Alfred Heidenreich: Wspomnienie o Rudolfie Steinerze

Ze wstępu do Chrześcijaństwo jako fakt mistyczny … (GA8), Alfred Heidenreich, Źródło: wn.rsarchive.org/Books, Intermediarius: B.S.

Pewnego wiosennego dnia 1860 roku, autokratyczny węgierski magnat, niejaki hrabia Hoyos, właściciel kilku dużych posiadłości w Austrii, zwolnił swojego łowczego, ponieważ ów łowczy, Johannes Steiner, chciał poślubić Franziskę Blie, jedną z niezliczonych pokojówek hrabiego. Być może stary hrabia przeczuwał, jak wielka rewolucja duchowa zrodzi się z tego małżeństwa. (Barokowy pałac w Hom, w którym to się stało, do dziś jest w posiadaniu rodziny Hoyos i stoi tak samo jak sto lat temu). Johannes Steiner musiał więc szukać innego zajęcia i został przyjęty jako praktykant telegrafista i sygnalista przez niedawno otwarte Austriackie Koleje Południowe. Pierwszą pracę otrzymał w położonym na uboczu przystanku osobowym Kraljevic (dziś w Jugosławii) i tam 25-27 lutego 1861 roku urodziło się jego pierwsze dziecko, Rudolf. Tego samego dnia dziecko zostało zabrane na pilny chrzest do kościoła parafialnego św. Michała w sąsiedniej wsi Draskovec. Księga chrztu została spisana w języku serbsko-chorwackim i łacińskim, a wpis do dziś można odczytać jako Rudolfus Josephus Laurentius Steiner. „Tak się złożyło” – pisze Rudolf Steiner w swojej autobiografii – „że miejsce moich narodzin jest odległe od regionu, z którego pochodzę„.

            W późniejszym życiu, szczególnie w swoich wykładach na temat edukacji, Steiner często podkreślał, że najbardziej niezwykły wyczyn, jaki człowiek osiąga w jakimkolwiek czasie, jest dokonywany przez niego w ciągu pierwszych dwóch lub trzech lat życia, kiedy podnosi swoje ciało do pozycji pionowej i uczy się poruszać nim w doskonałej równowadze w przestrzeni, kiedy formuje istotną część swojego organizmu w instrument mowy i kiedy zaczyna posługiwać się swoim mózgiem, a nawet go modyfikować, jako nośnik myśli. Innymi słowy, kiedy dziecko uwydatnia swoje ludzkie cechy, które w dramatyczny sposób odróżniają je od zwierząt.

            To pierwsze osiągnięcie chłopiec Rudolf wykonał w Kraljevic. Kraljevic (czyli Królewska Wieś) leży na zachodnich obrzeżach rozległej węgierskiej równiny, Puszty. Nawet dzisiaj niekończące się pola kukurydzy i ziemniaków rozciągają się we wszystkich kierunkach, a uroczystą monotonię kraju bardziej podkreślają niż łagodzą szpalery wysokich topoli flankujących prymitywne, martwe, proste drogi. Jest to podstawowa trójwymiarowa przestrzeń w swej najsurowszej postaci, nad którą góruje niebo, o którym miejscowi mówią, że nigdzie indziej nie jest tak wysokie ani tak błękitne jak nad Pusztą. Można by powiedzieć, że natura stworzyła warunki laboratoryjne, w których chłopiec nauczył się stać, chodzić, mówić i myśleć. Można by słusznie powiedzieć o Rudolfie Steinerze to, co biograf, Hermann Grimm, powiedział o Goethem: „Wydaje się, jakby Opatrzność umieściła go w najprostszych okolicznościach, aby nic nie przeszkodziło mu w doskonałym rozwoju”.

            Z surowości Puszty rodzina przeniosła się, gdy chłopiec miał dwa lata, do jednej z najbardziej idyllicznych części Austrii, zwanej od 1921 roku Burgenlandem. Obejmuje on przedgórze wschodnich Alp, jest niezwykle piękny przyrodniczo, bardzo żyzny i przesiąknięty historią. Swoją nazwę zawdzięcza licznym Burgenom, czyli zamkom, które w różnych okresach historii wznoszono niemal na każdym wzgórzu. W czasie ostatnich wykopalisk znaleziono monety z głową Filipa Macedońskiego, ojca Aleksandra Wielkiego, w pobliżu Neudörfl, gdzie Steinerowie teraz zamieszkali, i gdzie córka i młodszy syn „dołączyli” do rodziny.

            Kierownictwo Austriackich Kolei Południowych, jak się wydaje, przychylnie spojrzało na obiecującego chłopca i zgodziło się przenieść ojca Steinera jako zawiadowcę na kilka małych stacji na południe od Wiednia, dzięki czemu najstarszy syn mógł uczęszczać do dobrych szkół jako uczeń dzienny, a w końcu w 1879 roku mógł immatrykulować się na Politechnikę Wiedeńską, wówczas jedną z najbardziej zaawansowanych instytucji naukowych na świecie. Do tego czasu życie szkolne Rudolfa Steinera było dość spokojne, z wyjątkiem tego, że niektórzy jego nauczyciele byli zaniepokojeni faktem, że ten nastolatek był zagorzałym czytelnikiem Kanta i innych filozofów, a prywatnie był pochłonięty zaawansowaną matematyką.

            W pierwszym roku studiów na uniwersytecie Rudolf Steiner studiował chemię i fizykę, matematykę, geometrię, mechanikę teoretyczną, geologię, biologię, botanikę i zoologię, a jeszcze w czasie studiów miały miejsce dwa wydarzenia, które miały daleko idące konsekwencje dla jego dalszego rozwoju.

            W pociągu, w którym młody student podróżował codziennie do Wiednia, często spotykał ciekawą osobowość, zbieracz ziół, który okazał się być współczesnym Jakuba Boehme. Był pełen najgłębszej wiedzy o naturze, do której miał dostęp z pierwszej ręki. Rozumiał język roślin, które powiedziały mu, jakie choroby mogą leczyć; był w stanie słuchać mowy minerałów, które powiedziały mu o naturalnej historii naszej planety i wszechświata. Ostatniej zimy swojego życia publicznego, w grudniu 1923 roku, Steiner przedstawił historyczne tło dla tej mądrości, zwłaszcza w swoich wykładach na temat Misteriach Eleuzyjskich. Steiner uwiecznił zbieracza ziół w swoich Dramatach misteryjnych, w postaci „Ojca Feliksa”. Ale „Ojciec Feliks” przyczynił się do zbliżenia Steinera z jeszcze ważniejszą i bardziej tajemniczą osobowością.

            „Feliks był tylko pośrednikiem dla innej osobowości”, mówi nam Steiner w swojej autobiografii, „która używała środków, aby pobudzić w duszy młodego człowieka regularne systematyczne rzeczy, z którymi trzeba być zaznajomionym w świecie duchowym. Osobowość ta posługiwała się dziełami Fichtego, aby rozwinąć pewne obserwacje, z których wynikły rezultaty stanowiące zalążek mojej (późniejszej) pracy… Ten znakomity człowiek był tak samo niewyróżniający się w swojej codziennej pracy jak Feliks.”

            Podczas gdy te spotkania miały miejsce na wewnętrznym polu życia, na polu zewnętrznym rozwinęła się bardzo brzemienna w skutki relacja. Politechnika Wiedeńska zorganizowała katedrę literatury niemieckiej, którą objął Karl Julius Schröer, wielki entuzjasta Goethego i jeden z jego najbardziej przychylnych interpretatorów. Schröer dostrzegał niezwykłe zdolności Steinera i przewidywał, że może on być zdolny do przeprowadzenia oryginalnych badań w najbardziej zagadkowej części dzieł Goethego, tj. w jego pismach naukowych.

            Dopiero przed dwoma laty dr Emil Bock ze Stuttgartu, jeden z najwybitniejszych badaczy Steinera, odkrył korespondencję między profesorem Schröerem, Steinerem i niemieckim profesorem Josephem Kürschnerem, który zajmował się opracowaniem monumentalnego wydania reprezentatywnych dzieł literatury niemieckiej od VII do XIX wieku. W pierwszym liście z tej korespondencji, datowanym 4 czerwca 1882 roku, Schröer określa Steinera jako „studenta kilku kadencji”. Pisze, że poprosił go o napisanie eseju na temat Goethego i Newtona, a jeśli ten esej będzie sukcesem, jak myśli, że będzie, „znaleźliśmy redaktora dzieł naukowych Goethego.” Steiner miał wówczas dwadzieścia jeden lat. List Schröera przypomina list, jaki Robert Schumann napisał do wielkiego skrzypka Joachima, po przyjęciu pierwszej wizyty dwudziestojednoletniego wówczas Brahmsa: „To jest ten, który miał przyjść„.

            Wstępy i objaśnienia do wielu tomów dzieł naukowych Goethego, których napisanie zlecono teraz Steinerowi, znacznie wyprzedzały swoją epokę. Wytyczały one szlak w mniej znane rejony uniwersalnego geniuszu Goethego, którym dopiero dziś zaczynają podążać inni badacze.

            Młody Steiner pisał te dzieła, swoje pierwsze, w warunkach skrajnego ubóstwa. Rodzina mieszkała w dwóch pokojach, które do dziś można zobaczyć. Większy z nich był kuchnią, jadalnią, pokojem do siedzenia i sypialnią dla rodziców oraz młodszego brata i siostry, a z tego większego pokoju kilka stopni prowadziło do wąskiego, bielonego, nieogrzewanego pokoiku, gdzie młody Steiner pracował jak w celi mnicha. Nic dziwnego, że pewien ówczesny wiedeński celebryta określił go w swoich wspomnieniach jako tego, który „wyglądał jak na wpół wygłodzony student teologii”.

            Ten pierwszy sukces literacki doprowadził jednak Steinera do wezwania do centralnego Archiwum Goethego w Weimarze, gdzie mimo młodego wieku stał się jednym z redaktorów wielkiego wydania standardowego (Sophien Ausgabe) Dzieł wszystkich Goethego. To skoncentrowane zajęcie się Goethem, kontynuowane przez siedem lat w Weimarze, od 1889 do 1896 roku, wywarło głęboki wpływ na kształtowanie się umysłu i świadomości filozoficznej Steinera. Goethe był katalizatorem, który wyzwolił nowe energie umysłowe i duchowe w osobowości Steinera. To właśnie w tych latach powstały podstawowe dzieła filozoficzne Steinera.

            W 1886 r. opublikował Epistemologię koncepcji świata Goethego, Ga 2. W 1891 r. jego niewielka, skoncentrowana rozprawa o Prawdzie i Nauce Ga 3 przyniosła mu tytuł doktora. W 1896 r. jego obszerna Filozofia wolności, Ga 4 otworzyła zupełnie nowe podejście do zrozumienia ludzkiego umysłu i natury myśli. Stanowi ona pierwszy naprawdę świeży krok w myśli filozoficznej i w filozoficznej interpretacji ludzkiej świadomości od czasów Kanta. Nic dziwnego, że w tych latach Steiner zaczął być postrzegany w Niemczech jako „przyszły filozof”, na którego wkrótce spadnie płaszcz umierającego Nietzschego. Ale jego geniusz poprowadził go inną drogą.

            W trzydziestym szóstym roku życia – „Nel mezzo del cammin di nostra vita”(W środku podróży naszego życia), jak nazywa to Dante – Steiner przeniósł się do Berlina, a następne siedem lat było być może najbardziej dramatycznym okresem w jego życiu. Jego nowe stanowisko w Berlinie to redaktor założonego w 1832 roku tygodnika Das Magazin für Litteratur (coś na kształt londyńskiego Saturday Review). Pisał artykuły wstępne i recenzje dramatyczne, zajmując w Berlinie pozycję podobną do Bernarda Shawa (starszego od niego o pięć lat), publikującego co tydzień krytykę dramatyczną w „Saturday Review”. Dzięki temu zadaniu Steiner nawiązał bliski kontakt towarzyski z intelektualną i artystyczną elitą ówczesnego Berlina i na kilka lat rozbił wśród nich swój namiot. W ostatnich latach życia, w rzadkich chwilach relaksu, opowiadał czasem historie z tego ekscytującego i często zabawnego okresu.

            Równolegle z tymi kręgami literackimi, a może nawet przeciwstawnie do nich, Steiner był również przyciągany przez obiektywne zainteresowanie i osobistą atrakcyjność do obozu Haeckela i wojujących monistów. Poruszanie się w ten sposób zgodnie z duchem czasu byłoby dla każdego bardzo interesującym doświadczeniem. Dla Steinera było czymś więcej. I muszę teraz poruszyć tę stronę jego życia, o której będę musiał teraz powiedzieć bardziej szczegółowo. Od dzieciństwa, podczas gdy dla innych takie „zaangażowanie w ten czy inny sposób myślenia nie byłoby niczym więcej niż ideologią”, dla każdego, kto stoi w świecie duchowym, oznacza to, jak mówi Steiner w swojej autobiografii, że „jest on zbliżony do istot duchowych, które pragną nadać określonej ideologii roszczenia totalitarne”. Steiner określa swoje doświadczenie jako Probację Duszy Ga 14, którą musiał przejść. (Później wybrał Próbę Duszy jako tytuł jednego ze swoich Dramatów Misteryjnych Ga 14). Mówi o „burzach”, które podczas tych lat w Berlinie szalały w jego duszy, co jest rzadkim wyrazem w skądinąd bardzo równym i beznamiętnym stylu jego autobiografii. Pod koniec tych „czterdziestu dni na pustyni” – które w rzeczywistości były czterema latami – chmury się podniosły, mgła się rozwiała, a on stał, używając jego własnego wyrażenia. „w uroczystym święcie wiedzy przed tajemnicą Golgoty”. On doszedł do doświadczenia z pierwszej ręki Chrystusa i Jego aktywnej obecności w ewolucji świata.

            Doszliśmy teraz do punktu, w którym musimy zaryzykować w wielką niewiadomą: Steiner widzący, wtajemniczony.

            Jest faktem oczywistym, że wiedza duchowa w takiej czy innej formie istniała przez wieki. Tajemna mądrość nigdy nie była nieobecna w historii ludzkości. Ale u Steinera przybrała ona zupełnie nową formę. Aby docenić tę rewolucyjną nowość, musimy najpierw mieć obraz starej formy.

            Zdolność duchowej percepcji i tajemnej mądrości jest uzyskiwana poprzez pewne organy w „subtelnym ciele” człowieka, aby zapożyczyć wygodny termin z medycyny wschodnioindyjskiej. W sanskrycie organy te nazywane są „czakramami”, co w angielskim tłumaczeniu oznacza „kwiaty lotosu”. Pełnią one w „ciele subtelnym” funkcję podobną do naszych zmysłów w ciele fizycznym. Obecnie są one zazwyczaj uśpione, ale mogą zostać przebudzone. Możemy na razie pominąć rytuały inicjacji, które były stosowane w tajemniczych świątyniach starożytnego świata, i ograniczyć się do przeżycia bardziej ogólnych metod, które dziś są nadal praktykowane w wielu częściach świata. Wszystkie one mają jedną wspólną cechę: działają poprzez system wegetatywny człowieka, poprzez postawę ciała, poprzez kontrolę oddechu, poprzez ćwiczenia fizyczne lub umysłowe, które działają na splot słoneczny i współczulny system nerwowy. Zdaję sobie sprawę, że przedstawiam nieco surowe uproszczenie. Ale mimo to podaję to, co najważniejsze.

            Steiner zerwał z tym wszystkim. Zaczął działać z przeciwległego bieguna ludzkiego organizmu, z czystej myśli. Myśl, zwykła myśl ludzka, nawet jeśli jest błyskotliwa i pozytywna, jest na początku czymś bardzo słabym. Nie posiada ona życia, powiedzmy, naszego oddechu, nie mówiąc już o potężnym życiu naszej pulsującej krwi. Jest ona, powiedzmy, płaska, bez treści; jest naprawdę pozbawiona życia. Jest to „blada myśl”, jak ją nazwał Szekspir.

            Ten względny brak życia naszych myśli jest jednak opatrznościowy. Gdyby żywe myśli wypełniające wszechświat miały wejść do naszej świadomości tak jak są, to byśmy zemdleli. Gdyby żywa idea w każdej stworzonej rzeczy wskoczyła do naszej świadomości z całą swoją rodzimą siłą, to by nas zmazała. Na szczęście nasz system mózgowo-rdzeniowy stawia pewien opór w tym procesie; działa jak opornik w obwodzie elektrycznym; jest rodzajem transformatora, redukując gwałtowność rzeczywistości do takiego stopnia, że nasz umysł może ją tolerować i rejestrować. Jednak w rezultacie widzimy tylko cienie rzeczywistości na tylnej ścianie naszej platońskiej jaskini, a nie samą rzeczywistość.

            Teraz jednym z magicznych słów w filozofii Steinera, za pomocą którego próbuje on przełamać to zaklęcie, jest „Erkraftung des Denkens”. Oznacza to wkładanie siły, życia w myślenie, poprzez myślenie, w myślenie. Wszystkie jego podstawowe dzieła filozoficzne, a zwłaszcza Filozofia wolności i wiele jego ćwiczeń są skierowane na ten cel. Jeśli się je wykonuje, to prędzej czy później nadchodzi moment, kiedy myślenie staje się leibfrei, tzn. niezależne od instrumentu cielesnego, kiedy uwalnia się od systemu mózgowo-rdzeniowego.

            Jest to na początku bardzo niepokojące doświadczenie. Czujemy się jak człowiek, który odepchnął się od brzegu i który musi teraz z całych sił starać się utrzymać na rozszalałym morzu. Sama potęga kosmicznej myśli jest taka, że na początku traci się swoją tożsamość. I być może straciłoby się ją na zawsze, gdyby nie fakt, który teraz wyłania się z ukrytych tajemnic chrześcijaństwa. Nie traci się ostatecznie swojej tożsamości, ponieważ On sam przeszedł po falach i wyciągnął pomocną dłoń do Piotra, który przedwcześnie się odważył. Stopniowo fale zdają się uspokajać i następuje stan, który Steiner wyraża we wspaniałym zdaniu: „Myślenie samo staje się ciałem, które wciąga w siebie jako duszę Ducha Wszechświata”.

            Jest to etap, który, najogólniej mówiąc, Steiner osiągnął w tym punkcie swojej biografii, do którego doszliśmy. Teraz dokonał odkrycia, które wcześniej nie było mu znane. Odkrył, że to „żywe myślenie” może obudzić czakramy z „góry”, tak jak w dawny sposób można je było pobudzić z „dołu”. Myśl, która najpierw w normalnym i naturalnym procesie psychosomatycznym „umarła” na miejscu czaszki, ale która poprzez systematyczne ćwiczenia wzniosła się ponownie na poziom kosmicznej rzeczywistości, mogła teraz dać życie uśpionym organom duchowej percepcji, które zostały wszczepione człowiekowi przez Tego, który stworzył go na swoje podobieństwo. Mniej więcej od przełomu wieków Steiner zaczął podążać tą drogą z coraz większą determinacją i stopniowo rozwinął trzy formy wyższej wiedzy, które nazwał wyobraźnią: wyższe widzenie świata duchowego w ujawniających się obrazach; inspiracją: wyższe słyszenie świata duchowego, poprzez które ujawnia on swoje siły twórcze i swój twórczy porządek; intuicją: etap, na którym możliwe staje się intuicyjne wnikanie w sferę istot duchowych.

Z tymi rozwijającymi się mocami Steiner rozwijał aż do swojej śmierci w 1925 roku, w ciągu dwudziestu pięciu doniosłych lat, ten prawdziwie rozległy i budzący respekt zbiór duchowej i praktycznej wiedzy, któremu nadał nazwę „Antropozofia”. (Nawiasem mówiąc, słowo to zostało po raz pierwszy ukute przez Thomasa Vaughana, brata angielskiego poety mistycznego, Henry’ego Vaughana, w XVII wieku). Antropozofia dosłownie oznacza mądrość człowieka lub mądrość dotyczącą człowieka, ale w późniejszych latach Steiner sam interpretował ją czasami jako „odpowiednia świadomość bycia człowiekiem”. W tej interpretacji streszcza się moralne osiągnięcie dzieła Steinera, jego misja, jego przesłanie do zdumionej ludzkości, która utraciła „odpowiednią świadomość bycia człowiekiem”, dla której człowiek stał się „Nieznanym”. To monumentalne dzieło leży dziś przed nami i czeka na pełne odkrycie przez nasz wiek – w około 170 książkach i w opublikowanych stenogramach z prawie 6000 wykładów.

            W okresie antropozoficznym Steinera można zaobserwować trzy charakterystyczne etapy. W wykładzie wygłoszonym w siedzibie Niemieckiego Towarzystwa Antropozoficznego w Stuttgarcie (6 lutego 1923 r.) on sam opisał te etapy. Etap pierwszy (ok. 1901-1909): położyć fundamenty pod Naukę Ducha w ramach cywilizacji zachodniej, z jej centrum w Tajemnicy Golgoty, w przeciwieństwie do czysto tradycyjnego przekazywania starożytnej orientalnej mądrości, które jest wspólne dla innych organizacji, takich jak Towarzystwo Teozoficzne. Etap drugi (około 1910-1917): zastosowanie antropozoficznej Nauki o Duchu do różnych gałęzi nauki, sztuki i życia praktycznego. Jako jeden z kamieni milowych dla rozpoczęcia tego drugiego etapu Steiner wymienia budowę Goetheanum, tego cudu architektury (zniszczonego przez pożar), w którym jego praca jako artysty znalazła swoje apogeum. Etap trzeci (ok. 1917-1925): opisy świata duchowego z pierwszej ręki. W ciągu tych dwudziestu pięciu lat działalności antropozoficznej biografia Steinera jest tożsama z historią Ruchu Antropozoficznego. Jego życie osobiste jest całkowicie poświęcone i pochłonięte przez życie jego dzieła.

            To właśnie podczas ostatniej z trzech faz, niezwykłe osiągnięcia Steinera w tak wielu dziedzinach życia zaczęły inspirować wielu jego uczniów i naśladowców do praktycznych podstaw. Najbardziej znane są dziś być może szkoły Rudolfa Steinera dla chłopców i dziewcząt, które zostały założone w wielu krajach i w których jego koncepcja prawdziwej istoty ludzkiej jest źródłem wszystkich metod i działań edukacyjnych. Istnieje około siedemdziesięciu szkół steinerowskich, w których uczy się ponad 30.000 uczniów. Osobną gałęzią są Instytuty Edukacji Leczniczej, które powstały zarówno w Europie, jak i za oceanem, a których działalność przynosi ogromne korzyści coraz większej liczbie dzieci i dorosłych upośledzonych fizycznie i umysłowo. Wkład Steinera w badania medyczne i w medycynę w ogóle jest wykorzystywany przez stale rosnącą liczbę lekarzy na całym świecie, a jego wskazówki są testowane i monitorowane w wielu ośrodkach badawczych i klinikach. Innym dobrodziejstwem dla ludzkości była jego metoda rolnictwa biodynamicznego, dzięki której do podstawowych zasad rolnictwa ekologicznego potrafił dodać tylko te dodatki, które, jeśli są właściwie stosowane, mogą znacznie zwiększyć zarówno płodność, jak i jakość gleby, bez chemicznych stymulantów, które na dłuższą metę zatruwają zarówno glebę, jak i jej produkty.

            W dziedzinie sztuki nie ma prawie obszaru, którego nie dotknął czarodziejską różdżką twórczej oryginalności. Drugie Goetheanum, które zastąpiło pierwsze, zniszczone przez pożar, pokazuje masowe zastosowanie żelbetu jako materiału plastycznego w architekturze na pokolenie przed tym, jak inni próbowali to wykorzystać. Bezpośredni i pośredni wpływ Steinera na nowoczesne malarstwo z symfonicznym użyciem koloru, na rzeźbę, na grawerowanie w szkle, na obróbkę metalu i inne sztuki wizualne jest zbyt daleko idący, aby ktokolwiek mógł nawet próbować opisać go w skondensowanej formie. Studenci i absolwenci szkół Steiner’a dla Eurythmy i dla Sztuki Dramatycznej występowali przed entuzjastyczną publicznością w centrach kulturalnych świata, zręcznie kierowani przez Marie Steiner, jego żonę.

            Dla tych, którzy zostali przyciągnięci do tej publikacji przez jej tytuł i odniesienie do chrześcijaństwa, będzie to szczególnie interesujące, aby usłyszeć, że wśród tych fundacji, które powstały w ostatniej fazie antropozoficznej pracy Steinera był Ruch Odnowy Religijnej, utworzony przez grupę chrześcijańskich ministrów, studentów i innych młodych pionierów, którzy znaleźli w Rudolfie Steinerze „człowieka posłanego od Boga”, zdolnego wskazać drogę do prawdziwego pojednania wiary i wiedzy, religii i nauki. Ruch ten znany jest dzisiaj jako „Wspólnota Chrześcijańska” i ma swoje ośrodki w wielu miastach Starego i Nowego Świata. Oprócz nieocenionej pomocy, jaką Ruch ten otrzymał od niego w sprawach teologicznych i duszpasterskich, Rudolf Steiner walnie przyczynił się do pośredniczenia w całkowitym duchowym odrodzeniu chrześcijańskich sakramentów dla współczesności i odnowieniu chrześcijańskiego urzędu kapłańskiego.

* * *

Chrześcijaństwo jako fakt mistyczny i tajemnice starożytności Ga 8, zajmują szczególne miejsce w historii jego niezwykłego i pełnego poświęcenia życia. Książka ta zawiera treść serii wykładów, które Rudolf Steiner wygłosił zimą 1901-1902 roku w berlińskiej Bibliotece Teozoficznej na zaproszenie jej prezesa, hrabiego Brockdorffa. Seria ta została poprzedzona inną o niemieckich mistyków od Mistrza Eckhardta do Jakuba Boehme (opublikowane (…)pod tytułem Mistycyzm u progu epoki nowożytnej Ga 7), w którym Steiner odważył się po raz pierwszy publicznie zaprezentować pewną miarę swojej wiedzy duchowej.

            Po tych wykładach o mistykach, które były czymś w rodzaju preludium, „Chrześcijaństwo jako fakt mistyczny” zapoczątkowało nowy okres w rozumieniu podstawowych faktów chrześcijaństwa, jak również w życiu Steinera.

            W porównaniu ze swobodnym przepływem duchowej nauki o chrześcijaństwie, jaką Steiner oferował w swoich późniejszych dziełach, książka ta może wydawać się nieco nieśmiała, a nawet powściągliwa w swoim stylu. Ale zawiera ona jak w pigułce wszystkie istotne nowe elementy, które Steiner potrafił rozwinąć i rozwinąć w sposób tak mistrzowski w swoich późniejszych latach.

            Steiner uważał, że wyrażenie Fakt mistyczny… w tytule jest bardzo ważne. „Nie miałem zamiaru po prostu opisać mistycznej treści chrześcijaństwa” – mówi w swojej autobiografii. ”Starałem się wykazać, że w starożytnych Misteriach dawano kultowe obrazy kosmicznych wydarzeń, które zaistniały później na polu rzeczywistej historii w Misterium Golgoty jako Fakt przeszczepiony z kosmosu na ziemię„.

* * *

Nie będzie nie na miejscu zakończyć tego biograficznego szkicu kilkoma osobistymi wspomnieniami z ostatnich czterech lat jego życia, kiedy to poznałem Steinera jako człowieka i Wtajemniczonego wśród jego przyjaciół i uczniów, i widziałem całkiem sporo z niego.

            Jaki był Rudolf Steiner? Przede wszystkim nie było w nim nic nadętego. Nigdy nie dawał odczuć, że jest w jakimkolwiek sensie nadzwyczajny. Była w nim zadziwiająca rzeczowość, niezależnie od tego czy przemawiał na spotkaniu biznesowym Towarzystwa Antropozoficznego, przewodniczył spotkaniom wydziału Szkoły Waldorfskiej, wykładał na temat swoich wciąż rosnących odkryć w dziedzinie duchowości, czy też przemawiał w publicznych dyskusjach na kontrowersyjne tematy dnia.

            Uczestniczyłem w małych kursach wykładowych, na które przychodziło mniej niż pięćdziesiąt osób, słyszałem jego wykłady w dużej sali pierwszego Goetheanum, byłem obecny na dużych publicznych spotkaniach, kiedy wygłaszał swoje idee „trójpodziału społecznego” w elektryzującej atmosferze Niemiec roku 1923, podczas okupacji Zagłębia Ruhry i całkowitego upadku marki niemieckiej. Zawsze był taki sam: jasny, rozważny, uczynny, niezmącony. W tamtych czasach mógł wypełnić największe sale w Niemczech, a jego cichy głos był na tyle silny, że można go było usłyszeć bez sztucznego wzmocnienia w ostatnich rzędach galerii.

            Jego włosy do końca pozostały czarne jak smoła, nie pamiętam, by było w nich choć jedno siwe pasmo. Jego brązowe oczy, w których czasami pojawiał się błysk złota, patrzyły na wszystko z sympatią. I posiadał cudowną cechę podpory unoszącej innych.

            Od 1913 roku Steiner mieszkał na stałe w Dornach, niedaleko Bazylei, w Szwajcarii, w domu znanym jako „Villa Hansi”. Większość czasu spędzał jednak w swojej pracowni, która w rzeczywistości była niczym innym jak prostym drewnianym budynkiem przylegającym do dużego warsztatu stolarskiego, w którym wykonano wiele elementów stolarki pierwszego Goetheanum. W pracowni tej przyjmował niekończący się strumień interesantów. Do pokoju wprowadzał ich być może pomocny przyjaciel, ale na koniec zawsze sam odprowadzał ich do drzwi. Uspokajał z taką uprzejmością, że można było zapomnieć, kim jest. I sprawiał wrażenie, że nie ma innej troski ani zainteresowania na świecie niż wysłuchiwanie niedojrzałych pytań.

            Siedział na prostym wiklinowym krześle, nogi miał skrzyżowane, może od czasu do czasu poruszał jedną nogą w górę i w dół. Na klapie jego czarnego płaszcza można było dostrzec lekki ślad tabaki, bo oddawał się staroświeckiej przyjemności zażywania tabaki, ale ani nie pił, ani nie palił. Nigdy nie spotkałem nikogo i jestem pewien, że nigdy nie spotkam, kto by wydawał się tak nieustannie wypoczęty i w akcji jednocześnie, cały czas doskonale zrelaksowany i absolutnie czujny.

            Ostatnie lato jego życia, w 1924 roku, było najbardziej płodne ze wszystkich. Prowadził specjalistyczne kursy na temat rolnictwa, edukacji leczniczej, eurytmii. Następnie w sierpniu odbył szkołę letnią w Torquay w Anglii, a kiedy na początku września powrócił do Dornach, jeszcze bardziej wzmógł swoją aktywność i każdego dnia wygłaszał aż pięć, a czasem sześć różnych wykładów. Codziennie odbywał się kurs z Księgi Objawienia Nowego Testamentu dla kapłanów Wspólnoty Chrześcijańskiej, inny z medycyny pastoralnej dla kapłanów i lekarzy, jeszcze inny ze sztuki dramatycznej, gdzie pamiętam, jak pewnego ranka zagrał w pojedynkę cały dramat Dantons Tod niemieckiego pisarza Buchnera o rewolucji francuskiej. Innego ranka grał fragment Fausta Lessinga. Oprócz tego wszystkiego prowadził również wykłady dla robotników Goetheanum.

            Poza tymi specjalistycznymi kursami, wykłady ogólne i inne centralne zajęcia Szkoły Nauki o Duchu Goetheanum odbywały się bez przerwy.

            Ale nieuchronnie zbliżał się moment, kiedy nawet jego prężne ciało zdawało egzamin z ogromnej pracy. Czasami przez cały tydzień nie spał więcej niż dwie godziny każdej nocy. Wierzę, że on wiedział, co robi. Dobrze wiedział, dlaczego wypalał świecę nie tylko na obu końcach, ale także w środku.

            Moje ostatnie wspomnienie o nim dotyczy nocy, kiedy miałem przywilej, wraz z innym przyjacielem, czuwać przy łóżku, na którym leżało jego ciało. Była to noc przed jego pogrzebem. Łóżko stało w jego prostej pracowni, w której był zamknięty przez ostatnie sześć miesięcy swojego życia. Z góry patrzył na niego wielki drewniany posąg Chrystusa, który wyrzeźbił i prawie ukończył. Nawet w dosłownym znaczeniu tego słowa złożył swoje życie u stóp Chrystusa.

            Dostojność jego rysów podkreślała marmurowa biel śmierci. W ciszy nocy, przy kilku palących się świecach, było tak, jakby całe wieki historii ludzkości zbiegły się, aby złożyć mu hołd. Z głębokim uczuciem czci zastanawiałem się, kim on jest. Wciąż się zastanawiam.

ALFRED HEIDENREICH 

  Londyn, Anglia

  Sierpień 1961 r.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x