Związki karmiczne: Książę koronny Rudolf i Neron

Rudolf Steiner, Związki karmiczne Tom 2, GA 236,  Dornach, 27 kwietnia 1924 r., Intermediarius: B.S.

…Z pewnością jest coś, co naprawdę nie ma sensu w fenomenie takiej osobowości jak cesarz rzymski Neron. W wykładach Ruchu Antropozoficznego nie było jeszcze żadnej wzmianki o Neronie. 

Pomyślcie o tym wszystkim, co historia mówi o Neronie. W obliczu takiej osobowości wydaje się, że życie można bezkarnie wyśmiewać i pogardzać nim, że całkowicie beztroskie lekceważenie życia okazywane przez osobę zajmującą pozycję wielkiej władzy i autorytetu nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.

Każdy, kto słyszy o czynach Nerona, musi być tępy, jeśli nie zadaje sobie pytania: Co się dzieje z taką duszą, która gardzi całym światem, która uważa życie innych ludzi, a nawet istnienie całego miasta, za coś, czym można się bawić? Neronowi przypisuje się powiedzenie: „Co za artysta się we mnie zagubił!”, które zdaje się odpowiadać całej jego postawie i nastrojowi. Najwyższa nonszalancja, intensywne pragnienie i chęć zniszczenia, uznane nawet przez niego samego – i dusza czerpiąca z tego przyjemność!

Historia ta może budzić tylko wstręt, gdyż mamy tu do czynienia z osobowością, która dosłownie promieniuje destrukcją. Nasuwa się pytanie: Co się stanie z taką duszą?

W tej kwestii musimy postawić sprawę jasno: To, co niejako wyładowuje się na świecie, odbija się w życiu między śmiercią a nowymi narodzinami i wyładowuje się z kolei na duszy, która jest odpowiedzialna za zniszczenie. 

Kilka wieków później, to znaczy stosunkowo niedługo, Neron pojawił się ponownie na świecie w mało znaczącej formie istnienia. Podczas tego wcielenia osiągnięto pewną równowagę, jeśli chodzi o manię niszczenia, entuzjazm niszczenia, któremu oddawał się jako władca, po prostu z wewnętrznego popędu. 

W następnym życiu na ziemi coś z tego zostało zrównoważone, ponieważ ta sama indywidualność znalazła się teraz w sytuacji, w której była zobowiązana do niszczenia; była w pozycji podległej, działała na rozkaz. Dusza musiała sobie teraz uświadomić, jak to jest, kiedy nie popełnia się takich czynów z wolnej woli, będąc w pozycji najwyższej władzy.

Sprawy tego rodzaju należy badać całkiem obiektywnie i unikać wszelkich emocji – to jest absolutnie konieczne. W pewnym sensie takie przeznaczenie budzi litość – bo być tak okrutnym jak Neron, mieć tak wielką manię niszczenia jak on, to przecież przeznaczenie. Nie ma potrzeby cenzurowania czy nienawiści; co więcej, taka postawa uniemożliwiłaby przeżycie tego wszystkiego, co jest konieczne, aby zrozumieć dalszy rozwój wydarzeń. 

Wgląd w rzeczy, o których tu mowa, jest możliwy tylko wtedy, gdy patrzy się na nie obiektywnie, gdy nie wydaje się wrogich sądów, ale gdy naprawdę rozumie się ludzkie przeznaczenie. Rzeczy ujawniają się całkiem jasno, pod warunkiem, że ma się zdolność ich zrozumienia… To, że to przeznaczenie Nerona pojawiło się przede mną przy pewnej okazji, zawdzięczam temu, co wydawało się przypadkiem – ale był to tylko pozorny przypadek.

Pewnego dnia, kiedy miało miejsce straszne wydarzenie, o którym za chwilę opowiem, a które miało wstrząsające skutki dla całego regionu, w którym się znalazło, zdarzyło mi się odwiedzić osobę często wspominaną w mojej autobiografii: Karla Juliusa Schröera. Kiedy przybyłem na miejsce, zastałem go głęboko wstrząśniętego, jak wielu, tym, co się stało. A słowo „Neron” padło z jego ust – najwyraźniej bez powodu – jakby wyrwało się z mrocznych głębin ducha. Na pozór słowo to padło zupełnie niespodziewanie. Jednak później stało się całkiem jasne, że w rzeczywistości zapis z Księgi Akaszy został tu wypowiedziany ludzkimi ustami. Wydarzenie, o którym mowa, było następujące: – Austriacki Książę Koronny zawsze był uznawany za błyskotliwą osobowość i wiązano z nim wielkie nadzieje na czas, kiedy wstąpi na tron.

Chociaż o zachowaniu księcia Rudolfa wiedziano różne rzeczy, uznawano je za niemal nieuniknione w przypadku osoby o tak wysokiej randze; nikomu nie śniło się nawet przez chwilę, że mogą one doprowadzić do poważnych, tragicznych konfliktów. 

Był to więc ogromny szok, gdy w Wiedniu dowiedziano się, że książę Rudolf zginął w tajemniczych okolicznościach w pobliżu klasztoru Świętego Krzyża, w Baden pod Wiedniem. Szczegóły stopniowo wychodziły na jaw i początkowo mówiono o „śmiertelnym wypadku” – i tak też oficjalnie ogłoszono. Potem, po oficjalnym ogłoszeniu, okazało się, że książę udał się do swojej posiadłości myśliwskiej w towarzystwie baronowej Vetsery i oboje zginęli.

Szczegóły są tak dobrze znane, że nie ma potrzeby ich tu przytaczać. Wszystko, co nastąpiło potem, sprawiło, że nikt, kto znał okoliczności, nie mógł mieć wątpliwości, że było to samobójstwo. Przede wszystkim bowiem, po wydaniu oficjalnego komunikatu o śmiertelnym wypadku, premier Węgier Koloman Tisza nie zgodził się z tą wersją i uzyskał od ówczesnego cesarza Austrii obietnicę, że to błędne oświadczenie nie może się ostać. 

Premier Węgier odmówił przyjęcia odpowiedzialności za przekazanie tej informacji swojemu narodowi i bardzo stanowczo odmówił. Poza tym w sztabie medycznym był człowiek, który był jednym z najodważniejszych lekarzy w Wiedniu w tamtym czasie i który miał asystować przy sekcji zwłok: i ten człowiek powiedział, że nie podpisze niczego, co nie będzie potwierdzone obiektywnymi faktami. 

Cóż, obiektywne fakty jednoznacznie wskazywały na samobójstwo; zostało to oficjalnie przyznane, a wcześniejszy komunikat skorygowany. I gdyby nie istniały inne okoliczności niż przyznanie się do samobójstwa przez rodzinę tak żarliwie katolicką jak rodzina cesarza Austrii, samo to wykluczyłoby najmniejszy cień wątpliwości. 

Nikt, kto potrafi obiektywnie ocenić fakty, nie będzie w to wątpił, ale pozostaje jedno bardzo poważne pytanie: Jak to było możliwe, że ktoś, kto miał przed sobą tak świetlaną przyszłość, zdecydował się na samobójstwo w obliczu okoliczności, które w jego sytuacji mogły z łatwością pozostać ukryte? Oczywiście nie istniał żaden obiektywny powód, dla którego książę koronny miałby popełnić samobójstwo z powodu romansu – to znaczy nie istniał żaden obiektywny powód, który można by przypisać okolicznościom zewnętrznym. 

Nie istniał żaden obiektywny powód takiego działania, ale fakt, że następca tronu uznał życie za całkowicie bezwartościowe – stan umysłu, który miał oczywiście podłoże psychologiczne. Samo to należy zrozumieć, ponieważ stan psychiczny jest również związany z przeznaczeniem. Podstawowym faktem jest to, że ten, przed którym rysowała się wspaniała przyszłość, uznał życie za całkowicie bezwartościowe. 

Jest to, moi drodzy przyjaciele, jedno z tych zjawisk w życiu, które wydają się być całkowicie niewytłumaczalne. I pomimo tego wszystkiego, co napisano lub powiedziano o tej sprawie, prawdziwy osąd może wydać tylko ten, kto powie sobie: To pojedyncze ludzkie życie, życie księcia austriackiego Rudolfa, nie daje żadnych wskazówek co do samobójstwa ani przyczyn poprzedzającego je patologicznego stanu umysłu; u podstaw tego wszystkiego musi leżeć coś innego.

A teraz, jeśli wyobrazimy sobie duszę Nerona, która doświadczyła tego, co opisałem, i przechodzi w następcę tronu, który pozbywa się siebie, który wymusza konsekwencje poprzez samobójstwo… to cała sytuacja ulega zmianie. W duszy istnieje tendencja, która ma swoje źródło w poprzednich ziemskich żywotach: w czasie pomiędzy śmiercią a odrodzeniem dusza widzi w bezpośrednim widzeniu, że nie wyszło z niej nic poza siłami destrukcji – i teraz musi doświadczyć „wielkiego odwrócenia”, jak ja to nazywam. 

I jak się tego doświadcza? – Życie obfitujące w rzeczy o wartości zewnętrznej odbija się wewnętrznie w taki sposób, że jego nosiciel uznaje je za całkowicie bezwartościowe i popełnia samobójstwo. Dusza staje się chora, na wpół obłąkana, poszukuje zewnętrznego uwikłania w miłość itd. Ale te rzeczy są jedynie konsekwencją tego, że dusza stara się niejako skierować przeciwko sobie wszystkie strzały, które w przeszłości były skierowane do świata. I wtedy, kiedy mamy wgląd w te relacje, widzimy, jak rozwija się ogromna tragedia, ale mimo wszystko jest to tragedia słuszna, sprawiedliwa. Te dwa obrazy są współrzędnie powiązane. 

Jak już często powtarzałem, to właśnie ukryte szczegóły sprawiają, że prawdziwe badanie jest możliwe w każdej dziedzinie. Wiele czynników w życiu musi tu współdziałać.

Mówiłem już, że kiedy miało miejsce to wstrząsające wydarzenie, byłem w drodze do Schröera. Samo wydarzenie nie było powodem mojej wizyty – tak się złożyło, że właśnie do niego zmierzałem i on był pierwszą osobą, z którą rozmawiałem o tej sprawie. Powiedział: „Neron!….” – zupełnie niespodziewanie, a ja nie mogłem się powstrzymać od pytania: Dlaczego właśnie w tym momencie myśli o Neronie? Właściwie to on rozpoczął rozmowę od wspomnienia o Neronie. To mnie wtedy zdumiało.

Ale efekt wstrząsający był tym większy, że słowo „Neron” padło w szczególnych okolicznościach. Dwa dni wcześniej – a wszystko to było powszechnie wiadome – w domu księcia Reussa, ambasadora Niemiec w Wiedniu, odbył się wieczór autorski. Obecny był austriacki koronowany książę, a także Schröer, który widział, jak książę zachowywał się przy tej okazji – dwa dni przed katastrofą. Dziwne zachowanie na wieczorze, samobójstwo dwa dni później, wszystko to opisane w dramatyczny sposób przez Schröera – to wszystko, w połączeniu z wypowiedzeniem imienia „Neron”, uświadamiało, że istnieją powody do dalszego śledztwa. 

Dlaczego często śledziłem to, co padło z ust Schröera? Nie chodziło o to, że po prostu brałem wszystko, co mówił, za wskazówkę, bo on oczywiście nic nie wiedział o takich sprawach. Ale wiele jego wypowiedzi, zwłaszcza tych, które zdawały się padać znienacka, miało dla mnie znaczenie ze względu na coś, co kiedyś w ciekawy sposób wyszło na jaw.

Rozmowa, którą odbyłem z Schröerem przy pewnej okazji, doprowadziła do tematu frenologii. Nie żartobliwie, ale z powagą, z jaką zwykł mówić o takich rzeczach, stosując pewną powagę języka nawet w sprawach codziennych, Schröer powiedział do mnie: „Mnie również badał kiedyś frenolog. Obmacał całą moją głowę i odkrył tam guzek, o którym powiedział: „Jest w tobie teozof”. – Pamiętajmy, że było to w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy nie mówiło się jeszcze o antropozofii. 

To Schröer, a nie ja, został zbadany przez frenologa, który powiedział: „Jest w tobie teozof”. Na zewnątrz Schröer był daleki od bycia teozofem – moja autobiografia wyraźnie to pokazuje. Ale właśnie wtedy, gdy mówił o rzeczach bez widocznych motywów, jego wypowiedzi miały czasem głębokie znaczenie. I tak wydawało się, że istnieje pewien związek między wypowiedzeniem słowa „Neron” a zewnętrznym potwierdzeniem jego teozoficznej tendencji. To właśnie czyniło go osobowością, której spontanicznym wypowiedziom poświęcano uwagę.

W ten sposób badanie przeznaczenia Nerona rzuciło światło na późniejsze przeznaczenie Meyerlinga i okazało się, że w osobowości austriackiego księcia koronnego Rudolfa faktycznie mamy do czynienia z duszą Nerona. 

Badanie to – które trwało bardzo długo, gdyż w sprawach tego rodzaju należy być niezwykle ostrożnym – przysporzyło mi szczególnych trudności, ponieważ ciągle byłem odwracany od tego, że wszelkiego rodzaju ludzie – możecie w to wierzyć lub nie – twierdzili z fanatycznym uporem, że sami byli Neronem? Chodziło więc przede wszystkim o to, aby zwalczyć subiektywną siłę emanującą od tych rzekomo odrodzonych Neronów. Trzeba było przedostać się przez pewien gąszcz.

To, o czym teraz wam mówię, drodzy przyjaciele, jest o wiele ważniejsze, ponieważ dotyczy zjawiska historycznego, a mianowicie samego Nerona. A zrozumienie dalszego rozwoju wydarzeń jest o wiele ważniejsze niż zrozumienie, dajmy na to, samej katastrofy w Meyerling. Widzimy bowiem, jak rzeczy, które na początku budzą grozę i oburzenie – tak jak życie Nerona – przeżywają się zgodnie z doskonałym światem – sprawiedliwością; widzimy, jak ten świat – sprawiedliwość spełnia się i jak zło powraca, ale w taki sposób, że jednostka sama uczestniczy w tworzeniu równowagi. To właśnie jest tak niezwykłe w karmie. Jeszcze więcej staje się jasne, gdy takie zło zostaje wyrównane w trakcie poszczególnych ziemskich żywotów. W takim przypadku równowaga będzie prawie całkowita, ponieważ zdasz sobie sprawę, jak ściśle spełnienie jest związane z czynem wyrównawczym. Pomyśl tylko… życie, które uważa się za bezwartościowe, tak bezwartościowe, że porzuca się całe imperium (Austria była wtedy wielkim imperium) i panowanie nad nim! 

Samobójstwo w takich okolicznościach ma tę konsekwencję, że po śmierci trzeba to wszystko przeżyć w bezpośredniej wizji duchowej. Jest to spełnienie, choć straszliwe, tego, co można nazwać sprawiedliwą sprawiedliwością losu, wyrównaniem krzywd. 

Z drugiej jednak strony, pomijając to wszystko, w Neronie tkwiła ogromna siła – siła, której ludzkość nie może utracić. Ta siła musi oczywiście zostać oczyszczona i mówiliśmy już o oczyszczeniu. Jeśli to się uda, taka dusza przeniesie swoje siły w następne epoki istnienia Ziemi ze zbawiennym skutkiem. 

Kiedy podchodzimy do karmy jako do sprawiedliwego zadośćuczynienia, nie możemy nie zauważyć, jak ona wystawia człowieka na próbę, wystawia go na próbę nawet wtedy, kiedy zajmuje on swoje miejsce w życiu w sposób, który nas przeraża. Sprawiedliwa rekompensata zostaje dokonana, ale siły ludzkie nie zostają utracone. To, co zostało popełnione w jednym życiu, może w pewnych okolicznościach i pod warunkiem, że zadziała sprawiedliwość, przekształcić się nawet w siłę dobra. Dlatego właśnie przeznaczenie takie jak to, które dziś opisujemy, ma wielką moc przekształcającą. 

     

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x