez nią. Poprzez oddychanie siły lucyferyczne mogą wszędzie przedostać się do krwi człowieka i kiedy nadmierna energia jest promowana we krwi, natura lucyferyczna – Sfinks – staje się bardzo silna.

            Ponieważ człowiek jest otwarty na kosmos w swoim oddechu, jest on konfrontowany przez Sfinksa. To właśnie podczas grecko-łacińskiej epoki cywilizacji ludzie w swoim oddechu czuli, że konfrontują się ze Sfinksem w kosmosie. Legenda o Edypie opisuje, jak człowiek staje przed Sfinksem, jak Sfinks dręczy go pytaniami. Obraz człowieka i Sfinksa, albo człowieka i lucyferycznych mocy w kosmosie, daje wyraz głęboko zakorzenionemu doświadczeniu ludzi, jakim byli oni w czwartej epoce postatlantyckiej, i wskazuje, że kiedy człowiek, choćby w niewielkim stopniu, przełamuje granice swojego normalnego życia na planie fizycznym, wchodzi w kontakt z naturą Sfinksa. W tym momencie zbliża się do niego Lucyfer i musi on poradzić sobie z Lucyferem, ze Sfinksem.

            Podstawowa tendencja naszej piątej postatlantyckiej epoki jest inna. Tendencja ewolucji jest taka, że ciało eteryczne skurczyło się i jest o wiele mniej podatne na dyfuzję lub ekspansję. Ciało eteryczne, zamiast być zbyt duże, jest zbyt małe, i będzie to coraz bardziej widoczne w miarę postępu ewolucji. Jeżeli można powiedzieć, że u człowieka starożytnej Grecji ciało eteryczne było zbyt duże, to można powiedzieć, że u człowieka współczesnego ciało eteryczne jest ściśnięte i skurczone, stało się zbyt małe. Im bardziej materializm prowadzi człowieka do lekceważenia tego, co duchowe, tym bardziej ciało eteryczne kurczy się i usycha. Ale ponieważ organizacja i funkcje ciała fizycznego zależą od ciała eterycznego – ponieważ ciało eteryczne musi przenikać ciało fizyczne we właściwy sposób – ciało fizyczne także zawsze będzie miało tendencję do wysychania, usychania, jeśli skurczenie ciała eterycznego będzie nadmierne; a jeśli ciało fizyczne stanie się zbyt suche, ludzie będą mieli stopy z rogu zamiast stóp normalnego człowieka. W rzeczywistości, człowiek nie będzie miał rogowych stóp, ale tendencja jest w nim, z powodu tej skłonności ciała eterycznego do osłabienia i wysuszenia. Do tego wysuszonego ciała eterycznego Aryman może się wślizgnąć, tak jak Lucyfer może się wkraść do rozszerzonego, rozproszonego ciała eterycznego. Aryman przyjmie formę, która wskazuje na brak mocy w ciele eterycznym. Rozwija on niewystarczającą siłę eteryczną dla prawidłowo rozwiniętych stóp i wytworzy rogate stopy, kozie stopy.

            Mefistofeles jest Arymanen. Istnieje dobry powód, jak już wspomniałem, aby przedstawiać go z kozimi stopami. Mity i legendy są pełne znaczeń: Mefistofeles bardzo często przedstawiany jest z końskimi kopytami; jego stopy wyschły i stały się kopytami. Gdyby Goethe w pełni rozumiał naturę Mefistofelesa, nie przedstawiłby go w postaci współczesnego kawalera, gdyż z natury Mefistofeles-Aryman pozbawiony jest sił eterycznych, niezbędnych do przeniknięcia i nadania kształtu normalnej fizycznej postaci człowieka.

            Jeszcze inna cecha Mefistofelesa-Arymana wynika z tego skurczenia się ciała eterycznego i wynikającego z tego braku siły eterycznej. Najlepszym sposobem, aby to zrozumieć, będzie rozważenie natury człowieka jako całości. Nawet pod względem fizycznym istota ludzka jest w pewnym sensie dwoistością. Bo pomyślcie o tym. – Stoisz tam jako fizyczna istota ludzka. Ale wdychane powietrze jest w tobie, jest częścią ciebie jako istoty fizycznej. To powietrze jest jednak ponownie wysyłane przez następny wydech, tak że przenikający cię „człowiek powietrza i oddechu” cały czas się zmienia. Nie jesteś tylko człowiekiem z ciała, kości i mięśni, ale jesteś także „człowiekiem oddechu”. Ten „człowiek oddechu” jednak ciągle się zmienia, odpływa i wchodzi. I ten „człowiek oddechu” jest połączony z krążącą krwią.

            W tobie, oddzielony niejako od tego „człowieka oddechu”, jest drugi biegun: „człowiek nerwu” z krążącym płynem nerwowym. Kontakt między „człowiekiem nerwowym” a krwią jest czysto zewnętrzny. Tak jak te siły eteryczne, które skłaniają się ku naturze lucyferycznej, mogą znaleźć łatwy dostęp do krwi tylko poprzez oddech, tak też siły eteryczne, które skłaniają się ku naturze Mefistofelesa lub Arymana, mogą zbliżyć się tylko do systemu nerwowego – nie do krwi.     

            Aryman jest pozbawiony możliwości przeniknięcia do krwi, ponieważ nie może zbliżyć się do ciepła krwi. Jeśli chce nawiązać połączenie z człowiekiem, będzie pragnął kropli krwi, ponieważ dostęp do krwi jest dla niego tak trudny. Między Mefistofelesem a krwią jest przepaść. Kiedy zbliża się on do człowieka jako istoty żywej, kiedy chce nawiązać z nim kontakt, zdaje sobie sprawę, że zasadniczo ludzka siła mieszka we krwi. Musi zatem starać się zdobyć krew.

            To, że pakt Fausta z Mefistofelesem jest podpisany krwią, jest dowodem mądrości zawartej w legendzie. Faust musi związać się z Mefistofelesem za pomocą krwi, ponieważ Mefistofeles nie ma bezpośredniego dostępu do krwi, a pragnie jej. Tak jak Grek konfrontował się ze Sfinksem, którego polem działania jest układ oddechowy, tak człowiek piątej epoki poatlantyckiej konfrontuje się z Mefistofelesem, który działa w procesie nerwowym, który jest zimny i pogardliwy, bo jest bezkrwawy, bo brak mu ciepła, które należy do krwi. Jest on szydercą, zimnym, pogardliwym towarzyszem człowieka.

            Tak jak zadaniem Edypa było pokonanie Sfinksa, tak zadaniem człowieka w piątej epoce poatlantyckiej jest pokonanie Mefistofelesa. Mefistofeles stoi tam jak druga istota, stawiając go przed sobą. Grek został skonfrontowany przez Sfinksa jako uosobienie sił, które wstąpiły w niego wraz z nadmierną energią procesu oddychania. Człowiek epoki nowożytnej staje wobec owoców intelektu i zimnego rozumu, zakorzenionych w procesie nerwowym. Wyobraźnia poetycka ujrzała proroczo obraz człowieka stojącego naprzeciw mefistofelesowskich mocy; ale doświadczenie to będzie się stawało coraz bardziej ogólne, a zjawisko, które, jak powiedziałem, pojawi się w dzieciństwie, będzie właśnie tym doświadczeniem Mefistofelesowskich mocy.

            Podczas gdy dziecko w Grecji dręczone było powodzią pytań, cierpienie, jakie czeka człowieka naszych czasów, polega raczej na tym, że znajduje się w uścisku uprzedzeń i przesądów, że ma u swego boku jak inkub drugie „ciało”, składające się z tych wszystkich z góry przyjętych sądów i opinii. Co prowadzi do takiego stanu rzeczy?

            Bądźmy całkiem szczerzy w kwestii trendu ewolucji. W ciągu piątej epoki poatlantyckiej, tak wiele problemów straciło wewnętrzne, życiowe ciepło. Niezliczone pytania, które stają przed nami, gdy studiujemy naukę duchową z jakąkolwiek głębią, po prostu nie istnieją dla współczesnego człowieka z jego materialistycznym spojrzeniem. Zagadka Sfinksa nic dla niego nie znaczy, podczas gdy człowiek starożytnej Grecji był jej w pełni świadomy. Inny rodzaj doświadczenia przychodzi do człowieka współczesnego. W swoim mniemaniu wie on wszystko tak dobrze, obserwuje świat materialny, używa swego intelektu do ustalenia wzajemnych powiązań między jego zjawiskami i wierzy, że w ten sposób rozwiązuje się wszystkie jego zagadki, nie zdając sobie sprawy, że po prostu błądzi w fantasmagorii. Ale ten sposób działania pogrubia i wysusza jego ciało eteryczne, czego ostatecznym rezultatem jest to, że moce Mefistofelesa, jak druga natura, przywiązują się do niego teraz i w przyszłości.

            Natura Mefistofelesa jest wzmacniana przez wszystkie uprzedzenia i ograniczenia materializmu, i już teraz można dostrzec przyszłość, kiedy każdy będzie się rodził z drugą istotą u swego boku, istotą, która będzie mu szeptać o głupocie tych, którzy mówią o rzeczywistości świata duchowego. Człowiek oczywiście zdezawuuje zagadkę Mefistofelesa, tak jak zdezawuował zagadkę Sfinksa, niemniej jednak przypnie sobie drugą istotę do pięty. W towarzystwie tej drugiej istoty będzie odczuwał potrzebę myślenia materialistycznego, myślenia nie poprzez swoją własną istotę, ale poprzez tę drugą istotę, która jest jego towarzyszem.

            W eterycznym ciele, które zostało sparaliżowane przez materializm, Mefistofeles będzie mógł zamieszkać. Rozumiejąc, co to oznacza, zrozumiemy, że naszym obowiązkiem jest w przyszłości kształcić dzieci – czy to za pomocą eurytmii, czy też rozwijania duchowo-naukowego spojrzenia – w taki sposób, aby były one kompetentne do zrozumienia świata duchowego. Ciało eteryczne musi być przyspieszone, aby człowiek mógł zająć należne mu stanowisko, w pełni świadomy natury istoty, która stoi u jego boku. Jeśli nie zrozumie natury tej drugiej istoty, będzie przez nią zaklęty, skrępowany. Tak jak Grek musiał pokonać Sfinksa, tak człowiek współczesny będzie musiał pokonać Mefistofelesa – z jego fauno podobną, satyryczną postacią, z jego kozimi lub końskimi nogami.

            Każda epoka umiała przecież wyrazić swoją istotną cechę w legendzie i sadze. Legendy o Edypie w Grecji i legendy o Mefistofelesie w epoce nowożytnej są tego przykładami, ale ich podstawowe znaczenie musi być zrozumiane.

            Widzicie, prawdy, które w innych przypadkach przedstawiane są jedynie w formie poezji – na przykład relacje między Faustem a Mefistofelesem – mogą stać się zasadami przewodnimi dla edukacji, jaka powinna być w przyszłości. Wstępem do tych wydarzeń jest to, że jakiś lud lub poeta przeczuwa istnienie istoty towarzyszącej człowiekowi; ale ostatecznie każdy człowiek będzie miał tego towarzysza, który nie może pozostać dla niego niezrozumiały i który najsilniej będzie działał w dzieciństwie. Jeśli dorośli, których zadaniem jest dziś wychowywać dzieci, nie będą umieli właściwie postępować z tym, co się w dziecku objawia, to sama natura ludzka będzie upośledzona z powodu braku zrozumienia podstępów Mefistofelesa.

            Jest rzeczą bardzo znamienną, że oznaki tych tendencji można znaleźć wszędzie w legendach i bajkach. Legendy i bajki, które wydają się tak niezrozumiałe dla współczesnych badaczy, już w samym swoim składzie wskazują albo na Mefistofelesa, na Arymana, albo na Sfinksa, na Lucyfera. Tajemnicą wszystkich legend i baśni jest to, że ich treść była pierwotnie rzeczywistym doświadczeniem, wynikającym albo z relacji człowieka do Sfinksa, albo z jego relacji do Mefistofelesa.

            W legendach i baśniach znajdujemy, czasem bardziej, czasem mniej ukryty, motyw zagadki, motyw Sfinksa, gdzie trzeba coś rozwiązać, odpowiedzieć na jakieś pytanie, albo motyw oczarowania, bycia pod urokiem. To jest właśnie motyw Arymana. Kiedy Aryman jest obok nas, jesteśmy w ciągłym niebezpieczeństwie, że padniemy jego ofiarą, że oddamy mu się do tego stopnia, że nie będziemy mogli się uwolnić. W obliczu Sfinksa człowiek jest świadomy czegoś, co wnika w niego i niejako rozrywa go na strzępy. Wobec mefistofelicznego wpływu czuje, że musi mu ulec, związać się z nim, poddać się mu.

            Grecy nie mieli nic takiego jak teologia w naszym współczesnym znaczeniu, ale byli o wiele bliżsi mądrości natury i jej przejawom. Zbliżyli się do mądrości natury bez teologii, a pytania i zagadki wcisnęły się w ich życie.

            Proces oddychania jest o wiele bardziej ściśle związany z naturą niż proces nerwowy. To dlatego Grecy mieli tak żywe poczucie bycia prowadzonym do mądrości przez Sfinksa. Zupełnie inaczej jest w epoce nowożytnej, kiedy na scenę wkroczyła teologia. Człowiek nie wierzy już, że bezpośrednie obcowanie z naturą przybliża go do boskiej mądrości świata, lecz wyrusza na studia, aby zbliżyć się do niej poprzez proces nerwowy, a nie poprzez oddychanie i krew. Poszukiwanie mądrości stało się procesem nerwowym; nowoczesna teologia jest procesem nerwowym. Ale to oznacza, że mądrość jest zakuta w kajdany procesu nerwowego; człowiek zbliża się do Mefistofelesa, a dzięki temu uwięzieniu mądrości w procesie nerwowym, u zarania piątej epoki postatlantyckiej pojawiło się przeczucie, że Mefistofeles jest zakuty w kajdany człowieka, stoi u jego boku.

            Jeśli legendę Fausta pozbawić wszystkich obcych elementów, które ją oplotły, pozostaje obraz młodego teologa dążącego do mądrości; dręczą go wątpliwości, a ponieważ podpisuje zobowiązanie z diabłem – z Mefistofelesem – zostaje wciągnięty w pole działania diabła. Ale tak jak zadaniem Greka, poprzez rozwój świadomej Ja, było pokonanie Sfinksa, tak my, w naszej epoce, musimy pokonać Mefistofelesa, wzbogacając Ja o mądrość, która może zrodzić się tylko z wiedzy i badania świata duchowego, z nauki duchowej.

            Edyp był najpotężniejszym zdobywcą Sfinksa, ale każdy Grek, który walczył o męskość, odnosił również, na niższym poziomie, zwycięstwo nad Sfinksem. Edyp jest jedynie personifikacją, w bardzo typowej formie, tego, co każdy Grek miał przeżyć. Edyp musi udowodnić, że jest panem sił zawartych w procesach oddychania i krwi. Uosabia on proces nerwowy z jego zubożałymi siłami eteru, w przeciwieństwie do tych istot ludzkich, które są całkowicie pod panowaniem procesów oddychania i krwi. Edyp przyjmuje do swojej natury te siły, które są związane z procesem nerwowym, to znaczy siły Mefistofelesa; ale przyjmuje je do siebie we właściwy i zdrowy sposób, tak że nie stają się one drugą istotą u jego boku, ale są w nim samym, umożliwiając mu konfrontację i opanowanie Sfinksa.

            Wskazuje nam to, że Lucyfer i Aryman na właściwym miejscu działają dobroczynnie, na niewłaściwym – szkodzą. Zadaniem Greka było pozbycie się natury Sfinksa, wyrzucenie jej z siebie. Kiedy był w stanie wepchnąć ją w otchłań, kiedy, innymi słowy, był w stanie sprowadzić rozszerzone ciało eteryczne do ciała fizycznego, wtedy pokonał Sfinksa. Otchłań nie znajduje się poza nami; otchłań to własne ciało fizyczne człowieka, do którego Sfinks musi zostać wciągnięty w uprawniony i zdrowy sposób. Ale przeciwny biegun – proces nerwowy – który działa nie od zewnątrz, lecz od wewnątrz Ja, musi być tutaj wzmocniony. W ten sposób siła arymaniczna zostaje wprowadzona do człowieka i umieszczona na właściwym miejscu.

            Edyp jest synem Lajosa. Lajos został ostrzeżony przed posiadaniem dziecka, ponieważ mówiono, że przyniesie to nieszczęście całej jego rasie. Dlatego wypędził chłopca, który mu się urodził. Przebił mu stopy i dlatego dziecko nazwano „Edypem”, czyli „maczugą”. To jest powód, dla którego w dramacie Edyp ma zdeformowane stopy.

            Mówiłem już, że gdy siły eteryczne są zubożone, stopy nie mogą się normalnie rozwijać, lecz usychają. W przypadku Edypa ten stan został wywołany sztucznie. Legenda mówi nam, że został on znaleziony i wychowany przez pasterzy po tym, jak próbowano się go pozbyć. Idzie przez życie z pokaleczonymi stopami. Edyp jest Mefistofelesem – ale w tym przypadku Mefistofeles pracuje na swoim miejscu, w związku z zadaniem, które przypada czwartej epoce poatlantyckiej.

            Harmonia między ciałem eterycznym a fizycznym, tak wspaniale wyrażona w wytworach greckiej sztuki, wszystko to, co stanowiło o typowej wielkości Greka – tego wszystkiego Edyp zostaje pozbawiony, aby mógł stać się osobowością w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Ja, które teraz przeszło do głowy, staje się silne, a stopy więdną.

            Człowiek piątej epoki poatlantyckiej ma zupełnie inne zadanie. Edyp, aby zmierzyć się i pokonać Sfinksa, musiał przyjąć do siebie Arymana. Człowiek piątej epoki poatlantyckiej, który stawia czoła Arymanowi-Mefistofelesowi, musi przyjąć do siebie Lucyfera. Proces ten jest odwrotny do tego, który przeprowadził Edyp. Wszystko, co JA gromadzi w głowie, musi zostać wtłoczone w resztę natury człowieka. JA, żyjące w procesie nerwowym, nagromadziło „filozofię, prawo, medycynę i, niestety, również teologię” – wszystkie procesy nerwowe. A teraz pojawia się chęć pozbycia się tego wszystkiego z głowy – tak jak Edyp pozbawił stopy ich normalnych sił – i przeniknięcia przez zasłony materialnego bytu.

            A teraz pomyślcie o Fauście, który stoi tam ze wszystkim, co zgromadziło Ja; pomyślcie, jak chce to wszystko wyrzucić z głowy, tak jak Edyp pozbawił swoje stopy normalnych sił. Faust mówi: „Studiowałem, niestety! Filozofię, prawo i medycynę, a co najsmutniejsze, teologię” … chce pozbyć się tego wszystkiego z głowy. I co więcej, czyni to poprzez oddanie się życiu, które nie jest związane z głową. Faust to Edyp odwrócony, czyli człowiek, który przyjmuje w siebie naturę Lucyfera.

            A teraz pomyślcie o tym wszystkim, co Faust robi, aby mając w sobie Lucyfera, mógł walczyć z Arymanen, z Mefistofelesem, który stoi obok niego. Wszystko to pokazuje nam, że Faust jest w rzeczywistości odwróconym Edypem. Natura Arymana w Edypie musi pokonać Lucyfera; natura Lucyfera w Fauście musi pomóc mu pokonać Arymana-Mefistofelesa. Aryman-Mefistofeles działa bardziej w świecie zewnętrznym, Lucyfer bardziej w życiu wewnętrznym. Wszystkie nieszczęścia, które spotykają Edypa, ponieważ musi on przyjąć do siebie naturę Arymana, związane są ze światem zewnętrznym. Zagłada spada na jego rasę, a nie tylko na niego samego. Nawet zguba, która na niego spada, ma charakter zewnętrzny; wykłuwa sobie oczy i oślepia się; podobnie zaraza, która ogarnia jego rodzinne miasto – to także jest zguba zewnętrzna. Doświadczenia Fausta dotyczą jednak duszy – są to tragedie wewnętrzne. Także pod tym względem Faust jawi się jako antyteza Edypa.

            W tych dwóch postaciach, obu podwójnych – Edypa i Sfinksa, Fausta i Mefistofelesa – mamy typowe obrazy ewolucji czwartej i piątej epoki poatlantyckiej.

            Kiedy historia, w nadchodzącym czasie, będzie przedstawiana mniej jako narracja zewnętrznych wydarzeń, a bardziej jako opis tego, co istoty ludzkie rzeczywiście przeżywają, wtedy i tylko wtedy znaczenie tych fundamentalnych doświadczeń będzie w pełni zrozumiałe. Wtedy bowiem człowiek dostrzeże, co naprawdę działa w płynącym procesie ewolucyjnym, którego zwykła nauka zna tylko zewnętrzne fantasmagorie.

            Aby Ja zostało wzmocnione, konieczne było, aby Aryman-Mefistofeles wszedł w Edypa – typowego przedstawiciela Greków. W człowieku epoki nowożytnej Ja stało się zbyt silne i musi się uwolnić. Ale może to uczynić tylko poprzez pogłębienie swojej wiedzy o wydarzeniach duchowych, o świecie, do którego Ja naprawdę należy. Ja, musi wiedzieć, że jest obywatelem świata duchowego, a nie tylko mieszkańcem ludzkiego ciała. Takie jest zapotrzebowanie epoki, w której żyjemy. Człowiek czwartej epoki poatlantyckiej został wezwany do tego, by z mocą i siłą dążyć do świadomości w ciele fizycznym; człowiek piątej epoki poatlantyckiej musi dążyć do tego, by stać się świadomym w świecie duchowym, tak rozszerzyć swoją świadomość, by sięgała ona do świata duchowego.

Nauka Duchowa jest więc podstawowym czynnikiem w ewolucji piątej epoki poatlantyckiej.

Wykład II Dornach, 21 listopada 1914 r.

W wykładzie o Kalevali [14 listopada 1914r. http://fvn-archiv.net/PDF/GA/GA158.pdf], wygłosiłem oświadczenie, które prawdopodobnie nie będzie dla was łatwe do zrozumienia. Pamiętacie, że mówiłem o „istocie”, która rozciąga się przez Europę z zachodu na wschód; i mówiłem o niej jako o posiadającej trzy kończyny, które sięgają w kierunku wschodnim. Powiedziałem, że dla starożytnych Finów te trzy kończyny były znane jako Wainamoinen (Väinämöinen), Ilmarinen i Lemminkainen, i że były one tym, co my dzisiaj, w naszym bardziej materialistycznym języku, nazywamy zatokami Ryską, Fińską i Botnicką. Zapewne zastanawiałeś się, jak mogłem powiedzieć, że te zatoki miały cokolwiek wspólnego z istotą, skoro oczywiście nie są niczym innym, jak tylko przedłużeniem powierzchni morza. Nie ma ciała; jak więc można mówić o istocie?

            Mogę sobie wyobrazić, że ta trudność może pojawić się w waszych umysłach, i jest ona typowa. Raz po raz przekonujecie się, że prawdy pochodzące ze świata duchowego narażone są na zarzut sprzeczności. Sam fakt, że tak się dzieje, jest znaczący i jest całkiem tak, jak powinno być; a jedynym sposobem, aby dojść do zadowalającego rozwiązania sprzeczności, jest w każdym przypadku jeszcze głębsze zbadanie danej sprawy. I to chcę dziś uczynić w odniesieniu do pewnych problemów wiedzy duchowej. Ale najpierw pozwólcie mi państwo, że poprzedzę to, co mam do powiedzenia, kilkoma słowami wstępu.

            Na początek przyjrzymy się niektórym przesądom dotyczącym natury człowieka, które są rozpowszechnione w materialistycznej myśli naszych czasów. Weźmy jeden przykład. W człowieku zachodzą różne procesy fizyczne, między innymi procesy zachodzące w mózgu i w systemie nerwowym; powszechnie wiadomo, że gdy zachodzą te procesy, zachodzą one również w duszy. Wynika z tego, że procesy zachodzące w duszy nie są niczym innym, jak tylko wyrazem procesów fizycznych. Materialista bada, co dzieje się w ciele człowieka, znajduje tam – lub raczej zakłada hipotetycznie – delikatne procesy nerwowe i mówi: Procesy myślenia, odczuwania i chcenia są w rzeczywistości tylko zjawiskami towarzyszącymi temu, co się dzieje przez cały czas jako procesy fizyczne. Ten pogląd jest dziś dość powszechnie wyznawany i niewątpliwie będzie się coraz głębiej zakorzeniał w materialistycznym myśleniu najbliższej przyszłości. Z punktu widzenia logiki jest on mniej więcej tak mądry, jak to, co następuje. Przypuśćmy, że ktoś idąc drogą odkrywa na niej ślady – tu równoległe koleiny, a tu znowu ślady jakby podeszwy ludzkich stóp. Zastanawia się nad tym i mówi do siebie: Materiał, z którego zbudowana jest droga, uległ pewnym zmianom i wpływom, w wyniku czego w niektórych miejscach został upakowany tak, że utworzył koleiny, podczas gdy w innych miejscach został zassany w dół i widzimy na powierzchni coś, co wygląda jak odcisk ludzkiej stopy”.

            Taki wniosek jest oczywiście prymitywnie błędny, prawda jest taka, że przejechał wóz i zrobił te dwie koleiny kołami, a człowiek również chodził po drodze i zrobił inne odciski stopami. Nie natura gleby, ale człowiek i wóz są odpowiedzialni za te ślady.

            Nie inaczej jest z procesami, które zachodzą w naszym systemie nerwowym. Kiedykolwiek myślimy, czujemy lub chcemy, uruchamiamy procesy, które są natury duszy i ducha. I tak długo, jak żyjemy w świecie fizycznym, procesy te są zjednoczone z ciałem fizycznym, pozostawiają w nim swoje ślady – tak jak wóz i człowiek pozostawiają swoje ślady na drodze. Ale te ślady w ciele nie mają więcej wspólnego z materiałem, z którego zbudowane jest ciało, niż ślady na drodze z materiałem, z którego zbudowana jest droga. W rzeczywistości procesy, które zachodzą w materii mózgu i w materii nerwów, nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi procesami myślowymi. Związek między nimi nie jest bliższy niż związek między tym, co robi człowiek i wóz, a tym, co dzieje się na powierzchni ziemi, po której się poruszają. Jest naprawdę bardzo ważne, aby zadać sobie trochę trudu i rozważyć tę sprawę w tym świetle. Ujawnia się bowiem, że anatom lub fizjolog, który bada jedynie fizyczne procesy w organizmie, jest jak istota duchowa, która porusza się pod ziemią, nie wychodząc nigdy na powierzchnię, i która nigdy nawet nie widziała ludzi ani wagonów. Wszystko, co może zrobić, to obserwować z dołu, że nierówności występują na powierzchni ziemi; nigdy nie zbliża się do nich i widzi je zawsze z drugiej strony. Badając je w ten ograniczony sposób, wyobraża sobie, że ziemia sama dała im początek przez swoją własną aktywność. W chwili, gdy taki duch wyszedłby na powierzchnię, poznałby prawdziwy stan rzeczy. Dokładnie tak samo jest z anatomem i fizjologiem, którzy pracują z materialistycznego punktu widzenia. Oni zawsze są pod ziemią – bo nie wiedzieć nic o nauce duchowej to być „pod ziemią!”. To, co badają, to procesy materialne, a te nie mają nic wspólnego z tym, co dzieje się powyżej, w sferze duszy i ducha. Zadaniem człowieka w najbliższej przyszłości będzie uwolnienie się od tego anatomicznego i fizjologicznego myślenia i przejście do myślenia duchowo-naukowego. Wtedy będzie się on czuł tak, jak może się czuć podziemny chochlik, który nagle został uniesiony ponad ziemię i po raz pierwszy zobaczył, jak naprawdę powstały ślady, które obserwował od dołu. Chochlik grzebiące pod ziemią – oto czym są naukowcy, którzy biorą pod uwagę tylko to, co duchowe pod ziemią – bo nawet to, co materialne, jest duchowe! I ludzkość będzie musiała przeżyć wielki szok, który nieuchronnie nastąpi, gdy te podziemne chochliki wyjdą na zewnątrz – do królestwa duszy i ducha.

            Te słowa wstępne były konieczne, aby przygotować was do tematu dzisiejszego wykładu, który, jak sądzę, pomoże wam rozwiązać sprzeczność, o której mówiliśmy – że zatoki Botnicka, Fińska i Ryska są oczywiście tylko powierzchniami, a jednak mówiłem tak, jakby były istotą, a raczej kończynami potężnej istoty rozciągającej się z zachodu na wschód.

            Przyzwyczailiśmy się mówić o sobie jako o istotach przestrzennych, i mamy rację; jako istoty ludzkie jesteśmy istotami przestrzennymi. Kiedy jednak przychodzi nam rozważyć, czym jesteśmy w rzeczywistości, to jest to zupełnie inna sprawa. Faktem jest, że człowiek jest w rzeczywistości czymś zupełnie innym niż to, co sobie wyobrażamy, gdy patrzymy na niego tylko w zewnętrznej maji, w fantasmagorii zewnętrznego wyglądu. Tam oczywiście jawi się on jako istota kosmiczna, przestrzennie zamknięta w swojej skórze. Ale bezpośrednio, gdy próbujemy przenieść naszą myśl nieco głębiej, stajemy wobec trzech wielkich problemów lub zagadek dotyczących ludzkiej formy.

            Pierwsza z tych zagadek kryje się pod wszelkiego rodzaju zagadkowymi i mistyfikacyjnymi złudzeniami. Zewnętrzny majątek wyglądu oszukuje nas raz po raz w odniesieniu do naszego własnego istnienia; ślady tego oszustwa można znaleźć w dzisiejszej nauce, szczególnie w pewnych punktach, w których nauka jest całkiem zagubiona i zmuszona do konstruowania wszelkiego rodzaju hipotez. Na przykład, hipotezy były ciągle wysuwane, aby wyjaśnić fakt, że człowiek ma dwoje oczu i dwoje uszu, a jednak nie widzi ani nie słyszy podwójnie. Jak to jest, że te narządy są symetrycznie rozmieszczone? Jak to jest, że są one obecne nie pojedynczo, ale parami? Ten prosty fakt oferuje nauce twardy orzech do zgryzienia i wystarczy tylko przejrzeć literaturę przedmiotu, by przekonać się, jak wiele napisano na temat tego, dlaczego widzimy dwojgiem oczu i słyszymy dwojgiem uszu.

            Człowiek jest naprawdę bardzo zorganizowany, czego dowody znajdujemy czasami w samym sposobie mówienia. Bo w rzeczywistości mamy też dwa nosy! Tylko że one się zrosły i nie są tak oczywiste jak dwoje oczu i dwoje uszu. Dlatego nie mówimy o dwóch nosach, ale o jednym nosie; tak prymitywnie zorganizowani, jak jesteśmy, nigdy nie odkrywamy, że mamy dwa! Niemniej jednak jest tak, że w całej ludzkiej percepcji pojawia się symetria, symetria prawa i lewa. Gdyby człowiek nie miał dwojga uszu, dwojga oczu i dwojga nosów, nie osiągnąłby percepcji własnego Ja.

            Odpowiednio do tego człowiek potrzebuje do doświadczenia Ja również dwóch rąk. Kiedy zaciskamy dłonie razem i czujemy jedną z drugą, natychmiast otrzymujemy coś w rodzaju doświadczenia Ja. Podobnie dzieje się, gdy łączymy w jedną całość percepcje dwojga oczu lub dwojga uszu. Za każdym razem, gdy dokonujemy percepcji zmysłowej, postrzegamy świat z dwóch stron, z lewej i z prawej. I temu, że mamy te dwa kierunki postrzegania, lewy i prawy, i łączymy je razem – temu faktowi zawdzięczamy naszą Ja-naturę jako istoty ludzkie. W przeciwnym razie nie bylibyśmy w ogóle ludźmi Ja. Gdyby na przykład nasze oczy znajdowały się w pobliżu uszu i nie mielibyśmy możliwości połączenia linii widzenia, zawsze pozostawalibyśmy istotami zaangażowanymi w Duszę Grupową. Aby być istotą Ja, musimy sprawić, by prawa i lewa strona spotkały się. W całej sferze ludzkiej percepcji zawsze istnieje to skrzyżowanie prawej i lewej strony w środku. Spójrz na tę pionową linię na tablicy. Wyobraź sobie, że z tablicy wzdłuż tej linii wystaje samolot. Wszystko przychodzi, z lewej i prawej strony, aż do tej linii nacięcia. My, moi drodzy przyjaciele, sami znajdujemy się w tej płaszczyźnie. Nie jesteśmy w przestrzeni, jesteśmy tylko na tej powierzchni, na tej płaszczyźnie. Nie jesteśmy istotami rozciągniętymi w przestrzeni, jesteśmy istotami powierzchniowymi, które powstają poprzez skrzyżowanie impulsu z lewej strony z impulsem z prawej strony. A jeśli na pytanie: Gdzie jesteś? chcesz znaleźć odpowiedź, nie zgodną z mają, ale zgodną z rzeczywistością, to nie wolno ci wskazać na przestrzeń, w której stoi twoje ciało i powiedzieć: „Jestem tutaj”, ale będziesz musiał powiedzieć: „Jestem w miejscu, gdzie spotykają się mój lewy człowiek i mój prawy człowiek”. W rzeczywistości jesteś tam, i tylko tam. Tak jak w przypadku istoty, o której mówiłem wcześniej, mieliśmy powierzchnie, na których spotykało się powietrze i woda, tak w człowieku mamy lewą połowę i prawą połowę. W tamtej istocie te dwie połówki były różne, w człowieku są takie same; ale człowiek jest również istotą powierzchniową, człowiek jest płaszczyzną. To w maji widzimy, że ma on formę i postać.

            Skąd więc człowiek ma tę formę i postać? Ma ją, ponieważ stoi w środku bitwy. Istota z lewej strony walczy w człowieku z istotą z prawej strony. Gdybyśmy byli w stanie być całkowicie w naszej lewej połowie, mielibyśmy potężne postrzeganie jednej istoty, a gdybyśmy byli w naszej prawej połowie, mielibyśmy odpowiednio potężne postrzeganie drugiej istoty. Nasze istnienie jako podwójnej istoty wynika z tego, że istota lucyferyczna walczy w nas z lewej strony, a istota arymaniczna z prawej.

            Spróbujmy to sobie wyobrazić w naszych umysłach. Z lewej strony walczy Lucyfer i wznosi swoje fortyfikacje, a z prawej strony walczy Aryman i wznosi swoje fortyfikacje. Wszystko, co możecie zrobić, to stanąć pośrodku między nimi. Lewa część was – wasz lewy człowiek – jest fortyfikacją, którą wzniósł Lucyfer, a prawa część waszego człowieka jest fortyfikacją, którą wzniósł Aryman. I cała sztuka życia polega na znalezieniu prawdziwej równowagi między nimi. Robimy to nieświadomie zawsze, gdy postrzegamy zmysłami. Kiedy słyszymy lewym uchem i prawym uchem, a następnie łączymy w jedno postrzeganie impulsy, które w ten sposób do nas docierają, albo kiedy czujemy lewą ręką i prawą ręką i łączymy te dwa postrzegania, stawiamy się na powierzchni, która leży na granicy konfliktu między Lucyferem i Arymanen. Wąska jak – nie, węższa niż – ostrze noża jest przestrzeń, która została nam pozostawiona pośrodku, gdzie musimy odegrać swoją rolę. Nasz organizm tak naprawdę nie należy do nas, jesteśmy polem bitwy dla sił Lucyfera i Arymana – a także dla innych sił, podobnych do nich, ale w ten temat nie możemy teraz wchodzić.

            My ludzie jesteśmy więc w rzeczywistości istotami powierzchniowymi zaklinowanymi między dwoma bytami, które nas nie dotyczą! Nasz lewy człowiek nas nie dotyczy, podobnie jak nasz prawy człowiek: to, co nas dotyczy, to proces, który zachodzi między nimi.

            A teraz możemy rozwinąć nieco dalej porównanie, którego użyłem wcześniej. Jak bowiem wszyscy wiemy, pod ziemią nieustannie zachodzą procesy, ale to nie one tworzą ślady na drodze. Podobnie to, co dzieje się w was w prawej i lewej połowie waszego organizmu, wszystkie procesy, które zachodzą pomiędzy Lucyferem i Arymanen, nie mają nic wspólnego z doświadczeniem, które macie w swojej duszy. To, co dzieje się pod powierzchnią ziemi – pełzające robaki, zmiany temperatury zgodnie z porami roku itd. – wszystko to nie ma żadnego związku z śladami, które pojawiły się na drodze, a właśnie te ślady są porównywalne z tym, co dzieje się w organizmie człowieka. Nasze badania w dziedzinie fizjologii i anatomii ukazują nam walkę, która toczy się w nas między Lucyferem a Arymanem, ale nie zmuszają nas do poddania się przesądowi, że życie duszy zawdzięcza swój początek tym procesom, które toczą się między Lucyferem a Arymanem. Jest to zupełny błąd; życie duszy toczy się w niej samej, to znaczy na powierzchni, na płaszczyźnie, a nie w organizmie przestrzennym.

            Teraz działanie Lucyfera i Arymana nie jest takie samo we wszystkich częściach ludzkiego organizmu i interesujące jest obserwowanie jego stopniowania. Zaczynając od głowy, widzimy, że tam Lucyfer i Aryman wznieśli w miarę równe fortyfikacje; lewa i prawa połowa głowy są bardzo podobne. Oznacza to, że siły lewicy i prawicy nie mają w głowie zbyt wielu możliwości współdziałania, a powierzchnia pomiędzy nimi pozostaje stosunkowo niezakłócona. Pośrodku znajduje się powierzchnia, z Lucyferem po lewej i Arymanen po prawej stronie; a ponieważ lewa i prawa połowa głowy są tak podobne w formie, Lucyfer i Aryman odskakują od siebie, a pomiędzy nimi człowiek jest w stanie rozwinąć spokojną aktywność powierzchniową. Myślenie, czysta myśl jako taka, jest bardzo mało zakłócana przez Lucyfera i Arymana, ponieważ w głowie odsuwają się one od siebie.

            Kiedy jednak podążymy za formą człowieka dalej w dół, zauważymy zmianę. Z jednej strony Lucyfer działa potężnie i buduje żołądek, z drugiej strony Aryman robi to samo i buduje wątrobę. Żołądek jest środkiem, za pomocą którego Lucyfer walczy od lewej do prawej strony; i żadne prawdziwe zrozumienie związku pomiędzy żołądkiem i wątrobą nie może nastąpić, dopóki nie zobaczymy, jak Lucyfer zbudował żołądek jako rodzaj broni obronnej, a Aryman wątrobę. Te dwa elementy – żołądek i wątroba – prowadzą nieustanną wojnę jeden przeciwko drugiemu i fizjologia dobrze by zrobiła, gdyby zbadała ten konflikt. A jeśli serce człowieka ma tendencję do przechylania się trochę w lewo, to jest to wyraz tego, że Lucyfer z jednej strony i Aryman z drugiej strony starają się każdy z nich zagarnąć coś dla siebie, cały stosunek lewej i prawej strony jest wyrazem walki, która toczy się w człowieku między Lucyferem i Arymanen. Powiedzieliśmy, że w przypadku człowieka to, co znajduje się po obu stronach powierzchni środkowej, jest, ogólnie rzecz biorąc, podobne. Widzieliśmy już jednak, że dotyczy to tylko górnej części człowieka; w miarę jak podążamy za formą człowieka w dół, podobieństwo to stopniowo zanika. W przypadku istoty, o której mówiłem wcześniej, z trzema wyciągniętymi kończynami – Lemminkäinen, Ilmarinen i Wainämöinen – jedna połowa jest powietrzem, a druga wodą; te dwie połowy są całkowicie różne w rodzaju. I nawet w człowieku, kiedy osiągniemy jasnowidzącą wiedzę, staje się dla nas jasne, że istnieją dwie odrębne połowy. Gdy tylko odsuniemy ciało fizyczne i skierujemy naszą uwagę na ciało eteryczne, zauważymy, że lewa połowa staje się jaśniejsza i bardziej przejrzysta niż prawa. Lewa połowa jest cała lśniąca i błyszcząca promiennym światłem, a prawa połowa jest spowita w ciemności i mroku. Tak, to jest rzeczywiście jak to jest z lewej-prawej istoty ludzkiej.

            Istnieją jednak inne kierunki, zgodnie z którymi człowiek zajmuje swoją pozycję w świecie kosmosu. Mówiąc językiem okultyzmu, oznacza to nic innego, jak to, że w jeszcze inny sposób jest on umieszczony w środku walki pomiędzy Lucyferem i Arymanen. Rozważmy więc dalej, jak człowiek stoi w przestrzeni z orientacją do przodu i do tyłu, patrząc przed siebie i za siebie. Zamiast obserwować go jako istotę z lewej i prawej strony, skierujmy teraz nasze myśli na przód i tył ludzkiej postaci. Również w tym aspekcie stwierdzamy, że człowiek nie jest istotą przestrzeni, którą wydaje się być. Bo jak z lewej i z prawej strony Lucyfer i Aryman walczą ze sobą w człowieku, a to, co widać w przestrzeni, to tak naprawdę tylko barykady, które stawiają jedni przeciw drugim, tak samo z tyłu walczy Aryman, a z przodu Lucyfer. Z tyłu Aryman wysuwa swoją aktywność, a z przodu Lucyfer wysuwa swoją aktywność w opozycji. Człowiek stoi w środku pomiędzy nimi. W związku z kierunkiem do przodu i do tyłu w człowieku odkrywamy jednak, że Lucyferowi i Arymanowi nie udaje się zbliżyć do siebie tak bardzo, by nie pozostawić między nimi nic poza powierzchnią. Mamy tu do czynienia z nieco innym stanem rzeczy. Aryman zbliża się tylko do płaszczyzny, która może być nakreślona przez kręgosłup, a Lucyfer do płaszczyzny, która może być nakreślona przez kość piersiową, gdzie żebra kończą się i spotykają. Pomiędzy tymi dwoma płaszczyznami znajduje się przestrzeń, która oddziela Lucyfera i Arymana od siebie, gdzie efekty ich działania są pomieszane. Tam stoją i walczą – nie na bliskie odległości, lecz jakby strzelając do siebie nawzajem przez tę przestrzeń. I tam my stoimy pośród tej walki. W ten sposób, w odniesieniu do kierunku przed i za, człowiek jest istotą, która ma przestrzeń.

            W kierunku lewo-prawo walka między Lucyferem a Arymanen toczy się przede wszystkim w sferze myśli. Myśli wirują w poprzek z lewej i z prawej strony i spotykają się na powierzchni w środku. Kosmiczne myśli i kosmiczne formy myślowe oddziałują na siebie nawzajem tutaj, na ludzkiej powierzchni, pośrodku. W kierunku przed i za Lucyferem i Arymanen toczą walkę bardziej w sferze uczuć. A ponieważ tutaj przeciwstawne siły nie zbliżają się do siebie tak bardzo, w przestrzeni, która pozostała pomiędzy nimi, my sami mamy miejsce, aby być razem z naszymi własnymi uczuciami. Gdy mamy myśli, które z lewej i z prawej strony przeciwstawiają się sobie, wtedy mamy uczucie, że te myśli należą do świata. Myślami myślimy o przedmiotach, które znajdują się w świecie zewnętrznym. Kiedy tworzymy nasze własne myśli, wtedy są one zwykłą fantasmagorią, nie należą już do świata. W naszych uczuciach natomiast należymy do nas samych, ponieważ tam Lucyfer i Aryman nie spotykają się całkiem, tam mamy miejsce na aktywność pomiędzy nimi. To jest powód, dla którego w naszych uczuciach jesteśmy tak zasadniczo w sobie.

            My, ludzie, jesteśmy stworzeniami istot z wyższych hierarchii, a one stworzyły nas zgodnie ze sposobem swojego działania. Jesteśmy istotami powierzchni pomiędzy lewą i prawą stroną, ponieważ wyższe istoty tak nas stworzyły i tak nas umieściły w przestrzeni. To oni, Bogowie, nie pozwalają, żeby Lucyfer i Aryman połączyli się w człowieku. Jesteśmy w tym sensie stworzeniami dobrych Bogów. Dobrzy Bogowie, działając w swoich twórczych myślach i celach, podjęli niejako tę decyzję. „Trwa konflikt”, powiedzieli, „między Arymanen i Lucyferem. Musimy postawić mur i zamknąć region, do którego nie będą mogli wejść, gdzie nie będą mogli prowadzić swoich walk na bliskich odległościach.” My, istoty ludzkie, zostaliśmy zatem postawieni w walce pomiędzy Lucyferem i Arymanen jako stworzenia dobrych Bogów; a im lepiej stoimy na naszym gruncie w tej walce, tym prawdziwiej jesteśmy stworzeniami dobrych Bogów.

            Jeśli chodzi o to, co przed i za nami, to dobrzy Bogowie nie pozwalają Lucyferowi wejść prosto do nas; stworzyli barykadę w miejscu, gdzie żebra spotykają się w kości piersiowej. I ta cudownie zbudowana wieża, która otacza kręgosłup i mózg, jest fortyfikacją, którą dobrzy Bogowie wznieśli przeciwko Arymanowi. Aryman nie może przekroczyć tej linii, może jedynie posyłać swoje strzały uczuć w kierunku Lucyfera. Tam, w przestrzeni między nimi, stoimy my sami, oddzielając ich od siebie.

            Jest jeszcze trzeci kierunek w człowieku, kierunek z góry na dół. Tutaj znowu musimy dokonać odkrycia, że prawdziwy stan rzeczy nie jest taki, jak się wydaje na zewnątrz. Od dołu w górę działa bowiem Aryman, a od góry w dół Lucyfer. I znowu okazuje się, że dobrzy Bogowie stworzyli barierę przeciwko Lucyferowi; na pewnej płaszczyźnie w człowieku jego wpływ jest powstrzymywany. Znajdziecie tę płaszczyznę, biorąc szkielet i usuwając z niego czaszkę. Tam, gdzie czaszka spoczywała na kręgach szyjnych, wyobraźcie sobie poziomą powierzchnię. Ta niewidzialna pozioma powierzchnia jest barierą, gdzie człowiek może zająć swoje stanowisko i powstrzymać lucyferyczny wpływ, który przychodzi z góry. Lucyfer nie może przyjść dalej, może tylko wystrzelić swoje strzały w dół, w człowieka. A jego strzały są teraz strzałami woli. Od lewej do prawej lecą strzały myśli, od przodu do tyłu strzały uczucia, a z góry w dół i z dołu w górę – strzały woli.

            Tutaj także pozostawiono nam pośrednie pole działania. Mniej więcej w jednej linii z przeponą znajduje się powierzchnia, która działa jak barykada przeciwko naciskowi Arymana w górę. Aryman może sięgnąć swymi pociskami woli tylko do przepony, nie może dojść dalej swą wolą, swą istotą; a pomiędzy tymi dwiema płaszczyznami leży nasze własne pole działania.

            Widzicie, jak skomplikowana jest istota ludzka! Weźmy jakąkolwiek część ludzkiej postaci – na przykład lewą stronę twarzy. Jako istota myśląca, Lucyfer może całkowicie wypełnić tę lewą stronę ludzkiej twarzy; jako istota czująca może również przeniknąć ją aż do pewnego punktu; a jako istota woli może wejść w nią i przejść przez nią z góry. I można dalej odkrywać dla każdej części ciała, jak Lucyfer i Aryman działają w człowieku kosmicznym za pomocą kosmicznych impulsów myśli, uczucia i woli, pamiętając zawsze, że jako istoty myślące jesteśmy właściwie tylko istotami powierzchniowymi, Podczas gdy jako ludzie uczuciowi mamy przestrzeń pomiędzy przed i za, gdzie możemy rozwinąć własną aktywność, i znowu jako ludzie woli mamy pole działania pomiędzy tym, co powyżej i tym, co poniżej, pomiędzy powierzchnią, którą wyobrażamy sobie poprzez szczyt kręgów szyjnych, a powierzchnią przepony. Widzisz, musisz najpierw wyabstrahować wszystkie te części, które w ogóle nie należą do człowieka, zanim będziesz mógł zbudować prawdziwe pojęcie o ludzkiej formie. Wtedy, i tylko wtedy, będziesz w stanie to zrobić.

            Prawda jest taka, że cała forma człowieka została złożona przez siły działające z zewnątrz. Nie zrozumiemy formy człowieka, dopóki będziemy ją pojmować tylko w taki sposób, w jaki jawi się na pierwszy rzut oka; zrozumiemy ją tylko wtedy, gdy będziemy wiedzieć, jak jest ona połączona z całym kosmosem kosmosu, gdy będziemy mogli zobaczyć, jak z prawej i lewej strony, z góry i z dołu, z przodu i z tyłu, siły Lucyfera i Arymana oddziałują na człowieka i nadają mu charakter istoty kosmicznej.

            A teraz, moi drodzy przyjaciele, w ten sam sposób musicie podejść do czegoś innego, co zostało ukształtowane i uformowane zgodnie z prawdziwym kosmicznym działaniem w świecie. Mam na myśli nasz budynek tutaj w Dornach. Jeśli patrzy się na Goetheanum (pierwszy budynek, zniszczony przez pożar w noc sylwestrową 1922/23) tylko z zewnątrz, to można by pomyśleć, że najważniejsza jest sama budowla, przestrzeń zajmowana przez drewno. Tak jednak w żadnym wypadku nie jest. Najważniejszą częścią jest to, co, sądząc po pozorach, nie istnieje! Weźmy którąkolwiek z form; istotną częścią tej formy nie jest ukształtowane i wyrzeźbione drewno, ale to, gdzie nie ma nic – gdzie powietrze ogranicza drewno. Aby uzyskać prawdziwe i rzeczywiste Goetheanum, należałoby wziąć ogromny kopiec wosku i wykonać model wnętrza budynku, a następnie przestudiować ten model lub wrażenie. To, w co się wchodzi, kiedy się wchodzi do budynku, to, co tam stoi i czego nie można zobaczyć, a jedynie poczuć – to jest to, co się liczy. Powiedziałem kiedyś przy poprzedniej okazji, że nasz budynek jest zbudowany na zasadzie „Gugelhopf” [kształtne ciasto wyrabiane w Wiedniu – przyp. tł.] formy do ciasta. Wyobraźcie sobie, że macie blaszaną formę i pieczecie w niej swoje ciasto. Co jest ważniejsze – forma czy ciasto? Oczywiście, że ciasto. Chodzi o to, aby ciasto otrzymało właściwy kształt „Gugelhopf”. Jeśli chodzi o formę, to liczy się tylko to, aby masa po wlaniu do formy i upieczeniu zamieniła się w ciasto o pożądanej formie.

            Tak samo w naszym budynku nie są ważne otaczające go ściany, lecz to, co jest w nich zamknięte. A w tych murach będą uczucia i myśli ludzi, którzy znajdują się w budynku. Rozwiną się one prawidłowo, jeśli ci, którzy znajdują się w budynku, zwrócą swój wzrok ku jego granicom, poczują formy i wypełnią je formami myśli. To, co jest wewnątrz budynku, będzie jak ciasto, a to, co budujemy, jest formą, która trzyma i kształtuje ciasto. A forma musi być taka, aby prowadziła do rozwoju właściwych myśli i właściwych uczuć. To jest zasada, na której opiera się nowa sztuka, w przeciwieństwie do sztuki dawnych czasów. W sztuce dawnych czasów istotną rzeczą było to, co znajduje się na zewnątrz w przestrzeni, lecz w nowej sztuce liczy się coś innego. To, co jest na zewnątrz, jest tylko formą, a to, co istotne, nie może być w ogóle stworzone przez artystę, jest tym, co jest wewnątrz.

            Nie jest to prawdą tylko w przypadku form plastycznych. Dotyczy to w równym stopniu malarstwa. Istotne jest nie to, co jest namalowane, ale doświadczenie uczuciowe, które obraz wywołuje. Malarstwo też nie jest niczym więcej niż formą do ciasta!

            Prawda jest taka, moi drodzy przyjaciele, że dotknęliśmy tutaj samego serca i sedna momentu w ewolucji, w którym się znajdujemy. To jest krok w ewolucji, który teraz musi być zrobiony, krok, który wybacza banalne porównanie – od formy do ciasta do samego ciasta. Ciasto jest w tym przypadku Duchem; wejście do świata Ducha – to jest kierunek, w którym wszystkie nasze wysiłki muszą być teraz ustawione. Jeśli nie rozpoznamy tego faktu, nigdy nie będziemy w stanie prawidłowo ocenić tego, co próbujemy zrobić w sztuce. Jeśli bowiem spojrzymy na tę sztukę z punktu widzenia starych, możemy bardzo łatwo wykrzyknąć: „Ależ ja nie widzę w niej nic pięknego!”. Mamy na myśli, że nie widzę pięknej formy do ciasta – nigdy nie podejrzewając, że forma nie jest tym, co się w ogóle liczy, ale ciasto, które ma się w niej znaleźć. Kiedy raz zrozumiemy tę zasadę w sztuce, moi drodzy przyjaciele, będziemy bardzo blisko zrozumienia całego znaczenia i wagi kroku naprzód w duchowej ewolucji, który ma być dokonany poprzez naukę duchową. Poprzez naukę duchową człowiek musi nauczyć się pracować nad wyjściem z formy „Gugelhopf” do samego „Gugelhopf”. Musi on na przykład uwolnić się od przesądu, że pochodzenie myśli leży w procesach mózgowych, podczas gdy w rzeczywistości w procesach, które zachodzą w mózgu, działają procesy kosmiczne i toczą się konflikty pomiędzy Lucyferem i Arymanen. Człowiek musi nauczyć się dostrzegać, że myśli i uczucia ludzkiej duszy są śladami utartymi przez te konflikty i nie mają nic wspólnego z procesami materialnymi – innymi słowy, z procesami Lucyfera i Arymana.

            Pozwólcie mi na inne porównanie. Przypuśćmy, że weszlibyśmy do pięknego ogrodu – pięknego szczególnie w całym układzie i rozplanowaniu klombów – i chcielibyśmy wyrazić opinię o tym pięknym ogrodzie. I przypuśćmy, że udało nam się zajrzeć do dziury w ziemi i zobaczyliśmy tam małego podziemnego chochlika, który powiedział do nas: „Powiem wam, jak to jest, że tu są róże, a tam fiołki, i dlaczego w jednym miejscu znajduje się krzak, a w innym kwiaty. Bo ja się skradam cały czas pod powierzchnią i widzę ziemię i glebę, która spowodowała, że wyrosły te wszystkie kwiaty – fiołki, róże i inne.” Moglibyśmy odpowiedzieć: „Tak, bardzo ładnie opisujesz te procesy; wszystko, co mi mówisz, jest całkiem prawdziwe i z konieczności musi się wydarzyć. Ale żeby ogród powstał tak, jak ja to widzę, potrzebne jest coś jeszcze – musieli w nim pracować ogrodnicy. Pracują oni jednak w regionie, którego nigdy nie widziałeś i o którym w ogóle nie zaprzątałeś swojej głowy.”

            W podobny sposób musimy nauczyć się mówić anatomowi i fizjologowi: „Znajduję waszą działalność, gdy patrzę w dół przez dziurę w ziemi. Tam na dole pełzacie i odkrywacie procesy, które z pewnością muszą zachodzić, ale które nie mają nic wspólnego z tym, co dzieje się w duszy i duchu na powierzchni ziemi. A to, co dzieje się na dole, będziecie mogli poprawnie zinterpretować dopiero wtedy, gdy przestudiujecie relacje, jakie panują między światem Lucyfera i Arymana oraz tymi innymi hierarchiami, które wprowadzają Lucyfera i Arymana w stan równowagi.”

W tym miejscu musimy odnieść się do innego faktu w ewolucji człowieka, który dotychczas miał wpływ jedynie na jego koncepcję Ego, ale który poznamy w znacznie pełniejszy i szerszy sposób dzięki Nauce Duchowej. W przyszłości nadejdzie czas, kiedy ludzie powiedzą: „Powiedziano nam w Biblii o tchnieniu Jahwe, które zostało tchnięte w człowieka. Ale w jaką część człowieka zostało tchnięte to tchnienie?”.

            Jeśli przypomnicie sobie wszystko, co powiedziałem w tym wykładzie, będziecie mogli zobaczyć, że region, w który tchnięto tchnienie, to region pośredni, który znajduje się między początkami sprzed i z tyłu oraz z góry i z dołu – tam, pośrodku, gdzie Jehowa stworzył człowieka, niejako w formie sześcianu. Tam napełnił człowieka swoją własną istotą, swoim magicznym tchnieniem, tak że wpływ tego magicznego tchnienia był w stanie rozszerzyć się na te rejony w pozostałej części człowieka, które należą do Lucyfera i Arymana. Tutaj pośrodku, ograniczone powyżej i poniżej, przed i za, jest przestrzeń pośrednia, gdzie tchnienie Jahwe wchodzi bezpośrednio do przestrzennej istoty ludzkiej.

            To, co przekazuję wam w tym wykładzie, mówię w odniesieniu do człowieka w przestrzeni fizycznej. Jak widzisz, nawet tutaj możemy poszerzyć nasze spojrzenie i nauczyć się postrzegać człowieka tak, jak stoi on w kosmosie. Ale istnieją również moralne i duchowe aspekty tego, co pozornie zewnętrzne i przestrzenne. I również w tych aspektach, gdzie chodzi o działanie ludzkiej duszy – jeśli nie w tak uderzający sposób, jak w przypadku człowieka przestrzennego, to jednak i tutaj to, co nas na początku spotyka, okazuje się nie być rzeczywistością, lecz jedynie fantasmagorią. W moralności, w logice i w całej aktywności duszy Lucyfer i Aryman działają jeden na drugiego, a człowiek stoi na granicy między nimi. O tym najważniejszym i najbardziej znaczącym rozdziale w zrozumieniu istoty ludzkiej będziemy mówić jutro.

Wykład III Dornach 22 listopada 1914 r.

Z poprzedniego wykładu można było zauważyć, że sama forma ciała człowieka jest wynikiem współpracy sił Lucyferycznych i Arymanicznych.

            W obecnym wieku jest szczególnie ważne, aby człowiek rozpoznał tę współpracę sił Lucyferycznych i Arymanicznych, ponieważ tylko przez takie rozpoznanie może on stopniowo nauczyć się rozumieć siły, które działają za zewnętrznymi fantasmagoriami istnienia. Wiemy bardzo dobrze, że nie mamy powodu ani nienawidzić Arymana, ani obawiać się Lucyfera, ponieważ ich moce są wrogie tylko wtedy, gdy działają poza sferą, do której należą. Mówiliśmy na ten temat dość obszernie w Monachium w zeszłym roku [patrz Tajemnice progu, Rudolf Steiner GA 147]; a także daliśmy wskazówki w tym kierunku w wykładach tutaj w Dornach.

            Kiedy ostatnio widzieliśmy, jak fizyczne ciało przestrzenne człowieka zawdzięcza swoją formę współdziałaniu mocy Lucyfera i Arymana, mieliśmy do czynienia z najbardziej zewnętrznym elementem ludzkiego życia, w którym Lucyfer i Aryman odgrywają rolę. Zbliżamy się nieco do wewnętrznej natury człowieka, gdy przechodzimy od ciała fizycznego do eterycznego. Ciało eteryczne może być uważane za kształtujące ciało fizyczne. U podstaw naszego organizmu fizycznego – i jednocześnie osadzone w całym świecie eterycznym – leży ten eteryczny organizm, w wiecznym ruchu wewnętrznym. Również tutaj, podobnie jak w ciele fizycznym, działają moce lucyferyczne i arymaniczne. Człowiek jako istota eteryczna – co należy uznać – również znajduje się w kontrze do tych sił.

            Aby skoncentrować się na naszym badaniu tego zagadnienia, zwróćmy teraz uwagę na trzy podstawowe działania człowieka, o ile nie jest on człowiekiem fizycznym. Mam tu na myśli działania woli, uczucia i myślenia.

            Dopóki patrzymy na człowieka tylko przez pryzmat jego ciała fizycznego, nie widzimy oczywiście tego chcenia, czucia i myślenia. Ciało fizyczne tylko w swojej fizjonomii, w wykonywaniu pewnych gestów i tym podobnych, daje nam jakąś wskazówkę o tym, co jest w wewnętrznej naturze człowieka. Natomiast ciało eteryczne, które jest w ciągłym ruchu, nieustannie daje wyraz myśleniu, odczuwaniu i woli człowieka.

            Czysto zewnętrzna nauka napotyka na trudności, gdy przychodzi jej rozważać te działania ludzkiej duszy. Jeśli przestudiujesz różne filozofie, przekonasz się, że jedna z nich przyznaje pierwszeństwo woli, inna myśli, a jeszcze inne uważają uczucie za najważniejszą siłę w człowieku. Ale jak myślenie, uczucie i wola jednoczą się w człowieku, aby stworzyć całość – dla tego problemu żadna z filozofii współczesnych czasów nie może zaoferować rozwiązania. Ta niemożność sformułowania poprawnej koncepcji relacji między myśleniem, uczuciem i wolą w życiu duszy nie jest podobna do trudności, jakie może napotkać ktoś, kto chcąc właściwie odnieść się do otaczającego go świata, stara się stworzyć jasną koncepcję człowieka takiego, jakim jawi się on w świecie zewnętrznym. Nie wiemy – tak twierdzą filozofowie – czy dusza ludzka w swej istocie ma bardziej charakter woli, czucia czy myślenia. Jest to dokładnie tak, jakby ktoś powiedział: „Nie mam pojęcia, czym naprawdę jest 'człowiek’. Jedna osoba przynosi mi pięcioletnie dziecko i mówi: Tu jest człowiek dla ciebie! Potem przychodzi ktoś inny i wskazuje mi znacznie wyższą istotę, którą nazywa się „w średnim wieku”. Wreszcie przychodzi trzecia osoba i pokazuje mi zupełnie inną istotę, o pomarszczonym obliczu i siwych włosach. I teraz naprawdę nie wiem, czym jest istota zwana 'człowiekiem’, ponieważ pokazano mi trzy zupełnie różne istoty o tym imieniu. Oczywiście prawdziwa odpowiedź jest taka, że wszystkie one są „człowiekiem”. Jeden z nich jest bardzo młody, drugi nieco starszy, a trzeci całkiem stary; różnią się one bardzo wyglądem. Ale biorąc pod uwagę wszystkie trzy epoki razem, zdobywamy wiedzę o „człowieku”. Tak samo jest z wolą, uczuciem i myśleniem. Tu również różnica polega na wieku. Wola jest tą samą aktywnością duszy, co myślenie, ale wola jest jeszcze dzieckiem. Kiedy trochę podrośnie, staje się uczuciem, a kiedy jest już całkiem stara, jest myśleniem. Sprawa jest o tyle trudna, że w naszej duszy w tych trzech czynnościach żyją razem różne epoki.

            Wyjaśnialiśmy przy innych okazjach (i możecie o tym przeczytać w mojej książce Próg świata duchowego GA 17), że kiedy opuszczamy świat fizyczny, wchodzimy do świata, w którym panuje prawo zmiany zamiast prawa trwałości lub stałości. Tam wszystko jest w ciągłej zmianie; to, co jest stare, może nagle stać się znowu młode i odwrotnie. Stąd w tamtym świecie te trzy działania mogą i faktycznie pojawiają się w jednym i tym samym czasie. Wola objawia się jednocześnie jako młode wola, jako starsza wola (tzn. uczucie) i jednocześnie jako całkiem stara wola (tzn. myślenie). Różne epoki są w tym świecie wymieszane, wszystko jest ruchome. Tak właśnie jest z ciałem eterycznym człowieka.

            Zmiany te nie mogą jednak następować same z siebie. Po pierwsze, jednolite i pojedyncze działanie duszy w ogóle nie dochodzi do świadomości w zwykłym życiu, jesteśmy całkiem niezdolni do tego, żeby coś takiego sobie uświadomić. Jeżeli pomyślimy o ciele eterycznym na podobieństwo płynącego strumienia – bo właśnie w ciele eterycznym musimy dokonywać naszych obserwacji – to jesteśmy zmuszeni powiedzieć, że ten strumień działania duszy w ogóle nie dochodzi do świadomości w naszym życiu; ale w ten strumień, w ten wieczny ruch ciała eterycznego, który płynie z prądem czasu, wchodzi lucyferyczna – i znowu arymaniczna – aktywność. Lucyferyczna aktywność powoduje, że wola staje się młoda. Kiedy aktywność naszej duszy jest przepuszczana przez aktywność lucyferyczną, rezultatem jest wola. Kiedy dominuje wpływ Lucyfera, kiedy Lucyfer sprawia, że jego siły są odczuwalne w duszy, wtedy wola jest w nas aktywna. Lucyfer ma młodzieńczy wpływ na cały strumień aktywności naszej duszy.

            Z drugiej strony, kiedy Aryman wywiera swój wpływ na naszą aktywność duszy, utwardza ją, staje się ona stara, a rezultatem tego jest myślenie. Myślenie, posiadanie i utrzymywanie myśli, jest całkiem niemożliwe w zwykłym życiu, chyba że Aryman wywiera swój wpływ w naszym ciele eterycznym. W naszym życiu duszy, o ile wyraża się ono w ciele eterycznym, nie możemy obejść się bez Arymana i Lucyfera. Gdyby Lucyfer całkowicie wycofał się z naszego ciała eterycznego, nie mielibyśmy nic, co mogłoby rozpalić naszą wolę. Gdyby Aryman całkowicie wycofał się z naszego ciała eterycznego, nigdy nie bylibyśmy w stanie osiągnąć chłodnego myślenia. Pomiędzy nimi znajduje się obszar, w którym Lucyfer i Aryman są w konflikcie. Tutaj przenikają się one wzajemnie, ich działania grają ze sobą. Jest to region uczuć. Ciało eteryczne ma właśnie taki wygląd, można w nim dostrzec światło Lucyfera i twardość Arymana. Gdybyście mogli na nie spojrzeć, to oczywiście nie zobaczylibyście go tak, jak próbujemy to pokazać na rysunku; zobaczylibyście je całe w ruchu. Ale są miejsca, gdzie ciało eteryczne wydaje się być całkiem nieprzeźroczyste, jak gdyby miało w sobie lodowe ślady. Pojawiają się formy i figury, które przypominają wzory, jakie tworzy lód na szybie. Są to stwardnienia w ciele eterycznym i są one wynikiem życia myślowego. To zamrożenie ciała eterycznego w niektórych miejscach zawdzięczamy Arymanowi, jego siły dostały się tam za pośrednictwem myśli. Istnieją również miejsca, które wydają się być pełne światła. Tutaj ciało eteryczne jest przezroczyste i błyszczy i świeci światłem. To Lucyfer wysyła swoje promienie do ciała eterycznego człowieka i tworzy tam ośrodki woli. Pomiędzy nimi znajdują się obszary, gdzie ciało eteryczne jest w ciągłym ruchu i aktywności. Tutaj widzicie w jednej chwili twardość – i nagle twardość ta zostaje pochwycona przez promień światła i natychmiast się topi. Twardnienie i rozpuszczanie, w nieustannej przemianie – tak wyraża się aktywność uczucia w ciele eterycznym.

            Dlatego nie tylko forma fizycznego ciała człowieka powstaje w wyniku współdziałania sił lucyferycznych i arymanicznych, które raz tworzą równowagę, raz ją ponownie zakłócają, lecz również w całym ciele eterycznym nieustannie działają siły lucyferyczne i arymaniczne. Kiedy siły arymaniczne zdobywają przewagę, mamy wyraz myślenia; kiedy siły lucyferyczne są w przewadze, mamy wyraz chcenia; a kiedy są one we wzajemnym konflikcie jedne z drugimi, mamy wyraz odczuwania. W ten sposób siły lucyferyczne i arymaniczne grają ze sobą w eterycznym ciele człowieka. My, istoty ludzkie, jesteśmy niejako wypadkową tych sił, znajdujemy się pośród nich.

            Nie możemy sobie wyobrażać, że jesteśmy obecni w tej grze z naszym pełnym Ja. Nasze ziemskie Ja, które nabyliśmy w trakcie ziemskiej ewolucji, może dojść do swojej pełnej świadomości tylko w ciele fizycznym. Dopiero w czasie Jowisza Ja będzie mogło rozwinąć się całkowicie w ciele eterycznym. We wszystkim, co dzieje się w ciele eterycznym, prawdziwe Ja człowieka nie ma bezpośredniego udziału. Gdyby postęp ewolucji świata odbywał się bez interwencji sił lucyferycznych i arymanicznych, to człowiek byłby zupełnie inną istotą. Byłby on na przykład zdolny do postrzegania w swoim ciele fizycznym, lecz nie byłby zdolny do posiadania myśli. Zdolność posiadania myśli zawdzięcza temu, że Aryman może uzyskać wpływ na jego ciało eteryczne. I ma impulsy woli, ponieważ siły lucyferyczne mogą uzyskać wpływ na jego ciało eteryczne. Dlatego siły te są konieczne dla człowieka, muszą być obecne.

            Powiedzieliśmy, że z naszą ziemską świadomością nie możemy zejść w pełni do ciała eterycznego. Tylko w ciele fizycznym możemy doświadczyć naszej pełnej świadomości Ja. Z ciałem eterycznym wchodzimy w świat, z którym nie możemy się w pełni utożsamić. I jest tak, że kiedy Aryman wchodzi do naszego ciała eterycznego, to oprócz myśli, które tam tworzy, wchodzi z nim coś jeszcze. Z Lucyferem również nie tylko impulsy woli wchodzą do naszego ciała eterycznego. To samo należy powiedzieć o uczuciach, o sferze, w której oba te uczucia są w konflikcie. Na tyle, na ile Aryman żyje w naszym ciele eterycznym, zanurzamy się z naszym ciałem eterycznym w sferę elementarnych duchów natury – duchów ziemi, wody, powietrza i ognia. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ nie jesteśmy w stanie zejść z naszym Ja w pełni do naszego ciała eterycznego. Niemniej jednak zawsze tak jest. W tym ciele eterycznym nie tylko żyje siła myśli, które sami myślimy, ale również wpływy duchów natury, które wnikają i dają się odczuć. Kiedy człowiek spotkał się z tymi duchami natury, może potem opowiedzieć o jakimś doświadczeniu, którego nie miał w swojej zwykłej świadomości Ja. Człowiek spotyka duchy natury, gdy znajduje się w nienormalnym stanie, a mianowicie, gdy ciało eteryczne jest w pewnym stopniu odłączone od ciała fizycznego.

            Jak to się może stać? Może to nastąpić w następujący sposób. Ciało eteryczne człowieka jest w łączności z całym otaczającym go światem eterycznym, a więc i z całą sferą duchów natury. Wyobraźmy sobie, dla prostego przypadku, że człowiek idzie drogą. Kiedy idzie on drogą w ciągu dnia ze swoją zwykłą świadomością, jego ciało eteryczne znajduje się prawidłowo w jego ciele fizycznym i postrzega on swoją świadomością Ja to, co normalnie jest w stanie postrzegać świadomością Ja. Ale teraz załóżmy, że idzie on ścieżką w nocy. Kiedy idziemy ścieżką nocą, zazwyczaj jest ciemno, a ten fakt sam w sobie wywołuje u wielu osób „przerażające” uczucie. I właśnie dlatego, że człowiek znajduje się w takim stanie, to osobliwe doznania, których doświadcza, umożliwiają Lucyferowi zawładnięcie nim. Jego ciało eteryczne zostaje odłączone od ciała fizycznego, a wtedy to wyemancypowane ciało eteryczne może wejść w relację z otaczającym go światem eterycznym.

            Przypuśćmy teraz, że człowiek ten znajdzie się w pobliżu cmentarza kościelnego, gdzie ciała eteryczne są jeszcze obecne nad grobami niedawno zmarłych osób. W stanie, w którym się znajduje, z rozluźnionym ciałem eterycznym, jest on być może w stanie dostrzec coś z myśli, które nadal pozostają w ciałach eterycznych zmarłych osób. Przypuśćmy, że ktoś umarł przed chwilą, pozostawiając za sobą długi, umarł z myślą, że zaciągnął długi. Wtedy może się zdarzyć, że ta myśl po śmierci jest jeszcze obecna w ciele eterycznym tej osoby. Oczywiście w normalnych warunkach nie dostrzegamy myśli w ciele eterycznym zmarłego człowieka. Jednak dla człowieka, który znalazł się w opisanym przeze mnie stanie, może to być możliwe. Mógłby on wejść w relację z ciałem eterycznym drugiego człowieka i odbierać w nim myśl: „Zaciągnąłem długi”. A potem, ponieważ to doświadczenie wzmacnia w nim siłę lucyferyczną, powstaje w nim uczucie: „Muszę za niego spłacić ten dług”. Doświadcza on w ten sposób w swoim ciele eterycznym czegoś, czego nigdy nie doświadczyłby w ciele fizycznym w normalnym życiu. Takie doświadczenie nie przytrafia się nam w zwykłym ludzkim życiu, a kiedy przychodzi, wywiera niezwykłe wrażenie na naszej świadomości. Budzi ono bowiem wiedzę: „Miałem dziwne i osobliwe doświadczenie. Nie miałem tego doświadczenia w ciele, ani nigdy nie będę mógł go mieć w ciele”. Mamy dość wyraźne uczucie, że jesteśmy gdzie indziej niż w naszym ciele, i to jest dziwne, nieznane uczucie. Doświadczamy jednocześnie obezwładniającego pragnienia powrotu do ciała, tęsknimy aby powrócić do ciała.

            To uczucie tęsknoty za powrotem przyciąga do nas pewne elementarne duchy natury, dla których to właśnie uczucie w nas jest pokarmem i pożywieniem. Przychodzą one, ponieważ są przyciągane przez uczucie: „Chcę być wciągnięty do mojego ciała fizycznego” i pomagają nam znaleźć drogę powrotną do niego. Jeśli ktoś śpi w zwykły sposób, to dość łatwo znajduje drogę powrotną. Ale kiedy przeżyliśmy doświadczenie takie jak opisałem, trudno jest znaleźć drogę powrotną. Nie wolno wam oczywiście wyobrażać sobie, że widzimy tę sytuację tak, jak postrzegamy rzeczy w ciele fizycznym; nie, widzimy ją w wyobraźni, w obrazach. Ktoś przychodzi do nas – jest to naprawdę duch natury, pojawiający się być może w postaci pasterza, i daje nam radę: „Idźcie do pewnego zamku, zawiozę was tam moim wozem” – lub jakieś podobne słowa. Sytuacja ta może być nawet jeszcze bardziej rozwinięta. Ciało, które opuściliśmy i poza którym mieliśmy doświadczenie, może przybrać wygląd zaczarowanego zamku, z którego musimy kogoś uwolnić, gdy do niego wrócimy. Tak samo „wyobrażamy” sobie w obrazach tęsknotę za ciałem fizycznym i pomoc, którą przynoszą nam duchy natury. I wtedy wracamy do ciała fizycznego – czyli budzimy się.

            Ludzie, którzy mieli takie doświadczenia powiedzą nam, że czują, że w rzeczywistości zetknęli się w ten sposób z myślami zmarłego człowieka. Mówią oni do siebie: „To uczucie, które miałem, nie było czymś, co było tylko w sobie, nie był to zwykły sen, który śniłem, było to uczucie, które przekazywało mi coś, co miało miejsce w świecie zewnętrznym”. Oczywiście wszystko to jest wyrażone w obrazach, ale naprawdę odpowiada wydarzeniu.” Przeczytam wam teraz taki obrazek, na którym mężczyzna opowiada o tym, co przeżył. Jak zobaczycie, było to doświadczenie nieco podobne do tego, o którym mówiłem. Opisuje on to w następujący sposób. „Kiedy odszedłem od żołnierzy, spotkałem trzech mężczyzn. Chcieli oni ekshumować zmarłego, który był im winien trzy marki. Byłem pełen współczucia i od razu zwolniłem ich z długu, aby zmarły mógł odpoczywać w spokoju i nie był niepokojony w grobie. Poszedłem jeszcze trochę dalej. Przyszedł do mnie dziwny człowiek o bladym obliczu, zaprosił mnie na ołowianą karetę i namówił, abym poszedł z nim do zamku. Powiedział, że w zamku tym mieszka księżniczka, która oświadczyła, że poślubi tylko tego mężczyznę, który przyjedzie do niej na ołowianym powozie. Zwrócił się do woźnicy i powiedział: „Jedź w kierunku wschodu słońca”. Wtedy nadszedł pasterz, który powiedział: „Jestem hrabia Ravensburg”. Kazał woźnicy jechać szybciej. Doszliśmy do drzwi i usłyszeliśmy wrzawę w środku. Drzwi zostały otwarte. Księżniczka zapytała mężczyznę, skąd przybył i jak to możliwe, że jechał w towarzystwie tego starego człowieka – i oto zobaczyłem, że ten, który mnie tu prowadził, był duchem. Wtedy wszedłem przez drzwi i objąłem zamek w posiadanie”.

To znaczy, że powrócił do swego ciała. Mamy tu opis takiego doświadczenia, o którym mówiłem. A czymże jest takie wydarzenie, gdy przydarza się komuś, kto potem opowiada o nim innym? Jest to „Märchen” bajka – patrz „Wzorzec duszy” Goethego, Rudolf Steiner GA 22.

Nie wyobrażaj sobie, że tego rodzaju doświadczenie jest jedynym sposobem, w jaki człowiek wchodzi w relację z zewnętrznym światem eterycznym poprzez swoje ciało eteryczne. Jest jeszcze inny. A mianowicie w czynności, która jest tylko w połowie świadoma, czynności, w której Ja uczestniczy tylko w połowie – mianowicie w akcie Mowy. Nasze mówienie nie jest tak świadome jak nasze myślenie. To nie jest tak, że mówienie jest czymś, co należy do nas i co mamy w naszej mocy. W mowie żyją Moce eteryczne, a spora część naszego mówienia jest nieświadoma. Ja nie sięga w pełni w dół do mowy. Kiedy mówimy, komunikujemy się poprzez nasze ciało eteryczne z otaczającym nas światem eterycznym. Uczymy się myśleć jako jednostki, ale nie mówić. Uczymy się mówić dzięki temu, że nasza karma umieszcza nas w określonym zestawie okoliczności życiowych. Widzieliśmy już, jak możemy wejść w relację z duchami natury w anormalnych warunkach, kiedy ciało eteryczne jest rozluźnione, a teraz okazuje się, że jeśli mówimy, a nie tylko myślimy w milczeniu, wchodzimy w relację z duchami ludowymi. Duchy ludowe wchodzą do naszego ciała eterycznego i żyją tam – bez naszej świadomości. To życie ducha ludowego w człowieku należy tak samo do jego w pełni świadomej aktywności Ja, jak „Märchen”, o którym już mówiłem. To tyle, jeśli chodzi o działalność Lucyfera i Arymana w ciele eterycznym człowieka.

            Do ciała astralnego wchodzą również siły Lucyfera i Arymana. Kiedy dochodzimy do badania ciała astralnego człowieka, musimy zwrócić uwagę na to, co jest wyróżnikiem astralnej istoty ludzkiej na ziemi, a mianowicie na świadomość. W ciele fizycznym forma i siła są najważniejsze, w ciele eterycznym ruch i życie, a w ciele astralnym świadomość. Teraz w ciele człowieka mamy nie tylko jedną świadomość, ale dwie: zwykły stan czuwania i stan snu. Ale, co dziwne, żaden z tych dwóch stanów nie jest dla nas zupełnie naturalny. Naturalny byłby dla nas stan pośredni między tymi dwoma, stan, którego w rzeczywistości nigdy nie mamy świadomie.

            Gdybyśmy byli wiecznie przebudzeni, nie bylibyśmy w stanie rozwijać się we właściwy, uporządkowany sposób w różnych okresach życia. Zawsze jest w nas obecne coś, co jest mniej przebudzone niż nasza dzienna świadomość i tylko dzięki temu jesteśmy w stanie ewoluować i rozwijać się. Zadajcie sobie pytanie, jak bardzo oczekujecie, że będziecie mogli się rozwijać poprzez to wszystko, czego doświadczacie i co otrzymujecie w zwykłym życiu? W większości przypadków jedynie zaspokajamy w ten sposób nasze pragnienia, naszą ciekawość lub naszą potrzebę doznań. Nieczęsto działamy z premedytacją, aby to, czego doświadczamy w codziennym życiu, służyło naszemu rozwojowi. Prawda jest taka, że rozwój odbywa się poprzez fakt, że coś w nas nieustannie śpi, nawet w ciągu dnia. Nie mam tu na myśli zwyczaju kładzenia się spać w ciągu dnia! Ale kiedy człowiek w ciągu dnia jest szeroko przebudzony, coś w nim nadal pozostaje mocno uśpione i to właśnie powoduje, że nie pozostaje on na zawsze dzieckiem, ale rozwija się dalej.

            Zwykły stan czuwania jest tym, co dociera do świadomości poprzez nasze ciało astralne. W tym zwykłym stanie czuwania jesteśmy jednak zbyt silnie przebudzeni, zbyt intensywnie oddajemy się światu zewnętrznemu, w rzeczywistości jesteśmy w nim całkiem zagubieni. Jak to się dzieje?

            Powodem jest to, że świadomość na jawie żyje pod wpływem Arymana. Aryman ma wielką władzę nad naszą świadomością na jawie. Zupełnie inaczej jest w przypadku świadomości snu. W świadomości snu jesteśmy zbyt mało przebudzeni. Jesteśmy zbyt pochłonięci własną ewolucją, jesteśmy tak całkowicie i tak potężnie w sobie, że wszelka świadomość jest zatarta. W świadomości snu Lucyfer ma przewagę.

            Tak też wygląda sprawa z naszym ciałem astralnym. Kiedy jesteśmy przebudzeni, Aryman ma przewagę nad Lucyferem, a kiedy śpimy, Lucyfer ma przewagę nad Arymanen. W równowadze są tylko wtedy, gdy śnimy; tam ciągną się z równą siłą, panuje między nimi równowaga. Idee, które są wywoływane przez Arymana w dziennej świadomości i które on powoduje, że twardnieją i krystalizują się, rozpuszczają się i znikają pod wpływem Lucyfera; wszystko staje się obrazami, gdy Aryman nie jest już zajęty utrwalaniem ich w sztywnych ideach. Roztapiają się i stają się ruchome same w sobie. Stan równowagi jest wywoływany w parze wag przez równe obciążenie obu szalek; mamy wtedy nie stan spoczynku, ale stan równowagi. To jest to samo z życiem człowieka. Nie mamy w człowieku stanu spoczynku, lecz stan równowagi; a dwie siły, które utrzymują wagę i z których każda w pewnych momentach przynosi dodatkowy ciężar, to Lucyfer i Aryman. W świadomości na jawie strona Arymana opada w dół, w świadomości podczas snu strona Lucyfera. Tylko w stanie pośrednim, kiedy śnimy, te dwie szalki są utrzymywane w równowadze, nie w spoczynku, ale delikatnie w równowadze.

            Możemy dalej przenieść nasze badania w jeszcze wyższe rejony ludzkiego życia. Tutaj również znajdziemy dowody na to, jak Lucyfer i Aryman wypełniają świat swoim współdziałaniem. Dwie idee odgrywają wielką rolę w ludzkim życiu. Jedną z nich jest idea obowiązku. Można też powiedzieć, że z religijnego punktu widzenia jest to pojęcie przykazania lub nakazu. Mówimy czasem, czyż nie, o „nakazie obowiązku”. Inną ideą, która może być postawiona naprzeciwko, jest idea prawa (lub praw).

            Jeśli zastanowisz się trochę nad rolą, jaką odgrywają w ludzkim życiu te dwie idee obowiązku i prawa – mam na myśli „prawo”, jakie ktoś ma do zrobienia tego czy tamtego – bardzo szybko zdasz sobie sprawę, że są one biegunowo różne i że ludzkie skłonności są zwrócone raz bardziej w kierunku obowiązku, a raz w kierunku prawa. Z pewnością żyjemy w wieku, w którym ludzie są bardziej gotowi mówić o prawie niż o obowiązku. Wszystkie możliwe sfery życia domagają się swoich praw. Mamy prawa pracowników, prawa kobiet, i tak dalej, i tak dalej.

            Obowiązek jest przeciwieństwem idei prawa. Po naszej epoce nastąpi epoka, w której obowiązki będą bardziej cenione niż prawa, a będzie to bezpośrednio związane z wpływem antropozoficznej duchowej koncepcji świata. W przyszłości – z pewnością w dość odległej przyszłości – będziemy mieli ruchy, w których coraz mniejszy nacisk będzie kładziony na żądanie praw, a ludzie będą coraz bardziej pytać o ich obowiązek. Pytanie będzie raczej brzmiało: Jaki jest nasz obowiązek jako mężczyzny, jako kobiety, np. w tej czy innej sytuacji życiowej? Obecna epoka, która domaga się praw, zostanie zastąpiona epoką, która domaga się obowiązków.

            Powiedzieliśmy, że prawo i obowiązek grają w życiu jak dwa bieguny przeciwstawne. Kiedy człowiek kieruje swoją myśl i uwagę ku obowiązkowi, od razu odwraca wzrok od samego siebie. Kant dał temu faktowi wielki i wspaniały wyraz. Przedstawia on obowiązek jako wzniosłą boginię, na którą człowiek spogląda w górę: „Obowiązek, Ty wielkie i wywyższone Imię, nie masz nic wspólnego z sympatią ani z przychylnością; wszystko, czego wymagasz, to poddać się i służyć.” Człowiek widzi obowiązek, że tak powiem, promieniujący na niego z regionów świata duchowego. W sensie religijnym odczuwa on obowiązek jako impuls, który został mu narzucony przez Istoty z wyższych hierarchii. A kiedy człowiek poddaje się obowiązkowi, wychodzi z siebie. Właśnie w tym wychodzeniu z siebie w poczuciu obowiązku człowiek może zacząć się uczyć, jak wyjść poza swoje zwykłe „ja”.

            Jest jednak niebezpieczeństwo dla człowieka we wszystkich takich wyjściach poza swoje zwykłe „ja”, we wszystkich takich dążeniach do uduchowienia. Jeśli człowiek oddałby się temu całkowicie, straciłby grunt pod nogami, straciłby poczucie grawitacji. Dlatego musi starać się, kiedy oddaje się obowiązkom, znaleźć w sobie jednocześnie coś, co nada mu ciężar, aby mógł zachować poczucie ciężkości. Schiller wyraził to bardzo pięknie, mówiąc, że człowiek ma najlepszy stosunek do obowiązku, kiedy nauczy się go kochać.

To jest naprawdę bardzo dużo powiedziane. Kiedy człowiek mówi, że uczy się kochać obowiązek, to już nie tylko poddaje się obowiązkowi, ale wychodzi z siebie, zabierając ze sobą miłość, którą skądinąd kocha samego siebie. Miłość, która żyje w jego ciele, w jego egoizmie – tę miłość wyciąga z siebie i kocha nią obowiązek. Tak długo, jak jest to miłość własna, tak długo jest to siła lucyferyczna. Ale kiedy człowiek wyprowadza z siebie tę miłość do samego siebie i kocha obowiązek –  tak jak w przeciwnym razie kocha tylko siebie, uwalnia Lucyfera. Wprowadza Lucyfera w sferę obowiązku i daje mu, że tak powiem, uzasadnione istnienie w impulsie i poczuciu obowiązku.

            Jeśli natomiast człowiek nie potrafi tego uczynić, jeśli nie potrafi wydobyć z siebie miłości i ofiarować jej powinności, to nadal będzie kochał tylko siebie, a ponieważ nie potrafi kochać powinności, jest zmuszony podporządkować się jej, staje się niewolnikiem powinności, staje się, jak mówimy, człowiekiem, który „wykonuje swoją powinność” – twardym, zimnym i pozbawionym natchnienia. Twardnieje w sensie arymanicznym, mimo że z oddaniem podąża za obowiązkiem.

            Widzicie, jak obowiązek stoi niejako w połowie drogi. Jeśli się jej oddamy, unieważnia ona naszą wolność, stajemy się jej niewolnikami, ponieważ Aryman zbliża się ze swoimi impulsami z jednej strony. Jeśli jednak przyniesiemy siebie – całą naszą siłę miłości własnej – jako ofiarę i ofiarujemy ją służbie, wnosząc w ten sposób do służby lucyferyczne ciepło miłości, to w rezultacie, poprzez wywołany w ten sposób stan równowagi między Lucyferem a Arymanen, odnajdziemy właściwy stosunek do służby.

            W ten sposób jesteśmy rzeczywiście, w pewnym związku, odkupicielami Lucyfera. Kiedy zaczynamy kochać nasz obowiązek, wtedy nadchodzi moment, kiedy możemy przyczynić się do odkupienia i uwolnienia mocy lucyferycznych; uwalniamy siły Lucyfera, które są w nas jak zaczarowane, i prowadzimy je do walki z Arymanen. Uwalniamy uwięzionego Lucyfera (uwięzionego w miłości własnej), gdy uczymy się kochać nasz obowiązek.

            Schiller stawia sobie to właśnie pytanie w swoich „Listach estetycznych”: Jak można wznieść się ponad niewolę obowiązku i osiągnąć miłość do obowiązku? Oczywiście nie używa on określeń „Lucyfer” i „Aryman”, ponieważ nie widzi problemu w jego kosmicznym aspekcie. Niemniej jednak te wspaniałe listy Schillera o estetycznym wychowaniu człowieka dają się bezpośrednio przełożyć na naukę duchową.

            Z drugiej strony prawo od razu pokazuje, że jest zjednoczone z Lucyferem. Człowiek nie musi się uczyć kochać swojego prawa, on już je kocha! Jest to całkowicie naturalne, że tak powinien robić. Naturalne jest dla Lucyfera, że w odczuciu człowieka łączy się z prawem – człowiek czuje, że to czy tamto jest jego prawem. Wszędzie, gdzie ta racja się potwierdza, tam też przemawia Lucyfer. Bardzo często jest aż nadto widoczne, jak Lucyfer daje o sobie znać, domagając się jakiegoś prawa. Tutaj chodzi o to, aby wezwać coś, co może być przeciwstawione prawu. Musimy wezwać Arymana, aby stworzyć biegunowość w stosunku do Lucyfera. I to możemy uczynić przez kultywowanie biegunowego przeciwieństwa miłości.

            Miłość jest wewnętrznym ogniem, jej przeciwieństwem jest spokój – cicha akceptacja tego, co dzieje się w świecie. Gdy tylko podchodzimy do naszego prawa z tym cichym i spokojnym zainteresowaniem, wzywamy Arymana. Nie jest łatwo go tutaj rozpoznać, ponieważ uwalniamy go od jego zewnętrznego istnienia, wzywamy go do siebie i ogrzewamy miłością, która już jest zjednoczona z prawem. Cisza i spokój mają w sobie chłód Arymana; w spokojnym zrozumieniu tego, co jest na świecie, jednoczymy nasze ciepło i naszą rozumiejącą miłość z chłodem, który jest w świecie zewnętrznym. I wtedy uwalniamy Arymana, kiedy spotykamy się ze zrozumieniem z tym, co powstało, kiedy nie żądamy tylko z miłości własnej swoich praw, ale rozumiemy, co powstało w świecie. To jest odwieczna walka, która toczy się między Lucyferem a Arymanen. Z jednej strony człowiek uczy się w konserwatywny sposób rozumieć warunki, które są w świecie, uczy się rozumieć, jak one powstały z kosmicznej, karmicznej konieczności. To jest jeden aspekt tej sprawy. Innym aspektem jest to, że człowiek odczuwa w swoim sercu pragnienie, żeby umożliwić nowe warunki, nieustannie pozwalać, żeby stare ustąpiło miejsca nowemu. To jest rewolucyjny prąd w ludzkim życiu. W nurcie rewolucyjnym żyje Lucyfer, w nurcie konserwatywnym Aryman, a człowiek w swoim prawym życiu żyje pośrodku pomiędzy tymi dwoma biegunami.

            W ten sposób widzimy, jak prawo i obowiązek ukazują każdemu z nich stan równowagi pomiędzy Lucyferem i Arymanen. Jak ciało fizyczne, ciało eteryczne i ciało astralne przejawiają się w życiu, jak obowiązek i prawo wyrażają się w życiu obowiązku i w życiu prawa, zrozumiemy dopiero wtedy, gdy nauczymy się dostrzegać współdziałanie wielkich sił duchowych, a przede wszystkim tych sił duchowych, które doprowadzają do stanu równowagi.

            Tak bowiem jak to, co jest w świecie zewnętrznym, znajduje się pod wpływem sił duchowych, które wprowadzają równowagę, tak i nasze życie moralne należy do świata biegunowych przeciwieństw. Cała moralność ludzkiego postępowania, całe życie etyczne człowieka z jego biegunami dobra i obowiązku, staje się zrozumiała dopiero wtedy, gdy uwzględnimy płynące siły Lucyfera i Arymana. A gdy spojrzymy na życie człowieka w historii, która toczy się na przemian pomiędzy ruchami rewolucyjnymi i wojennymi, czyli lucyferycznymi, a ruchami konserwatywnymi, czyli arymanicznymi, to również tam odnajdziemy stan równowagi pomiędzy Lucyferem i Arymanen. W żaden inny sposób nie można zrozumieć świata, jak tylko poprzez rozpoznanie w nim tych przeciwstawnych sił i wpływów.

            To, co widzimy w świecie zewnętrznym, jest dualistyczne, ukazuje się nam w przeciwieństwach. I w tym związku manicheizm, właściwie rozumiany, ma swoje pełne uzasadnienie. Jak manicheizm jest w pełni uzasadniony nawet w ramach duchowego monizmu – o tym będziemy mieli więcej do powiedzenia w przyszłości. Celem, który miałem na uwadze w tych wykładach, jest pokazanie, jak cały świat jest wynikiem działania równowagi.

            Szczególnie widoczny jest rezultat działania równowagi w życiu sztuki. Mając to za punkt wyjścia, przejdziemy w późniejszych wykładach do rozważenia sztuk i ich ewolucji w świecie, oraz roli, jaką w ewolucji życia sztuki wśród ludzkości wzięły na siebie różne duchowe moce.

Do uzupełnienia GA 17; 22; 147 – jeżeli ktoś dysponuje tymi wykładami to prosimy się podzielić 😉

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Może Ci się również spodoba

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x