Tydzień Męki Pańskiej: Wielka Środa

T R Z Y   L A T A, EMIL Bock, Tydzień Męki Pańskiej – wydarzenia tygodnia pasyjnegofragmenty książki[1]  – tłumaczenie robocze. Intermediarius: B.S. Ilustracja: Giotto, Chrystus umywa nogi apostołom

„Cichy tydzień” jest właściwie cichy tylko od połowy. W Niedzielę Palmową drży duchowa atmosfera w całym mieście; w poniedziałek zostają przewrócone stoły sprzedawców i handlarzy pieniędzy w świątyni; we wtorek padają ciosy miecza w duchowej walce między Chrystusem a Jego przeciwnikami. Dopiero w ostatniej części tygodnia dociera do nas tajemnica ciszy, która otacza komunijny wieczór w Wielki Czwartek wieczorem, zwłaszcza tej, która obejmuje śmierć Chrystusa na krzyżu i która zalega nad Jego grobem w dniu złożenia do grobu, jest również ciszą kosmiczno-dramatyczną. Pomyślmy tylko o trzęsieniu ziemi, które wybucha z głębi ziemi już od Wielkiego Piątku. Jednak Chrystusowa strona wydarzeń w drugiej połowie tygodnia zamilkła, podczas gdy w pierwszej nadal była całkowicie spleciona z hałaśliwym pierwszym planem życia. Dzień, który nazywamy środą, ponieważ reprezentuje środek tygodnia, ale który w innych językach nazywa się dniem Merkurego, dniem merkurialnym, dniem życia i poruszania się, zgodnie z dominującym w nim efektem planetarnym, który nim rządzi, umieszcza znaczący znak przejście od niespokojnych jeszcze dni spokojnego tygodnia do dni, w które wplata się wzrastająca tajemnica milczenia Chrystusa.   

          Pod wieczór tego dnia wyróżnia się scena, która podobnie miała miejsce w dniach poprzednich, ale teraz, w dniu środka i równowagi, nabiera szczególnego znaczenia. Chrystus powrócił z tętniącego życiem miasta do cichego miejsca po drugiej stronie Góry Oliwnej, do Betanii. Przebywa w towarzystwie osób, z którymi łączy go szczególna więź. Jego uczniowie przygotowali posiłek. Posiłek odbywał się także w pozostałe wieczory, ale jakby już dziś do pokoju wkracza pewna zapowiedź posiłku, który będzie celebrowany następnego dnia. Coś jakby zapowiedź Ostatniej Wieczerzy ogarnia wspólnotę przy stole.

          Wioska Betania, cicha i spokojna, stała się na krótko przedtem sceną wydarzenia, które stało się sygnałem do bitwy: wskrzeszenia Łazarza. Łazarz jest jednym z tych, którzy siedzą przy stole. Jest to przecież ten sam, który następnego wieczoru zostaje opisany w Ewangelii jako ten, który leży na sercu Jezusa. To on jest tym, który podczas Ostatniej Wieczerzy jest najbliżej Chrystusa, zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie.

          Do tej małej wspólnoty wokół stołu dołączają również dwie kobiety, które Ewangelia Jana opisuje nam jako siostry Łazarza: Marta i Maria Magdalena. Ścieżki losu kierują ich do tego kręgu, który jest raczej rodziną duchową niż spokrewnioną. W życiu każdej z tych trzech osób miało miejsce jedno wydarzenie, które spowodowało głęboką wewnętrzną przemianę. Dla Łazarza było to przebudzenie z grobu skalnego: wielkie uwolnienie ducha Jana; wielkie uwolnienie ducha Jana do jego orlego lotu. W przypadku Marii Magdaleny wydarzenie to odsuwa się w czasie i jest ukazane przez Ewangelię jako wypędzanie demonów. Została uzdrowiona z tragicznego i fatalnego opętania i doświadczyła uwolnienia i oczyszczenia duszy. Jeśli podążymy za tradycją wczesnochrześcijańską, to takie wydarzenie miało miejsce również w przypadku Marty: uzdrowienie kobiety cierpiącej na upływ krwi. Los wniósł w jej życie słabość, z powodu której jej organizm nie mógł zapanować nad swoimi siłami. I właśnie poprzez spotkanie z Tym, który był w stanie ją uzdrowić, zaszczepiła w swoim ciele odporność i siły formacyjne, tak jak w duszy Marii Magdaleny zaszczepiony został wewnętrzny pokój. Uzdrowienia ducha, duszy i ciała – oto, co uczyniło trzech krewnych z Betanii intymnymi przyjaciółmi Chrystusa. 

          Pierwszym wydarzeniem, które zawsze uważane jest za charakterystyczne dla Wielkiej Środy, było to, że Maria, która stała z uczniami przy stole, umyła Chrystusowi nogi drogocennym olejkiem z granatów, a następnie wytarła je swoimi włosami. Ewangelia Jana mówi, że cały dom był wypełniony wonią ofiary.

          Maria Magdalena uczyniła to samo już raz, a mianowicie rok lub półtora roku wcześniej, gdy doświadczyła wyzwolenia i zbawienia przez spotkanie z Chrystusem. Również wtedy, jak podaje Ewangelia Łukasza, spontanicznie namaściła stopy Chrystusa i osuszyła je swoimi włosami, aby wyrazić swoją ogromną wdzięczność. We wprowadzeniu do relacji o wskrzeszeniu Łazarza Ewangelia Jana (11, 2) nawiązuje do tej wcześniejszej sceny. To, co objawia się poprzez czyn Marii Magdaleny, tej samej, którą Ewangelia Łukasza, opisując poprzednie namaszczenie, określa jako wielką grzesznicę i która mogła być rzeczywiście – jak uczą stare tradycje – opętaną przez demony prostytutką w uzdrowisku Tyberiady, niedaleko jej rodzinnej Migdali.

          Ze swej natury namaszczenie jest rodzajem świętego aktu. Dusza Marii Magdaleny wznosi się do aktu sakramentalnego. Dlatego Chrystus przyjął również to, co ta kobieta wykonała z Nim jako Jego ostatnie namaszczenie przed śmiercią, podczas gdy inni uważali to za niewłaściwe i naganne. W poprzednim namaszczeniu powiedział: „Wiele umiłowała, dlatego wiele grzechów jest jej odpuszczonych” (Łk 7, 46-47). A teraz widzimy, jak Maria Magdalena jest przygotowana i doprowadzona do tego, by naturalne siły miłości, w których dotychczas tonęły w uniesieniu, zdezorientowane i ziemskie związki miłosne przekształcić w modlitewne skupienie, religijne uczucie i sakramentalną ofiarę.

          Uroczystą ciszę przerywa przenikliwy dysonans. Pojawia się postać, która stanowi wyraźne przeciwieństwo Marii Magdaleny. To właśnie jeden z uczniów wpadł w szał z powodu, gdy widzi czyn Marii Magdaleny. To jest Judasz. Względy praktyczne i społeczne skłaniają go do niecierpliwego protestu. Mówi, że olej, zamiast się marnować, mógłby zostać sprzedany, a pieniądze wykorzystane na pomoc ubogim. Ewangelia Jana pozwala nam jednak wyraźnie dostrzec, że prawdziwe motywy Judasza nie są tożsame z tym, co mówi. W jego duszy dojrzewało coś zupełnie innego, a Ewangelia bez ogródek określa go jako złodzieja. Uświadamiamy sobie: to właśnie złość wywołana działaniem Marii Magdaleny jest ostatecznym powodem Jego zdrady. Zbyt długo czekał na publiczną realizację Jezusa i polityczny cud, który jego zdaniem nieuchronnie po niej nastąpi. Dla jego gorączkowej niecierpliwości wszystko, co dzieje się w tym intymnym spokoju, wydaje się stratą czasu. W Betanii jego cierpliwość się wyczerpuje. W nieokiełznanym podnieceniu wychodzi do tych, którzy prześladują Chrystusa: drugą klasyczną treścią Wielkiej Środy jest zdrada Judasza.

          Motyw planetarny tego dnia rzuca światło na dwie postacie, które tak wyraźnie konfrontują się ze sobą podczas wieczerzy w Betanii. Zarówno Judasz, jak i Maria Magdalena są osobami typowo merkurialnymi. Są ruchliwe i temperamentne. Zaletą ich natury jest to, że nie są nudne i monotonne, że zawsze coś się wokół nich dzieje. Koło życia nigdy nie stoi w miejscu. Jednak Maria Magdalena oswaja niepokój. Przekształca je w pobożność, pokój i zdolność do kochania. W obrazie Marii Magdaleny Ewangelia uświadamia nam, że prawdziwa i pełna pobożność przychodzi tylko wtedy, gdy zdobywa ją dusza niespokojna, dla której pokój nie jest zwykłą stagnacją, ale odkupioną, uwewnętrznioną żywotnością. Maria Magdalena doświadczyła wielu perypetii i przeszła przez wielkie ludzkie, osobiste upadki. Jednak z całego tego ponurego niepokoju jej życia wyłaniają się teraz intensywne siły, które kształtują jej wiarę. I ta intensywność jest tą samą, która później wyniesie ją ponad wszystkich innych i pozwoli jej być pierwszą z ludzi, która ujrzy Zmartwychwstałego.

          Judasz jest drugą osobą zmienną, typowym merkurianinem. Jest on w ogóle typem człowieka niespokojnego, zawsze oddanego zewnętrznej aktywności. Sprawia wrażenie, że chce coś zrobić dla biednych. Działalność społeczna, jakkolwiek dobra i godna pochwały, bardzo często jest tylko samouwielbieniem i samooszukiwaniem się. Impulsem do takiej aktywności jest często nie autentyczny impuls społeczny, ale własny wewnętrzny niepokój. Wielu ludzi byłoby bardzo nieszczęśliwych, gdyby zostali zmuszeni do stania bezczynnie przez jakiś czas. I wtedy okazuje się, że zaangażowanie społeczne nie jest autentycznym osiągnięciem wewnętrznym, ale cofnięciem się w obliczu wewnętrznej słabości.

          W przypadku Judasza widzimy, jak ta zmienna duchowość zostaje uwikłana w najbardziej ponury i przerażający los. Niepokój, jaki w nim panuje, wynika z głęboko ukrytego lęku. W nim, nie inaczej niż w przeciwnikach, dudni niepokój związany z podstawowym lękiem. Doprowadza go to do zdrady Chrystusa. Z takiej postawy duszy człowiek nie może być pobożny. W szczególności nie potrafi kochać. Osoba niespokojna nie jest zdolna do miłości. Miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy w duszy została już osiągnięta moc pokoju. I tak oto w dwóch postaciach Marii Magdaleny i Judasza dwie drogi rozchodzą się jak na skrzyżowaniu. Jedna droga prowadzi do pełnej bliskości z Chrystusem, druga do otchłani obłędu, do tragedii samobójstwa.

Marta, druga siostra Łazarza, jest jakby rodzajem przejścia między Judaszem a Marią Magdaleną. Nie bez powodu Ewangelia Łukasza opowiada historię Marii i Marty we wcześniejszym okresie życia Chrystusa. Marta jest osobą nieustannie aktywną. Nie może się obyć bez pełnienia jakiejś służby. Nie możemy zamykać się na autentyczność jej służebnej pobożności. Musimy jednak zauważyć, że niepokój, z którego została uleczona cieleśnie, pozostawił trwałe ślady w sferze duchowej. Modlitewnie słuchająca Maria będzie zawsze przeciwstawiana jej jako ta, która wybrała lepszą część.

          Bohaterowie scen z Wielkiej Środy ukazują nam drogę krzyżową, na której się znajdujemy, zanim zanurzymy się w atmosferze Wielkiego Czwartku. Tajemnica sakramentalna jest miejscem, w którym się rozstajemy. Judasz nie jest człowiekiem kultu. Nie tylko staje się niespokojny, ale i zdenerwowany, gdy ulega czarowi prawdziwej kultowej pobożności. Magdalena jest duszą sakramentalną. Następnego wieczoru, gdy sakrament będzie się unosił nad kręgiem uczniów niczym kopuła nieba, musi się okazać, kto jest bardziej Marią, a kto bardziej Judaszem. Merkury, który dla świata grecko-rzymskiego był bogiem zbawienia, ale także bogiem kupców i złodziei, zbliża się do Chrystusa-Słońca. Scena w domu Łazarza i jego sióstr w Betanii pokazuje, w jaki sposób uzdrowienie Merkurego, boga zbawienia, może się dokonać dzięki Chrystusowi-Słońcu.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x