Tydzień Męki Pańskiej: Niedziela Palmowa

T R Z Y   L A T A, EMIL Bock, Tydzień Męki Pańskiej – wydarzenia tygodnia pasyjnegofragmenty książki[1]  – tłumaczenie robocze. Intermediarius: B.S. Ilustracja: Giotto di Bondone, Ukrzyżowanie, ok. 1305 roku Kaplica Scrovegnich w Padwie, Włochy,

            W pierwszym dniu Wielkiego Tygodnia Chrystus wkracza do świętego miasta. Tutaj przedstawia się przed nami bardzo niepozorny obraz: widzimy Go, jak wjeżdża przez bramę miasta na osiołku, a za nim podążają jego towarzysze. Ale to jest tak, jakby nie kto inny jak sam Bóg wiosny przechodził obok – takie jest poruszenie w duszach tłumów. Jakby coś ze starej słonecznej ekstazy obchodów pogańskiego świętowania wiosny ogarnęło ludzi: zapaliła się iskra. Gdy zrywają gałązki palmowe z okolicznych drzew, ludzie powracają do starożytnych zwyczajów, do świętowania Słońca na początku wiosny, jak to było powszechne wśród ludów przedchrześcijańskich. W końcu palma zawsze była postrzegana jako drzewo i symbol Słońca, naturalnego Słońca, które teraz na wiosennym niebie rozwija się z zupełnie nową siłą.

Ludzie ozdabiają Jego drogę symbolami Słońca. Czy On naprawdę jest tym wielkim Królem światłości obiecanym ludziom? I czy pierwotne duchowe znaczenie miasta Jerozolimy, które zanim jeszcze Góra Księżycowa zagłuszyła wszystko wraz ze Świątynią Salomona, zawierała jedno z najdawniejszych słonecznych sanktuariów ludzkości na Górze Syjon? Czy nie spełniła się przepowiednia Melchizedeka, wielkiego Wtajemniczonego w misterium Słońca wieszczącego Zmartwychwstanie? Wydaje się, że Chrystus wkracza teraz prawdziwie w ludzkość, że rzeczywiście znalazł drogę do duszy ludzkości. Wysoki Duch Słońca od trzech lat żyje w ludzkim ciele i przechodzi przez ziemskie, ludzkie losy. Po początkowym odosobnieniu, każde jego wystąpienie spotykało się z niezrozumieniem i wrogością. Czy to powinno się teraz zmienić? Czyż przeznaczenie nie prowadzi Go w tej chwili prosto do wielkiego ekstatycznego, radosnego odkupienia?

Nie! Znajdujemy się na początku najpoważniejszego tygodnia w historii ludzkości. Ci sami ludzie, którzy wymachiwali gałązkami palmowymi w euforycznych okrzykach Hosanna!, za kilka dni będą krzyczeć z fanatyczną nienawiścią: Ukrzyżuj Go!, Ukrzyżuj Go! Do symbolu życia, jakim jest gałązka palmowa, dołączy poważny symbol śmierci – krzyż na Golgocie.

Do tej przemiany przyczynił się sam Chrystus. Sam Chrystus wydaje się nosić w sobie tę tajemnicę, ten zwrot w sercach ludzi. Z cichą i poważną miną przechodzi przez rozentuzjazmowany tłum. Przyjmuje nicość, miałkość tego, co Go spotyka. Ale On ma zamiar sięgnąć do głębszych warstw. On chce czegoś zupełnie innego.

* * *

            Po ludzku rzecz biorąc, można by zapytać, dlaczego Jezus nie pozostał w Galilei, w swojej ojczyźnie; o tej porze roku, kiedy pola wokół Jeziora Genezaret kwitną wiosną. Tak, gdyby został w Galilei, pozostałby przy życiu. Ale równie dobrze można by zapytać – dlaczego Chrystus – jako Bóg – nie pozostał w duchowych sferach nieba? Nie pozostał na błogich wyżynach bogów. Opuścił niebo i stał się człowiekiem. W tym wyrzeczeniu wypełnił się cały sens jego istnienia. Kiedy wszedł do Jerozolimy, doskonale wiedząc, że czyniąc to, rzuca rękawicę tym, którzy mają nad nim władzę, jego wejście do ziemskiego świata było kompletne, całkowicie zakończone.

Na początku Wielkiego Tygodnia dokonało się to, co trzy lata wcześniej było początkiem Jego ziemskiej wędrówki, ale na inną skalę. Tak jak wtedy opuścił niebo, tak teraz opuścił rajską naturę Galilei. Wtedy, kiedy zstąpił z nieba na Ziemię, ludzie nie zauważyli tego. Jan Chrzciciel, który przy tym zejściu do ziemskiej egzystencji ofiarował pomoc kapłańską, przewidział coś z wydarzenia, kiedy Jezus z Nazaretu stał się nosicielem i naczyniem Chrystusa. Jednak w sferach duchowych zostało to zauważone. Tam rozbrzmiały słowa: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

Teraz, w Niedzielę Palmową, w tej tajemniczo uroczystej godzinie, ludzie to zauważają. Słowo, które w tamtych czasach brzmiało tylko z duchowych wyżyn, odpowiada Hosanna ludzi, którzy są w ekstazie.

Nagle ludzie dostrzegają, jak w przebłysku starego jasnowidzenia, że ten, kto jeździ na ośle, jest kimś więcej niż człowiekiem. To tak, jakby dusza ludowa gwałtownie wyrywała się do przodu, by ujrzeć blask, słoneczną aurę, która pulsuje wokół postaci Jezusa. Boska Istota Chrystusa musiała się powstrzymać przez trzy lata; w przeciwnym razie obezwładniłaby ludzi swoją Boską mocą. Ale owocem tego odosobnienia było to, że Boskość, która poświęciła się i zstąpiła do ludzkiego świata, została całkowicie przekształcona w potężną determinację woli. Na początku to, co boskie, przewyższało w nim to, co ludzkie. Teraz człowiek płonie w ogniu Bożym.

To właśnie wzburzony ogień woli zapala się jak iskra w tłumie. Upojenie wiosenno-wielkanocnym przeczuciem zalewa teraz lud, który mógł to przeczucie przenieść tylko na płaszczyznę polityki.

Natura, ta Ziemia, w którą wszedł Chrystus podczas chrztu w Jordanie, może Mu ostatecznie ofiarować tylko śmierć. Miasto, które przeszyło niebo swoim Hosanna!, w końcu przybije Go do krzyża.

Iskra migocze, ale Chrystus przechodzi w całkowitym spokoju przez poruszające duszę podniecenie witającego Go tłumu. Chce zdobyć wejście do o wiele głębszej warstwy. Naturalne Słońce na niebie, ileż to cudów daje nam, gdy wschodzi rano i rodzi dzień; ale Słońce zewnętrzne, stare Słońce, które jest związane tylko z człowiekiem jako istotą naturalną, każdego wieczoru ustawia się na nowo. Słońce to powraca na Ziemię; gdy tylko minie apogeum lata, na świat wkracza jesień i zima. Naturalne Słońce przychodzi, ale zawsze odchodzi, tak jak naturalne życie przychodzi i zawsze odchodzi. Po radościach dzieciństwa zawsze przychodzi gorycz śmierci. W pewnym momencie każdy musi umrzeć, nawet jeśli jako dziecko i młody człowiek wciąż był istotą tętniącą życiem. Niedziela Palmowa to dzień starożytnego Słońca. Niedziela Wielkanocna będzie dniem nowego Słońca. I to Słońce nie jest Słońcem naturalnym, jest to Słońce duchowe. Nie jest jednorazowe. Jest trwałym Słońcem. Łatwiej je odkryć, zwłaszcza w mrokach ciężkiego losu, w kłopotach, chorobie czy śmierci, niż dać się ponieść radosnym sugestiom beztroskich, dziecinnych ludzi. Chrystus wkracza do starej Jerozolimy. To jest Niedziela Palmowa. Ale do upadającego i umierającego świata przynosi On nowe Jeruzalem. On nie idzie wiosenną drogą starego Słońca. Dlaczego? Aby rozpalić nowe Słońce we wnętrzu Ziemi i w ludzkości, to Słońce, które jest niezłomne, prawdziwe i wszechobecne. To jest droga prowadząca od Niedzieli Palmowej do Niedzieli Zmartwychwstania – od starego Słońca do nowego Słońca.

W opowiadaniu o wjeździe Chrystusa do Jerozolimy widzimy całą nieadekwatność wszystkich stanów ekstatycznych. Wszelkie ekstatyczne uniesienia prowadzą nas do podążania jedynie za naturą. To dobrze, że możemy doświadczyć radości i cudów wiosennych dni i nocy, towarzystwa dzieci, lub cudów młodości i miłości. Nie chcemy mierzyć tej naturalnej radości, ale musimy wiedzieć i uznać, że wielkim niebezpieczeństwem dla nas jest traktowanie jej jako prawdziwego życia.Entuzjazm, który jest czysto naturalny, w rzeczywistości pochodzi z czysto fizycznej istoty ludzkiej. Tylko raz rozbłyskuje w duchu. Prawdziwy entuzjazm, który pozostaje z Hosanną i nie przeradza się w Ukrzyżowanie, nie rozwija się od dołu do góry, ale od góry do dołu, kiedy duchowość zakorzenia się w człowieku, kiedy iskra ducha urzeczywistnia się na Ziemi i wciela się w ziemską materię.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Możesz również polubić…

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x