Tydzień Męki Pańskiej: Wielki Poniedziałek

T R Z Y   L A T A, EMIL Bock, Tydzień Męki Pańskiej – wydarzenia tygodnia pasyjnegofragmenty książki[1]  – tłumaczenie robocze. Intermediarius: B.S. Ilustracja: Giotto, Wypędzenie przekupniów ze świątyni  

            Wzdłuż tej samej drogi, którą Jezus i uczniowie przemierzali każdego ranka i każdego wieczoru w tym tygodniu, czy to z miasta do Betanii wieczorem, czy z Betanii do miasta rano, mijamy cichą okolicę, która nawet dzisiaj jest owiana gęstą atmosferą tajemnicy. Jadąc z Jerozolimy i przechodząc przez Górę Oliwną, wchodzimy powoli w dolinę, gdzie spotykają nas otchłanie Pustyni Judzkiej i podziemne, magiczne zwierciadło Morza Martwego. W połowie drogi między Górą Oliwną a Betanią dochodzimy do miejsca otoczonego wysokimi murami. Ciemne cyprysy wystają ponad ściany i wydają się wskazywać nam niebo z uroczystą powagą. 

W czasach Jezusa istniała tu mała osada: Betfage – „dom drzewa figowego”. Nie możemy jednak wyobrażać sobie tej osady jako zwykłej wsi. Ludzi, którzy spędzili tu swoje życie, łączyło szczególne dążenie duchowe i religijne. Ich skromne domki otoczone były gajami figowymi, stąd nazwa tej osady. 

Jednak te drzewa figowe były czymś więcej niż tylko pożytecznymi roślinami; dla tych ludzi były to święte drzewa, widoczne znaki ich duchowych aspiracji. Byli to ludzie, którzy w swoim kręgu zachowali duchową tajemnicę dawnej ludzkości, tajemnicę, o której wspomina się również w Nowym Testamencie poprzez historię Natanaela. Mieszkańcy Betfage praktykowali „siedzenie pod drzewem figowym”, czyli stan medytacji nadzmysłowej, osiąganej częściowo przez techniki cielesne, częściowo przez techniki kontemplacyjne. 

Betfage, “dom drzewa figowego”, był miejscem, gdzie uprawiano starożytną medytację. To właśnie tutaj, o świcie tego poniedziałku, Jezus wysyła Jana i Piotra po oślicę i jej źrebię (Mt 21, 1, 2). W tym szczególnym miejscu, wraz ze świętymi drzewami,

ludzie trzymali święte zwierzęta. Osły, które tam trzymano, nie były zwierzętami gospodarskimi. One również wyrażały tajemnicę. W tradycji Starego Testamentu wciąż wyraźnie pamiętano o magu, którego wezwano z Babilonii, aby rzucił klątwę na Izraelitów i uniemożliwił im wejście do ziemi obiecanej. 

Balaam jest przedstawiony jako jadący na osiołku. Wiadomo jednak było, że jazda na osiołku nie oznacza tylko przejażdżki. Zasadniczo musimy tu widzieć wyraz szczególnego uniesienia, mianowicie tego szczególnego stanu duszy, w którym babiloński mag zaczął kiedyś przemawiać nie ze swej ludzkiej świadomości, lecz jak z duchowej wysokości, zamieniając przekleństwo – sam nie wiedząc jak – w błogosławieństwo. Święte zwierzęta z Betfage pozwalają nam zrozumieć, że praktykowana tu medytacja półsnu była związana z fizyczną cielesnością. Osioł – nawet w ludowych opowieściach współczesnych czasów – jest wyobrażeniem fizycznego ciała ludzkiego. 

Źrebię, na którym Chrystus wjechał do Świętego Miasta w Niedzielę Palmową, jest częścią obszaru wyobrażeń Betfage. Kiedy odważył się wjechać do miasta na białym, świętym zwierzęciu, to nie on pogrążył się w balaamowskim stanie „jazdy na ośle”, lecz na jego widok tłum wokół niego wpadł w ekstatyczne uniesienie. Było to tak, jakby Balaamita mówiący językami zawładnął tłumem, który krzyczał „Hosanna” do Tego, który jechał na oślim źrebaku. 

Tego wieczoru, podobnie jak w poprzednich dniach, Jezus udał się z uczniami do Betanii, aby odpocząć w pokoju. W nocy echa hałaśliwej ekstazy ludu, okrzyki „Hosanna!” rozbrzmiewały na nowo w Jego duszy. Jezus i uczniowie nie byli tacy sami, gdy następnego ranka wyruszyli ponownie do Jerozolimy. Znów mijają Betfage. W obliczu Chrystusa jest coś niezwykle poważnego i nieprzejednanego. Rozgrywa się tajemnicza scena z drzewem figowym w Betfage. Uczniowie dziwią się, że Jezus uważa, iż może zbierać figi, skoro nie jest to pora na figi, jest wczesna wiosna. I słyszą, jak wypowiada On niezwykle surowe słowa: „Odtąd nie będzie z ciebie owocu na wieki” (Mt 21,19). W tym momencie uczniowie być może przeczuwają, że chodzi o coś znacznie większego, a nie o odniesienie do drzewa i jego płodności. Ale ich oczy pozostają wciąż zamknięte. 

Uczniowie, wraz z Chrystusem, przeżywają w Jerozolimie dzień pełen surowości, powagi i dramatyzmu. Po przekroczeniu przez Chrystusa progu świątyni, następuje chaos. Wszystkich ogarnia paniczny strach, stoły są przewracane, monety walają się po podłodze. Wczorajsza ekstaza zamienia się nagle w przerażenie. Przerażenie ogarnia wszystkich, którzy znajdują się w pobliżu i na terenie świątyni. 

Po tym, jak Jezus i uczniowie spędzili noc w Betanii, następnego dnia o świcie ponownie przeszli obok Betfage. Uczniowie nagle ujrzeli obraz uschniętego drzewa i chcieli, aby Jezus wyjaśnił im tajemnicę. Nie było tu rażącego cudu zewnętrznego, jak gdyby Jezus pozbawił życia jakieś ziemskie stworzenie swoim gniewnym słowem mocy. Jak mógłby zniszczyć drzewo tych ludzi, którzy dzień wcześniej tak chętnie dali Mu oślicę i źrebię! Dokonał się akt duchowy, który wyznacza istotny punkt kulminacyjny w dramacie misteryjnym Wielkiego Tygodnia. 

W czasie szabatu – mimo że sygnał do decydującej walki został już dany przez wskrzeszenie Łazarza – cała Istota Chrystusa promieniowała mocą sprawczą. Coś pozytywnego w Nim przyciągało dusze ludzi. Było to pozytywne wrażenie jego istoty, które poruszało dusze ludzi. Musimy także wziąć pod uwagę zwykłe ludzkie znaczenie tej chwili. Jezus, podobnie jak inni pobożni ludzie, poszedł do świątyni, aby się modlić i złożyć ofiarę w ramach przygotowań do Paschy. Przeczucie o tych doniosłych decyzjach przenika całą Jego Istotę. On nie mógł wejść do świątyni z nieszkodliwą łaską. Iskrząca aura woli w jego istocie działa, gdy tłum jest ogarnięty ekstatyczną wizją jego słonecznej wielkości. Chrystus dostrzega powierzchowność i zawodność zwykłego, naturalnego entuzjazmu, ale nie ma powodu, by się bronić i mu przeciwdziałać. Ludzie mają rację. Nie wołaliby „Hosanna!”, gdyby nie przewidzieli czegoś z Jego natury. Nie czyni im wyrzutów, a to potwierdza się następnego dnia, kiedy w świątyni scena się powtarza. Tym razem jest to grupa małych dzieci, które krzyczą „Hosanna Synowi Dawidowemu!, ponieważ jasny promień z Jego słonecznej istoty przeniknął ich dusze. A kiedy przeciwnicy podstępnie pytają Go: „Czy słyszysz, co oni mówią?, On odpowiada: „Czy nigdy nie czytaliście tych słów: Z ust niemowląt i dzieciątek zgotowaliście sobie chwałę(Mt 21,16). 

Teraz jednak spędził noc w Betanii. Od wibracji Niedzieli Palmowej minął już pewien czas. Idzie przed drzewa figowe w Betfage. Teraz chce pokazać uczniom, jak wiele warte jest to “Hosanna!” z poprzedniego dnia. Był to nic innego jak ostatni owoc z drzewa starej kontemplacji, starego widzenia. Ostatnia pozostałość po starym, związanym z ciałem jasnowidzeniu. Przez słowa, które Chrystus wypowiedział do drzewa figowego, odrzuca cały świat dawnego ekstatycznego widzenia. My również dostrzegamy coś z tego wielkiego sądu nad ludzkością. Jezus deprecjonuje okrzyk „Hosanna”, a więc doprowadza siebie do przejścia do okrzyku „Ukrzyżuj Go!”. Ma niesłychaną odwagę, by potwierdzić i samemu doprowadzić do duchowej ślepoty, z powodu której lud fanatycznie domaga się potem jego śmierci. Dla Niego ważniejsze jest, aby ludzkość podążała swoją drogą świadomości prowadzącą do wolności, nawet jeśli jest to tragiczne, nawet jeśli ukrzyżują Go z powodu koniecznej ślepoty ducha. 

Kiedy we wtorek rano uczniowie ponownie ujrzeli drzewo figowe w Betfage, stracili wielkie złudzenie poprzedniego dnia. Wraz z obrazem uschniętego drzewa przyszło na nich zdrowe otrzeźwienie. Stare, związane z ciałem jasnowidzenie było darem Księżyca, przeniesieniem jego mocy do ludzkiej natury. Wiązało się z nocą, ponieważ było dostępne człowiekowi tylko w stanach nieświadomości, we śnie. Teraz uczniowie spostrzegli, że siły, które były skupione w symbolu drzewa figowego, były przestarzałe i nieaktualne. 

Nauczanie, którego Jezus udziela im teraz, jest wstępem do tego, które przekaże im w tajemniczej godzinie wieczornej tego samego dnia na Górze Oliwnej. Daje im do zrozumienia, że ludzkość pewnego dnia dojdzie do nowego jasnowidzenia. „Wiara” jest zalążkiem zarodkowym tego jasnowidzenia. Jezus powiedział do uczniów: „Jeśli będziecie mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, wszystko możecie uczynić. Wystarczy, że powiesz tej górze: ‘Podnieś się’, a ona sama się podniesie. Widok stanie się wolny; to, co blokuje twój widok, góra świata zmysłów, zniknie. Przez skałę ziemskiej egzystencji zajrzysz do prawdziwej Bożej istoty rzeczy”. (Mt 21:22) Stare widzenie miało charakter księżycowy, nowe będzie miało charakter słoneczny. Słoneczna moc wiary sprawi, że w sercu człowieka zakwitnie oko nowej wizji, jak mówi błogosławieństwo: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. Pomiędzy księżycowym widzeniem, które stało się bezużyteczne, a nowym widzeniem serca, które staje się słoneczne, jest czas ciemności, ślepoty na Ducha. Właśnie z powodu tej ślepoty ludzie ukrzyżują Chrystusa.

W Wielki Poniedziałek, Chrystus pokonuje wielką pokusę. Gdyby chciał przejąć władzę nad dawnymi stanami zachwytu, być może nadal cieszyłby się uznaniem ludu. Nie tylko by krzyczeli „Hosanna!”, ale zrobiliby Go swoim Królem. Ale teraz jest ostatecznie objawione, że Chrystus nie chce sojuszu z dawnymi mocami. Jego jedyną troską jest to, aby ludzkość odnalazła drogę przebudzenia i wolności. Na początku tych trzech lat został On ogarnięty pokusą, aby zamienić martwą materię w coś żywego. Teraz, na końcu swojej wędrówki, odpierając pokusę, przemienia żywą dekadencką medytację w martwą. To, co On uczynił z drzewem figowym tych ludzi, którzy zaledwie dzień wcześniej dali Mu oślicę i źrebię, nie jest przejawem braku miłości i przekleństwa; nie, wpływ, który z Niego emanuje, jest potężny i znaczący. On jest Słońcem. Kiedy wschodzi Słońce, Księżyc blednie i gaśnie. W ten sposób wygasają również księżycowe moce starego widzenia. Wygląda na to, że pod nowym Słońcem nie mają już żadnej przyszłości, gdy wschodzi Słońce nowego światła duszy. 

Chrystus wkracza na plac świątynny na starożytnym świętym wzgórzu księżycowym, gdzie zbudowano najstarsze miasto ludzkości. Przybyły tysiące pielgrzymów, a paschalny zgiełk zalewa wszystko. Wokół świątyni słychać odgłosy zakupów, kupowania, sprzedawania, targowania się ludzi. Również w samej świątyni panuje gorączkowy handel i spekulacja; ceremonia wielkanocna została zamieniona na składanie ofiar ze zwierząt ofiarnych. Pozwala to na ożywiony handel, ponieważ aby dokonać uboju i złożyć ofiarę, zwierzę musi być najpierw kupione. I tak się złożyło, że tam, gdzie powinien panować święty, ofiarny nastrój, powstał plac targowy. Stary Annasz, notoryczny skąpiec w historii świata, wiedział, jak prowadzić swój handel. Jako przewodniczący saduceuszowskiej kliki arcykapłanów, Annasz jest siłą napędową politycznych kompromisów, które leżą u podstaw haniebnego handlu świątynnego. Aby cokolwiek kupić, czciciele musieli najpierw wymienić przywiezione z całego świata pieniądze na oficjalną walutę państwową. Stoiska handlowe stały się jednocześnie rzymskim targowiskiem. Z obawy przed zajęciem przez Rzymian sanktuarium świątyni, rzymscy urzędnicy finansowi i celni zostali wpuszczeni do środka, mimo że wiadomo było, iż są pełnomocnikami kultu cezariańskiego. Przyszedł, aby zbezcześcić i zeświecczyć to, co kiedyś było czystym życiem kultowym. W obrazie uschniętego drzewa figowego ukazana została uczniom cała dekadencja dawnej świadomości religijnej; pod obrazem dorocznego targu w miejscu świątyni ujawniła się dekadencja kultu religijnego. 

To jest sceneria, w którą teraz wchodzi Chrystus. Przybywa, aby wypełnić zwyczajowy post wstępny. Ale iskrzący ogień Jego gorliwości jest potężnie rozpalony. Nie musi nawet wydać żadnego dźwięku: paniczny strach ogarnia nagle ludzi. W Nim uświadamiają sobie w przerażający sposób swoją własną degenerację. Na początku tych trzech lat, podczas pierwszej Paschy, wydarzyło się coś podobnego (J 2,14-15). Wtedy, pomimo Jego świadomej powściągliwości, Istota Chrystusa promieniowała potężnym i niesamowitym wpływem. Teraz jednak boskość w Nim przekształca się całkowicie w człowieczeństwo, w ognistą intensywność woli.  Z pełnym prawem ściąga On maskę ze zdegenerowanego świata świątynnego i rozpętuje burzę. Jego żywiołowe pojawienie się jest już odrzuceniem pokusy, a mianowicie pokusy związania się ze starym stanem rzeczy. Teraz stanie się to całkowicie jasne: tylko coś radykalnie nowego może dać ludzkości duchową przyszłość. Na polu ludzkiej świadomości wizja księżycowa musi zwiędnąć, nawet jeśli po niej następuje wędrówka przez pustynię, choćby nie wiem jak uciążliwa. Przyszłość może zakwitnąć tylko z wiary, ze słonecznej kontemplacji serca. Ale także w dziedzinie życia kultowego przeszłość musi się zdecydowanie „pożegnać”. Nie może być już mowy o zbliżeniu z nim, niezależnie od tego, jak bardzo budzi respekt. Musi powstać coś nowego. To Słońce Chrystusa wznosi się majestatycznie nad oświetlonym Księżycem wzgórzem Moriah i triumfuje nad światłem Księżyca. To Słońce odpędza duchy nocy. Zamiast monumentalnie wzniesionej Świątyni Jerozolimskiej, kiełki nowego kultu słonecznego kiełkują teraz w cichych i skromnych wymiarach Ostatniej Wieczerzy. Księżycowa religia głębokiej starożytności zostanie ostatecznie zniesiona, gdy Chrystus daje uczniom chleb i wino na słonecznym wzgórzu Góry Syjon w Wielki Czwartek wieczorem.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x