Tydzień Męki Pańskiej: Wielka Sobota

Emil Bock, Trzy Lata.Tydzień Męki Pańskiej – wydarzenia tygodnia pasyjnego. fragmenty książki[1]  – tłumaczenie robocze. Intermediarius: B.S. Ilustracja: Giotto, Lamentacja

Stoimy przed grobem Józefa z Arymatei, gdzie złożono ciało Ukrzyżowanego. Ołowiany ciężar Saturna unosi się w powietrzu. Wypełnia się znaczenie dnia Saturna. Istotą szabatu jako dnia Saturna zawsze było to, że wierni Starego Przymierza, przestrzegając surowego prawa, oddawali się głębokiej ciszy. Dzisiaj jest szabat wszystkich szabatów. Ale w naszych duszach rodzi się niespokojne pytanie. To tak, jakby wojownik wszedł do ciemnej jaskini, aby pokonać smoka kryjącego się w skałach. Czy wyjdzie z tego zwycięsko?

          Dzień wcześniej, w ciemną godzinę południa, kiedy przybity do krzyża Chrystus wydał ostatnie tchnienie, zasłona w świątyni uległa rozdarciu. Było to coś więcej niż tylko przypadkowe następstwo trzęsienia ziemi. Wgląd w głąb świata stał się możliwy. Tylko noc wciąż zasłania nam ogląd. I nagle świetliste obrazy wyłaniają się z saturnowego półmroku. Przytłumione światła oświetlają otoczenie grobu i oświetlają to, co ziemskie, aby stało się symbolami nadprzyrodzonego. Ukazują się obrazy, które pojawiły się już na ostatnich etapach tajemnej drogi. Stół i Krzyż w symboliczny sposób podsumowują to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch dni. Trzecim symbolem jest Grób. To tak, jakby atmosfera w najświętszym miejscu świątyni, której zasłona została rozdarta, wdzierała się do naszego świata, jakby rozciągała się na nasz świat.

          Od niepamiętnych czasów groby były jednocześnie ołtarzami ludzi. Wszelki kult pierwotnie wywodził się z kultu zmarłych. Ludzie żyjący na Ziemi udawali się do grobów, gdy chcieli obcować z bogami. Dusze zmarłych były ich pośrednikami w kontaktach z bogami. Ponieważ przy grobach mogły pojawiać się dusze zmarłych, można tam było spotkać także innych mieszkańców świata duchowego.

          Tak było w odległej przeszłości, kiedy śmierć była jeszcze siostrą snu i nie miała jeszcze takiej przerażającej władzy nad człowiekiem jak później. Dawniej ludzie nie byli jeszcze tak głęboko uwikłani w sprawy ziemskiej cielesności. Dlatego po śmierci nie byli tak beznadziejnie oddzieleni od sfery ziemskiej. Obcowanie świata ziemskiego ze światem duchowym odbywało się nieustannie, jak wdech i wydech. Dusze zmarłych mogły przebywać przy grobach razem z tymi, których pozostawili na Ziemi. Nieśmiertelności, wznoszenia się dusz, które kiedyś żyły na Ziemi, nadal można było powszechnie doświadczać i dlatego nikt tego nie kwestionował. Nieśmiertelność była powietrzem, którym oddychali ludzie, o czym się upewniali, szczególnie kiedy udawali się na groby i nad nimi budowali swoje świątynie. 

          W ciągu tysiącleci ludzie coraz bardziej pogrążali się w cielesności. Im bardziej przywiązywali się do materii ziemskiej, tym bardziej tracili możliwość zachowania łączności z tym, co ziemskie w życiu pośmiertnym. Podczas życia na Ziemi byli związani z materią. Po śmierci zostali wygnani i związani w innej sferze, sferze cienia, z której nie mogli już tak łatwo zbliżyć się do ludzi na Ziemi. Przepaść między tym, co tu, a tym, co tam, stawała się coraz trudniejsza do pokonania. Sfera życia pozagrobowego stała się, jak mówi List św. Piotra w Nowym Testamencie, więzieniem. Ludzkości groziło niebezpieczeństwo utraty prawdziwej nieśmiertelności, świadomości, która przewyższa śmierć, która przetrwałaby śmierć. W świecie umarłych pojawił się stan odrętwienia. (…) W wiekach przedchrześcijańskich ludzkość coraz bardziej odczuwała grozę świata śmierci. Świat grecki drżał przed sferą zmarłych. W Starym Testamencie idea nieśmiertelności całkowicie zanikła. Wielki prąd religijny powstał bez pewności nieśmiertelności. Wiara w przeżycie we własnym potomstwie zastąpiła ideę nieśmiertelności.

            Niemniej jednak w wiekach przedchrześcijańskich dusze nie były bynajmniej tak głęboko uwięzione w ciałach, jak obecnie. To sprawiło, że ludzie żyjący na Ziemi postrzegali jasnowidzeniowo tragiczne fatum śmierci. Ludzkość znalazła się pod silną presją. Nadal chodziło się na groby, ale dusze zmarłych już nie przychodziły, a bogowie trzymali się z dala od ołtarzy. Ta utrata kontaktu ze światem duchowym w czasach przedchrześcijańskich wynikała w znacznie mniejszym stopniu z trudności zewnętrznych niż z trudności wewnętrznych. Ziemia stała się jałową krainą, na którą przez długi czas nie padał deszcz. Śmierć, niegdyś siostra snu, stała się upiornym widmem ludzkości. Takie jest emocjonalne tło oczekiwania na Mesjasza, które stawało się coraz bardziej żarliwe i przenikało wszystkie narody czasów przedchrześcijańskich.

          Teraz znajdujemy się pomiędzy Wielkim Piątkiem a Wielkanocą. Ciało zostało zdjęte z krzyża i złożone w grobie. Niewidzialne dla ludzkości, boskie obrazy i idee w tajemniczy sposób przenikają to wydarzenie. Opatrzność sprawiła, że krzyż i grób znajdują się w takim miejscu, które już przed tysiącami lat było odczuwane i przeżywane jako środek Ziemi. Pomiędzy Golgotą, skalistym wzgórzem, którego kontynuacją jest masyw skalny Góry Świątynnej, a grobem, którego otoczenie tworzy początek krajobrazu ogrodowego na Górze Syjon, istniała niegdyś pradawna szczelina w powierzchni ziemi [ Patrz: Królowie i Prorocy – s. 58; oraz Cezarowie i Apostołowie – s.193.] W tej przerażającej przepaści starożytna ludzkość widziała grób Adama. Tutaj po raz pierwszy śmierć przyszła na ludzkość. I tak, od najdawniejszych czasów, ten pierwotny wąwóz, który dzieli Jerozolimę na dwie części, kojarzył się z ideą, że jest to brama do podziemi. W tym miejscu wczoraj stanął krzyż, a dziś stoi grób.

          Kiedy próbujemy przeniknąć do wnętrza tego wydarzenia, to tak, jakby zasłona innej sfery została ponownie rozdarta. Otwiera się przed nami nocne królestwo śmierci, najświętsze miejsce, gdzie żyją dusze zmarłych, które dostały się pod magiczny czar mocy śmierci. Wtedy, w saturnowych ciemnościach sfery śmierci, spotyka nas niespodziewane światło. Ten, który umarł na krzyżu, wszedł do królestwa umarłych. Teraz przebywa tam ten, który nie podlega magicznej mocy śmierci, lecz jest wolny od wszelkiego odrętwienia. Przenosi On całe słoneczne światło swojego geniuszu poprzez śmierć. Tak więc, podczas gdy na Ziemi panuje ciemny szabat grobu, w królestwie zmarłych wschodzi Słońce. Taki jest sens wędrówki Chrystusa do piekieł. Promyk nadziei rozbłysnął w królestwie umarłych. Czar śmierci ulega rozluźnieniu, ponieważ jasna staje się perspektywa przyszłego zwycięstwa duszy ludzkiej nad upiornym widmem świata podziemnego. Kiedy na Ziemi była jeszcze Wielka Sobota, w królestwie zmarłych była już Wielkanoc. Zanim ludzie na Ziemi czegokolwiek się dowiedzieli na temat Wielkanocy, zauważyli ją zmarli.

          Jak dalej potoczy się ten dramat? Pytanie nie zostało jeszcze rozstrzygnięte, czy w świecie ziemskiej cielesności będzie także Wielkanoc. Czy ten triumf nad śmiercią, który zaświtał w królestwie dusz, zajaśnieje również w świecie materialnym?

          Ziemia, która umiera, ponieważ grozi jej całkowita utrata łączności z niebem, otrzymała lekarstwo. Przyjęła w siebie Ciało i Krew Chrystusa. Były to pierwsze składniki materii ziemskiej, które zostały całkowicie przeniknięte duchem. Są one zalążkiem nowej, prześwietlonej przez ducha materii. Duszno-duchowa Istota Chrystusa wraz z kroplami krwi, które zwilżyły wzgórze Golgoty, i z ciałem, które zostało złożone w grobie Józefa z Arymatei pozostała związana z Ziemią. Po raz pierwszy magiczna moc śmierci pozostała nieskuteczna.

          Znajdujemy się w centralnym punkcie działania Opatrzności. Cały wszechświat jest bezpośrednio zaangażowany w to, co dzieje się na krzyżu i w grobie. Komunia, dzięki której sama Ziemia wchłania kosmiczne lekarstwa, urasta do gigantycznych rozmiarów. Już w Wielki Piątek, w chwili śmierci Chrystusa, rozpoczęło się trzęsienie ziemi, których ostatnie wstrząsy miały miejsce jeszcze we wczesny poranek Wielkanocny. W Wielką Sobotę nie zatrzymały się one całkowicie, chociaż siły natury mogły się dostosować do nakazu głębokiej ciszy, która należy do tradycji tego dnia. Niefrasobliwy ziemski umysł może uznać to za obraźliwe – według tego co Rudolf Steiner przekazał jako wynik badań duchowych, i co można również udowodnić na podstawie znajomości tajemnic drzemiących w ziemi jerozolimskiej – ale należy to do kosmicznych punktów kulminacyjnych tajemniczego dramatu Golgoty: Trzęsienie ziemi ponownie otworzyło pierwotny wąwóz Golgoty, zasypany niegdyś przez Salomona. I tak cała Ziemia stała się grobem Chrystusa. Ziemia bardzo głęboko przyjęła hostię, która została jej przekazana, także w sensie zewnętrznym. Kiedy wyrażamy wydarzenie Wielkiej Soboty słowami naszego chrześcijańskiego wyznania: „Został złożony do grobu Ziemi”, delikatnie dotykamy kosmicznej strony Misterium Golgoty. Novalis to wiedział i w poetycki sposób wyraził, że tym, który ofiarował Ziemi kosmiczne lekarstwo, nie był nikt inny jak sam Chrystus. Tylko pozornie ciało Ukrzyżowanego zostało złożone do grobu ludzkimi rękoma. W rzeczywistości dobrowolnie oddał siebie, uwolniony od śmierci, aby uzdrowić wszystko co ziemskie.

… Wie Er, von Liebe nur beweget, 

Sich ganz uns hingegeben hat, 

Und in die Erde sich geleget 

Zum Grundstein einer Gottesstadt.

[… Jak On, poruszony tylko miłością,

oddał się nam całkowicie

I położył się w Ziemi

Jako kamień węgielny miasta Bożego.]

Kosmiczne połączenie z naszą ziemską planetą miało miejsce w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, zanim zwycięstwo Wielkanocne zostało w pełni osiągnięte. Dlatego fizycznie prawdziwe ciało i fizycznie prawdziwa krew człowieka Jezusa z Nazaretu były lekarstwem, które otrzymała Ziemia. Sakramentalny nurt, który odtąd płynie przez ludzkość, jest związany z Wielkanocą. Tylko błąd średniowiecznego kultu relikwii, który jest niczym innym jak pozostałością przedchrześcijańskich obyczajów i wierzeń, pozwalała ludziom myśleć, że w swoim życiu kultowo-sakramentalnym posiadają bezpośrednie fizyczne szczątki ciała Chrystusa. Kultowe tradycje chrześcijańskie zarówno zachodniego, jak i wschodniego katolicyzmu słusznie trzymały się starej zasady, by zawsze budować swoje ołtarze w formie grobu. Błędem było jednak trzymanie się zasady, że w ołtarzu zawsze musi znajdować się relikwia, czy to z ziemskiego życia samego Chrystusa, czy też świętej osoby związanej z Chrystusem.

          Zarządzenie to sięga czasów przedchrześcijańskich, kiedy to jeszcze łączność ze światem duchowym można było pielęgnować jedynie przy grobach, w których spoczywały ziemskie szczątki zmarłych. Obaleniem wszelkiego nabożeństwa z relikwiami jest pusty grób. Grób Józefa z Arymatei nie zawierał żadnych szczątków ciała Chrystusa, gdy Piotr i Jan zeszli do ciemnego grobu w Wielkanocny poranek. Pusty grób oznacza: Nie patrzcie na człowieka Jezusa. Nie stoisz przy grobie wielkiego świętego człowieka. Patrz w stronę Chrystusa. Jest on kosmiczną Istotą boską. Jego grobem nie jest skalna komnata Józefa z Arymatei, ale cała Ziemia. Prawdziwe relikwie nie są jakimiś zewnętrznymi pozostałościami po fizycznych wydarzeniach tamtego czasu, które zapisywałyby jedynie stan sprzed wydarzenia z Golgoty. Znaczenie zwycięstwa Wielkanocnego polega na tym, że odtąd duchowe ciało Chrystusa, utkane ze światła, może świecić we wszystkim, co ziemskie. Chleb i Wino, jako prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa, są lekarstwem nowego życia wywalczonego przez zwycięstwo Wielkanocne. Za ich pośrednictwem duchowa homeopatia przechodzi przez świat, niesiona przez ludzi zjednoczonych z Chrystusem. Wgląd wczesnego chrześcijaństwa w tę tajemnicę, wyrażony bezpośrednio przez Ignacego z Antiochii, może być odzyskany dla naszych czasów: Chleb i Wino są środkami leczniczymi, lekarstwem nieśmiertelności.

* * *

Ołtarze odnowionego sakramentu również mają formę grobu. A kiedy wokół nich gromadzą się oddani modlitwie ludzie, zasada szabatu jest zawsze decydująca. Jesteśmy w cierpliwym oczekiwaniu przed świętym grobem. Wiemy, że nasz ołtarz nie potrzebuje relikwii. Lekarstwem jest to, że sam Chrystus jest obecny w Chlebie i Winie. Pierwotne obrazy „stołu” i „grobu” przenikają się wzajemnie. Stół Boży może znów obejmować naszych zmarłych. Ci, którzy przeszli przez śmierć, będąc za życia blisko związani z odnowionym sakramentem, odnajdują stamtąd drogę do tego świętego grobu, niewątpliwie łatwiejszą niż droga do własnego grobu. Dusze nie mają już intensywnego połączenia ze swoimi odłożonymi ciałami. Kiedy jednak jesteśmy zgromadzeni wokół ołtarza, mogą oni być pośród nas i przez to wzmacniać naszą więź ze światem duchowym. Nowe ołtarze otoczone są tą samą starożytną symboliczną zasłoną, która otaczała grób w Ogrodzie Syjonu. Tutaj zostaje uleczone pęknięcie między tym a tamtym światem i teraz w sposób niewidzialny rozkwita ogród Wielkanocny, w którym nasza dusza – tak jak Maria Magdalena – może ujrzeć Zmartwychwstałego jako ogrodnika nowego świata. Dzięki wielkanocnemu Słońcu ciemność Saturna jaśnieje od wewnątrz.

close

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ I OTRZYMUJ COTYGODNIOWY NEWSLETTER O NOWOŚCIACH NA STRONIE ANTROPOZOFIA.NET

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności.

Może Ci się również spodoba

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x